codzienna rutyna ?
codzienna rutyna ?
nigdy nie mialam okazji "tanczyc baletu" ze sie tak wyraze;-) sluchu mi brak i to sie sklada na to ze najbradziej ciekawi mnie nie efekt koncowy - taniec na scenie w pelni swiatel, a wasze codzienne zmaganie sie z wlasnym cialem. chetnie bym poczytala jak wyglada taki zwykly dzien tancerza - wy juz dla mnie jestescie wszyscy tancerzami:)
moze wam sie to wyda dziwne ale wlasnie takie strzepki informacji sa dla mnie najciekawsze... ze wpierw duze sniadanie a potem proba , ale nigdy obiad przed klasyka. za to jak juz ide do lozka to w cieplych skarpetkach;-) nie wiem czy zrozumiecie o co mi chodzi ale sprobujmy...
wiec gdyby ktos byl chetny np. dzien jutrzejszy - poniedzialek 19 lutego 2006
"wstalam/lem o godzinie... "
moze wam sie to wyda dziwne ale wlasnie takie strzepki informacji sa dla mnie najciekawsze... ze wpierw duze sniadanie a potem proba , ale nigdy obiad przed klasyka. za to jak juz ide do lozka to w cieplych skarpetkach;-) nie wiem czy zrozumiecie o co mi chodzi ale sprobujmy...
wiec gdyby ktos byl chetny np. dzien jutrzejszy - poniedzialek 19 lutego 2006
"wstalam/lem o godzinie... "
moj dzisiejszy dzien..
7:30 pobudka i przygotowania do szkolki...
od 8:55-14:30 lekcje
potem sprawdzian z matmy do zaliczenia na konsulatacjach [nie bylo mnie jak pisali z powodu wystepow ;) ]
no i domek i pogaduszki z kumpela i...
odwiedziny forum :D
niestety baletu dzisiaj zabraklo poniewaz mialam 15:15-16:45 a ta matma... :(
7:30 pobudka i przygotowania do szkolki...
od 8:55-14:30 lekcje
potem sprawdzian z matmy do zaliczenia na konsulatacjach [nie bylo mnie jak pisali z powodu wystepow ;) ]
no i domek i pogaduszki z kumpela i...
odwiedziny forum :D
niestety baletu dzisiaj zabraklo poniewaz mialam 15:15-16:45 a ta matma... :(
Jeśli chodzi o mój typowy PONIEDZIAŁEK
A więc o 6:30 zwlekam się z łóżka nie zawsze ki to wychodzi i w porywach wstaję o 6:45. Szykuję sie. Jem śniadanie no i wychodzę. 20 minut piechotką do szkoły (bo dajazdów żadnych nie ma, ale przynajmniej dobrze. Podobno od 7:00-8:00 człowiek spala najwiecej klaorii) no i lekcje dio 14:25. Później szybko na balet na 15:15 i do 16:45 na balecie (teraz po dyplomie jakoś tak krócej mamy). Spowrotem do domu. Próbuję sie zabrać za naukę ale nigdy mi to nie wychodzi, bo wchodzę na Internet i trzeba przejrzeć wysztskie wątki w Pogadalni i wybiórcze w pozostałych tablicach jak starczy czasu. Później wieczorny maraton filmowy (M jak miłośc i Na wspónej). Później na nic nie mam już siły i we wtorek jak zwykle nie przygotowana zaczynam mój maraton.
Ja bym chętnie usłyszła tu wypowiedź np. Gościa, jako ucznia OSB a nie my takie szare myszki ze studii i ognisk baletowych.
A więc o 6:30 zwlekam się z łóżka nie zawsze ki to wychodzi i w porywach wstaję o 6:45. Szykuję sie. Jem śniadanie no i wychodzę. 20 minut piechotką do szkoły (bo dajazdów żadnych nie ma, ale przynajmniej dobrze. Podobno od 7:00-8:00 człowiek spala najwiecej klaorii) no i lekcje dio 14:25. Później szybko na balet na 15:15 i do 16:45 na balecie (teraz po dyplomie jakoś tak krócej mamy). Spowrotem do domu. Próbuję sie zabrać za naukę ale nigdy mi to nie wychodzi, bo wchodzę na Internet i trzeba przejrzeć wysztskie wątki w Pogadalni i wybiórcze w pozostałych tablicach jak starczy czasu. Później wieczorny maraton filmowy (M jak miłośc i Na wspónej). Później na nic nie mam już siły i we wtorek jak zwykle nie przygotowana zaczynam mój maraton.
Ja bym chętnie usłyszła tu wypowiedź np. Gościa, jako ucznia OSB a nie my takie szare myszki ze studii i ognisk baletowych.