tancerz/tancerka - mąż/żona

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
carewna
Posty: 182
Rejestracja: wt maja 23, 2006 11:34 pm

Post autor: carewna »

Zgadzam sie!
A ja z moja coreczka mimo mojej zajetosci bywam w kinie regularnie co miesiac,gorzej z Zoo ale niech tylko przyjdzie wiosna i lato to i tam nas nie zabraknie :)
Tanc...
Posty: 538
Rejestracja: pn cze 27, 2005 11:01 am

Post autor: Tanc... »

[quote:06cc85db00="drCoppelius"]A ja bym nie chciała mieć męża tancerza, może nawet dlatego, że za dużo tego baletu było by w moim domu...W końcu trzeba czasem od niego odpocząć.... :roll:[/quote:06cc85db00]

Spokojnie - już mineły czasy - gdy mąż i żona ( w jednym zawodzie - tancerza - rki - i 1 i 2 -gi belfer - tańca ) gadają i podniecają się tańcem - powiem to w ten dobitny sposób - jest luz - możemy sobie ewentualnie pomóc wzajemnie zawodowo co do pewnych doświadczeń lub w ramach relaksu pośmiać się z pewnych sytuacji zawodowych ( oczywiscie nikogo nie obrażając ) lub dac sobie pewne wskazówki techniczne - co i jak lub poprostu ( często ) rozmawiac na zupełnie inny temat - nie mający nic wspólnego z tańcem ...!!! :) :D
Tanc...
Posty: 538
Rejestracja: pn cze 27, 2005 11:01 am

Post autor: Tanc... »

Także - mam - żone tancerkę i jest to dla mnie super żona i jestem najszczesliwszym mężem na forum - :D

ktoś napisał - zawód bez przyszłosci - ...!!! ??? już chyba nie - mam nadzieję ze to sie zmieni ...więc bądzcie dobrej myśli 8)
.:Odylia:.
Posty: 688
Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm

Post autor: .:Odylia:. »

moim zdaniem chodzi tu głównie o zrozumienie-ktos pracujacy w "normalnym" (nie tzw wolnym jak aktor,tancerz itd.)zawodzie moze zwyczajnie nie wytrzymac systemu pracy swojego wspolmalzonka-artysty,licznych prob i spektakli o absurdalnych czesto porach czy tez zwyczajnie prawie wiecznego zmęczenia...z drugiej zas strony przebywanie ze soba 24/7 (mowie tutaj o pracy w jednym zespole)moze skutkowac nuda i zniecierpliwieniem-dobrze jest miec za kim tesknic i do kogo wracac :wink: idealnie jest po prostu znalezc sobie kogos z branzy,komu nie obce beda uroki zycia artysty bo szczerze mowiac nie znam pary artysta-nieartysta ktora nie mialaby na tym tle problemow,natomias znam mnostwo artystycznych malzenstw ktore sztuka wlasnie umacnia...sama mam artystyczna rodzine i gdyby nie to ze wszyscy jedziemy na tym samym wozku juz dawno bysmy powariowali ...
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:f80df706f9]moim zdaniem chodzi tu głównie o zrozumienie-ktos pracujacy w "normalnym" (nie tzw wolnym jak aktor,tancerz itd.)zawodzie moze zwyczajnie nie wytrzymac systemu pracy swojego wspolmalzonka-artysty,licznych prob i spektakli o absurdalnych czesto porach czy tez zwyczajnie prawie wiecznego zmęczenia...[/quote:f80df706f9]

...czy tez dziwnych humorow np. drazliwosc i nerwowosc zwiazana z premiera, przejmowanie sie rzeczami, na ktore inny-nie-zwiazani-z nie zwracaja w ogole uwage (ludzie tego nie rozumieja, i zamiast wesprzec kiedy trzeba, reaguja zupelnie odwrotnie)...
Scarpia
Posty: 208
Rejestracja: czw maja 25, 2006 8:58 am

Post autor: Scarpia »

A wszystkie te problemy wynikają z 1, jedynej śmiesznie trywialnej przyczyny! I może ja tu na tym forum tę przyczynę nazwę po imieniu. Choć dla mnie jako, osoby którą wg Joanny można opisowo nazwać „innej-nie-związanej-z” wydaje się kosmicznie dziwne, to że nie widzą jej właśnie tancerki i tancerze:
[u:55b1deaa2b]BRAK RÓWNOWAGI i SYMETRII[/u:55b1deaa2b].
Uczycie się znaczenia tej równowagi od dziecka a szczególnie na zajęciach z tańca klasycznego! No i popatrzmy do czego sprowadzaja się Wasze posty: ano mówicie w nich wszyscy jedno i to samo: tzn."oni MNIE nie rozumieją", "to JA nie mam czasu", "to JA potrzebuję wsparcia", "to JA jestem zmęczona", "to JA mam potrzeby" itp., itd…. Czyli tylko ja,ja,ja,ja...
Oj! Czy to nie brak w tym właśnie symetrii i równowagi! A gdzie miejsce na Jego czy Jej „Ja”???. A czy Ja próbuję zrozumieć tych „innych-nie-związanych-z”?
Moim zdaniem każdy udany związek miłosny czy przyjacielski wymaga tego, czego Was drogie tancerki i tancerze uczą od dziecka: pilnej pracy nad równowagą:
„On/Ona robi tyle ile może dla mnie, ale JA TEŻ robię tyle ile mogę dla Niej/dla Niego.”
Inaczej: „Chcę aby On/Ona zrozumiała mnie ALE JA TEŻ zrobię wszystko abym ja zrozumiała/zrozumiał Jego/Ją”.
Każde dłuższe złamanie tej zasady nieuchronnie doprowadzi do frustracji co najmniej jednej ze stron, a co za tym idzie do naturalnego rozpadu. To tak jakby tancerka wyciągnęła nogę bez zastosowania opozycji! I co? Wielkie BUM na podłogę!
Dla udanych związków nie ma znaczenia że jesteśmy z różnych „bajek”. Zgadzam sie z Bajderką. (choć osobny temat stanowi zagadnienie czy jest w ogóle możliwa tzw.przyjaźń damsko-męska :lol: ) To może być wręcz dodatkowy atut, jak w magnesie gdy przyciągają się dwa przeciwne bieguny. Przecież potrzebujemy się nawzajem! Widz tancerki, tancerka widza. Inaczej widowisko baletowe nie ma sensu. Tylko że „w tym cały ambaras aby dwoje chciało na raz”, A nie tylko 1 strona.

Symetria i równowaga. Trywialnie proste, a takie trudne. Któż o tym wie lepiej jak nie Wy drogie tancerki i tancerze? :roll:
Paweł
Posty: 17
Rejestracja: sob gru 03, 2005 7:09 pm

Post autor: Paweł »

^^Podpisuję się dwoma rękami!

Co ciekawe, na przypadłość "ja, ja" cierpią głównie kobiety. Zawsze "Nie chcę o tym rozmawiać", "nie podoba mi sie to" itp. Trochę się to kłóci z mityczną wprost wrażliwością kobiet. Bo jak można być wrażliwym nie mając za grosz empatii?
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Paweł, chyba w ogole nie rozumiesz kobiet ;)

Scarpia ja sie niedokladnie z Toba zgodze. Bo dlaczego z gory zakladasz, ze kazdy np. tancerz mysli w zwiazku tylko o sobie? Tutaj jest tak, jak z wszystkimi ludzmi - jedno sa bardziej nastawieni na siebie, inni posrodku, jeszcze inni na zewnatrz - jest to zwiazane z osobowoscia.
Natomiast chodzi troche o inna sprawe - mianowicie o to, ze czasem naprawde trudno sie dogadac takim osobom z dwoch roznych 'swiatow' - przy czym nie chodzi mi tutaj absolutnie o bycie np. zawodowcem, tylko o to hmm 'zycie ideami'. Wiele osob nie jest w stanie po prostu zrozumiec, jak mozna sie tak poswiecac jakiejs sztuce (bez znaczenia czy jest to taniec, aktorstwo, czy malarstwo, itd.) otrzymujac w zamian zwykle duzo mniej, niz sie daje. To jest zreszta stara prawda, ze w zyciu artystycznym takie naprawde szczesliwe sa tylko krotkie, poszczegolne momenty, cala reszta to ciezka praca, codzienna rutyna, bol, niesamowite zmeczenie i obciazenie psychiczne. Mam na przyklad znajomego, ktory zupelnie nie jest w stanie zrozumiec, jak nie jestem w stanie chodzic z powodu bolu po jakiejs kontuzji, a jestem w stanie z tym tanczyc (przy czym dodam, ze nie jestem zawodowa tancerka, wiec odchodzi mi tutaj zarabianie tancem).

Wiesz, ja mam wrazenie, ze po prostu niektorzy ludzie zyja jakby w tym samym swiecie, ale w troche innym wymiarze ;)
Nie mowie, ze jeden jest gorszy czy lepszy od drugiego, roznia sie tylko i wylacznie kwestia postawionych priorytetow (co notabene tez mozna podciagnac jako zwiazane z osobowoscia).

Poza tym wielu osobom - mowie to na swoim przykladzie - jest bardzo ciezko zrozumiec, ze np. przed wystepem czy przed egzaminem (ktory jest jakby premiera) jest sie ogromnie zestresowanym, to jest inny stres niz np. przy egzaminie z jakiejs tam wiedzy, bo tutaj sie wychodzi z samym soba do ludzi, to jest innego rodzaju presja. Podobnie te kilka dni przed premiera - to jest juz w ogole koszmar, bliscy w ogole nie daja zadnego wsparcia, a przeciez czasem bywa jest taki stres (w zaleznosci od tego, jak spektakl idzie ;) ), ze bez wsparcia przygniata psychicznie czlowieka.

Jesli buduje sie z kims glebsza relacje, to oczywiste jest, ze stara sie te druga osobe zrozumiec, ja sobie nie wyobrazam inaczej, przeciez to sama zwykla ciekawosc drugiej osoby. Wiec nie rozumiem tych zarzutow o brak brok zrozumienia.
To jest wlasnie tak, ze my to rozumiemy i nie-rozumiemy. Tzn wiemy ze tak jest, ze tak ludzie zyja, ale niezmiernie ciezko jest objac rozumowo takie zycie. To tak, jakby np. Tobie ktos kazal nagle poruszac sie w swiecie nie o 3 wymiarach ale o 2.
Zreszta zwroc uwage, ze podobnie (pod wzgledem spolecznym) jest z osobami b. gleboko religijnymi - tez patrza na zycie przez pewien pryzmat, i wszyscy oceniaja z tego punktu widzenia, zwlaszcza jesli obdarzeni sa np. charyzmatami.

Inna sprawa jest taka, ze osobie ktora np. pasonuje sie teatrem tylko z perspektywy widza, jest duuuzo blizej do takiego np. tancerza czy aktora (wlasciwie roznice tutaj wynikaja juz tylko z trybu pracy, bo pasja jest jedna), niz kogos, kto zyje rytmem "jakas praca - dom - sen".

Po prostu, to jest wtedy zaqwsze tak, ze jesli jest milosc dwoch takich osob, gdzie przynajmniej jedna jest np. tancerzem, to zawszse bedzie tez 'ten trzeci' - w tym wypadku taniec. I glownie o to chodzi.
Bo sa np. zwiazki, gdzie ludzie nie przywiazuja az tak duzej wagi do swojej pracy, a w realizuja sie glownie w rodzinie, a tutaj tak nie jest.
Jesli wiec sa to dwie osoby zajmujace sie sztuke, to - bez zadnych wyjasnien, itd. - juz na wstepie rozumieja rytm zycia drugiej osoby. Nie musza nawet rozmawiac duzo o tancu (bo pewnie po ilus tam latach ten temat zdecydowanie im sie nudzi), ale to dlatego, ze oboje w nim caly czas zyja.

Wydaje mi sie, ze podobnie jest tez np. w przypadku wyczynowych sportowcow, ktorzy tez swoje zycie poswiecaja temu, co robia, nie od godziny 8 - 15, a 24/h. I tez maja rodziny, ktorym na pewno nie jest latwo zniesc ten tryb zycia drugiej osoby.
Paweł
Posty: 17
Rejestracja: sob gru 03, 2005 7:09 pm

Post autor: Paweł »

Kobiet oczywiście mężczyzna nie jest w stanie zrozumieć... gdybym rozumiał kobiety to poważnie zacząłbym się martwić stanem swojego zdrowia psychicznego :)

No dobra, mój post był trochę OT, dotyczący generalnie kobiet, nie tylko tancerek, ale praktycznie każdej grupy zawodowej.

A co do związku... moje zdanie jest takie, że potencjał tancerza/tancerki jest zupełnie zmarnowany jeśli dochodzi do związku z osobą nie tyle nie znającą tematyki (bo to zawsze można nadrobić), ale będące tą tematyką zupełnie niezainteresowana. Nie trzeba być super znawcą i absolutnym fanatykiem baletu, ale nie ma nic bardziej de[rymującego niż szybka zmiana tematu przez drugą osobę gdy ty zaczynasz się "zwierzać" ze swoich pasji. np jedna osoba opowiada z oczami wielkimi jak 5 zł. o malarstwie którym się pasjonuje, a na to druga: "a właśnie, oglądałam ostatnio film o jakimś malarzu... a może pójdziemy do kina? Chodzmy do kina! Grają władcę pierścieni!"

Z mojego punktu widzenia, czyli osoby zakochanej w tańcu, aczkolwiek nie tańczącej, związek z tancerką to w zasadzie marzenie, bo wiążesz się z osobą, zajmującą się czymś co cię nieopisanie fascynuje. :)

Pozdrawiam
a.k.
Posty: 148
Rejestracja: czw sie 24, 2006 8:13 pm

Post autor: a.k. »

wydawało mi się że gdzies to już pisałąm.
Aj sobie wyobrażam związk muzyka z tancerką.
Cudowna sytuacja moim zdaniem............

Ciekawe, czy zgadnę...: Paweł S. ?
ODPOWIEDZ