Flamenco

Dyskusje poświęcone innym formom tańca (jazz, hip hop, funky, break, orientalny, ludowy, irlandzki/szkocki, rewia, etc.)
Nemo
Posty: 254
Rejestracja: ndz cze 25, 2006 7:02 pm

Post autor: Nemo »

[b2c] Dziewczyny z Andaluzji. [/b2c]

Wieczorami wychodzą na ulice. Schodzą się na place i podwórka, wypełniając zmierzch zgiełkiem głosów, śmiechów, rytmu, śpiewu i muzyki. Ubrane w kolorowe, falbaniaste suknie, przystrojone kwiatami i plastikową biżuterią. Wychodzą by tańczyć, pić wino i śpiewać.

zagrają: Karolina Rec, Paweł Kajak, Wojciech Szulc
zatańczą, zaśpiewają i napoją winem: Flamenquity z Centrum Aktywności Seniora w Gdyni, Gato Verde oraz La Pasion.
[b2c]
23 maja – niedziela, g. 18:00, boisko przy Reducie Wilk, Gdańsk – Dolne Miasto[/b2c]

wstęp wolny!!!

[URL=http://www.fotosik.pl][img2c]http://images47.fotosik.pl/293/dfe50925b18f88d8.gif[/img2c][/URL]
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

A ja jestem pod wrażeniem prawdziwego hiszpańskiego flamenco, które miałam okazję podziwiać co prawda nie w rejonie, z którego się wywodzi, czyli Andaluzji, ale w Katalonii - mogę jednak zapewnić, było nie mniej ogniste i porywające ;) Moje zainteresowanie flamenco zaczęło się po zobaczeniu Marii Pages w niesamowitym Firedance, była naprawdę oszałamiająca i spodobała mi się najbardziej z całego komercyjnego show Riverdance. Później wybrałam się na spektakl Polonii "Flamenco namiętnie" z Anną Iberszer i byłam szczerze zawiedziona. Teraz dodatkowo dziwię się, czytając w tym temacie, że należy do czołówki tancerek flamenco w Polsce. To było coś.. suchego, jałowego, pozbawione zupełnie wyrazu i hiszpańskiego temperamentu. Nie byłam w stanie w żaden sposób dostrzec prawdziwych emocji i uczuć, którymi flamenco powinno eksplodować. Natomiast hiszpańscy tancerze, chociaż był to występ widziany w hotelu, a więc łatwo można się domyśleć, że nie zaliczają się pewnie do pierwszej klasy, byli wprost olśniewający i zapierający dech w piersiach. W opozycji do "tragicznego" i trudnego stylu Marii Pages, która wyraża przez swój taniec nie tylko dumę, ale też cierpienie i sceptycyzm, zobaczyłam coś niezwykle żywiołowego i pełnego czystej radości życia. To byli pierwsi tak naturalni, bezpretensjonalni i szczerze spontaniczni tancerze, jakich kiedykolwiek do tej pory widziałam - coś fantastycznego, niesamowite doświadczenie, które trudno opisać. Od samego początku do końca było widać, że naprawdę cieszą się tym tańcem, nie wiem, na ile była to improwizacja, ale zrobili na mnie naprawdę przeogromne wrażenie i doprowadzili do stanu prawdziwej ekstazy. Nawet moja mama, która nie interesuje się tańcem nic a nic była szczerze zachwycona. Oczywiście cały występ zakończył się wciągnięciem publiczności w tą niezwykłą fiestę i ku mojemu zadowoleniu, za jednym zamachem udało mi się na własne oczy zobaczyć obalenie mitu, jakoby we flamenco to zdecydowanie tancerka miała grać pierwsze skrzypce, a tancerzem nie warto się aż tak interesować. Nic bardziej mylnego! Z dwóch par, które występowały, najbardziej interesujące wydały mi się tańce mężczyzn, ale to chyba przede wszystkim ze względu na osobowość lidera grupy, który hipnotyzował i nie pozwalał oderwać od siebie wzroku ani na moment. Tak więc jeśli flamenco, to chyba tylko w Hiszpanii - wydaje mi się, że jak na razie to nie mit, lecz wciąż prawda ;)

Teraz zamierzam zabrać się za filmy Carlosa Saury i poszerzać swoją wiedzę - a te wakacje była dla mnie owocne jeśli chodzi o odkrywanie nowych technik tańca, co mnie bardzo cieszy. Przy okazji pochwalę się, że taneczne wrażenia po moich hiszpańskich wakacjach nie są związane tylko z flamenco, ale także z odkryciem Sardany - narodowego tańca Katalonii, który miałam okazję oglądać podczas święta tego regionu 11 września. Rzeczywiście, jego charakter jest zupełnie inny, dobrze oddaje kontrast między ludnością północy i południa, symbolizuje też jedność mieszkańców Katalonii, gdzie, jak wiadomo, dążenia separatystyczne nadal nie osłabły.
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

W sumie niemal całkowicie się z Tobą zgadzam. Jeśli flamenco - takie jak nam się najczęściej kojarzy, to tylko w Hiszpanii. Choć bywają wyjątki, ale niestety czołowe tancerki w Polsce (jest ich tylko kilka bardziej znanych, więc automatycznie są czołowe) niespecjalnie do nich należą.
(Dla usprawiedliwienia - Polska to nie Hiszpania, fiesty się organizuje, nie są spontaniczne, codzienne. Spontaniczności w tańcu trzeba się uczyć, a to już nie to samo).
Sama uczę się flamenco, bo technika jest powalająca, a poza tym wymagania tego stylu to trochę podróż w głąb siebie, w poszukiwaniu tego co odmienne, ale istniejące. Flamenco zmieniło mnie z dziewczynki w kobietę, a to ma skutki idące nawet poza taniec. Jednak potrafię być krytyczna wobec siebie. Nie silę się na styl [i25]puro[/i25] i [i25]gitano[/i25] bo nie leży to w zasięgu moich możliwości (stąd wielki kryzys co ok 3-4 miesiące ;) )
Bliższe i moim możliwościom jak i odczuwaniu i ekspresji są nurty [i25]flamenco nuevo[/i25]. Mam szczęście, że moje nauczycielki to Hiszpanki z Andaluzji. Poprzednia miała styl puro i było nam bardzo ciężko, bo nie jest łatwo tego stylu się nauczyć, o ile w ogóle jest to możliwe. To jest to [i25]coś[/i25] co trzeba mieć. Jednak praca z moja pierwsza maestrą i tak wiele mi pomogła. (Ciągle się darła na mnie, że to nie klasyka, że nie wszystko we flamenco ma być piękne). Moja druga nauczycielka też jest z Andaluzji, ale jest po szkole baletowej i balecie hiszpańskim, poza tym ma bardzo spokojny charakter. Jest niezwykle wyciszona. Bardziej kładzie nacisk na technikę i to jest to, czego nam najbardziej potrzeba. Zwłaszcza mi.
Jestem po uszy zakochana w balecie hiszpańskim, w balecie flamenco i nurtach [i25]nuevo[/i25], szczególnie łączonych z modern jazzem, i raczej tę stylistykę wybieram. I niech sobie myślą co chcą dziewczyny, którym się wydaje, że tańczą flamenco puro, a wszystko inne, czy na to zasługuje czy nie, określają mianem wyrobu flamencopodobnego, nierzadko same będąc blisko tego.
Nie oszukujmy się, ale często flamenco "niehiszpańskie" to trochę jak salsa w polskich dyskotekach, niby salsa, ale niewiele mająca wspólnego z afrokubańską kolebką ;)

Natomiast styl troszkę oddalony od tego, co zwykle nasuwa nam myśl o flamenco - ogień, emocje - czyli to co głównie kształtują ruchy w postawach otwartych - torsión i convulsión, może być całkiem przyjemny dla oka również, i wręcz jeszcze bardziej wymaga doskonalenia i czystości techniki (vaivén - falujące ruchy kobiece, pronacja, praca nadgarstków, obroty i oczywiście [i25]golpe de pie[/i25] czyli to charakterystyczne "stepowanie", itd.), w związku z czym nie dziwi opinia fachowców, że nawet we flamenco świetną bazą okazuje się taniec klasyczny lub escuela bolera jako baza akademicka.

dla przykładu takiej formy flamenco polecam ten [URL=http://www.youtube.com/watch?v=KHw7gdJ14uQ&ob=av3e]teledysk[/URL] :)

(to też dobry przykład, że flamenco, jako taniec koncertowy, może być tańczone w grupie i myślę, że w grupie, to tylko w takiej formie jest do przyjęcia - technika!)

Ewo, Saura Cię nie zawiedzie, jeśli jesteś otwarta na balet hiszpański i nie będziesz szukać jedynie flamenco puro. Bo w sumie oprócz "Flamenco" i scen z "El amor brujo", tańca Canalesa w "Iberii" i ewentualnie Sary Baras tamże, to nie będzie to czyste flamenco jak na fiestach. Będziesz miała balet hiszpański, balet flamenco i w obu formach stylizacje (stylizacja - [i25]estilizada [/i25]jest uważana za konkretny, autonomiczny współczesny styl klasycznego tańca hiszpańskiego).

Cieszę się, że wspomniałaś o sardanie. Jest ona jednym z wielu przykładów , że w Hiszpanii wciąż żywy jest folklor taneczny, wciąż istnieją tańce popularne, wojenne i tradycyjne, oraz kultywowana jest, a nawet rozwija się escuela bolera. A uświadomienie sobie koegzystencji tych stylów może choć trochę przyczyni się do zwalczenia stereotypu, że Hiszpania = flamenco a hiszpański tancerz to przede wszystkim tancerka, na dodatek zawsze zmysłowa i pełna ognia.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Wielkie dzięki za odzew inaenko, bardzo się cieszę, że odpisałaś, bo teraz gdybym miała jakieś pytania, wątpliwości, ewentualnie coś konkretnego chciałabym wiedzieć to już wiem kogo męczyć :) Co do tego, w cudzysłowiu - stereotypu, który sama przywołałam (jak flamenco, to tylko w Hiszpanii), to na taką "prostacką" logikę wydaje mi się, że ma to związek właśnie z krajem, w którym się wyrasta. Jak łatwo zauważyć, temperament Hiszpanów jest całkiem odmienny od naszego, więc jeśli ktoś od małego wyrasta w tej atmosferze otwartości, spontaniczności, bezpośredniości itd. ma to później przełożenie na jego osobowość i charakter, z kolei osobowość przekłada się na emocje i uczucia wyrażane potem w tańcu. Kwestia kultury, wychowania, klimatu - Europejczykowi, nawet typowi południowca, trudno byłoby też chyba odnaleźć się w tańcach niecywilizowanych plemion, bo byłoby to niejako sprzeczne z jego mentalnością ;) Pewnie za bardzo to uprościłam, ale chciałam tylko mniej więcej przybliżyć mój punkt widzenia, jak ja to rozumiem - dlatego masz rację inaenko, że nie wolno tak wysoko podnosić progu oczekiwań dla obcokrajowców
i nawet od najlepszych polskich tancerzy flamenco wymagać poziomu hiszpańskich tancerzy z tej chociażby nieco niższej półki.

Teraz przyznam szczerze, że na stylach i nurtach flamenco znam się tyle co nic, więc nie będę na razie prowadzić rozmów na ten temat ze znawczynią (bo ze mną nie byłoby po prostu o czym), ale jeśli dobrze zrozumiałam, to nurt [i73]nuevo[/i73] jest to flamenco wzbogacone o elementy innych technik, zaś [i73]puro[/i73] to ten "czysty" styl, tak? Taniec w tym teledysku mi się podobał, ale muzyka tak średnio - może nie tyle dlatego, że jestem przekonana tylko do tradycyjnych melodii flamenco (ci tancerze którymi się tak zachwycałam mieli bardzo różnorodną muzykę - od Bolera Ravela, przez tradycyjną muzykę flamenco, po popularne utwory muzyki hiszpańskiej i włoskiej - Tengo la camisa negra, Volare). Szkopuł tkwi w tym, że jak dla mnie raz: jest za delikatna, przeczytałam gdzieś, że dobre flamenco powinno szarpnąć słuchacza (czy też widza) za duszę, natomiast ta muzyka jest łagodna i trochę rozlazła, to do mnie za bardzo nie przemawia.. I myślę, że mam problem z językiem - jeśli utwory z muzyki popularnej, to wolałabym zdecydowanie po hiszpańsku, albo po włosku właśnie. Poza tym mam coś takiego, że zamiast tancerki zmysłowej (nie mówiąc już o "rozlazłej"), wolę tancerkę mocną i silną, zdecydowaną, z charakterem. Niektórzy ten typ nazywają męskim, ale ja go uwielbiam. Idealny przykład tego stylu dla mnie, czyli genialna Maria Pages w Firedance o którym już zresztą tutaj wspominałam:
http://www.youtube.com/watch?v=BdDD9JX-Tyg

I co jeszcze lubię: mocny przytup. To znaczy, że każdy dobry występ solowy, czy też grupowy powinien dla mnie zawierać step, nawet acapella, ale musi być on naprawdę wyrazisty i mocny. To jest według mnie coś, co czyni flamenco wyjątkowym i niepowtarzalnym tańcem, potrafi oddać rogatą, niepokorną hiszpańską duszę, dumę, ale równie dobrze może oddawać też radość. I właśnie to mnie we flamenco fascynuje: że może wyrażać nie tylko skrajnie różne emocje i uczucia, ale też wszystkie najbardziej złożone ich odcienie i subtelności. Możliwe jest błyskawiczne przejście z jedno stanu w drugi, skupienie momentalnie może przerodzić się w gniew, zmysłowość szybko i gwałtownie jest w stanie zgasnąć. To flamenco z teledysku przypomina mi trochę balet: jest charakterystyczna dla flamenco praca rąk (ale przecież wszystkie port de bras itp. też mają jakiś związek z klasyką), za to praca nóg i stóp jest wyjątkowo płynna i delikatna. A ja za taką we flamenco niespecjalnie przepadam, szczególnie, jeśli szukam w nim właśnie odskoczni od baletu i tańca "uładzonego" ;)

Wracając na chwilę do Saury, widziałam właśnie wczoraj "Krwawe gody" i wrażenia mam pozytywne, ale tam jest ta forma flamenco, która na etapie obecnym również do mnie nie przemawia. A jestem na etapie fascynacji czystym flamenco, czystą formą, zaś przedstawione tam w wersji uteatralizowanej nie jest czymś, czego obecnie szukam ;) Na chwilę obecną bardziej przemawiają do mnie wszystkie koncepcje nastawione na improwizację lub tylko delikatne rysy choreografii. Teatr tańca, pantomimę i cały bagaż "konsekwencji" z tym związanych mam w balecie i to już mi wystarcza, we flamenco poszukuję spontaniczności i czegoś, co przynajmniej nie wydaje się być poukładane od A do Z ;) Jeśli flamenco przemienia się w większą formę teatralną, w bardzo dużym stopniu ogranicza to wkład własny artysty, który w malej solówce łatwiej może coś zmienić, dodać, niż w takim z góry zaplanowanym spektaklu. Bardzo lubię oglądać, jak te wszystkie gesty, kroki, ruchy zmieniają się u tancerza nie w zależności od choreografii, ale od jego prawdziwego nastroju i emocji, jakie towarzyszą mu w danej chwili ;)

To jeszcze na koniec, żeby nie było, pokażę mojego idola jeśli chodzi o męski taniec flamenco - jak zawsze jestem gotowa zachwycać się występami obu płci i nigdy - mimo różnych stereotypów - nie jestem skłonna uznać prymu tancerek nad tancerzami, czasem, być może na przekór, jest nawet odwrotnie ;)

http://www.youtube.com/watch?v=K2ALh2nXHRM

To oczywiście z filmu Saury, żałuję tylko, że nie mogę wam pokazać mojego idola, którego widziałam na żywo. Nazywa się, jak przypuszczam, Daniel Candelas. To był dopiero żywioł! Od samych wspomnień robi się gorąco ;)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Obejrzałam sobie jeszcze raz "Krwawe gody" i teraz już trochę inaczej podchodzę do tego filmu - bardzo podobały mi się przede wszystkim te dwa duety z udziałem Antonio Gadesa, ale to chyba oczywiste, mają w sobie wielki ładunek emocji, są bardzo charakterystyczne i silnie oddziałują na widza ;) Za to teraz jestem na etapie sceptycyzmu jeśli chodzi o "Flamenco". Raz - doszłam do wniosku, że lubię słuchać, ale niekoniecznie oglądać śpiewaków flamenco, dwa - byłam urażona tym jak w tym filmie potraktowano moją idolkę, czyli Marię Pages. Wiem, że ideą filmu było ukazanie różnych pokoleń tancerzy, ale często zdarzało się tak, że według mnie jakaś bardziej pokraczna osobowość gościła na ekranie dłużej, niż cudowna Maria. Nie tylko, że jej tańca było bardzo, bardzo mało, ale filmowano przede wszystkim nie ją, tylko muzyków, co mnie irytowało: http://www.youtube.com/watch?v=iVOYpXNVzRs

Szkoda, bo jak dla mnie jest najbardziej elektryzująca ze wszystkich tancerek flamenco, jakie do tej pory widziałam, oglądając ją nawet w tym krótkim tańcu nie mogłam oderwać wzroku, dlatego od razu urobiłam sobie przekonanie, że to grubiaństwo w ten sposób sfilmować tańczącą Marię.. albo raczej właśnie jej nie filmować i nie pokazywać w kadrze. Już teraz zaczynam rozumieć, dlaczego w świecie flamenco jest uznawana za jedną z najważniejszych osobowości i czemu mówi się o niej jako o tancerce z "nieskończonymi ramionami" - takie właśnie ma ;)

A tutaj baletowy akcent, tańczą dwie rodaczki, Maria Pages i Tamara Rojo:
http://www.youtube.com/watch?v=6byMVytfXQw
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Przepraszam, że tak zwlekam z odzewem, ale ma trochę pracy ostatnio (całe szczęście ;) )

Jeśli tylko będę w stanie jakoś pomóc, coś podpowiedzieć, to chetnie sluże pomoca - śmialo wal :)

Ja z kolei miałam na mysli stereotyp - Hiszpania to znaczy flamenco ;/
Pomija się (zwykle po prostu z niewiedzy) wiele innych stylów i form tanca w Hiszpanii.

Dzisiaj tak na prawde trudno okreslic co jest stylem puro. Najzagorzalsi 'ortodoksi flamencowi', wykluczają nawet gitarę z czytego flamenco i/lub uważają, że niektórych palos nie powinno się tańczyć, jedynie spiewać.

Co do teledysku, to jest oczywiście blues rockowa kapela, absolutnie żadne flamenco i również nie porywa mnie w żaden sposób.

Mam podobne odczucia jak Ty, co do wyraźnej osobowości tancerza/tancerki. Ale ciekawostka - Maria Pages w firedance to już nie jest czyste flamenco (pomijając w tym wypadku stylizowana muzyke irlandzką, sam fakt, że tańczyła u Gadesa i tworzy balety flamenco swiadczy, ze choć, TAK jest to flamenco, to jednak juz wspólcześniejsze i ...cudne).

Wspaniałym przykładem emocji, ogni, pasji i udręki i flemnco puro ( w lubianym równię bardzo przeze mnie 'męskim' stylu, acz nie pozbawionym kobiecości), jest nieżyjąca Carmen Amaya, w zasadzie dzięki której, świat poznał to czyste flamenco, nie teatralizowane, nie łagodzone z obawy przed problem w odbiorze przez widza. Opracowałam kiedys jej krótką biografie - polecam bo tancerka była NIEZWYKŁA, u dołu artykułu sa linki do nagran - szczęka opada!
myśle, ze to może byc to czego szukasz. oczywiście podobnych tancerzy mamy sporo i w obecnych czasch, ale o Carmen trzeba wiedziec i juz ;)

[URL=http://flamenco.phorum.pl/viewtopic.php?t=491]Carmen Amaya[/URL]


Ze wszystkim o czym piszesz, czego szukasz we flamenco zgadzam się. Podpisuję obiema rękami i nogami i jeszcze przytakuje zamaszyście. I 'przytup" i emocje , ktore widac i w twarzy i w kazdym ruchu czy zatrzymaniu, itd - to jest[ie5] to[/ie5]. Kiedy ide na koncert flamenco czy do tablao tego własnie oczekuję. Tego szukam [ue5]jako widz[/ue5]. Jednak jako osoba tancząca flamenco wybieram styl bardziej wspołczesny, lub przynajmniej skupiam sie na czystości techniki. Styl gitano zostawiam sobie na nieskrępowane fiestas po dzbanku sangrii ;)
Z kolei nie rozczarowują mnie balety hiszpanskie, stylizacje i nowe nurty, może dlatego,ze wiem,że to tak ma być. Nie ma udawania flamenco, bo nie o flamenco chodzi, lecz niezwykłą pracę choreografa i tancerza czerpiącego z bogactwa form stylów hiszpańskich i tworzących w tej, konkretnej, wręcz surowej stylistyce i szukających jednoczesnie własnych dróg i form wyrazu.

Co do Saury - "ostrzegałam" tylko to co poświęcone jest czystemu flamenco, takim jest. "Krwawe Gody" to balet hiszpański w swojej formie typu estilizada :)
(Ja jestem zachwycona)

To filmy Saury uświadomiły mi, ze istnieje cos w tańcu w hiszpanskim co może nie byc flamenco, a jednak tak bardzo kojarzy sie przynajmniej z południem tego kraju. Gades, również klasyczny tancerz ostatecznie odnalazł sie w tym stylu, robil niezwykłe rzeczy. Niektórzy podchodza do tego sceptycznie, a niekórzy widzieli w nimczłowieka , który nie dal sie zaszufladkować. Z pewnościa zrobil wiele w pchnięciu współczesnego tańca hiszapśnkiego do przodu. Tak czy inaczej, filmy Saury i ten mit flamencowej Hiszpanii sprawił, że wybralam temat tanca hiszpasnkiego jako temat mojej pracy dyplomowej. W ten sposob wsiąkłam w ogóle w teorię i historię tańca. Wciagnęło mnie to w zasadzie na równi z tancem w praktyce :)

lecę zaraz na...flamenco, przepraszam ogromnie za literówki, obiecuje, że poprawiejak tylko wrócę [/sizee5]:)


EDIT:

Ale numer, pisałas post w tym samym czasie co ja.
Hah, a widzisz - ja kocham cante jondo (ten 'cięzki' spiew), ja moge patrzyc na 'pokraczne' flamenco.
A widzis - a jednak - szukasz form stylizowanych choc pozostających absolutnie od poczatku do końca flamenco. To dośc skomplikowane prawda? ;)

dobra zmykam

a tylko jeszcze jedno - nie tak praca ramion we flamenco i tancu hiszpańskim ma coś wspolnego z klasyką jak klasyka w swoim port de bras to wpływ hiszpańkiej escuela bolera (praca ramion, wychylenie torsu, skoki i zwiększenie roli mężczyzny w tańcu to zasługa escuela bolera, ze nie wspomnę o tym, ze taniec klasyczny w ogóle ma korzenie w hiszpanii, w rytmizowanych widowiskach - moreskach z XIV wieku :)

a i co do filmu - flamenco to nie tylko taniec. Nie przede wszystkim nawet. Film Saury "Flamenco" jest świetnym dokumentem. Saura zrobił niemal niemozliwą rzecz. Prawdziwe flamenco nigdy nie powinno byc spektaklem. Więc to co oglądamy , czy słuchamy na koncertach to tylko przdstawienia w stylu flamenco, rezyserowane, prawie nigdy nie improwizowane. Tym bardziej wielki podziw i szacunek dla artystow, którzy stwarzaja swoim tancem, gra i spiewem klimat spontaniczności, którzy za kazym razem tańcza z ta sama pasją.
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

O kurczę, ale trafiłam na eksperta - no, no, ale przynajmniej już się sporo dowiedziałam, z Twojej niby "luźnej" wypowiedzi, za to dla mnie to już solidna podstawa na dobry początek :) Może też zacznę od drobnego wyjaśnienia: z góry przepraszam, jeśli nawet następujące po sobie moje posty mogą brzmieć nieco paradoksalnie i stać w sprzeczności ze sobą. Jakby to ująć.. dopiero co zaczęłam interesować się tą formą tańca, dlatego sama jeszcze nie wiem czego tak dokładnie w niej szukam. Dlaczego? Po prostu zbyt mało ją znam. Myślę, że to wszystko wypłynie z czasem. Na początku odkrywania nowej techniki mam tak, że zwykle zaczyna się od zainteresowania konkretnym tancerzem, zespołem, stylem itd. Wtedy jestem nastawiona na ten konkretny nurt i wszystko inne co potem zobaczę porównuję z pierwowzorem (zazwyczaj niesłusznie) będącym gloryfikowanym przedmiotem zachwytu i według niego wartościuję wszystko inne. Dopiero potem przychodzi czas na opatrzenie, zweryfikowanie swoich upodobań, zweryfikowanie tego, co mnie zachwycało na początku, a co zachwyca teraz. Jeśli chodzi o balet to najpierw stawiałam na ten stricte klasyczny, dopiero potem moje zainteresowanie zwróciły się zdecydowanie mocniej w stronę neoklasyki i współczesnego ;)

Co do "Krwawych godów" - tak, teraz też jestem szczerze zachwycona :) Jak już wspomniałam we flamenco szukałam właśnie ucieczki od bardzo wyrafinowanych form teatralnych, miałam ich przesyt - nadal chcę nieco od nich odpocząć, więc ten film (gdzie jak sama mówisz, przedstawiony jest właśnie balet flamenco) na początku nie był tym, czego spodziewałam się zobaczyć. Ale nie da się ukryć, uwielbiam tego rodzaju stylistykę, "poetykę" ruchu i choreografii, tego rodzaju sposób narracji tanecznej - dlatego niezależnie od tego że obecnie robię sobie "urlop" od tego typu form, nie znaczy że na stałe z nich rezygnuję (jakbym mogła porzucić np. ukochanego Neumaiera i wielu innych). No i na koniec przepraszam za te długie wyjaśnienia - w sumie na początku powinnam była dać ostrzeżenie, żebyś w tą paplaninę która była głównie do teraz za bardzo się nie wgłębiała i nie traciła cennego czasu;) Co nie znaczy że teraz jej nie będzie - bełkot laika musi być jednak straszny do przetrawienia:)

Odnośnie stereotypu to źle zrozumiałam, przepraszam, ale w pełni podzielam Twoje zdanie - to trochę tak jak z bykiem, który uznawany jest za swego rodzaju "symbol narodowy" całej Hiszpanii ;) A przecież Katalończycy np. za swój znak wybrali.. osiołka, który symbolizuje nie tylko ich najważniejsze cechy (upór, pracowitość), ale też dążenie do niezależności i tego, żeby nie kojarzono ich z resztą kraju. Nawet opowiadanie się za zniesieniem korridy w Katalonii ma jak dla mnie wydźwięk nie tylko inicjatywy społecznej i dążenia do ochrony praw byków, ale też polityczny. Tak to już jest, to co najbardziej wyraziste, najbardziej rozpowszechnione za granicą wygrywa i przez wielu obcokrajowców uznawane jest za wspólny mianownik dla danego kraju, podziały na regiony i osobne dziedzictwo kulturowe każdego z nich przestają mieć wtedy znaczenie. A czy z kuchnią hiszpańską jest inaczej? W zasadzie wszędzie są jakieś inne potrawy, inne tradycje kulinarne, a to co u nas np. rozumie się pod pojęciem "kuchnia hiszpańska" to po prostu zbiór najbardziej popularnych, najlepszych dań ze wszystkich regionów;)

Bardzo dziękuję za linki z Carmen Amayą, niestety obecnie mam problemy z łączem i udało mi się obejrzeć tylko jeden - już dzięki niemu widzę, że jest niesamowita, ale napiszę coś więcej kiedy zobaczę wszystkie:) Jeśli mogłabyś polecić jeszcze jakieś nagrania, czy to na dvd, czy z konkretnymi artystami flamenco - wiedz, że będą to dla mnie bardzo cenne porady. I domyślam się, że swoją wiedzę czerpiesz głównie ze źródeł anglojęzycznych, prawda? Bo właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy może w Polsce udałoby mi się do czegoś dotrzeć..
To teraz już tylko dwa ostatnie pytania: Pisząc o tablaos miałaś na myśli tylko te hiszpańskie, tak? Widzę, że mieszkasz w Wielkiej Brytanii, ale nie wiem, czy tam również funkcjonuje coś w rodzaju "tablao", miejsca, gdzie w kameralnej atmosferze można zobaczyć występy artystów flamenco? Bo o tym że w teatrach macie czasem hiszpańskich gości, np. w Sadler Wells to wiem :)
I, już ostatnie: jakie predyspozycje, według Ciebie, powinna mieć osoba ucząca się tańczyć amatorsko flamenco? Co jest najważniejsze? Czy np., ktoś z takim sobie poczuciem rytmu może dać jakoś radę, czy raczej zdecydowanie nie? Tylko wiesz, mam na myśli amatorsko: zupełnie amatorsko, tylko dla własnej przyjemności:)
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Nie wiem jak Ty śmigasz takie długaśne posty, ale ja potrzebuję rozpędu. Nie spodziewałam się jednak, że ten zajmie mi kilka tygodni, uups.
Ekspertem to ja zamierzam być, ale jeszcze mi duuuużo brakuje, przede wszystkim dużo czasu mi brakuje ;)

Nie przepraszaj, to byłoby dziwne, gdyby poznając nową rzecz ktoś miał z góry ustalone podejście, pogląd i wszelakie opinie i nigdy tego nie zmieniał, mimo wgłębiania się w temat i poznawania nowych aspektów. Tu przypomina mi się takie dosadne, oj mocne powiedzenie, że tylko krowa nie zmienia poglądów :)

[quote9a]Na początku odkrywania nowej techniki mam tak, że zwykle zaczyna się od zainteresowania konkretnym tancerzem, zespołem, stylem itd. Wtedy jestem nastawiona na ten konkretny nurt i wszystko inne co potem zobaczę porównuję z pierwowzorem (zazwyczaj niesłusznie) będącym gloryfikowanym przedmiotem zachwytu i według niego wartościuję wszystko inne. Dopiero potem przychodzi czas na opatrzenie, zweryfikowanie swoich upodobań, zweryfikowanie tego, co mnie zachwycało na początku, a co zachwyca teraz.[/quote9a]
Tak to chyba wygląda w większości wypadków :)


Ewo, jaki bełkot laika?! Piszesz przepięknie o tańcu i czystą przyjemnością jest to czytać. Tym bardziej, że tak trafnie mówisz o, niby subiektywnej, percepcji a jednak znów pragnę się pod tym podpisać.

Sprawdzałam te linki z Carmen. Nie wiem co się z nimi stało, ale nie działają już :(

Co do innych artystów, z pewnością muszę wspomnieć o Sarze Baras, Cristinie Hoyos. Niezwykła jest Eva Yerbabuena, która przeszła od flamenco puro do contemporaneo. Krok niezwykle odważny, tym bardziej, że w rzeszy jej fanów są osoby raczej preferujące styl puro. Moje znajome były w tym roku na festiwalu flamenco w Londynie i wróciły totalnie zdegustowane, oburzone i zszokowane całkiem współczesnym podejściem Evy do flamenco. Ku mojej radości powstał teraz cały jej spektakl w tym stylu i mam nadzieję, że będzie do zdobycia na DVD.
Nie wiem czy wiesz, ale pojawił się również nowy film Carlosa Saury "Flamenco, flamenco", Pomysł fabuły wydaje mi się niezwykle interesujący - na przykładzie poszczególnych palos ukazany jest rozwój człowieka. Od nanas (kołysanki) poprzez dzieciństwo (obrazowane przez style, będące efektem mieszanki kulturowej) młodość (style najbardziej stanowcze i witalne), dorosłość (palos poważne), śmierć (palos najgłębsze, najpoważniejsze). Nie pojawią się tam niestety ani María ani Joaquín, ale jest Sara Baras i legendarny Farruquito, który myślę, że mógłby Ci się spodobać.

Z całą stanowczością muszę zaprzeczyć - nie korzystam i nie zamierzam korzystać z opracowań angielskojęzycznych, dotyczących flamenco, czy czegokolwiek związanego z kulturą Hiszpanii. To niestety są tylko wytłumaczenia a nie tłumaczenia, a opracowania oryginalne to raczej spojrzenie przez pryzmat anglosaskiej mentalności, że się tak brutalnie wyrażę ;)
Korzystam z nieźle zaopatrzonej biblioteki w Instytucie Cervantesa w Manchesterze. Coś tam zamówiłam z Hiszpanii, dużo korzystam z google books, a poza tym istnieją strony hiszpańskojęzyczne poświęcone zagadnieniom tańca hiszpańskiego , nagrania, artykuły, itd.
W Polsce, rzeczywiście opracowań jest niewiele i to tylko i wyłącznie dotyczących flamenco. jest na pewno jedna książka, taka raczej podręcznikowa, tłumaczona chyba z niemieckiego. Trochę ciekawych tłumaczeń na blogu NTF. Kilka artykułów w internecie. I to wszystko. Znaczy, z pewnością jest w łódzkiej WSSM ...moja praca dyplomowa "Charakter Tańca Hiszpańskiego i jego formy sceniczne w Europie" i prawdopodbbnie jest to jedyne, dostępne w języku polskim, kompleksowe opracowanie dotyczące tańców hiszpańskich (escuela bolera, estilizada, folklor taneczny i flamenco).

Nie, nie ma tutaj tablaos. Znam kilka osób zajmujących się flamenco (bo jak na cały Manchester tańczy tylko kilka osób i tylko dwie śpiewają to trudno nie znać :) ) i oni robią koncerty flamenco w knajpach hiszpańskich, ale to nie jest to samo. Miałam na myśli raczej tablaos w Hiszpanii.


Co do nauki. Każdy może próbować, ale poczucie rytmu jest bardzo pomocne. Rozliczanie jest nietypowe, niezwykłe dla "Europejczyka" (np.: na 12 z różnymi akcentami). Bywa, że trudno się połapać w compasie, rozmytym przez linię melodyczną i trzeba go wyczuć intuicyjnie. Generalnie zawsze łatwiej tańczyć gdy ten rytm się czuje, a nie liczy, nawet jęśli compas jest na 4. Ponadto przydają się silne ramiona, umiejętność izolacji i synchronizacji oraz ...akceptacja siebie, swojego ciała. Pewnych rzeczy nie da się nauczyć, bo tkwią już w nas i nie bardzo wychodzi nałożenie na to czegoś wystudiowanego, trzeba wtedy popracować nad sobą, wniknąć w głąb siebie i wydobyć to "coś' ;)

Ja wciąż jeszcze raczkuję, choć tańczę tylko amatorsko (przynajmniej na razie ;) ) to często miewam kryzys, bo a to dłonie, a to łokcie, a to nie czuję tego czegoś, heh...

EDIT:

A, jeszcze taka mała uwaga - nie pisałam, że "Krwawe gody" to balet flamenco, lecz, że to balet hiszpański, a to ogromna różnica.
Dla przykładu, gdyby istniał balet polski (analogicznie - balet hiszpański)i balet góralski (analogicznie - balet flamenco), to oczywiście ten pierwszy zawierałby [u9a]między innymi[/u9a] tańce góralskie i jego stylizacje, ale ten drugi [u9a]tylko[/u9a] folklor góralski i ewentualnie jego stylizacje :)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

W weekend jest trochę więcej czasu, dlatego nie muszę już dłużej zwlekać z odzewem ;) Po pierwsze dzięki, że mnie poprawiłaś - przed prawie każdym wieczorem flamenco, na które chadzałam do różnych hoteli, oglądałam plakaty zapowiadające występy, pewnie w jakichś 98% z napisami: "flamenco ballet" przez co ta fraza utkwiła mi już w głowie, a ja sobie ją przyswoiłam i teraz bezmyślnie powtarzam, ale natychmiast się odzwyczajam:)
O tym filmie Saury po raz pierwszy dowiaduję się od Ciebie, wydawało mi się, że jego najnowszy film to "Ja, Don Giovanni", który zdaje się nie tak dawno temu miał premierę w polskich kinach, ale mam nadzieję że wspomniany przez Ciebie tytuł też nas nie ominie - jeśli tylko się dowiem, że będzie można obejrzeć to na pewno nie przegapię okazji i się wybiorę. I proszę, widzę, że aby pogłębiać wiedzę po polsku najlepiej sięgnąć po Twoją pracę - na pewno trzeba się w tym celu wybrać do Łodzi, ale na jakich zasadach można w ogóle do niej dotrzeć, czy trzeba być studentem tej uczelni? Jestem pewna, że to byłaby świetna lektura i źródło informacji:)

A wracając jeszcze do Carmen - te linki umieszczone na forum, którego adres tutaj podałaś, do tej pory u mnie działają (chociaż wszystko oglądałam już jakiś czas temu), poza tym na youtube filmów z nią trochę jest. Naprawdę najsilniejsza tancerka, jaką do tej pory widziałam, bardzo męski styl, bardzo zadziorny i nieposkromiony, słowem, jej temperament robi wrażenie ;) Chyba po raz pierwszy wydała mi się nieco łagodniejsza na tym nagraniu, gdzie śpiewa - spodziewałam się, że ma niższy głos, tymczasem okazało się, że wcale nie; dodaje jej kobiecości i subtelności.
Jedno jest pewne - widać, że w tańcu zawsze w stu procentach szła na żywioł, stawiała na emocje i temperament. Ostatnio właśnie sporo się nad tym zastanawiam.
I tutaj taka mała dygresja, bo nie dotyczy to bynajmniej tylko Carmen.. Nie wiem dlaczego obecnie dzieje się tak, że w tańcu rzadziej jest wykorzystywany ten, jak ja to nazywam - styl emocjonalny, a na jego miejsce wszedł styl całkowitej kontroli technicznej + emocje. Ten plus podkreśla, że na pierwszym miejscu zawsze stoi technika,
a o innych komponentach pomyśleć można dopiero później. Oczywiście nie chcę demonizować, ale to takie małe spostrzeżenie.. nie oczekuję w końcu, że dzisiejsi tancerze będą mieć na scenie swobodę i naturalność Anny Pawłowej, ale czasem więcej takiego wkładu własnego byłoby czymś bardzo mile widzianym:) Lubię, kiedy w tańcu jest intelektualna kontrola, to dla mnie podstawa, szczególnie w spektaklach tych wielkich choreografów, którzy zawsze mają przed sobą określony cel, ale z drugiej strony.. czasem brakuje mi tego posmaku stylu sprzed lat, którego we flamenco bez wątpienia bezprzykładną reprezentantką jest właśnie Carmen. Ale cały czas się zastanawiam, czemu dzisiaj prawie zupełnie zanikł i nie jest już w stanie prawie nigdy istnieć w takiej formie, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu.. Ostatnio np. interesuję się trochę tancerzami ze Stuttgartu i muszę powiedzieć, że u nich zdarzyło mi się kilka razy widzieć ciekawą próbkę tańca w podobnym, nazwijmy to umownie - "stylu".

Np. po obejrzeniu wariacji Jamesa z "Sylfidy" w wykonaniu tancerza stuttgarckiej trupy pomyślałam sobie: "Ale o co w ogóle chodzi? Przecież dzisiaj już tak się nie tańczy!". Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona - kiedyś oglądałam dużo tych wariacji, ta była wykonana najszybciej ze wszystkich mi znanych (trwała niecałe 50 sekund), ale oczywiście nie w tym rzecz - z ogromną energią, lekkością, pełnym emocjonalnym zaangażowaniem tancerza, jednym słowem - cudo. I wtedy właśnie pomyślałam sobie, że to wykonanie przywodzi mi na myśl ten dawny, bardzo spontaniczny i emocjonalny styl. Oczywiście nawet po obejrzeniu iluś tam różnych nagrań nie formułowałam żadnych wniosków, bo to byłoby bez sensu, ale zaciekawił mnie komentarz, który przeczytałam pod jednym z takich filmów. Ktoś napisał, że chociaż widział ponad 1000 spektakli w wykonaniu wielu zespołów w różnych miastach, czy to w Paryżu, Londynie, czy Nowym Jorku, to tancerze ze Stuttgartu bardzo przypominają mu tych z czasów Fonteyn albo nawet Niżyńskiego i wyraził chęć oglądania więcej artystów im podobnych. Zastanowiła mnie ta zbieżność, bo moje intuicyjne odczucie pokryło się z opinią kogoś, kto miał wyraźnie coś na uzasadnienie swojej tezy, czyli wiele obejrzanych spektakli. Oczywiście mam swoich faworytów w różnych europejskich teatrach (no, pewnie przede wszystkim w Paryżu) i to się na pewno nie zmieni, jednak po przeczytaniu tego stwierdzenia ta kwestia mnie nurtuje. Wiem, że wszystko się zmienia, zależy też od tradycji teatru, jego wymogów i panujących tam zasad, poza tym, gdyby tancerz wykonywał jakąś wariację szybciej, bardziej spontanicznie, nie mógłby się przecież zatrzymać na dłużej w jakiejś szlachetnej pozie, tak, żeby wszyscy podziwiali jego doskonałe aplomb ;) No dobrze, przepraszam, to miała być mała dygresja a wyszedł taki "byk" - tak mi się połączył temat Carmen z tym, nad czym ostatnio myślałam, na przyszłość muszę bardziej kontrolować to co piszę, bo stąd się właśnie biorą offtopy :) I żeby nie skończyło się na takim niekonstruktywnym zrzędzeniu - bardzo się cieszę, że wszystko idzie naprzód, nie chciałabym dziś oglądać jedynie repertuaru sprzed stu lat, ale czasem tak już mam, że szukam dziury w całym i możliwości syntezy dobrych rzeczy z przeszłości z tymi pozytywnymi obecnie. I oczywiście przychylam się do życzenia Torina:) Na forum ostatnio coraz mniej takich ciekawych merytorycznie dyskusji, a przecież, żeby je rozruszać i podtrzymywać, potrzeba jednak trochę więcej zaangażowanych w nie osób;)
inaenka
Posty: 762
Rejestracja: czw mar 22, 2007 1:15 pm

Post autor: inaenka »

Ewo, mogłabym Cię czytać bez końca. Twoje "byki" są pełne wdzięku i mądrości i można się na nich poczuć prawie jak Europa. Prawie, bo taka piękna to ja nie jestem. W sensie znajomości piękna teorii i krytyki baletu. Wstyd mi strasznie, bo bardzo kuleję pod tym względem. Stosuje 'poznanie doraźne" a to tyle co nic :(
Pocieszam się faktem, że przecież nie jest się w stanie ogarniać wszystkiego naraz, a jak widzisz, w trochę inny styl jestem uwikłana, póki co. Ale jak już zacznę orientować się w tym wszystkim o czym mówisz, to jedną z pochodni będzie..to o czym mówisz, bo staram się śledzić wszystkie Twoje wypowiedzi w różnych wątkach i tematach.

Ważną kwestię poruszyłaś. W sumie wypływa i przeplata się ona dość często, tu i tam i nawet ten wątek jest blisko z nią związany. Przemyśliwałam sobie nad nią, próbując dopasować do przedstawień mi znanych, pamiętanych i wychodziło mi różnie.
No i bach! Byłam w tamtym tygodniu na spektaklu Paco Peña "Flamenco sin fronteras" (flamenco bez granic). Wielkie nazwisko, wielkie tournée, po prostu szał i..wyszłam rozczarowana. I natychmiast przypomniała mi się dużo skromniejsza grupa Jaleo Flamenco, na spektaklu której byłam kilka miesięcy temu. Emocje, spontaniczność, przekaz. Wgnieciona w fotel stałam się patrzeniem i ..zaskoczeniem. Tancerz z zespołu Paco Peña miał świetne piruety, ten z Jaleo najwyżej podwójne, ale krzesał ogień i nie pozwalał oderwać od siebie wzroku. Tancerka z Flamenco sin fronteras - technicznie bez zarzutu, w ogóle bez zarzutu. Tancerki z Jaleo - miałam wrażenie, że znam je osobiście, że mogłabym dużo o nich powiedzieć. Ci autentyczni tancerze nie tylko dali z siebie wszystko , ale dali siebie przede wszystkim. To było niezwykłe. Poczułam się wyjątkowo. Ha, nawet poważnie się zastanawiałam czy nie powinnam przytyć do tego mojego flamenco. Taka magia! ;)

Wiesz, mam wrażenie, że sto procent to..za mało. Bo to znaczy 100% czego właściwie? wszystkiego? To w takim razie z pewnością za mało. Mam na myśli, to, że chyba nie istnieje taka miara, którą można byłoby określić przekaz.
A dlaczego nie oczekiwać tej swobody, o której piszesz? Skoro nie oczekujemy to nie powinniśmy się spodziewać ;)
Z drugiej strony , taka kontrola jest również wymowna. Stajemy się społeczeństwem coraz bardziej zindywidualizowanym. Tak sądzę. Portale społecznościowe sprzyjają temu. Taka łatwa dostępność do siebie nawzajem sprawia, ze nie wysilamy się, by faktycznie do siebie nawzajem dotrzeć. redagujemy statusy, poprawiamy błędy, retuszujemy zdjęcia a przynajmniej je selekcjonujemy. Pełna kontrola. Takie czasy. Może to znajduje wyraz i w tańcu? Kilkadziesiąt lat temu, chciało się biec do ludzi, a teraz nie trzeba się wysilać.
A może to tak jak z flamenco. Dosadnie mówiąc, w momencie gdy staje się towarem, a nie chce jedynie odcinać kuponów od swojej legendy, musi kontrolować przynajmniej technikę, skoro nie jest już tylko (aż!) stylem życia, z rzadka odkrywanym przed obcymi. Znów mój głęboki ukłon w kierunku tych, którzy tak naturalnie odnajdują w sobie emocje i ten żywioł, którzy potrafią zapomnieć się i tańczyć jakby nikt nie patrzył.
Jednak w duende przed widownią nigdy nie uwierzę! !
Ale nie przeszkadza mi to, bo autentycznym można być na różne sposoby :)


Z innej beczki i żeby nie było, że offtop, (choć, kurczę - zagląda tu ktoś jeszcze?? Halo!! nie? No to się nie przejmujmy ;) )
Zatem, pobieżnie (na razie) przeglądałam program najbliższego festiwalu w Jerez. Flamenco contemporaneo zdobywa silną pozycję. Cieszy mnie to, nie ukrywam :)

Niezwykłe, wymowne plakaty:

[URL=http://www.flamenco-world.com/noticias/fotos/jerez11-4prog.jpg]tranquilo albaroto[/URL]

[URL=http://www.flamenco-world.com/noticias/fotos/jerez11-5prog.jpg]en la horma de sus zapatos[/URL]

[URL=http://www.flamenco-world.com/noticias/fotos/jerez11-11prog.jpg]cuando yo era[/URL]

Może upowszechni się pomysł tańczenia flamenco również boso!

(sama praktykuję, bo mam za śliskie panele i muszę przyznać, że to dość skuteczna praktyka :) )

EDIT:

A to linki dotyczące nowego filmu Saury "Flamenco, Flamenco":
http://www.flamenco-world.com/magazine/about/flamenco_flamenco_presentacion/flamenco16112010.htm

http://www.flamenco-world.com/noticias/fotonoticia/eflamencoflamenco30082010.htm

http://www.flamenco-world.com/magazine/about/flamenco_flamenco/esaur11112009.htm
ODPOWIEDZ