Skąd się biorą mężczyźni w balecie?

Zagadnienia techniczne, problemy tancerzy, zdrowie, pointy, ubiór, ćwiczenia itd.;
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

No dobrze, ktoś się powiedzmy rodzimy z jakimiś predyspozycjami - lubi się ruszać, ma poczucie rytmu, itd. Ale dlaczego wybiera akurat balet, gdy wielu innych wybiera inne rodzaje tańca bądź ruchu, które są bardziej modne (np. breakdance czy coś takiego), czy łatwiej dostępne, popularniejsze (np. taniec towarzyski)?

Nie wierzę, że ktoś się rodzi od razu z umiłowaniem baletu, czy nawet określoną estetyką. Balet to wytwór kultury. Nasza estetyka też się kształtuje pod wpływem różnych czynników, ale też po części zależy od naszej osobowości (temperamentu, charakteru - nie wiem, na ile to naukowa teoria, ale ja tak uważam, i mogę to udowodnić ;) ), bardziej na głębszym poziomie, którego zazwyczaj nie potrafimy wyjaśnić. Ale to określone wychowanie sprawia, że możemy nasze zamiłowania estetyczne sprecyzować i dopasować do tego, co już istnieje w naszej kulturze. Może nie wchodźmy dalej w tę dygresję, bo się zrobi za duży offtop ;)
Rozumiem, że możemy się urodzić cz ywychować z np. umiłowaniem do perfekcji, czystości form, ale to jeszcze nie oznacza, że zwróci się uwagę akurat na balet, a nie np. na architekturę.

Nadal czekam na wypowiedzi jakichś mężczyzn (mamy ich przecież paru na forum), którzy wyjaśnią, co ich zdaniem zafascynowało ich właśnie w balecie.


Nefretete
Ja np. potrafię powiedzieć, jaki rodzaj tańca (nawet w obrębie jednej techniki) sprawia mi przyjemność, jaki nie.
Wiem, czego potrzebuję w ruchu i zazwyczaj również wiem, dlaczego.
Wiem doskonale, d l a c z e g o nie znoszę sportów zespołowych, jestem w stanie zniesć grę dwa na dwa, a już najbardziej lubię dyscypliny jednoosobowe.
Wiem, dlaczego nie lubię niektórych technik tańca, i bynajmniej nie ograniczam się do muzyki, jaka im towarzyszy, tylko wiem, dlaczego dana specyfika ruchu mi nie odpowiada, co się z nią dla mnie wiąże, jak się z nią czuję.
Wiem, na ile jest to związane z własnym obrazem siebie, swojego ciała, oraz kultury w jakiej żyję.
I wiem, czego poszukuję w tańcu.

Dlatego nie wydaje mi się, aby stwierdzenie tego było niemożliwe, m.in. dlatego pytam ;)

Natomiast bardzo spodobało mi się stwierdzenie pod koniec - że jeśli ktoś im w młodym wieku powie, że mają talent, predyspozycje, to bardziej prawdopodobne, że skierują swoje działania właśnie w tym kierunku. Sama na to nie wpadłam (niestety ;) ), a to bardzo wartościowa myśl.


Bajaderko.
Hmm, ja się zastanawiam, czy podziwianie tancerek (kobiet) faktycznie mogłoby być na tyle silnym powodem, aby samemu, jako mężczyzna stanąć do drążka i ćwiczyć. Ja np. podziwiając niektorych sportowców wcale nie mam ochoty od razu wbiec na salę i zacząć trenować, zwłaszcza jesli chodzi o jakiś typowo 'męski' sport. Więc może jest coś jeszcze?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

[quote:511617791c="Joanna"]Ja wiem, dlaczego nie lubię niektórych technik tańca, i bynajmniej nie ograniczam się do muzyki, jaka im towarzyszy, tylko wiem, dlaczego dana specyfika ruchu mi nie odpowiada, co się z nią dla mnie wiąże, jak się z nią czuję.
Wiem, na ile jest to związane z własnym obrazem siebie, swojego ciała, oraz kultury w jakiej żyję.
I wiem, czego poszukuję w tańcu.

[/quote:511617791c]

To masz wysoką samoswiadomość, bo ja nie wiem, co najwyżej czuję co odpowiada mojej osobowości. Ale nie wiem zupełnie czemu nie podobaja mi się rówżowe krawaty ;) A serio - myślę, ze to dlaczego wielu młodych chłopców zostało tancerzami można wyczytac z ich opowieści: byli dziećmi zywymi, lubili sie ruszac do muzyki (predyspozycje) a akurat ktos z ich otoczenia usłyszał, przeczytał o szkole baletowej kiedy byli w odpowiednim wieku i jak już tam poszli, to 'wsiąkli'. Bo ta szkoła wciąga. Myslę, zę teraz (dziś) chłopców do szkół baletowych m.in. idzie mniej, bo jest szersza oferta dla dzieci chcących się ruszać - jest wiećej róznych zajęć prywatnych, sportowych i innych, podczas których dzieci mogą się wyżyć... To jedna z moich teorii na ten temat.

PS. Czekamy na wypowiedzi forumowych panów!!!! Moze nie mamy absolutnie racji?
DariaD14
Posty: 79
Rejestracja: sob sie 19, 2006 10:15 am

Post autor: DariaD14 »

Ja myśle, ze podstawą jest uwielbianie muzyki klasycznej. Mój syn od czasów niemowlęcych uwielbial muzykę klasyczną -nigdy przy niej nie zasypial wrećz przeciwnie leżał nieruchomo, kręcac tylko stopami i wsluchiwal sie w muzykę (zauwalym to juz gdy mial 4miesiace). Byl zawsze wygimnastykowany, skoczny i lubil chodzić na palcach. Pamietam jak bylam z nim na skpektaklu to podziwial skoki męskich tancerzy, po powrocie próbował. Co jeszcze mnie zadziwilo --to to, że wiedzial od"zawsze' jak kecić sie w kółko , zeby sie w głowie nie zakrecilo. Zawsze tłumaczyl patrz w jeden punkt i skecaj glową na samym końcu wówczas nie bedziesz wymiotować. Nie wiem skad to wiedział -chyba zaobserwowal u siebie.
Może Wy tez mieliscie cos takiego --mieliście to coś od zawsze///. ..bo ja u siebie nie pamiętam...
Nefretete
Posty: 1308
Rejestracja: śr kwie 07, 2004 3:10 pm

Post autor: Nefretete »

Joanno - ja nie twierdzę, że nie potrafię powiedzieć, który typ tańca mi bardziej odpowiada. Oczywiście, że potrafię, ale nie umiem tego wytłumaczyć. Np tego dlaczego wole tarzać się po ziemi zamiast stać przy drążku. Potrafię wskazać też wszystkie korzyści płynące dla mnie z róznych rodzajów ruchu. Jeden daje mi płynność, drugi koordynację, trzeci panowanie nad ciałem, a przy jeszcze innym mogę spozytkowac energię. Ale to jest jakby wtórny efekt. Najpierw muszę poczuć potrzebę (a ta chyba pochodzi z wnętrza), żeby czegoś spróbować, a potem moge dopiero to ocenić. No ewentualnie może mnie ktoś do czegoś namówić.
Myslę, że albo czujemy się z czyms dobrze, albo nam sie to podoba. W tym drugim przypadku to kwestia gustu (oceniami estetykę albo właśnie np muzyke, która danemu typowi tanca towarzyszy).

Myslę, że niewiele jest osób, które swiadomie wybieraja balet, zwłaszcza w młodym wieku i konsekwentnie robią wszystko, by z tą dziedziną mieć cos wspolnego.
Zazwyczaj wlasnie wyglada to tak, ze ktos ma predyspozycje i tylko dzieki komus kto to zauwazy i podpowie taka osoba moze trafic do baletu. No bo przecież jesli rodzice zobaczą, ze syn lubi sie ruszac i jest wyjątkowo aktywny, to predzej zapisza go na karate niz do szkoły baletowej. Zwlaszcza ze balet w naszym kraju nie jest popularny i pewnie u wiekszosci spoleczenstwa kompletnie poza swiadomością.
Tak samo jest w przypadku już nieco starszych dzieciaków - taki nastoletni chłopak, kiedy poczuję, ze lubi sie ruszać w takt muzyki, to predzej skrzyknie się w kolegami z osiedla i zaczną ćwiczyć obroty na głowie, a nie pojdzie na zajecia z klasyki.

Myslę, ze schemat jest taki - rodzimy sie z pewnymi predyspozycjami, talentami, które przekładają się na nasze upodobania (choc nie zawsze). I jesli ktos nas własciwie pokieruje, mamy szanse to rozwinąć. Często więc decyduje przypadek.
Chyba podobnie jest z muzykami. Jesli ktoś zauważy, że dziecko ma dobry słuch, a na dodatek smukłe, długie palce, to wysyła je do klasy fortepianu.

Z obserwacji: syn Darii, Qba, trafił do SB, bo go szkoła sama odnalazła, jemu sie spodobało i został. Mój znajomy tancerz bardzo podobnie - chodził do szkoły sportowej, miał bardzo elastyczne ciało, dostał zaproszenie, został, dzis jest pierwszym solistą. Inni znajomi, zaczeli tanczyc w starszym wieku - po prostu to lubili, zaczeli swiadomie chodzic na zajecia, jezdzic na warsztaty, zostali zauwazeni przez zawodowcówi dostali szanse pracy w teatrze. Jeszcze inny tancerz zainspirował się czyjąś osobowościa sceniczna, sam zapragnął robić to samo. Eksternistycznie skonczyl szkołe i tanczy. jeszcze inny przypadek, tancerz - Rosjanin, trafił do szkoły, tylko dlatego, że go rodzice przed wojskiem chcieli uchronić, balet pokochał dopiero wiele lat później. No ale to juz zupełnie inna historia.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[b:f80fb761df]Kasia G[/b:f80fb761df]
[quote:f80fb761df="Kasia G"]To masz wysoką samoswiadomość, bo ja nie wiem, co najwyżej czuję co odpowiada mojej osobowości. Ale nie wiem zupełnie czemu nie podobaja mi się rówżowe krawaty ;) A serio - myślę, ze to dlaczego wielu młodych chłopców zostało tancerzami można wyczytac z ich opowieści: byli dziećmi zywymi, lubili sie ruszac do muzyki (predyspozycje) a akurat ktos z ich otoczenia usłyszał, przeczytał o szkole baletowej kiedy byli w odpowiednim wieku i jak już tam poszli, to 'wsiąkli'. Bo ta szkoła wciąga. Myslę, zę teraz (dziś) chłopców do szkół baletowych m.in. idzie mniej, bo jest szersza oferta dla dzieci chcących się ruszać - jest wiećej róznych zajęć prywatnych, sportowych i innych, podczas których dzieci mogą się wyżyć... To jedna z moich teorii na ten temat.
PS. Czekamy na wypowiedzi forumowych panów!!!! Moze nie mamy absolutnie racji?[/quote:f80fb761df]

Moim zdaniem wciąż za małą ;)
Ale nawiązując trochę do tematu. Mam np. świadomość, dlaczego lubię tańczyć w technice klasycznej [size=9:f80fb761df][nie wiem, czy w moim przypadku nie jest to za duże słowo, ale mniejsza o to :wink: ]. [/size:f80fb761df]Zacznę trochę od tyłu i na około: każdy z nas w różnych sytuacjach przyjmuje różne role, chce się pokazać z jak najlepszej (jego zdaniem) strony - Gombrowicz to ładnie określił 'gębą'. Jest to wynik zarówno naszego pojęcia o tym, czego od nas oczekują z zewnątrz (presja społeczna), jak i naszych własnych przekonań (np. sumienie, moralność, i wieeele, wiele innych).
Będąc na lekcji, ćwicząc np. adagio czy jakąś wariację, wysyłam konkretną informację związaną z np. chęcią przekazania siebie jako osoby delikatnej, itd (przykład, bo to imho trochę bardziej złożone). Bywa - w zależności od jakiegoś momentu w życiu - że klasykę źle mi się ćwiczy, źle się czuję w tej technice, ponieważ np. szukam ruchu dynamicznego, rozluźnionego, co też jest związane z moim poczuciem wewnętrznym, podkreślenia czy poszukiwania konkretnych cech osobowości, itd.
To oczywiście piszę czysto orientacyjnie i powierzchownie, bo sam mechanizm jest oczywiście nieco bardziej skomplikowany, ale dotyczy tego samego, dlaczego niektórzy z nas wolą mieć np. w otoczeniu 'kontrolowany bałagan', inni perfekcyjny porządek - przecież to również odbicie naszej osobowości (no, jakiejś jej cechy, ale ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka ;) ). Ale do czego zmierzam.

Zakładam (może błędnie), że tańcząc daną technikę, zgodnie z jej właściwą jakością ruchu, stanowi się jednocześnie pewien 'typ', charakterystyczny właśnie dla tego stylu. Np. baletnica w romantycznej paczce nie będzie miała jakości ruchu charakterystycznej dla tancerki teatru tańca z pogranicza performancu.
Dzisiaj sam balet w spojrzeniu ogółu społeczeństwa raczej nie jest zbyt doceniany. A już kiedy średni mieszkaniec Polski myśli o mężczyźnie w balecie, dostaje dreszy. Świadczy to o tym, że cechy, jakie są kojarzone z baletem, nie są obecnie cechami popularnymi w naszej kulturze (a inaczej było np. w romantyzmie).
Coś jednak sprawia, że jednak niektórzy jednak interesują się baletem. I coś sprawia również, że tym baletem interesują się również mężczyźni. Co to jest takiego?

:arrow: A może moje założenia o kobietach zainteresowanych baletem z powodu zgodności z pewnymi wzorami kobiecości, to mężczyźni już tak nie mogą, są błędne? Może mężczyźni również z tego względu interesują się baletem? Tzn idetyfikacja z cechami baletu, które wśród ogólu społeczeństwa uważane są za 'niemęskie', a świadczy to o jakimś przeworcie, gdzie mężczyzna chce "zacząć czuć", pokazać swoje prawo do posiadania emocji, również delikatności, itd?? Sądzę, że w takiej formie można to rozpatrywać tylko dzisiaj, bo np. kilkadziesiąt lat temu, z powodu innej popularności i podejścia do baletu łatwiej było powiedzieć "chcę zostać tancerzem" i wręcz oczywiste było, że ma się na myśli tancerza baletowego.

Czy mężczyźni w balecie znajdują zaspokojenie tych samych potrzeb, co kobiety?
Czy innych, na które kobiety z kolei nie zwracają uwagi?
[size=9:f80fb761df]
Tak się zastanawiam, czy to co piszę jest w ogóle zrozumiałe, bo swoje teorie tworzę na bieżąco, i może być trochę chaotycznie 8) [/size:f80fb761df]


Z kolei to, o wysłaniu ruchliwego dziecka do baletówki - tak, coś w tym na pewno jest. To podobnie jak na zasadzie powiedzenia dziecku, że ma predyspozycje do danej dziedziny.
Ale mnie to nadal nie odpowiada na pytania, co sprawia, że taki chłopiec zaczyna lubić balet, oprócz tego że go chwalą (co również może być powodem: "chwalą mnie to, to znaczy że to dla mnie, więc zaczynam to lubić, to moje miejsce") lub nawet samo zapisanie dziecka do szkoły - nawet jeśli nie lubi baletu, a codziennie go ćwiczy, i jest to b. męczące, to zgodnie z t. dysonansu poznawczego zacząłby lubić :D


[b:f80fb761df]Dario[/b:f80fb761df]
Dziękuje za post, odpowiedź niemalże 'z pierwszej ręki' ;)
Mnie osobiście przypomina m.in. jak ważne jest wychowanie i dostarczanie odpowiednich bodźców. Ciekawa jestem, co by było, gdybyście żyli w miejscu, gdzie nie ma teatru operowego, syn by nigdy nie widział baletu, a Ty sama nie byłabyś zainteresowana tą dziedziną sztuki. Zamiast tego - pierwsza wersja - zabierałabyś go np. na mecze piłki nożnej. Wersja druga - nie zabierała go nigdzie specjalnie, tylko tak jak wszystkie inne dzieci. Ale tego nie ma jak sprawdzić ;)
Ciekawa jestem również, co go tak zafascynowało w owych podziwianych na scenie tancerzach, że potem próbował powtórzyć w domu - wyczyn, a może coś jeszcze?


[b:f80fb761df]Nefretete[/b:f80fb761df]
[quote:f80fb761df]Joanno - ja nie twierdzę, że nie potrafię powiedzieć, który typ tańca mi bardziej odpowiada. Oczywiście, że potrafię, ale nie umiem tego wytłumaczyć. Np tego dlaczego wole tarzać się po ziemi zamiast stać przy drążku. Potrafię wskazać też wszystkie korzyści płynące dla mnie z róznych rodzajów ruchu. Jeden daje mi płynność, drugi koordynację, trzeci panowanie nad ciałem, a przy jeszcze innym mogę spozytkowac energię. Ale to jest jakby wtórny efekt. Najpierw muszę poczuć potrzebę (a ta chyba pochodzi z wnętrza), żeby czegoś spróbować, a potem moge dopiero to ocenić. No ewentualnie może mnie ktoś do czegoś namówić. [/quote:f80fb761df]

Jak zauważyłaś, są to elementy wtórne (koordynacja, płynność itd.) - coś, co się wypracowywuje danym ćwiczeniem. Mnie chodziło o coś innego. O świadomość wyboru danego rodzaju ruchu (wiadomo, najpierw trzeba go spróbować, żeby stwierdzić jak się z nim czujemy), bo zgadza się np. z własną estetyką ciała, obrazem siebie w ciele, obrazem siebie w ogóle, itd. Na poziomie czysto fizycznym: dany ruch jest dla nas po prostu 'wygodny' (do tego dochodzi zagadnienie tzw. 'kalk' w ciele, automatyzmów, 'blokad' - co ciekawe na naszych automatyzmach dużo wychodzi o nas samych, moim zdaniem one są b. związane z kulturą, z naszym wyobrażeniem o niej, jak my się w niej odnajdujemy, i jak ją przetwarzamy; zupełnie inaczej niż to jest w tzw. [i:f80fb761df]ruchu autentycznym[/i:f80fb761df], ang. [i:f80fb761df]authentic movement[/i:f80fb761df], gdzie geneza ruchu jest poza świadomością).

[quote:f80fb761df]Zazwyczaj wlasnie wyglada to tak, ze ktos ma predyspozycje i tylko dzieki komus kto to zauwazy i podpowie taka osoba moze trafic do baletu. No bo przecież jesli rodzice zobaczą, ze syn lubi sie ruszac i jest wyjątkowo aktywny, to predzej zapisza go na karate niz do szkoły baletowej. Zwlaszcza ze balet w naszym kraju nie jest popularny i pewnie u wiekszosci spoleczenstwa kompletnie poza swiadomością.
Tak samo jest w przypadku już nieco starszych dzieciaków - taki nastoletni chłopak, kiedy poczuję, ze lubi sie ruszać w takt muzyki, to predzej skrzyknie się w kolegami z osiedla i zaczną ćwiczyć obroty na głowie, a nie pojdzie na zajecia z klasyki.
Myslę, ze schemat jest taki - rodzimy sie z pewnymi predyspozycjami, talentami, które przekładają się na nasze upodobania (choc nie zawsze). I jesli ktos nas własciwie pokieruje, mamy szanse to rozwinąć. Często więc decyduje przypadek.
Chyba podobnie jest z muzykami. Jesli ktoś zauważy, że dziecko ma dobry słuch, a na dodatek smukłe, długie palce, to wysyła je do klasy fortepianu. [/quote:f80fb761df]
Tutaj się całkowicie zgodzę.
Jak jednak sama zauważyłaś, skoro taki nastoletni chłopak prędzej się skrzyknie z kuplami spod klatki, to skąd bierze się nagłe zainteresowanie właśnie u nastoletnich chłopak właśnie baletem? Bo tak się zdarza, rzadko bo rzadko, ale jednak.
Podobnie w wieku dorosłym. Bywa, że ktoś zupełnie nie związany z tańcem czy sztuką w ogóle stwierdza nagle, że interesuje go balet. Nie wierzę, że po po prostu budzi się pewnego dnia i mówi "dzisiaj dla odmiany szukam zajęć baletowych". Pewne potrzeby estetyczne czy inne raczej rozwijają się w człowieku trochę dłużej, niż przez jedną noc, tak mi się przynajmniej wydaje.
Nefretete
Posty: 1308
Rejestracja: śr kwie 07, 2004 3:10 pm

Post autor: Nefretete »

[quote:e58a837733="Joanna"]
Jak jednak sama zauważyłaś, skoro taki nastoletni chłopak prędzej się skrzyknie z kuplami spod klatki, to skąd bierze się nagłe zainteresowanie właśnie u nastoletnich chłopak właśnie baletem? Bo tak się zdarza, rzadko bo rzadko, ale jednak.
Podobnie w wieku dorosłym. Bywa, że ktoś zupełnie nie związany z tańcem czy sztuką w ogóle stwierdza, że interesuje go balet. Nie wierzę, że po po prostu budzi się pewnego dnia i mówi "dzisiaj dla odmiany szukam zajęć baletowych". Pewne potrzeby estetyczne czy inne raczej rozwijają się w człowieku trochę dłużej, niż przez jedną noc, tak mi się przynajmniej wydaje.[/quote:e58a837733]

Wydaje mi sie, że to w nim siedzi, a jakis (często przypadkowy) czynnik/zdarzenie/człowiek wydobywaja to z niego. No albo jako dorosły SWIADOMY człowiek może już decydować co robić ze swoim czasem i swoja przyszłościa.
Tak było ze mną - ja zawsze bardzo lubiłam tanczyc, w kazdej wolnej chwili to robiłam, na w-fie lubiłam gimnastykę, tance (bo i takie cos było), jakies aerobiki, za to całej reszty nie znosiłam wrecz. ale kiedy byłam dzieckiem, nikt nie wpadł na to, ze "może by ją gdzieś wysłać na zajęcia z tanca" (o OSB nie wspomnę). A na starośc brakowało odwagi. Dopiero kiedy moja kolezanka postanowiła się odchudzić przed sylwestrem i powiedziała mi, ze chodzi na zajecia z tanca, myslalam, ze oszaleje z radosci - wreszcie mam z kim isc!! Ona była na dwóch zajeciach, ja chodze juz od 3 lat po 7 zajec tygodniowo.
A co do tych dorosłych stwierdzających z dnia na dzien, ze lubie balet. Po prostu jak sie nie miało okazji czegos spróbować, to trudno ocenic, czy cos lubi czy nie.
Ja mysle, ze to jest jednak wrodzone, tylko trzeba to zauwazyc i wykorzystać.

A co wczesniejszego postu. to nie wiem, czy właściwie zrozumiałam, ale Tobie Joanno chodzi o to, ze wybioerajac konkretną formę ruchu, w jakis sposób odzerciedlamy swoja osobowośc, cechy, albo potrzeby, TAK??

To chyba zależy. Trzeba miec naprawde ogromną świadomość. Ja jednak nadal będę upierac się przy swoim.
Pytanie: czy to, że ktoś lubi kolor czerwony / biały / czarny znaczy, ze chce na siebie zwracac uwagę / jest typem niewiniątka / skrywa w sobie jakies demony ;) czy po prostu taki ma gust?

Owszem, ktoś kto nie potrafi się skoncentrować raczej na zajęcia z klasyki się nie nadaje, ale to raczej brak wrodzonej predyspozycji aniżeli świadoma selekcja upodobań.
Ja nie wybieram technik pod kątem nastroju, emocji czy swojego charakteru. Po prostu czuję się dobrze w takim a nie innym typie ruchu (przy czym często chodzi tu o samopoczucie fizyczne). Stojąc przy drążku albo tańcząc współczesną kombinację, nie myslę, co teraz sobą wyrażam.
Znam tancerki, które poruszają się w jednym gatunku, ale są kompletnie różne osobowosciowo.
Choc moze jest cos w tej Twojej teorii - Kiedyś znajomy (który w sumie ledwo mnie zna) kiedy dowiedział się, że chodze na klasykę, stwierdził, że w ogóle tam nie pasuję ze swoim charakterem. Ale to bardziej wynika ze sterotypów. Tancerz to również aktor, poza tym jesli chce byc dobry musi byc wszechstronny. Dlatego jak patrze na tancerzy Opery Paryskiej w klasycznym balecie, a potem w choreografii A. Preljocaja, to jestem zachwycona, ale zgodnie z Twoja teorią nie potrafiłabym powiedziec jaki typ osobowsci prezentują.
No i jeszcze jest zdroworozsądkowe podejście do sprawy: przecież jako zawodowy tancerz / tancerka nie mozna za bardzo kaprysic i przebierac w repertuarze. Tanczy sie to co trzeba. Czysta kalkulacja. Podobnie robię sama: wybieram zajęcia z klasyki, bo dadzą mi to, to i to (anie bo jestem np krucha i delikatna). Wybieram zajecia jogi, bo wyplywaja z tego takie i takie korzysci (ale wcale nie jestem typem mnicha, pustelnika i nie lubie medytowac, pościć etc.)
I co ciekawe i z jednych z drugich zajęć mam radość.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Nefretete
[quote:7513606a00]A co wczesniejszego postu. to nie wiem, czy właściwie zrozumiałam, ale Tobie Joanno chodzi o to, ze wybioerajac konkretną formę ruchu, w jakis sposób odzerciedlamy swoja osobowośc, cechy, albo potrzeby, TAK??
To chyba zależy. Trzeba miec naprawde ogromną świadomość. Ja jednak nadal będę upierac się przy swoim.
Pytanie: czy to, że ktoś lubi kolor czerwony / biały / czarny znaczy, ze chce na siebie zwracac uwagę / jest typem niewiniątka / skrywa w sobie jakies demony ;) czy po prostu taki ma gust?[/quote:7513606a00]

Niedokładnie. To nie jest tak, że ktoś sobie myśli, że jest taki i taki, to idzie na balet, bo to byłoby zbyt proste. Tańczyć można z różnych powodów. Tu by się trzeba dokopać do tych głębokich emocjonalnych powodów, które sprawiają, że pokocha się akurat tę sztukę. Mnie akurat chodzi o trochę płytsze stwierdzenie: które cechy tej sztuki robią na nas największe wrażenie? Czy jest to wyczyn, siła, delikatność, wdzięk, dynamizm, itd.itp.? Potem można się już zastanawiać, np: jaki to ma związek (lubienie określonych cech) z np. własnym obrazem siebie tzw. idealnym a obrazem rzeczywistym wysyłanym na zewnątrz otoczeniu?

Uważam, że to, w jakich kategoriach estetycznych się obracamy jest wynikiem w dużej mierze tego, co mamy w środku. Tyle że tego nie da się tak łatwo przełożyć, że widząc osobę lubiącą kolor dajmy na to niebieski, możemy od razu powiedzieć jaka ona jest, bo to byłoby zbyt daleko idące określenie, zbyt duże uproszczenie, bo to jest związane z wieloma jednocześnie elementami (zaczynając od tego, ile na nasze zachowanie wpływa sama nasza fizjologia...).
Ale faktem jest, że ludzie preferują inne kolory, inne linie, i jest to po części odbiciem tego, jacy są, ponieważ poszczególne kolory oddziaływują na nas (co jest udowodnione), a jako że każdy jest trochę inny, ma inny temperament, itd., to ma też inne zapotrzebowanie na właśnie kolory ;)
Niezaprzeczalnym faktem jest jest że każdy rodzaj tańca, czy ruchu w ogóle, pociąga za sobą określone jego odczuwanie. Dlatego jeden się dobrze czuje w klasyce, inny lepiej w jazzie. Mam tutaj na myśli specyficzną jakość ruchu charakterystyczną dla danej techniki. W którymś momencie przecież nie chodzi już o samo czyste wykonanie elementów, a nadanie im pewnego charakteru, mieszcącego się w granicach danego rodzaju tańca. To jest również to, co podziwiają widzowie.

Nie mówię, o czuciu 'z jednym zajęć na drugie', ale o czymś ogólniejszym, co nie jest tak zmienne. Nasza osobowość, zgodnie z definicją, to zbiór cech względnie stałych w czasie. Czyli że nie zmienia się z dnia na dzień, jak nastrój.

Masz rację, tańcząc nie myśli się, 'co się teraz sobą wyraża'. Ale to zastanowienie może przyjść, jeśli zaczniemy myśleć o tym, czego na głębszym poziomie oczekujemy od tańca, jest to właśnie chęć poznania nie tyle tańca, ile siebie. Niektórzy w ogóle mogą nie odczuwać potrzeby uświadomienia sobie tego, i też dobrze.
[size=9:7513606a00]Tak jak nie każdy odgryzając paznokcie (zapalając papierosa, objadając się, itd.)myśli sobie w tej chwili o teoriach Freauda nt. takich zachowań i zastanawia się, jak to się ma do niego i czy w ogóle. A ktoś inny tak. Niektórzy będą być może chcieli stworzyć własną, nową teorię ;)[/size:7513606a00]

Może niedokładnie się wyraziłam wcześniej. Nie chodzi mi o to, że można tak łatwo przyporządkować, że jeśli ktoś interesuje się baletem, to jest taki taki, ktoś modernem to taki i taki. Otóż moim zdaniem to działa raczej tylko w jedną stronę: ktoś jest taki i taki ---> interesuje się np. baletem (bo podoba mu się, w odniesieniu do jego estetyki, doświadczeń, predyspozycji, itd.); a nie można przełożyć w drugą [czyli przykład podany przez Ciebie], że jeśli ktoś interesuje się baletem --> to jest taki i taki, bo brakuje nam conajmniej jednego ogniwa [jego estetyki, doświadczeń, itd., czyli mówiąc inaczej, jego własnych, osobistych symboli]. Inną rzeczą jest, że każdy w tańcu odnajduje co innego, tzn lubi go z różnych powodów, i to jeszcze kolejny powód, dlaczego to działa tylko w jedną stronę.

Ja nie mówię o kapryszeniu czy przebieraniu w repertuarze. Mówiłam wcześniej o tym, że w danym układzie można się czuć dobrze bądź źle - jako my sami, nie chodzi o graną postać. Tancerz ma do wykonania pewną pracę, musi zatańczyć. To, czy dany ruch jest zgodny z nim w 100% to inna sprawa, teatr tańca to nie terapia tańcem. Jednak nie oznacza to, że nie istnieje coś takiego, jak różne poczucie róznych technik, stylów, rodzajów ruchu. Ponadto abstrahując od tego, czy jest to ruch, który tancerzowi bardzo podpasował czy nie, nie zmienia to faktu, że mówimy teraz o cechach, które sprawiły, że pokochał akurat ten rodzaj tańca w ogóle. Nie kocha się za absolutną całość, ale za pewne elementy (i wtedy się przymyka oko na te nielubiane rzeczy ;) ). Sztuka, aby umieć te elementy nazwać, kiedy samo ich wyodrębnienie jest niezwykle trudne, jeśli w ogóle mozliwe.

[quote:7513606a00]Podobnie robię sama: wybieram zajęcia z klasyki, bo dadzą mi to, to i to (anie bo jestem np krucha i delikatna). Wybieram zajecia jogi, bo wyplywaja z tego takie i takie korzysci (ale wcale nie jestem typem mnicha, pustelnika i nie lubie medytowac, pościć etc.) [/quote:7513606a00]
Bo jesteś osobą dorosłą i świadomie potrafisz wybrać to, aby się rozwijać i coś zyskać w perspektywie długoterminowej, a nie tylko chwilowej przyjemności wykonywania jakiegoś ruchu w danej chwili (jedno nie wyklucza drugiego). Poza tym ja mam na myśli sytuację kiedy ten balet jest fascynujący jako forma sztuki, czy to wykonywanej czy podziwianej, a nie tylko z perspektywy chodzenia na zajęcia. Tzn na pewno lubisz balet, skoro jesteś na tm forum, ale nie lubisz go chyba tylko dlatego, że chodzisz na takie zajęcia?
Przykład z 'kruchością i delikatnością' podawałam dlatego, że akurat pierwszy przyszedł mi na myśl - po prawdzie to b. stereotypowe stwierdzenie, i niekoniecznie musi odpowiadać rzeczywistości, każdy mógł znaleźć coś innego, sama użyłam tych słów, ale to dość płytkie stwierdzenie, że 'lubię balet, bo się identyfikuję z delikatnością' (przyznaję się do tego, ale chodziło mi o prosty przykład, łatwy do odczytania, poza tym nie mam wiedzy na tyle, by móc podać przykłady związane z np. symbolami naszej podświadomości, itd., zresztą musielibyśmy wtedy zacząć dyskusję czy w ogóle istnieje coś takiego).
A propos jogi z kolei Ty podajesz przykład stereotypowy, tzn nie jak odczuwasz ten ruch jako ruch wewnętrznie (mając też po części na uwadze jego uwarunkowanie kulturowe, bo od tego nie da się odciąć), a jak jest ten system ruchowy postrzegany przez ogólną opinię, itd. Tzn tak też można się zastanawiać pod tym kątem, i to też byłoby ciekawe, ale mnie akurat chodziło o to pierwsze :)

[size=9:7513606a00]PS. Czy przypadkiem nie robi nam się offtop? ;) Chociaż zawsze można to rozumieć jako rozwinięcie analizowanie tematu :twisted: [/size:7513606a00]
Nefretete
Posty: 1308
Rejestracja: śr kwie 07, 2004 3:10 pm

Post autor: Nefretete »

No to chyba juz sie robi off topic :) W kazdym razie kwestia jest tak skomplikowana i wielopłaszczyznowa, że już mnie głowa boli od samego zastanawiania się ;) I nie wszystko rozumiem z Twojej teorii Joanno ;)

W każdym razie moim zdaniem jest coś takiego, co nazwałabym pierwotnym upodobaniem - jest to cecha wrodzona, która odróżnia jednych ludzi od drugich i przejawia się pewnymi skłonnościami. W przypadku tańca/baletu są to pewne predyspozycje - aktywność ruchowa, umuzykalnienie, pewna łatwość ruchu. Bynajmniej nie chodzi o predyspozycje anatomiczne, bo to że ktoś ma otwarte biodra, nie znaczy, że zostanie tancerzem. I na odwrót tancerz może nadrabiać pewne "braki anatomiczne" innymi zdolnościami.

I jak juz mamy to upodobanie pierwotne, to fakt co z nim zrobimy, zalezy od wielu czynników - że ktoś nam podpowie, zeby isc na balet, albo obejrzymy spektakl itd.

Oczywiście jest pewna grupa cech wspólnych, które mozemy zauwazyc u tancerzy, albo którymi powinni się odznaczac (wrazliwosc, odporność na stres, samodyscyplina). To jest chyab kwestia znowu albo genów albo wychowania.

A co do mojego porównania z jogą. To jest tak. Pomimo że nie jestem typem mnicha (zgodnie ze stereotypowym podejsciem), wybieram te zajęcia (a tym samym ten typ ruchu) bo daje konkretne korzysci (załóżmy, że dobrze wpływa na mięśnie, rozciągniecie, narządy wewnetrzne etc.), ale tez daje mi radość, której nie potrafię opisac, nie wiem z czego wynika (bo przecież nie z tego, że mi wątroba dobrze funkcjonuje). To jest takie trudne do opisania uczucie w środku organizmu ;) Ta radość właśnie sprawia, że jestesmy grupa ludzi, którzy ukochali taniec ponad wszystko (różne jego typy). Można by to zwalić, na endorfiny, które się podobno w tancu uaktywniają, ale wtedy każdy podrgujący w takt muzyki człowiek musiałby odczuwać radość, szczęście.

A może to jest tak, ze mężczyźni/ludzie lubia balet, bo daje im satysfakcję (wykonanie trudnego ćwiczenia, swiadomośc maksymalnego panowania nad ciałem, a nawet pięknie wyrzeźbiona sylwetka, mięśnie etc.).

Może być też tak, że ktoś dostał od losu idealne warunki do baletu (anatomia + cała reszta). Sam balet go nie pociąga, ale fakt wystepowania na scenie, obcowania z publicznością, proces twórczy przy powstawaniu spektaklu - to jest tak naprawde to co go interesuje. A więc balet staje się jedynie środkiem do uzyskania satysfakcji.

Jednym klasyka może wydać się nudna, bo są osobami twórczymi i powtarzanie w kółko pewnych schematów im nie odpowiada. Dla innych technika hip-hop będzie płytka, bo nie są w stanie znieść tej muzyki.

Jest jeszcze takie coś co nazwałam sobie motywami negatywnymi. Np. Nie tancze klasyki bo jestem za stara. Nie tancze break dance, bo to jest za trudne. Nie tancze hip - hopu bo w ogole nie mam koordynacji.

Czasem chyba tez mozna cos pokochac z czasem, choc na początku wcale nie było sie przekonanym. Mozna tez kochać z przyzwyczajenia. No bo skąd mozemy wiedziec, ze ten mały chłopiec, który zapowiada sie na swietnego tancerza, lubi swoja szkołe i zajecia z baletu, nie okazałby się lepszym chemikiem, ogrodnikiem, albo łyżwiarzem ? Ale np w jego miescie nie ma nawet lodowiska by to sprawdzic. Zreszta w ogole mi sie wydaje, ze w przypadku chlopców ze SB, czesto decyduje przypadek, a nie swiadoma decyzją : chce byc tancerzem baletowym.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

[quote:930ac19a9f="Nefretete"]No to chyba juz sie robi off topic :) .[/quote:930ac19a9f]

ale za to jaki ciekawy ;) a poza tym wszystko to co piszecie krąży wokół tematu wątku: dlaczego pewne osoby, w tym mężczyźni, wybierają balet jako sposób na spędzanie wolnego czasu, samorealizacji albo i na całe życie
DariaD14
Posty: 79
Rejestracja: sob sie 19, 2006 10:15 am

Post autor: DariaD14 »

Co do mojego syna Kuby to w sumię nie wiem dlaczego i co mu sie podobało i podoba nadal w balecie. Kuby tata uprawia dyscyplinę sportu--karate tradycyjne(ma duze osiagniecia 3Dan i parę zawodów na koncie). Mój syn często jeżdził z ojcem na zawody, chodzil na treningi, a nawet miał wlasne kimono. Co najważniejsze mial też rówieśników na tych zajęciach, a jednach nie podobalo mu się to. Myśle, że karate i balet maja jednak cos wspólnego--- uczą skupienia i zaczyna się naukę od podstaw kroków, plynności ruchu, stabilności ciala, napięcia mieśni, rozciagnieć itp. To wszystko mialo wplyw tak myśle na to że, moje dziecko dobrze sie czuje w OSB. Powiem Wam,że dużo też zrobił film o Billim,ale o tym juz pisalam kiedys w którym ze swoich postów.

Fajny temat dużo można dyskutować. :D Pozdrawiam
ODPOWIEDZ