Mały chłopiec i taniec.... Dylematy rodzicielskie :)
Kochana Qanti! Twój post przeczytałam z najprawdziwszą przyjemnością. Powinnaś paść na kolana i dziękować Bogu, bogom czy czemukolwiek, w co wierzysz, za to, że masz w domu absolutnie prawdziwy, niezwykle rzadki TALENT!!!
Z mojego doświadczenia pedagogicznego (które niestety posiadam) wynika, że bardzo rzadko dzieci w tym wieku mają jakiekolwiek pojęcie o sztuce. Twój synuś nie dość, że ma pojęcie, to jest jeszcze niesamowicie zaangażowany i ma mnóstwo motywacji! Numer z podkradaniem się na zajęcia jest absolutnie genialny! On bardzo chce tańczyć i taniec całkowicie go uszczęśliwia - nie można mu tego zabronić. Nie, nie i jeszcze raz nie. Będzie załamany i zaczną mu przychodzić do głowy głupie pomysły na spędzanie czasu.
I tu kolejna kwestia: dzieciaki często się szybko nudzą, bardzo niewiele ma tak naprawdę jakieś hobby konkretne. Twój syn ma. Zobacz, ile problemów Cię omija: nie musisz mu organizować czasu, nie grozi mu w przyszłości bezsensowne szlajanie się czy bezmyślna destrukcja z nudy, bo on po prostu wie, co chce robić. To bardzo cenne!
[quote:046d151e0c="Qanti"]. Bo o prawdziwej pasji w tym wieku raczej nie ma co mówić. ;) [/quote:046d151e0c]
Bardzo się mylisz - to najlepszy wiek, żeby zacząć tańczyć i jeśli już teraz Michał tak bardzo kocha taniec to najpewniej jest to prawdziwa pasja. Michaił Barysznikow też zaczynał w tym wieku. Zresztą historia sportu też zna mnóstwo przypadków małych dzieci, które w bardzo młodym wieku zaczynały interesować się konkretną dziedziną...tylko takie osoby mogą zajść naprawdę daleko.
Nie to, żebym była jakimś przykładem tego, o czym pisałam powyżej, ale ja tez zaczęłam się interesować baletem jak miałam sześć lat i nie minęło mi do tej pory, więc chyba można mówić o pasji rodzącej się już w zerówce :wink:
[quote:046d151e0c="Qanti"]Syn jest dość wysoki jak na swój wiek i bardzo szczupły. Wiem że jest zwinny i rozciągnięty, trenuje piłkę nożną i basen. Jest też rozciągnięty, bez problemu siedzi w obu szpagatach. Ale to raczej zasługa młodego wieku chyba …;). Raczej widziałam go w sporcie, gdyż kilkanaście lat trenowałam sama sztuki walk, wyczynowo. Jego ojciec pył piłkarzem. [/quote:046d151e0c]
Znowu masz przewagę (a raczej Michał ją ma): ma bardzo dobre warunki (szpagaty to nie tylko kwestia wieku, uwierz). To znaczy, że nie tylko interesuje się tańcem, ale ma wszelkie możliwości, żeby zając się nim w praktyce, a to też bardzo ważne.
[quote:046d151e0c="Qanti"]Mówiąc szczerze jestem trochę przerażona, jego zainteresowaniami.... Szczególnie ze to przecież "facet"... ;)[/quote:046d151e0c]
No tak, sportowcy :wink: Nie wiem, czemu Wy nas tak deprecjonujecie? Balet to ciężka praca fizyczna, lata "treningów" (my wolimy to nazywać "lekcjami" :) ) i wyrzeczeń. Wybacz poufałość, ale Twoja opinia wyraźnie świadczy o tym, że ze światem tańca nigdy nie miałaś nic wspólnego. :) Tancerze to tacy sami faceci, jak inni, uwierz. Stereotypy są tylko stereotypami. A tak między nami: wolałabyś mieć w domu przeciętnego sportowca czy wybitnego tancerza?
[quote:046d151e0c="Qanti"]Cały czas liczę, ze może mu się odwidzi….[/quote:046d151e0c]
Oczywiście, może mu się odwidzieć, ale jak na razie się na to nie zanosi i raczej nie należy mu zabraniać, bo może się zniechęcić...
[quote:046d151e0c="Qanti"]Doradźcie proszę, na jakiego typu zajęcia go zapisać? W jakiej formie to powinno się odbywać? Jak często? Na co zwrócić uwagę, przy zapisach? Mieszkamy w Gdańsku, może któraś/któryś z was mógłby mi cos polecić?[/quote:046d151e0c]
Spróbuj skontaktować się ze szkołą baletową. Prowadzone są tam zajęcia dla dzieci w stylu, o którym pisałaś - takie rytmiczne, umuzykalniające, bodajże dwa razy w tygodniu. Jeżeli Twój syn rzeczywiście ma zadatki na tancerza, w ognisku baletowym na pewno to wyłapią i wtedy będzie czas na decyzję, czy ma kontynuować naukę już bardziej profesjonalnie.
Obowiązkowo obejrzyjcie z mężem "Billy'ego Elliota" i informujcie nas na bieżąco o swoich decyzjach. Służymy pomocą!
Z mojego doświadczenia pedagogicznego (które niestety posiadam) wynika, że bardzo rzadko dzieci w tym wieku mają jakiekolwiek pojęcie o sztuce. Twój synuś nie dość, że ma pojęcie, to jest jeszcze niesamowicie zaangażowany i ma mnóstwo motywacji! Numer z podkradaniem się na zajęcia jest absolutnie genialny! On bardzo chce tańczyć i taniec całkowicie go uszczęśliwia - nie można mu tego zabronić. Nie, nie i jeszcze raz nie. Będzie załamany i zaczną mu przychodzić do głowy głupie pomysły na spędzanie czasu.
I tu kolejna kwestia: dzieciaki często się szybko nudzą, bardzo niewiele ma tak naprawdę jakieś hobby konkretne. Twój syn ma. Zobacz, ile problemów Cię omija: nie musisz mu organizować czasu, nie grozi mu w przyszłości bezsensowne szlajanie się czy bezmyślna destrukcja z nudy, bo on po prostu wie, co chce robić. To bardzo cenne!
[quote:046d151e0c="Qanti"]. Bo o prawdziwej pasji w tym wieku raczej nie ma co mówić. ;) [/quote:046d151e0c]
Bardzo się mylisz - to najlepszy wiek, żeby zacząć tańczyć i jeśli już teraz Michał tak bardzo kocha taniec to najpewniej jest to prawdziwa pasja. Michaił Barysznikow też zaczynał w tym wieku. Zresztą historia sportu też zna mnóstwo przypadków małych dzieci, które w bardzo młodym wieku zaczynały interesować się konkretną dziedziną...tylko takie osoby mogą zajść naprawdę daleko.
Nie to, żebym była jakimś przykładem tego, o czym pisałam powyżej, ale ja tez zaczęłam się interesować baletem jak miałam sześć lat i nie minęło mi do tej pory, więc chyba można mówić o pasji rodzącej się już w zerówce :wink:
[quote:046d151e0c="Qanti"]Syn jest dość wysoki jak na swój wiek i bardzo szczupły. Wiem że jest zwinny i rozciągnięty, trenuje piłkę nożną i basen. Jest też rozciągnięty, bez problemu siedzi w obu szpagatach. Ale to raczej zasługa młodego wieku chyba …;). Raczej widziałam go w sporcie, gdyż kilkanaście lat trenowałam sama sztuki walk, wyczynowo. Jego ojciec pył piłkarzem. [/quote:046d151e0c]
Znowu masz przewagę (a raczej Michał ją ma): ma bardzo dobre warunki (szpagaty to nie tylko kwestia wieku, uwierz). To znaczy, że nie tylko interesuje się tańcem, ale ma wszelkie możliwości, żeby zając się nim w praktyce, a to też bardzo ważne.
[quote:046d151e0c="Qanti"]Mówiąc szczerze jestem trochę przerażona, jego zainteresowaniami.... Szczególnie ze to przecież "facet"... ;)[/quote:046d151e0c]
No tak, sportowcy :wink: Nie wiem, czemu Wy nas tak deprecjonujecie? Balet to ciężka praca fizyczna, lata "treningów" (my wolimy to nazywać "lekcjami" :) ) i wyrzeczeń. Wybacz poufałość, ale Twoja opinia wyraźnie świadczy o tym, że ze światem tańca nigdy nie miałaś nic wspólnego. :) Tancerze to tacy sami faceci, jak inni, uwierz. Stereotypy są tylko stereotypami. A tak między nami: wolałabyś mieć w domu przeciętnego sportowca czy wybitnego tancerza?
[quote:046d151e0c="Qanti"]Cały czas liczę, ze może mu się odwidzi….[/quote:046d151e0c]
Oczywiście, może mu się odwidzieć, ale jak na razie się na to nie zanosi i raczej nie należy mu zabraniać, bo może się zniechęcić...
[quote:046d151e0c="Qanti"]Doradźcie proszę, na jakiego typu zajęcia go zapisać? W jakiej formie to powinno się odbywać? Jak często? Na co zwrócić uwagę, przy zapisach? Mieszkamy w Gdańsku, może któraś/któryś z was mógłby mi cos polecić?[/quote:046d151e0c]
Spróbuj skontaktować się ze szkołą baletową. Prowadzone są tam zajęcia dla dzieci w stylu, o którym pisałaś - takie rytmiczne, umuzykalniające, bodajże dwa razy w tygodniu. Jeżeli Twój syn rzeczywiście ma zadatki na tancerza, w ognisku baletowym na pewno to wyłapią i wtedy będzie czas na decyzję, czy ma kontynuować naukę już bardziej profesjonalnie.
Obowiązkowo obejrzyjcie z mężem "Billy'ego Elliota" i informujcie nas na bieżąco o swoich decyzjach. Służymy pomocą!
Uczennicą baletu jeszcze nie jestem, ale pozwolę sobie odopwiedzieć :). Otóż ogromnie już zazdroszczę Pani synkowi, że jego talent i pasja obudziły się od małego. Moja pasja ciut za późno i cierpię z tego powodu. to naprawdę niezwykłe, że można tak kombinowac byleby się uczyć baletu i to dopiero w przedszkolu :D . Żeby taniec mu się nieznudził raczej trzeba go gdzieś już zapisać do jak to pisała Columbia. Wiem po własnym przykłądzie. Też lubiułał w przedszkolu/pierwszej kalsie SP taniec/balet, rodzice też potraktowali to jak hobby na parę tygodni i że mi przejdzie. Nie zapisali mnie nigdzie to zajęłąm się inym hobby w zastępstwioe baletu. Teraz walczę z nimi o swoje :D . Ogółem zgadzam się z Columbią, JustDance, Torin i z innymi, którzy zachwycili się jego talentem i przekonują na rozwijanie tych umiejętności Michałka. :) Pozdrawiam.
To co robi pani synek (mówię o podkradaniu sie na zajęcia) świadczy o tym, że taniec jest dla niego czymś więcej, niż chwilowym wymysłem. I proszę mu tego nie zabraniac! Sama wiem po sobie jak to jest! Chodzę do SB, ale kiedy słyszałam od rodziców, że "żadnej baletnicy już ze mnie nie będzie" to byłam załamana! Moi rodzice chcieli nawet zrezygnowac za mnie z tańca! Nie da się nawet wyobrazic, jak wtedy cierpiałam...Niech pani zapisze Michała na jakieś zajęcia, a za kilka lat, kiedy zobaczy go pani na scenie, mogę się założyc, że w pani oczach pojawią się łzy. Nie warto marnowac jego talentu i pod żadnym pozorem nie wolno zabronic mu tańczyc. Bo dla niego taniec jest najważniejszy i żaden sport czy cokolwiek innego tego nie zastąpi. A jeżeli zabronicie mu tańczyc na pewno będzie cierpiał...I w przyszłości może miec żal, że wiedząc o jego talencie, zmarnowali go jego rodzice...
Qanti, opiszę Ci pewną sytuację:
Mała dziewczynka, lat około 4, chodziła często ze swoją niepracującą mamą po zakupy. W sklepie mieli batoniki, na opakowaniu których narysowana była baletnica w arabesque. Dziewczynka za kazdym razem, gdy te batoniki widziała, mówiła: "Mamusi, będę baletnicą jak ta pni!" Mama się uśmiechała i ciągnęła dziecko do domu.
Minęło parę lat, dziewczynka poszła do podstawówki i trzeba było wysłać ją jeszcze na jakieś zajęcia, przecież nie może się tylko uczyć. Mama, która zrezygnowała z konserwatorium muzycznego na rzecz studiów, wysłała dziecko na pianino do ogniska muzycznego i pchała je do szkoły muzycznej. Ale dziewczynka nie chciała siedzieć godzinami przy klawiaturze, miała za dużo energii. Po półtora roku nauki przyszła dzika histeria i z zajeć zrezygnowano. Potem było długo nic, ale sąsiadka posłała swoją córkę na angielski, to owa mama też posłała swoją.
Dziewczynka polubiła jezyk, uczyła się szybko. Lata mijały, przyszło gimnazjum i certyfikaty. Potem liceum, przez długie dojazdy zbyt męczące dla dorastającej już dziewczyny, żeby zajmować się czymś jeszcze. W klasie maturalnej dziewczyna siedziała długo w domu, przytyła 10 kilogramów, wiec żeby schudnąć, poszła z koleżanką na warsztaty, tak żeby zobaczyć. I już została.
Teraz prawie 20letnia już kobieta, studentka filologii angielskiej, usłyszała od swojej mamy, że ta zastanawiała się nad posłaniem jej do SB, ale stwierdziła, że to nie jest zawód, że będą kontuzje i wieczne odchudzanie. Poza tym mieszkali w Kielcach, najbliższa SB była w Krakowie. A o zajęciach w Kieleckim Teatrze Tańca nie słyszała. Ojciec dziewczyny uważa, że taniec przeszkadza jej w studiach. A jej nie zależy na magistrze. Ona teraz zastanawia się, jak to zrobić, żeby jednak w jakiś sposób zająć się tańcem na poważnie. I wyrzuca swoim rodzicom (w myślach, bo nie chce im sprawić przykrości), że kiedy jako mała dziewczynka wpatrywała się w baletnicę na batoniku, to nie dało im do myślenia. Że nawet nie spróbowali się dowiedzieć.
A poza tym, tancerze są strasznie seksowni
.
Mała dziewczynka, lat około 4, chodziła często ze swoją niepracującą mamą po zakupy. W sklepie mieli batoniki, na opakowaniu których narysowana była baletnica w arabesque. Dziewczynka za kazdym razem, gdy te batoniki widziała, mówiła: "Mamusi, będę baletnicą jak ta pni!" Mama się uśmiechała i ciągnęła dziecko do domu.
Minęło parę lat, dziewczynka poszła do podstawówki i trzeba było wysłać ją jeszcze na jakieś zajęcia, przecież nie może się tylko uczyć. Mama, która zrezygnowała z konserwatorium muzycznego na rzecz studiów, wysłała dziecko na pianino do ogniska muzycznego i pchała je do szkoły muzycznej. Ale dziewczynka nie chciała siedzieć godzinami przy klawiaturze, miała za dużo energii. Po półtora roku nauki przyszła dzika histeria i z zajeć zrezygnowano. Potem było długo nic, ale sąsiadka posłała swoją córkę na angielski, to owa mama też posłała swoją.
Dziewczynka polubiła jezyk, uczyła się szybko. Lata mijały, przyszło gimnazjum i certyfikaty. Potem liceum, przez długie dojazdy zbyt męczące dla dorastającej już dziewczyny, żeby zajmować się czymś jeszcze. W klasie maturalnej dziewczyna siedziała długo w domu, przytyła 10 kilogramów, wiec żeby schudnąć, poszła z koleżanką na warsztaty, tak żeby zobaczyć. I już została.
Teraz prawie 20letnia już kobieta, studentka filologii angielskiej, usłyszała od swojej mamy, że ta zastanawiała się nad posłaniem jej do SB, ale stwierdziła, że to nie jest zawód, że będą kontuzje i wieczne odchudzanie. Poza tym mieszkali w Kielcach, najbliższa SB była w Krakowie. A o zajęciach w Kieleckim Teatrze Tańca nie słyszała. Ojciec dziewczyny uważa, że taniec przeszkadza jej w studiach. A jej nie zależy na magistrze. Ona teraz zastanawia się, jak to zrobić, żeby jednak w jakiś sposób zająć się tańcem na poważnie. I wyrzuca swoim rodzicom (w myślach, bo nie chce im sprawić przykrości), że kiedy jako mała dziewczynka wpatrywała się w baletnicę na batoniku, to nie dało im do myślenia. Że nawet nie spróbowali się dowiedzieć.
A poza tym, tancerze są strasznie seksowni
-
Porcelaine
- Posty: 130
- Rejestracja: pt kwie 25, 2008 7:40 pm
Zgadzam się z wczesniejszymi postami. Chłopak ma predyspozycje i chęci. Warto rozwijać jego zainteresowanie tańcem. Zawsze lepiej spróbować, bo potem można żałować i zamęczać się, że może Michał mógł być światowym tancerzem. ;] Taniec również w bardzo dobrym kierunku rozwija, nie tylko fizycznym.
Poza tym zawsze może z tego zrezygnować i pójść w innym kierunku.
Dodając jeszcze, to szczerze mówiąc szkoda mi go było posłać do normalnej szkoły, nie tylko ze względu zmarnowania predyspozycji, ale również dlatego, że tam to jest istne piekło. Przynajmniej w gimnazjum. Z e r o k u l t u r y, nauczyciele pozwalają się poniżać, młodzież jest wobec niektórych kolegów jest bezwzględna (nigdy nie wiadomo na kogo to trafi ^^) no i papierosy, narkotyki, non stop bójki, alkohol. Wcale nie twierdzę, że w Szkole Baletowej tego nie ma, ale jest zdecydowanie o wiele mniej.
Poza tym zawsze może z tego zrezygnować i pójść w innym kierunku.
Dodając jeszcze, to szczerze mówiąc szkoda mi go było posłać do normalnej szkoły, nie tylko ze względu zmarnowania predyspozycji, ale również dlatego, że tam to jest istne piekło. Przynajmniej w gimnazjum. Z e r o k u l t u r y, nauczyciele pozwalają się poniżać, młodzież jest wobec niektórych kolegów jest bezwzględna (nigdy nie wiadomo na kogo to trafi ^^) no i papierosy, narkotyki, non stop bójki, alkohol. Wcale nie twierdzę, że w Szkole Baletowej tego nie ma, ale jest zdecydowanie o wiele mniej.
Witam,
A mnie po przeczytaniu wszyskich postów nasuneło się to, że Wasze "maloletnie niedojrzale dziecko' zeby dojść do celu, którym było półroczne uczestnictwo w zjęciach tańca KŁAMAŁO- Mały chłopiec okłamywal poprzez milczenie, że chodzi na zajęcia. Oszukiwał najbliższych- kochanych rodziców.Mnie jako matce daje to dużo od myślenia. Uważam, ze nalezy mu się szansa, a nagrodą dla niego będzie kurs tańca.Nikt nie wie ani nie jest wstanie przewidziec co komu pisane i co będzie robił w przyszlości...
Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy mają 'marudy' w domach, którym trzeba organizować czas oraz tych rodziców,którzy mają podobne dzieci jakim jest maly Michałek.
A tak na marginesie to mam syna w baletówce i nie uważam,żeby balet byl niemęski-wręcz przeciwnie.
A mnie po przeczytaniu wszyskich postów nasuneło się to, że Wasze "maloletnie niedojrzale dziecko' zeby dojść do celu, którym było półroczne uczestnictwo w zjęciach tańca KŁAMAŁO- Mały chłopiec okłamywal poprzez milczenie, że chodzi na zajęcia. Oszukiwał najbliższych- kochanych rodziców.Mnie jako matce daje to dużo od myślenia. Uważam, ze nalezy mu się szansa, a nagrodą dla niego będzie kurs tańca.Nikt nie wie ani nie jest wstanie przewidziec co komu pisane i co będzie robił w przyszlości...
Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy mają 'marudy' w domach, którym trzeba organizować czas oraz tych rodziców,którzy mają podobne dzieci jakim jest maly Michałek.
A tak na marginesie to mam syna w baletówce i nie uważam,żeby balet byl niemęski-wręcz przeciwnie.
POwiem tylko jedno- pani dziecko musi byc uzdolnione!! Niech pani sprawdzi czy bez rozgrzewki może stanąć tak_
http://www.akapit-press.com.pl/minisites/baletnice/img/szkola_3.gif niekoniecznie z przysiadem! jesli tak to niech pani zacznie KONIECZNIE chodzic z nim na zajecia baletowe! Bedzie gwiazdą!!!!!!!!

http://www.akapit-press.com.pl/minisites/baletnice/img/szkola_3.gif niekoniecznie z przysiadem! jesli tak to niech pani zacznie KONIECZNIE chodzic z nim na zajecia baletowe! Bedzie gwiazdą!!!!!!!!