Nowości baletowe na DVD

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

Wprawdzie nie jest to nowość na dvd, ale na pewno warto o tym wspomnieć.
Obejrzałam sobie drugie nagranie "Jeziora" z Maryjskiego, nie to nowsze z Lopatkiną (które znam już od dawna), ale sfilmowaną w 1991 wersję z Makhaliną i Zelenskym i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie wiem, czy to sposób filmowania, inny montaż, inny kąt kamer, brak przerw na oklaski, czy - z innej beczki - inny wyraz tancerzy z począku lat 90., ale czułam się, jakbym oglądała zupełnie inny balet niż w przypadku nowszego nagrania. Prawie wszystko jest takie samo - kostiumy, dekoracje (w drugim akcie są inne), choreografia pewnie też, a jednak całość wydała mi się lepsza. Przede wszystkim cały spektakl nie był ciągiem popisów tanecznych - takie wrażenie miałam oglądając nowsze nagranie - każda scena była istotna, a całość dzięki temu bardziej spójna. Choćby pierwsza scena pierwszego aktu - pierwszy raz poczułam atmosferę beztroskiej zabawy księcia i przyjaciół w parku przy zamku. Albo drugi akt - gdy jest taniec księżniczek, nie jest to po prostu taniec - każda z nich chce oczarować księcia, a on, choć z nimi tańczy, myślami wyraźnie jest gdzie indziej. Poza tym - to się nazywa książę! Przyciąga uwagę zarówno tańcem, jak i grą, nie jest tylko partnerem Odetty/Odylii. Korsuntsev z wersji z Lopatkiną jest przy Zelenskym okropnie bezbarwny... Makhaliny i Lopatkiny porównywać nie będę - każda ma jednak inny styl tańca i każda jest wspaniała na swój sposób. Jednak na mnie większe wrażenie robi Makhalina - krucha, bezbronna i cierpiąca jako Odetta (zupełnie inna od dumnej królowej łabędzi w wykonaniu Lopatkiny; jednak pewnie to też kwestia wieku - Makhalina miała wtedy 23 lata, Lopatkina - 33). Jako Odylia z kolei była piękna i czarująca, ale w gruncie rzeczy nie musiała uwodzić Zygfryda - on od razu zobaczył w niej swoją ukochaną Odettę, ona zaś zdawała się śmiać z jego naiwności.

I po raz kolejny zastanawiam się - niestety nikt nie podjął dyskusji o tym w odpowiednim temacie ;) - czy gimnastyczne umiejętności są naprawdę potrzebne w balecie. Nie zauważyłam u żadnej tancerek ani nogi przy uchu, ani innych przesadnych umiejętności, przez co spektakl ani trochę nie traci w konfrontacji z nowszym nagraniem. A pod względem artystycznym stoi moim zdaniem znacznie wyżej.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

To nagranie Blanche, o którym mówisz, było nie tylko pierwszym obejrzanym przeze mnie nagraniem "Jeziora.." na dvd, ale także - nawet po obejrzeniu wielu innych, zdecydowanie ulubionym. Dotychczas jest w zdecydowanej czołówce jeśli chodzi o cyfrowe zapisy tego właśnie baletu, a ściślej rzecz ujmując - ma dla mnie największe znaczenie wraz ze spektaklem właśnie z Łopatkiną (które całkiem niedawno miałam okazję w końcu zobaczyć). W pełni się zgodzę co do Twoich spostrzeżeń nt. ogólnego wyrazu artystycznego - moim zdaniem, szczególnie pierwszy akt jest nieporównanie lepszy (ale w przypadku jeśli dzielimy "Jezioro.." na IV, nie III akty, czyli z wyodrębnieniem II białego - wiem, że Maryjski stosuje podział na trzy akty, ale raczej do niego nie przywyknę). W każdym razie tą zasługę przypisałabym nie tylko Zelenskiemu, który jest według mnie fantastycznym księciem, ale solistki chyba również zdecydowanie lepiej odegrały swoje role. Poza tym na pewno ma bardzo duże znaczenie to o czym wspomniałaś - czyli brak przerwy na oklaski. Dzięki temu ma się wrażenie spójności i ciągłości akcji, brawa nie przypominają widzowi, że to "tylko" spektakl, a to, że ich po prostu nie ma sprawia, że na dłużej można zanurzyć się w tym wyimaginowanym świecie, poza tym nie odczuwa się męczącego czasem wrażenia, że każda wariacja, pas etc. służą przede wszystkim temu, aby wywołać gromki aplauz publiczności. Co do środków wyrazu artystycznego jeśli chodzi o sposób filmowania to możliwe również, że wiele scen jest pięknej "oprawionych", chociaż z tego co pamiętam w tej nowszej wersji również jest wiele bardzo ciekawych i interesujących ujęć.. poza tym zachwyca mnie wykorzystanie gry i zmiany świateł w czarnym pas de deux, ale żeby szczegółowo porównywać, to musiałabym sobie odświeżyć całą starszą wersję.

Natomiast co do samych odtwórczyń roli Odetty, to moim ideałem zostanie Łopatkina, właśnie z tego względu, że w jej kreacji znalazłam to, czego zabrakło mi u Makhaliny (ale i tak bez wątpienia jest ona jedną z najlepszych odtwórczyni tej partii). Jednym słowem, bardzo ogólnikowo je porównując, miałam wrażenie, że Uliana jest o wiele bardziej zaangażowana emocjonalnie w swoją rolę, lepiej oddaje ją nawet za pomocą takich niuansów (pewnie mało kto zwraca na to uwagę, nie mniej jednak dla mnie są bardzo ważne) jak np. to, czego zawsze oczekuję przy pojawieniu się Odetty, a widziałam dosłownie pojedyncze wykonania, w których ten element występuje; a mianowicie, jest to takie delikatne potrząsanie głową, kiedy Odetta przechyla ją w stronę ramienia - ma na celu zapewne większe upodobnienie tancerki do kruchego, przestraszonego łabędzia, który bardzo niepewnie wyszedł na brzeg jeziora. Jest to dosłownie drobiazg, szczegół, a jednak tego drobiazgu czekam za każdym razem, gdy oglądam kolejne wersje. Uwielbiam ją poza tym za to, że jest jednocześnie elegancka, krucha i bezbronna - przywiązuję też ogromną wagę do dwóch wariacji Odetty w II akcie, bo one są moim zdaniem najlepszym sprawdzianem, na ile tancerka sprawdza się w tej roli. Jeśli czuję dreszcz emocji, a zwłaszcza podczas tej drugiej, zresztą bardzo krótkiej, kiedy Odetta wykonuję serię enterechats (ja to nazywam czymś na kształt takiej "symfonii życia" wyrażonej przez młodą, trochę zagubioną a jednocześnie mimo wszystko zdecydowaną i pewną swoich celów kobietę). I do dziś największą skalę przeżyć, ten dreszczyk i emocjonalne zaangażowanie wywołuje u mnie właśnie wykonanie Uliany.
Na pewno Odetta Uliany i Julii znacząco się różnią, ale moim zdaniem obie stworzyły jedne z najlepszych kreacji, jakie możemy sobie oglądać na nagraniach filmowych. Mam wrażenie, że Makhalina jest zdecydowanie szybsza, co do wykonywania nie tylko piruetów, ale też lirycznych elementów choreografii, w każdym razie w jej przypadku nie przeszkadza mi to wcale. Inna zaś rzecz, że ogólnie interpretacja Uliany bardziej mi się podoba, ale na to już składa się wiele elementów, nie tylko - być może - taka większa dokładność i pieczałowitość wykonania, po prostu sama jej osobowość robi na mnie ogromne wrażenie.
Co do książąt - przekonałam się już, że są w stanie nie tylko zawładnąć całym spektaklem, ale nawet zepchnąć Odettę na drugi plan, ale że mój ideał Zygfryda jest pewnie dosyć kontrowersyjny, to też zostawię go na boku.. co do Korsuntseva zaś, to mam wrażenie, że jest nawet całkiem przystojny, zauważyłam za to, że na wiele sytuacji reaguje podobną mimiką twarzy - wykorzystuje często jedną i tą samą minę. Jak widać taki już ma typ osobowości i wątpię, żeby to się miało zmienić, nie jest w każdym razie zły, ale przy tym nie powala na kolana, Zelensky za to jest naprawdę bardzo dobry ;)

I jeszcze odnośnie postawionego przez Ciebie pytania - czy typowo gimnastyczne umiejętności są w balecie potrzebne (przez co rozumiem np. ponadszpagaty), to już chyba kilkakrotnie wyrażałam swoją opinię na ten temat. Ale mogę powiedzieć więcej - nie tylko, że według mnie nie są potrzebne, ale całkiem zbędne, a nawet naganne. Zaburzają prawidłowe linie, harmonię, ogólnie obniżając przy tym całokształt poziomu artystycznego spektaklu, ponieważ dzięki takim popisowo-akrobatycznym elementom w tańcu znacznie łatwiej postrzegać balet w sposób groteskowy, wręcz karykaturalny, dawać preteksty ku temu, żeby skupiać się na zupełnie niepotrzebnym, przesadnym rozciągnięciu tancerzy,co również może dać powód do kpin.. niestety, ale to prawda. Wystarczy przypomnieć sobie choćby oburzenie, jakie wywołało określenie Somovej jako "cyrkowej małpki" przez krytyków, a przywołane przeze mnie. Nie ma tu dość dużej filozofii - z historii tańca wiemy dobrze, że żaden wybitny artysta nigdy nie został w ten sposób nazwany, a ofiary przesadnego rozciągnięcia, które poza nim nic innego do zaproponowania nie mają, muszą się z tym liczyć, że pewnie nie jeden raz będą na nich koty wieszać i ostro, a słusznie krytykować.

*aha, i jeszcze bardzo proszę wziąć poprawkę na to, że wygłoszone powyżej przeze mnie opinie nt. rozciągnięcia tancerzy dotyczą tylko i wyłącznie klasyki, nie mają absolutnie zastosowania jeśli chodzi o neoklasykę i balet współczesny. Tam wiadomo, że nic nie dzieje się przypadkowo, ruch podporządkowany jest wizji i zamysłowi choreografa, wyższym celom, służy zazwyczaj oddaniu o wiele bardziej skomplikowanych zależności, form przeżywania etc.
(Coś mam wrażenie, że ten post to jest dosyć duży off, więc na wszelki wypadek od razu przepraszam ;)
Blanche
Posty: 890
Rejestracja: pt lut 29, 2008 9:10 pm

Post autor: Blanche »

[quote:5f253d17c0="Ewa J."]Co do środków wyrazu artystycznego jeśli chodzi o sposób filmowania to możliwe również, że wiele scen jest pięknej "oprawionych", chociaż z tego co pamiętam w tej nowszej wersji również jest wiele bardzo ciekawych i interesujących ujęć.. [/quote:5f253d17c0]
W nowej wersji lubię, gdy kamera się porusza tak jakby między łabędziami. Co mi się jednak nie podoba to zbliżenia w niektórych momentach. I nie chodzi mi o te, które mają pokazać pantomimę, ale te z tańcami - np. pas de trois, gdzie widać tylko kawałek sceny, podczas gdy w starej wersji kamera w tym momencie jest jednak trochę bardziej oddalona. Tak jest pokazanych wiele tańców czy scen. Wiadomo, to są niuanse i każdy może lubić coś innego, ale ja się czułam, jakby coś mi zasłaniało resztę ;).

[quote:5f253d17c0="Ewa J."]Na pewno Odetta Uliany i Julii znacząco się różnią, ale moim zdaniem obie stworzyły jedne z najlepszych kreacji, jakie możemy sobie oglądać na nagraniach filmowych.[/quote:5f253d17c0]
To na pewno. Z resztą każda miała inny pomysł na Odettę. Jak pisałam, Julia stworzyła Odylię, która od wejścia zaczarowała księcia i w zasadzie nie musiała go uwodzić - on już był zakochany. Ulianie z kolei trafił się książę, którego trzeba było przekonać ;) - stąd te łabędzie ruchy a la Odetta. Wykonanie Uliany w tym nagraniu jest doskonałe, technicznie i artystycznie, jednak czegoś mi brakuje i chyba wiem, czego (z resztą czytałam takie opinie u wielu krytyków) - brak pewniej świeżości. Uliana w momencie nagrywania tego Jeziora tańczyła Odettę/Odylię już od ponad 10 lat, więc mogła już to tańczyć rutynowo, jak to ktoś napisał - włączyć moduł "Jezioro" i na nim jechać ;). I choć nie pozbawia to tańca walorów artystycznych, to jednak jest to wyczuwalne, dla mnie przynajmniej. Julia z kolei miała 23 lata, więc jej Odetta/Odylia były jeszcze bardzo świeże, nowe. Możliwe, że gdybym zobaczyła późniejsze nagrania, miałabym podobne odczucia jak co do Uliany. Bo że młody łabędź Uliany był niezwykły to wiem z tych czarno-białych amatorskich nagrań ;).
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Co prawda ja nie na temat "nowości", ale w innym bardziej odpowiednim temacie to byłby już, zdaje się - mój 3 post pod rząd, więc wolę zapytać tutaj ;)
Chciałabym kupić "Giselle" z Alicią Alonso, ale nie to nagranie z 1980, to już widziałam, tylko to z 1963. I tutaj właśnie zaczynają się schody. Całość wyszła a pewno na VHS: http://www.amazon.com/Giselle-VHS-Alicia-Alonso/dp/6303632645/ref=sr_1_4?ie=UTF8&s=video&qid=1275224493&sr=8-4

Ale nie wiem, czy została wydana też na dvd. Jest jedno nagranie, które - tak przypuszczam, może być tym mnie interesującym, niestety nie znalazłam na jego temat żadnych informacji, a wolałabym nie kupować kota w worku: http://www.amazon.com/ALICIA-ALONSO-GISELLE-LEYENDA-BOOK/dp/B000S6LUK0/ref=sr_1_5?ie=UTF8&s=dvd&qid=1275224493&sr=8-5

Czy jest ktoś, kto mógłby mi pomóc, ewentualnie udzielić jakichś informacji? ;)
oscyp
Posty: 17
Rejestracja: wt cze 17, 2008 9:38 pm

Post autor: oscyp »

Nie wiem czy piszę w odpowiednim temacie, bo niekoniecznie chodzi tu o nowości, ale czy ma może ktoś z Was w posiadaniu/ bądź zna link/miejsce na Śląsku gdzie można zdobyć -cokowiek, żeby zobaczyć -Kopciuszka w wersji Zacharowa, bądź Jezioro Łabędzie w wersji Petipa /Iwanow (prowdopodobnie nagranie z Petersburga, ponieważ Bolshoi wystawia raczej wersje Grigorowicza).. Z góry bardzo dziękuje za info! Poz drawiam
ODPOWIEDZ