PBN - sezon 2013/14

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

PBN - sezon 2013/14

Post autor: Kasia G »

Zapowiedzi na przyszły sezon w wywiadzie dla Rzeczpospolitej - Krzysztof Pastor

Porównania bez kompleksów

Dyrektor Krzysztof Pastor opowiada o kondycji i zamierzeniach Polskiego Baletu Narodowego

Nie boli pana głowa od nadmiaru pochwał, jakimi obdzielano pana i zespół przez cały sezon?

Krzysztof Pastor: Mam dystans do siebie. Cieszę się, że chwalą mnie, a zwłaszcza zespół, bo niewątpliwie zrobił duży postęp. Obowiązuje inna technika pracy, podejmujemy coraz trudniejsze wyzwania i potrafimy sobie z nimi poradzić, ale jest jeszcze dużo do zrobienia.

Mogłoby być lepiej?

W sztuce nigdy nie jest tak, że osiąga się najwyższy poziom i ma się spokój, zawsze trzeba iść w górę. Chciałbym też, aby Polski Balet Narodowy dawał więcej premier i spektakli, ale to bardzo trudne do zrealizowania z wielu względów, przede wszystkim finansowych.

W przyszłym sezonie choreograf Krzysztof Pastor po raz pierwszy zmierzy się w Warszawie z klasycznym repertuarem, przygotowując premierę „Romea i Julii".

Muszę przyznać się, że „Romeo i Julia" należy do tych moich przedstawień, które sprawiły mi największą satysfakcję, zarówno podczas pracy w 2008 roku w Scottish Ballet, jak i dzięki osiągniętemu efektowi. „Romea i Julii" nie potraktowałem jako baletu romantycznego, ten temat ma dla mnie silny aspekt polityczny, podobnie jak u Szekspira. Postanowiłem rozpocząć akcję w latach 30. XX wieku we Włoszech, potem przenieść ją w czas optymizmu po II wojnie światowej aż do naszej trudnej współczesności. Praca w Edynburgu była niesłychanie inspirująca, panowała twórcza atmosfera, miałem wspaniałą Julię, a przedstawienia przyjmowano w Anglii i Szkocji bardzo dobrze. Postanowiłem wrócić do „Romea i Julii", a spektakl powstanie w koprodukcji amerykańskim Joffrey Ballet, gdzie premiera odbędzie się półtora miesiąca po naszej.

Czy o wyborze takiego baletu jak „Romeo i Julia" decyduje fakt, że dostrzega pan w zespole wykonawców tytułowych ról?

Po części tak, ale generalnie jestem w szczęśliwej sytuacji, gdyż mam tancerzy, mogących podjąć się rozmaitych zadań, którzy dysponują i techniką, i odpowiednią wrażliwością. Natomiast przy wyborze tego konkretnego tytułu kierowałem się chęcią pokazania mojego sposobu podejścia do Szekspirowskiego tematu.

Polski Balet Narodowy może w tej chwili podjąć każde wyzwanie?

Na pewno jest w stanie zrealizować bardzo dobrze każdy balet współczesny oparty na technice klasycznej, a także choreografie nowoczesne, takie jak na przykład „Święto wiosny" w wersji Emanuela Gata, które z każdym kolejnym przedstawieniem coraz bardziej zdobywa publiczność. Gdyby przyszło jednak zmierzyć się z absolutnie wielką klasyką, tak, by publiczność się nią zachłysnęła, to miałbym jeszcze pewne wątpliwości. Mam na myśli choćby choreografie George'a Balanchine'a, które są piekielnie trudne, a mogą być porywające.

Z klasycznego kanonu w przyszłym sezonie wybór padł na „Don Kichota".

Taką klasykę nasz zespół może pokazać świetnie. Co więcej, poszczególni tancerze mają dużą siłę interpretacyjną, udowodnił to choćby „Sen nocy letniej", w którym stworzyli różnorodne charaktery i typy. Podobne możliwości daje „Don Kichot". A poza tym jest to widowisko dla różnych widzów i to w każdym wieku, a my wciąż znajdujemy się na etapie pozyskiwania szerokiej publiczności.

Co zadecydowało o wyborze „Don Kichota" w wersji Aleksieja Fadiejeczewa?

Widziałem ją w Moskwie, Fadiejeczew był przez pewien czas dyrektorem baletu Teatru Bolszoj. Kiedyś bardzo podobała mi się, zresztą jak wszystkim, choreografia Michaiła Barysznikowa. Podjęliśmy z nim nawet pewne negocjacje, ale on w tej chwili nie zajmuje się takimi baletami. Myślę jednak, że przedstawienie Aleksieja Fadiejeczewa spodoba się tancerzom i widzom. „Don Kichot" powstaje z kolei w koprodukcji z Hong Kong Ballet, zgłosił się też kolejny partner – Królewski Balet Flandryjski i prawdopodobnie dojdziemy do porozumienia. Wspólne działania obniżają koszty, a oszczędności na dużych premierach pozwalają wygospodarować pieniądze na inne przedsięwzięcia.

Takie jak „Hamlet" Jacka Tyskiego?

Ta premiera nie powstaje dzięki oszczędnościom, od niej powinniśmy zacząć rozmowę, to przecież prapremiera baletu polskiego choreografa.

Jaki będzie ten „Hamlet"?

Sam jestem ciekaw. Musimy poczekać do października.

Czy w takich przypadkach dyrektor zespołu musi zawierzyć choreografowi? Nie ma możliwości ingerencji?

Rozmawiam oczywiście z Jackiem Tyskim, czasami poradzę w rozwiązaniu jakiegoś praktycznego problemu. W zasadzie jednak dyrektor musi zawierzyć, podjąć ryzyko i nie interweniować. Tak postępuję i w przypadku „Kreacji", czyli corocznych warsztatów młodych choreografów. Daję im szansę zrealizowania autorskiego przedstawienia, mnie końcowy efekt może się nie podobać, ale nie znaczy to, że spektakl jest zły. Lubię obserwować, jak dziś radzą sobie uczestnicy pierwszych „Kreacji", na przykład Robert Bondara. Nie będzie miał u nas, co prawda, premiery w przyszłym sezonie, ale w Narodowym Teatrze Opery i Baletu w Wilnie przygotował niedawno duży spektakl „Čiurlionis", który przyjedzie w listopadzie do Warszawy na Dni Sztuki Tańca. Bardzo wierzę w efektowną przyszłość Roberta.

Pan sam zapowiada jeszcze autorski, nowy balet kameralny.

Premierę zaplanowaliśmy dopiero pod koniec marca, więc nie będę zdradzał już teraz szczegółów. Pomysł polega na tym, by w jednym wieczorze połączyć na scenie kameralnej „Powracające fale" Emila Wesołowskiego, moją choreografię „Moving Rooms" i nowy tytuł, do którego wybrałem muzykę Schuberta. Potrzebujemy skromniejszej oferty, nie angażującej wszystkich tancerzy, gdyż takie zapotrzebowanie otrzymujemy często z kraju i zagranicy. Niedawno byliśmy na przykład na Dance Salad Festival w Houston. To była pierwsza wizyta zespołu w USA od ponad 20 lat, pokazaliśmy fragmenty z „Kurta Weilla", „I przejdą deszcze... ", „Moving Rooms", a także z „Persony" Roberta Bondary.

Zależy panu, by mieć ustabilizowany zespół?

Na pewno powinien mieć on silne serce i w zespole jest taka grupa tancerzy, którzy mocno ciągną resztę w górę. Zmiany personalne będą jednak następowały, a rotacja jest potrzebna, choćby dlatego, że sprzyja konkurencji.

Co przyciąga do Warszawy takich tancerzy jak Australijczyk Lachlan Philips, który pokazał choreograficzny talent podczas ostatnich „Kreacji"?

Przybył z Magdeburga, więc uznał, że w jego życiu nastąpił postęp. Oczywiście można powiedzieć, że pracował w prowincjonalnym zespole niemieckim, w poważnych teatrach zachodnioeuropejskich nie dostałby tak szybko szansy zrealizowania własnego baletu. Był zachwycony tą możliwością, podobnie jak inny nasz tancerz, Węgier Viktor Banka. A generalnie rzecz ujmując, Polski Balet Narodowy proponuje europejskie standardy pracy. Choć nadal brakuje nam ze dwóch sal do ćwiczeń, to repertuar mamy naprawdę dobry i zróżnicowany. Szkoda tylko, że nie gramy jeszcze częściej. Jednak jeśli chodzi o poziom zespołu czy skalę wynagradzania, to bez kompleksów możemy porównywać się z innymi. Jestem więc większym optymistą niż rok temu.

rozmawiał Jacek Marczyński
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

Ciekawe zapowiedzi. Osobiście najbardziej będę czekał na nowego „Romea i Julię”. Nawet znalazłem jego próbkę w you tube: http://www.youtube.com/watch?v=xRCKWWmGBbI Ależ to będzie! Wreszcie inaczej... :o Szczerze mówiąc, miałem już trochę dość tych landszaftowych post-Ławrowskich wersji w pseudorenesansowych kostiumach i dekoracjach, podrasowanych udawanym kolorytem lokalnym dawnej Werony. Bo wiadomo – balet nie film, więc nawet Cranko, MacMillan czy Neumeier – wspaniali wszak i niedoścignieni w swoim stylu (zwłaszcza dla kopistów) – nie przeskoczą przecież Zefirellego. A tutaj widzę tę uniwersalną historię jakąś ostrą, drapieżną, mroczną, przerażającą – jak najlepsze kawałki muzyki Prokofiewa. Taka mogłaby się wydarzyć dzisiaj gdzieś na styku Bronxu i Harlemu, w centrum Jerozolimy, nie mówiąc o polsko-cygańskim tle Mławy. Już się cieszę na to przedstawienie, jego szkockie migawki robią wrażenie.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

to się Ali zupełnie nie zgadzamy w ocenie starego dobrego Romea i Julii w choreografii Emila Wesołowskiego (najciekawiej i najinteligentniej opowiadającego historie kochanków z Werony), którego nigdy nie miałam dość, ale oczywiście i tak z zaciekawieniem i duzymi nadziejami będe oczekiwac nowego Romea i Julii :))
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quote:23f9ddfc6f="Kasia G"]to się Ali zupełnie nie zgadzamy w ocenie starego dobrego Romea i Julii w choreografii Emila Wesołowskiego (najciekawiej i najinteligentniej opowiadającego historie kochanków z Werony)...[/quote:23f9ddfc6f]
Nie oceniałem Kasiu tamtego przedstawienia, do którego masz widzę wielką słabość. Szanuję to, bo jako widz także mam swoje sentymenty sprzed lat, tyle że podchodzę dziś do nich z pewną dozą krytycyzmu. W końcu doświadczenie zmienia często punkt widzenia, przynajmniej tak być powinno.

Wspomniałem za to o kanonicznych wersjach - zwłaszcza Cranki oraz późniejszych MacMillana i Neumeiera. Być może dla kogoś nie należą one do "najciekawszych" i "najinteligentniejszych", ale dla mnie tak, a przy tym są niezrównanie piękne w swym tradycyjnym stylu. Oglądałem je kilkakrotnie w różnych miejscach i zawsze oczekiwałem potem potwierdzenia tamtych wrażeń podczas warszawskich przedstawień. Bezskutecznie. Jak widać natężenie doznań na widowni jest zawsze względne, bo inni przeżywali je jednak w Teatrze Wielkim. Warszawska wersja wywodziła się właśnie z tamtych tradycji, ale nie wnosiła moim zdaniem niczego nowego, może poza wspaniałą architekturą dekoracji Andrzeja Majewskiego. Była niestety "przegadana", zbyt często watowana czysto dekoracyjnymi a nieciekawymi choreograficznie tańcami zespołowymi. Oczywiście, że spełniała swoją rolę na naszym gruncie jako jedyna dostępna przez lata, a także z braku możliwości oglądania na co dzień żadnej z tamtych, niedoścignionych dla mnie, także pod względem wykonawczym (choć i u nas zaistniała świetna Julia Izabeli Milewskiej). Tyle, że dzisiaj tęsknię już za innym ujęciem motywu i problemu Romea i Julii, innym od tamtych wszystkich. Mniej ilustracyjnym wobec Szekspira i Prokofiewa, a bardziej może sensualnym...
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

Tu także o nadchodzącym sezonie PBN: http://www.teatrwielki.pl/wydarzenia/szczegoly/article/zapowiedz_sezonu_pbn_2013_14.html
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Daria Majewska i Kristof Szabo nowymi członkami zespołu PBN
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quote:7ae62baf74="Kasia G"]od wtorku 6 sierpnia rusza sprzedaz biletów w TW-ON na nowy sezon - tak przynajmniej ogłosili na swoim profilu na facebooku[/quote:7ae62baf74]
Potwierdzam, ruszyła kulejąc chyba. Warto więc zerknąć najpierw do teatralnego facebooka, bo tam dość osobliwa i pouczająca dyskusja pierwszych zawiedzionych. Rozśmieszył mnie zwłaszcza czyjś wpis o tym, że w chwili otwarcia sprzedaży większość biletów na szereg przedstawień była już sprzedana czy zarezerwowana - ciekawe zjawisko :wink: .
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Ali, zauważ też, że podobnie jak w ubiegłym roku 3 balkon na wszystko jest zarezerwowany. Domyślam się, że puszczą te miejsca do sprzedaży na miesiąc - 2 tygodnie przed spektaklem więc jesli komuś zależy na najtańszych biletach-niech poluje
Ali
Posty: 845
Rejestracja: sob sty 14, 2012 2:59 pm

Post autor: Ali »

[quote:a978009111="Kasia G"]...zauważ też, że podobnie jak w ubiegłym roku 3 balkon na wszystko jest zarezerwowany...[/quote:a978009111]
A tego Kasiu :shock: to ja zupełnie nie rozumiem. Cóż za przewrotna metoda na wyciąganie pieniędzy za najdroższe bilety i ograniczanie naszego obywatelskiego prawa do swobodnego wyboru miejsca na widowni instytucji narodowej z dowolnym wyprzedzeniem. Ale także blokowanie dostępu do tzw. wysokiej kultury uboższym melo- i baletomanom. Pamiętam, że w studenckich czasach wszyscy z mojego wydziału polowali z dużym wyprzedzeniem na te najtańsze miejsca na trzecim balkonie i tam właśnie łapaliśmy baletowego lub operowego bakcyla. Teraz widać aż tak dbają o nasze zdrowie (psychiczne?), że nawet nie pozwalają się zarazić za młodu czymś tak szkodliwym jak... balet i opera. Praktyka godna Nobla – za awangardową :twisted: narodową profilaktykę zdrowotną.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

hehe, ja do dzis poluje z duzym wyprzedzeniem na te najtańsze bilety - na szczęście sporo ich także na drugim balkonie - już porezerwowałam :) chocby dla męża, bo nawet przy jednym bilecie recenzenckim drugi na premierę to spory wydatek....
ODPOWIEDZ