Balet i ciąża
Kilka lat to raczej za duzo powiedziane - wracac do tanca po kilku latach przerwy to troche bez sensu, bo tak naprawde trzeba wtedy wszystko od nowa zaczynac.
Generalnie tancerki po ciazy w miare szybko wracaja do zawodu, bo wlasciwie nie maja wyjscia - im dluzej sie nie cwiczy, tym trudniej jest wrocic (w sensie czysto fizycznym), stad tak wazny jest jak najszybszy powrot, nie ma wiec mowy o 'kilku latach', jak to mozna sobie pozwolic w niektorych innych zawodach: ciaza, rozwiazanie, wychowywanie np. do wieku przedszkolnego.
Wydaje mi sie, ze szkoly baletowe sa na tyle 'kameralne' (jest malo osob, wiec i tych ciaz przeciez tez nie jest jakos tak duzo, pojedyncze przypadki), ze sytuacja tego typu jest bardzo indywidualnie rozpatrywana.
Generalnie tancerki po ciazy w miare szybko wracaja do zawodu, bo wlasciwie nie maja wyjscia - im dluzej sie nie cwiczy, tym trudniej jest wrocic (w sensie czysto fizycznym), stad tak wazny jest jak najszybszy powrot, nie ma wiec mowy o 'kilku latach', jak to mozna sobie pozwolic w niektorych innych zawodach: ciaza, rozwiazanie, wychowywanie np. do wieku przedszkolnego.
Wydaje mi sie, ze szkoly baletowe sa na tyle 'kameralne' (jest malo osob, wiec i tych ciaz przeciez tez nie jest jakos tak duzo, pojedyncze przypadki), ze sytuacja tego typu jest bardzo indywidualnie rozpatrywana.
Oczywiście, że kilka lat to za duża przerwa jak na taniec. Podejrzewam, że jednak jest spora różnica między powrotem do szkoły niż do teatru. Ktoś przecież musi się zająć małym człowiekiem, który się narodził, utrzymać go i wychować
Kilka lat, o których myślę poruszyłam nie z perspektywy tańca a najważniejszego czasu w życiu maleństwa i pewnej odpowiedzialności.
Ja tam nie wiem, ale mi ryzyko pojawienia się dziecka kojarzyło się zawsze z przykrym i nagłym przerwaniem edukacji, porzuceniem młodzieńczych marzeń i rozpoczęciem jakiejkolwiek pracy i dorosłego życia. Myślę, że gdy ma się dziecko trudno jest zdać maturę a co dopiero skończyć baletówkę. No chyba, że dzieciakiem zamiast rodziców zajmą się dziadkowie.
Ja tam nie wiem, ale mi ryzyko pojawienia się dziecka kojarzyło się zawsze z przykrym i nagłym przerwaniem edukacji, porzuceniem młodzieńczych marzeń i rozpoczęciem jakiejkolwiek pracy i dorosłego życia. Myślę, że gdy ma się dziecko trudno jest zdać maturę a co dopiero skończyć baletówkę. No chyba, że dzieciakiem zamiast rodziców zajmą się dziadkowie.
M. - mnie sie wydaje, ze to zalezy od rodziny. Abstrahujac od baletowek, w zwyklych szkolach tez ciaza niekoniecznie oznacza koniecznosc przerwania nauki i podjecia pracy. Sa na pewno osoby, dla ktorych to bedzie jedyne rozwiazanie, ale wydaje i sie, ze glownie zalezy to od danej rodziny, jakie wzorce zachowania ona uznaje, jakie srodowisko, itd.
Sadze, ze w przypadku szkol baletowych nie bedzie jednej standardowej odpowiedzi, co sie stanie z taka uczennica, bo to sa zbyt male szkoly, i bardziej indywidualne podejscie do ucznia niz w szkole-masowce, gdzie w jednym roczniku jest nie kilkanascie osob, a kilkaset. I skoro nawet w tak duzych szkolach ciaza jednak nie jest norma (przynajmniej za moich czasow nie byla, ale nie sadze by to sie tak szybko zmienilo
), to tym bardziej w tak 'kameralnych' szkolach, co tez zawsze daje wieksza elastycznosc uczniowi (dotyczy to zreszta niekoniecznie ciazy, ale np. popularniejszych zdarzen jak np. kontuzje).
Sadze, ze w przypadku szkol baletowych nie bedzie jednej standardowej odpowiedzi, co sie stanie z taka uczennica, bo to sa zbyt male szkoly, i bardziej indywidualne podejscie do ucznia niz w szkole-masowce, gdzie w jednym roczniku jest nie kilkanascie osob, a kilkaset. I skoro nawet w tak duzych szkolach ciaza jednak nie jest norma (przynajmniej za moich czasow nie byla, ale nie sadze by to sie tak szybko zmienilo
[quote93="Princess Maron"]a czemu cała robota z dzieckiem ma spaść na młodą mamę-tancerkę? od czego jest ojciec?[/quote93]
hmm, nie chciałabym zamieniać tego tematu w dyskusję o (bardzo) młodych matkach i rodzeniu w czasie edukacji (przed powiedzmy 18 rokiem zycia) ale jesli dziewczyna uczy się w OSB i zajdzie w ciążę, to duże prawdopodobieństwo ze jest to wpadka, a w tym wypadku rzadko mozna liczyć na swiadome rodzicielstwo, odpowiedzialnośc ojca itd. Sa jeszcze rodzice obojga młodych ludzi i ich nastawienie do całej sprawy (jak zresztą w podobnych przypadkach nie tylko w OSB czyli generalnie kiedy młodzi rodzice są niepełnoletni)
PS. Powrót do jakiegokolwiek zawodu (nie tylko do tanca) po kilku LATACH przerwy spowodowanych urodzeniem dziecka jest bardzo trudny ze wzgledu na rynek pracy, konkurencję na nim, tzw. "wypadanie z obiegu" itd. Oczywiscie to sprawa mozliwosci (jesli kobieta nie musi pracowac zeby sie utrzymac) i priorytetów kiedy CHCE poswięcić te lata bez reszty dziecku
hmm, nie chciałabym zamieniać tego tematu w dyskusję o (bardzo) młodych matkach i rodzeniu w czasie edukacji (przed powiedzmy 18 rokiem zycia) ale jesli dziewczyna uczy się w OSB i zajdzie w ciążę, to duże prawdopodobieństwo ze jest to wpadka, a w tym wypadku rzadko mozna liczyć na swiadome rodzicielstwo, odpowiedzialnośc ojca itd. Sa jeszcze rodzice obojga młodych ludzi i ich nastawienie do całej sprawy (jak zresztą w podobnych przypadkach nie tylko w OSB czyli generalnie kiedy młodzi rodzice są niepełnoletni)
PS. Powrót do jakiegokolwiek zawodu (nie tylko do tanca) po kilku LATACH przerwy spowodowanych urodzeniem dziecka jest bardzo trudny ze wzgledu na rynek pracy, konkurencję na nim, tzw. "wypadanie z obiegu" itd. Oczywiscie to sprawa mozliwosci (jesli kobieta nie musi pracowac zeby sie utrzymac) i priorytetów kiedy CHCE poswięcić te lata bez reszty dziecku
Rzeczywiście dyskusja zeszła na temat wpadki w (zbyt) młodym wieku, gdzie zapewne każdy przypadek jest nieco inny. Oczywiście, że to czy jest konieczne przerwanie nauki zależy od chęci i możliwości pomocy jaką może zaoferować rodzina. Mi osobiście byłoby głupio siedzieć z dzieciakiem na garnuszku rodziców, gdyby mnie to spotkało. Chyba, że taka ciąża zdarzyłaby się na moment przed ukończeniem szkoły.
Joanno czy sugerujesz, że po porodzie może być łatwiej skończyć baletówkę niż zwykłe liceum ze względu na indywidualne podejście do ucznia? Dość odważna teoria
Joanno czy sugerujesz, że po porodzie może być łatwiej skończyć baletówkę niż zwykłe liceum ze względu na indywidualne podejście do ucznia? Dość odważna teoria
M. nie powiedzialam tego, wiec prosze nie insynuuj mi nic. Taka sytuacja ma bardzo wiele aspektow. Nie powiedzialam, ze jest latwiej, tylko ze jest to na pewno rozwazane bardziej indywidualnie, niz w szkolach masowych. Nie przypominam sobie, abym gdziekolwiek utozsamiala to ze stopniem trudnosci. Zaznaczaczalam rowniez, ze w przypadku tancerki dochodzi aspekt fizycznosci - cialo jako narzedzie pracy. Wiele zalezy od danej osoby, jej rodziny, szytuacji, szkoly, itp, itp.
U mnie w liceum, ktore sie miescilo w zespole szkol, wiec bylo tam naprawde duzo klas (liceum + technikum + chyba cos jeszcze) bylo w klasach maturalnych czasem i po kilka dziewczyn w ciazy, wiec mozesz sobie wyobrazic, ze to, jak sie z nimi postepuje, tzn. kwestia zwolnien, zaliczen, itp., bylo bardziej 'tasmowe', ze sie tak nieladnie wyraze, niz w takiej baletowce, gdzie jednak ciaza w szkole nie zdarza sie tak czesto.
No i kwestia wlasnie fizyczna - im dluzsza przerwa, tym trudniej wrocic do formy. Cialo to nie jest ksiazka, ktora mozna przeczytac w dowolnym momencie i w dowolnym wrocic.
Dlatego wcale nie uwazam, ze latwiej. Po prostu troche inaczej, ale tez nie przesadzajmy, szkola to szkola i jakies swoje wlasne regulaminy ma, wiec np. prawa takiej uczennicy nie powinny sie jakos diametralnie zmienic w zaleznosci od szkoly, bo z tego co kojarze, to prawo polskie jest po stronie uczennicy.
U mnie w liceum, ktore sie miescilo w zespole szkol, wiec bylo tam naprawde duzo klas (liceum + technikum + chyba cos jeszcze) bylo w klasach maturalnych czasem i po kilka dziewczyn w ciazy, wiec mozesz sobie wyobrazic, ze to, jak sie z nimi postepuje, tzn. kwestia zwolnien, zaliczen, itp., bylo bardziej 'tasmowe', ze sie tak nieladnie wyraze, niz w takiej baletowce, gdzie jednak ciaza w szkole nie zdarza sie tak czesto.
No i kwestia wlasnie fizyczna - im dluzsza przerwa, tym trudniej wrocic do formy. Cialo to nie jest ksiazka, ktora mozna przeczytac w dowolnym momencie i w dowolnym wrocic.
Dlatego wcale nie uwazam, ze latwiej. Po prostu troche inaczej, ale tez nie przesadzajmy, szkola to szkola i jakies swoje wlasne regulaminy ma, wiec np. prawa takiej uczennicy nie powinny sie jakos diametralnie zmienic w zaleznosci od szkoly, bo z tego co kojarze, to prawo polskie jest po stronie uczennicy.
No przecież ja nie insynuuje a (z sympati
) prowokacyjnie podjudzam do dyskusji, heh
:697:
Choć tak naprawdę, chyba mamy podobne zdanie a zwracamy uwagę na inne szczegóły, które wydają się każdej z nas ważniejsze - Ty na to czy i w jaki sposób szkoła umożliwi takiej dziewczynie dalszą naukę i na to by jak najszybciej powrócić do tańca by nie utracić formy, ja natomiast myślę przede wszystkim o tym jak zająć się dzieciakiem i nadmiarem obowiązków, który może utrudnić lub uniemożliwić taki powrót. Nie podważam więc tego, że trzeba wrócić jak najszybciej by być w zawodzie. A piszę o tym, że wydaje to mi się strasznie trudne.
A wszyscy zgadzamy się w tym, że bardzo dużo zależy od tzw. szczęścia w nieszczęściu czyli od tego jak bardzo los (świeży dziadkowie, młody tatuś, szkoła...pieniążki...) sprzyja młodej baletnicy i od tego jak ona sama widzi dalej swoje życie. Może przecież podjąć różne decyzje np. tą o której pisała Kasia G. - całkowicie poświęcić się maleństwu :562: (zrezygnować z baletu?).
Jak miło jest rozważać tekie dość trudne sytuacje jedynie hipotetycznie
Choć tak naprawdę, chyba mamy podobne zdanie a zwracamy uwagę na inne szczegóły, które wydają się każdej z nas ważniejsze - Ty na to czy i w jaki sposób szkoła umożliwi takiej dziewczynie dalszą naukę i na to by jak najszybciej powrócić do tańca by nie utracić formy, ja natomiast myślę przede wszystkim o tym jak zająć się dzieciakiem i nadmiarem obowiązków, który może utrudnić lub uniemożliwić taki powrót. Nie podważam więc tego, że trzeba wrócić jak najszybciej by być w zawodzie. A piszę o tym, że wydaje to mi się strasznie trudne.
A wszyscy zgadzamy się w tym, że bardzo dużo zależy od tzw. szczęścia w nieszczęściu czyli od tego jak bardzo los (świeży dziadkowie, młody tatuś, szkoła...pieniążki...) sprzyja młodej baletnicy i od tego jak ona sama widzi dalej swoje życie. Może przecież podjąć różne decyzje np. tą o której pisała Kasia G. - całkowicie poświęcić się maleństwu :562: (zrezygnować z baletu?).
Jak miło jest rozważać tekie dość trudne sytuacje jedynie hipotetycznie
[quote="Czajori"]Wydaje mi się, że Twoja wypowiedź jest zbyt ostra, Nati. To, że kobieta się rusza w czasie ciąży ma znaczyć, że dziecko nie jest dla niej ważne? [quote]
nie chodziło mi tu o ruch czy pracę... moja wypowiedź dotyczyła spraw np.akrobacji czy dużo większego wysiłku (np udział w spektaklach) niz zwykła praca (np nauczycielki tańca)...
nie chodziło mi tu o ruch czy pracę... moja wypowiedź dotyczyła spraw np.akrobacji czy dużo większego wysiłku (np udział w spektaklach) niz zwykła praca (np nauczycielki tańca)...
Tak sobie rozmyślam ostatnio o tych wszystkich szpagatach i nieszpagatach no i próbuję łączyć to czego uczą mnie w szkole z tym co czytam na forum. W związku z tym zaczęła mnie zastanawiać jedna rzecz. Podczas ciąży i porodu pod wpływem estrogenów ulegają rozluźnieniu stawy - właściwie więzadła miednicy. Jestem ciekawa czy spotkaliście się może z opiniami baletnic, które po ciąży wróciły do tańca na temat tago czy odczuły jakąś różnicę w możliwościach swojego ciała po przerwie. Chodzi mi nie tyle o to czy trudno było wrócić do utraconej formy, bo np. utracone rozciągnięcie czy siłę mięśni można odzyskać trenując, tylko o to czy może jednak jest jakaś zmiana w zakresie ruchu kończyn związana z tym co napisałam wyżej 