Miałam zejść ze sceny przetaczając się po podłodze (to był współczesny) - aż znajdę się w kulisie, no i akurat w tej, w którą się staczałam, stał reflektor na statywie... ;) Ale grunt, że się nie przewrócił :)
Jak miałam z 10 lat i występowałyśmy na jakimś koncercie w sali kongresowej to mojej koleżance baletka zleciała z nogi przy wymachu nogą (nie pamiętam co to dokładnie było) i dostała za to wieeeelkie brawa xD
A jeszcze pamiętam strasznie traumatyczne przeżycie ze sceny. Otóż uczyłyśmy się że musimy zająć całe miejsce na scenie. No i ja z koleżankami stałyśmy na samym przedzie. I kurtyna się za nami zamknęła. Za nami! Jaki to stres był. Reszta dziewczynek za kurtyną a my tuż przed nią. Ale w końcu zeszłyśmy z tej sceny. :)
W najnowszym spektaklu Opery Bałtyckiej pt. "Romeo i Julia" jest taka scena po śmierci Merkucja i Tybalta, która odgrywana jest jakby w zwolnionym tempie. Któregoś razu na próbie kolega grający Merkucja, już "zabity", podniósł się trochę z desek i zaczął machać dramatycznie ręką w stronę kulisy. Dookoła niego niewzruszenie dalej tańczył zespół i długo nikt nie zauważał sygnałów od trupa ;) Po chwili z kulisy wyfrunęła bluza, którą Filip-Merkucjo złapał, po czym dokładnie się nią przykrył i położył z powrotem na scenie...mógł dalej być opłakiwanym ciałem, ale przynajmniej już nie marzł... :)