Różowe baletki - seria książek dla dzieci
-
drCoppelius
- Posty: 559
- Rejestracja: pt lut 25, 2005 9:02 pm
W maju, będąc na targach w Warszawie, przy stoisku z książkami włoskimi zauważyłam właśnie serię tych "Różowych baletek". Było ich z sześć (!). Oczywiście zaraz zaczęłam się dopytywać jakiejś pani, która tam była, i ona pytała się z kolei stojącej obok niej włoszki. Ta włoszka mówiła, że książki, jeśli w ogóle pojawią się w Polsce, to na przełomie sierpnia/września (!). Że opowiadają o małej dziewczynce która uczyła się w szkole baletowej, i że seria po polsku nazywa się "Różowe baletki" . Nie mogłam się doczekać, kiedy te książki się ukażą, ale sądząc po waszych opiniach nabieram wątpliwości. :roll: Cóż, zobaczę jeszcze.
No to przeczytałam (obie) i mam mieszane uczucia co do tych książeczek...
W "Tanecznym krokiem" jest sporo tańca, ogólnie spodobało mi się to, że balet nie jest w niej traktowany jako rozrywka, tylko pasja i ciężka praca. Zdziwiły mnie natomiast:
- fakt, że Zoe rzekomo bardzo lubi tańczyć, ale z drugiej strony nie znosi lekcji klasyki z Madame Olenską (czy to nie powinna być dla niej raczej przyjemność?)
- to, że sama Madame Olenska nie potrafi znaleźć choć jednego miłego słowa dla swoich uczniów, nawet, gdy zrobią coś dobrze, tylko stuka na nich kijem (takie tyraństwo to chyba przesada... nawet w książce. Przecież każdy ma czasami dobry humor i ochotę na żarty)
- fakt, że niby Zoe nie jest najlepszą tancerką w klasie i niby często dostaje jej się za niepoprawne wykonanie któregoś z ćwiczeń, a jednak w gruncie rzeczy sprawia wrażenie najlepszej (tego to już zupełnie nie rozumiem... Nie potrafi zrobić plie, a pozostałe ćwiczenia wychodzą jej świetnie? Czy jak?)
- no właśnie, ta dziwaczna sprawa point. Dziwne było zdanie mówiące o tym, że "na pointach zaczynają tańczyć dziewczynki w wieku 12, 13, a nawet 14 lat, bo one niszczą stopy" (w naszych baletówkach nauczyciele nie mają takich zahamowań... Poza tym... W wieku 11 niszczą, a w wieku 14 lat już nie? To przecież nieuniknione...)
- ta chorobliwa nienawiść krawcowej do tej dziewczyny od różowego kostiumu (nie rozumiem tego... Czego ona od niej chce? Przecież skoro wytrzymała tyle lat w Akademii, to naprawdę musi kochać to, co robi...)
O "Co za charakter!" nie będę się rozpisywać, bo nie ma oczym. Caaała książka o Jonathanie. Nagle wszyscy zaczynają mówić tylko o jednym: "kto, i co, i gdzie, i z kim, i jak"...
Ogólnie nie rozczarowałam się, bo nie można się spodziewać za wiele od książek dla dzieci. Ale przeszkadzają mi nagłe zmiany akcji, krótkie opisy i pisanie w czasie teraźniejszym. Myślę, że to fajne lektury dla młodszych. Mi się nie za bardzo podobają, ale kupię następne części. Tak z ciekawości.
W "Tanecznym krokiem" jest sporo tańca, ogólnie spodobało mi się to, że balet nie jest w niej traktowany jako rozrywka, tylko pasja i ciężka praca. Zdziwiły mnie natomiast:
- fakt, że Zoe rzekomo bardzo lubi tańczyć, ale z drugiej strony nie znosi lekcji klasyki z Madame Olenską (czy to nie powinna być dla niej raczej przyjemność?)
- to, że sama Madame Olenska nie potrafi znaleźć choć jednego miłego słowa dla swoich uczniów, nawet, gdy zrobią coś dobrze, tylko stuka na nich kijem (takie tyraństwo to chyba przesada... nawet w książce. Przecież każdy ma czasami dobry humor i ochotę na żarty)
- fakt, że niby Zoe nie jest najlepszą tancerką w klasie i niby często dostaje jej się za niepoprawne wykonanie któregoś z ćwiczeń, a jednak w gruncie rzeczy sprawia wrażenie najlepszej (tego to już zupełnie nie rozumiem... Nie potrafi zrobić plie, a pozostałe ćwiczenia wychodzą jej świetnie? Czy jak?)
- no właśnie, ta dziwaczna sprawa point. Dziwne było zdanie mówiące o tym, że "na pointach zaczynają tańczyć dziewczynki w wieku 12, 13, a nawet 14 lat, bo one niszczą stopy" (w naszych baletówkach nauczyciele nie mają takich zahamowań... Poza tym... W wieku 11 niszczą, a w wieku 14 lat już nie? To przecież nieuniknione...)
- ta chorobliwa nienawiść krawcowej do tej dziewczyny od różowego kostiumu (nie rozumiem tego... Czego ona od niej chce? Przecież skoro wytrzymała tyle lat w Akademii, to naprawdę musi kochać to, co robi...)
O "Co za charakter!" nie będę się rozpisywać, bo nie ma oczym. Caaała książka o Jonathanie. Nagle wszyscy zaczynają mówić tylko o jednym: "kto, i co, i gdzie, i z kim, i jak"...
Ogólnie nie rozczarowałam się, bo nie można się spodziewać za wiele od książek dla dzieci. Ale przeszkadzają mi nagłe zmiany akcji, krótkie opisy i pisanie w czasie teraźniejszym. Myślę, że to fajne lektury dla młodszych. Mi się nie za bardzo podobają, ale kupię następne części. Tak z ciekawości.