Powiem tak. Każda uwaga, nawet jeśli jest wypowiedziana ze złośliwością musi mieć w sobie jakąś, nawet najmniejszą część prawdy, poza tym ciekawie jest wysłuchać opinie innych.
Co prawda moim zdaniem ciężko jest wywnioskować z samych zdjęć poziom techniczny tancerza, trzeba to widzieć na żywo, ew. na nagraniu. Poza tym wcale nie jest tak, że się tłumaczymy czy irytujemy, kiedy ktoś nam mówi co było źle. Każdy wyraża swoją opinię na temat występu, a my jako osoby o których mowa, mamy prawo zgodzić się, lub zaprzeczyć, jeśli uważamy inaczej. Nikt nie ma zamiaru się usprawiedliwiać, bo same najlepiej wiemy co jest prawdą a co nie.
Jeśli chodzi o wyraz, mimikę i ogólnie grę aktorską, cóż, ja uważam, że było dobrze. W Jeziorze tańczyłyśmy 2 akt, w którym panuje ciągle taki sam, smutny, melancholijny ale też dość podniosły nastrój, taki też wyraz twarzy starałyśmy się przybrać. Myślę, że w większości nam się to udało, aczkolwiek zawsze są momenty, w których ze zmęczenia, stresu i innych czynników po prostu zapomina się o takich (z pozoru) szczegółach jak wyraz twarzy. Jeśli chodzi o technikę Jeziora. Mogę bez wyrzutów sumienia powiedzieć, że odwaliłyśmy duuuży kawał solidnej roboty, jednak jak zawsze znajdą się jakieś fragmenty niedopracowane, które trzeba by jeszcze wyczyścić. I mówię o tym zupełnie otwarcie, nie ma się czego wstydzić, bo zmierzamy w dobrym kierunku, dajemy z siebie wszystko i dążymy do perfekcji. Uważam, że nasz poziom jest wysoki.
[quotee8]Zupełnie nie potrafię zrozumieć początku jeziora (paczki jak z Dziadka do Orzechów, fabuła z szafą i prezentami oraz nauczycielką to dokładnie nawiązanie do Dziadka, a przecież mieliśmy tu jezioro) i uważam że przemiana łabędzia była pokazana nietrafnie. Gdybym była widzem, który nie oglądał jeziora, lub nie zna dobrze libretta- nie zrozumiałabym, co mają kolorowe pudełka i sukienki do jak najbardziej poważnych łabędzi? [/quotee8]
Wytłumaczę. Na początku przedstawienia była przedstawiona garderoba baletowa, w której ćwiczyła mała dziewczynka (biały łabądek), znajduje paczkę łabędzia, potem wchodzą uczennice z nauczycielką i oglądają stroje, a pudełka to skrzynie na kostiumy, nie prezenty. Z jednego z nich wyskakuje czarny łabądek, później dziewczynki stają w parach i wychodzą z nauczycielką. A żadnej szafy sobie nie przypominam...
I ja Ciebie Columbino popieram, uważam, że chociaż dla niektórych może być to trudne, to jednak powinniśmy się zjednoczyć i tworzyć jedną, krakowską, baletową rodzinę, a nie docinać sobie. I tak każdy myśli co myśli, więc czasem może lepiej pozostawić to dla siebie... Trzeba sobie pomagać!
Pozdrawiam, Wasza elokwentna ladybird