Witam. Trafiłem dzisiaj na to forum i przejrzałem większość tematów o rozciąganiu. Sporo osób ma w tym doświadczenie i wiedzę, więc może ktoś mi pomoże z moim problemem.
Mianowicie chodzi o rozciągnięcie do szpagatów, męskiego i damskiego. Problem jest taki, że jestem niesamowicie sztywny. Po porządnej rozgrzewce do szpagatu poprzecznego brakuje mi 40cm. Rozciągam się od dłuższego czasu i nie przynosi mi to efektów. Nie mam predyspozycji to pewne, moje biodra prawdopodobnie też na minus, ale to nie uniemożliwia rozciągnięcie się chociaż do pewnego stopnia. W moim przypadku jest tak, że ani trochę nie posuwam się do przodu w treningach.
Przebrnąłem przez kilka planów, sumiennie ćwiczyłem i gdy wszyscy wokół bez większych trudności rozciągali się to ja stałem w miejscu, a że miejsce w którym stoję jest beznadziejne to mnie to martwi.
Próbowałem różnych wariantów: rozciąganie 3 razy w tygodniu, pięć, sześć, codziennie, nacisk na dynamiczne ćwiczenia, statyczne, dodawałem izometryczne itp. Nic. Szczytowym osiągnięciem było, gdy zszedłem do 35 cm. ale był to jednorazowy wybryk.
Za mną już 2 tyg. Efektów na razie nie ma.
Naprawdę nie wiem co robię źle. Rozumiem, że mogę nieświadomie kaleczyć technikę, wykonywania ćwiczeń, ale bez przesady, żeby nie mieć żadnych efektów to coś musi być nie tak.
Wciąż szukam odpowiedniej metody, która pozwoli mi na progres. Mam nadzieję, że tutaj znajdę jakąś radę, która pozwoli mi w końcu coś zdziałać.
