To nagranie Blanche, o którym mówisz, było nie tylko pierwszym obejrzanym przeze mnie nagraniem "Jeziora.." na dvd, ale także - nawet po obejrzeniu wielu innych, zdecydowanie ulubionym. Dotychczas jest w zdecydowanej czołówce jeśli chodzi o cyfrowe zapisy tego właśnie baletu, a ściślej rzecz ujmując - ma dla mnie największe znaczenie wraz ze spektaklem właśnie z Łopatkiną (które całkiem niedawno miałam okazję w końcu zobaczyć). W pełni się zgodzę co do Twoich spostrzeżeń nt. ogólnego wyrazu artystycznego - moim zdaniem, szczególnie pierwszy akt jest nieporównanie lepszy (ale w przypadku jeśli dzielimy "Jezioro.." na IV, nie III akty, czyli z wyodrębnieniem II białego - wiem, że Maryjski stosuje podział na trzy akty, ale raczej do niego nie przywyknę). W każdym razie tą zasługę przypisałabym nie tylko Zelenskiemu, który jest według mnie fantastycznym księciem, ale solistki chyba również zdecydowanie lepiej odegrały swoje role. Poza tym na pewno ma bardzo duże znaczenie to o czym wspomniałaś - czyli brak przerwy na oklaski. Dzięki temu ma się wrażenie spójności i ciągłości akcji, brawa nie przypominają widzowi, że to "tylko" spektakl, a to, że ich po prostu nie ma sprawia, że na dłużej można zanurzyć się w tym wyimaginowanym świecie, poza tym nie odczuwa się męczącego czasem wrażenia, że każda wariacja, pas etc. służą przede wszystkim temu, aby wywołać gromki aplauz publiczności. Co do środków wyrazu artystycznego jeśli chodzi o sposób filmowania to możliwe również, że wiele scen jest pięknej "oprawionych", chociaż z tego co pamiętam w tej nowszej wersji również jest wiele bardzo ciekawych i interesujących ujęć.. poza tym zachwyca mnie wykorzystanie gry i zmiany świateł w czarnym pas de deux, ale żeby szczegółowo porównywać, to musiałabym sobie odświeżyć całą starszą wersję.
Natomiast co do samych odtwórczyń roli Odetty, to moim ideałem zostanie Łopatkina, właśnie z tego względu, że w jej kreacji znalazłam to, czego zabrakło mi u Makhaliny (ale i tak bez wątpienia jest ona jedną z najlepszych odtwórczyni tej partii). Jednym słowem, bardzo ogólnikowo je porównując, miałam wrażenie, że Uliana jest o wiele bardziej zaangażowana emocjonalnie w swoją rolę, lepiej oddaje ją nawet za pomocą takich niuansów (pewnie mało kto zwraca na to uwagę, nie mniej jednak dla mnie są bardzo ważne) jak np. to, czego zawsze oczekuję przy pojawieniu się Odetty, a widziałam dosłownie pojedyncze wykonania, w których ten element występuje; a mianowicie, jest to takie delikatne potrząsanie głową, kiedy Odetta przechyla ją w stronę ramienia - ma na celu zapewne większe upodobnienie tancerki do kruchego, przestraszonego łabędzia, który bardzo niepewnie wyszedł na brzeg jeziora. Jest to dosłownie drobiazg, szczegół, a jednak tego drobiazgu czekam za każdym razem, gdy oglądam kolejne wersje. Uwielbiam ją poza tym za to, że jest jednocześnie elegancka, krucha i bezbronna - przywiązuję też ogromną wagę do dwóch wariacji Odetty w II akcie, bo one są moim zdaniem najlepszym sprawdzianem, na ile tancerka sprawdza się w tej roli. Jeśli czuję dreszcz emocji, a zwłaszcza podczas tej drugiej, zresztą bardzo krótkiej, kiedy Odetta wykonuję serię enterechats (ja to nazywam czymś na kształt takiej "symfonii życia" wyrażonej przez młodą, trochę zagubioną a jednocześnie mimo wszystko zdecydowaną i pewną swoich celów kobietę). I do dziś największą skalę przeżyć, ten dreszczyk i emocjonalne zaangażowanie wywołuje u mnie właśnie wykonanie Uliany.
Na pewno Odetta Uliany i Julii znacząco się różnią, ale moim zdaniem obie stworzyły jedne z najlepszych kreacji, jakie możemy sobie oglądać na nagraniach filmowych. Mam wrażenie, że Makhalina jest zdecydowanie szybsza, co do wykonywania nie tylko piruetów, ale też lirycznych elementów choreografii, w każdym razie w jej przypadku nie przeszkadza mi to wcale. Inna zaś rzecz, że ogólnie interpretacja Uliany bardziej mi się podoba, ale na to już składa się wiele elementów, nie tylko - być może - taka większa dokładność i pieczałowitość wykonania, po prostu sama jej osobowość robi na mnie ogromne wrażenie.
Co do książąt - przekonałam się już, że są w stanie nie tylko zawładnąć całym spektaklem, ale nawet zepchnąć Odettę na drugi plan, ale że mój ideał Zygfryda jest pewnie dosyć kontrowersyjny, to też zostawię go na boku.. co do Korsuntseva zaś, to mam wrażenie, że jest nawet całkiem przystojny, zauważyłam za to, że na wiele sytuacji reaguje podobną mimiką twarzy - wykorzystuje często jedną i tą samą minę. Jak widać taki już ma typ osobowości i wątpię, żeby to się miało zmienić, nie jest w każdym razie zły, ale przy tym nie powala na kolana, Zelensky za to jest naprawdę bardzo dobry
I jeszcze odnośnie postawionego przez Ciebie pytania - czy typowo gimnastyczne umiejętności są w balecie potrzebne (przez co rozumiem np. ponadszpagaty), to już chyba kilkakrotnie wyrażałam swoją opinię na ten temat. Ale mogę powiedzieć więcej - nie tylko, że według mnie nie są potrzebne, ale całkiem zbędne, a nawet naganne. Zaburzają prawidłowe linie, harmonię, ogólnie obniżając przy tym całokształt poziomu artystycznego spektaklu, ponieważ dzięki takim popisowo-akrobatycznym elementom w tańcu znacznie łatwiej postrzegać balet w sposób groteskowy, wręcz karykaturalny, dawać preteksty ku temu, żeby skupiać się na zupełnie niepotrzebnym, przesadnym rozciągnięciu tancerzy,co również może dać powód do kpin.. niestety, ale to prawda. Wystarczy przypomnieć sobie choćby oburzenie, jakie wywołało określenie Somovej jako "cyrkowej małpki" przez krytyków, a przywołane przeze mnie. Nie ma tu dość dużej filozofii - z historii tańca wiemy dobrze, że żaden wybitny artysta nigdy nie został w ten sposób nazwany, a ofiary przesadnego rozciągnięcia, które poza nim nic innego do zaproponowania nie mają, muszą się z tym liczyć, że pewnie nie jeden raz będą na nich koty wieszać i ostro, a słusznie krytykować.
*aha, i jeszcze bardzo proszę wziąć poprawkę na to, że wygłoszone powyżej przeze mnie opinie nt. rozciągnięcia tancerzy dotyczą tylko i wyłącznie klasyki, nie mają absolutnie zastosowania jeśli chodzi o neoklasykę i balet współczesny. Tam wiadomo, że nic nie dzieje się przypadkowo, ruch podporządkowany jest wizji i zamysłowi choreografa, wyższym celom, służy zazwyczaj oddaniu o wiele bardziej skomplikowanych zależności, form przeżywania etc.
(Coś mam wrażenie, że ten post to jest dosyć duży off, więc na wszelki wypadek od razu przepraszam
