Oklaski w trakcie baletu

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Nagash
Posty: 131
Rejestracja: czw mar 10, 2011 10:42 pm

Oklaski w trakcie baletu

Post autor: Nagash »

Pozwoliłem sobie założyć ten temat bo jakoś nie znalazłem na forum niczego podobnego.

Czy istnieją jakieś pisane lub niepisane zasady savoir vivre kiedy należy klaskać?
Czasem mam wrażenie że ludzie klaszczą wtedy kiedy nie trzeba czasem że nie klaszczą kiedy trzeba a tancerze tego oczekują wykonując delikatny ukłon do widowni po zakończeniu nazwijmy to tańca. Raz się spotkałem że widownia zaczęła klaskać (o zgrozo!) jak solistka kręciła fouette...... wydawało mi się to totalnie niedopuszczalne żeby klaskać w rytm każdego obrotu. Mi powtarzano że należy klaskać na wejście nazwijmy to głównej "gwiazdy", po solówce tejże, czy też po niezwykle udanym "tańcu" całego corps de ballet, ale czy częściej??
Balet przerywany co chwila oklaskami trochę traci tą swoją magię....
No więc jeśli ktoś może mi to wyjaśnić będę wdzięczny :wink:

ps. czy dopuszczalne jest gwizdanie??? oglądając występy z La Scalla tam gwizdów na wiwat nie żałują :)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Ogólnie mówiąc - zasady są niepisane i zaleza zarówno od rodzaju spektaklu, jak i rodzaju publiczności i kraju.
Zaczne od końca:
gwizdanie u nas uważane jest za wyraz niezadowolenia, choc ostatnio moze być też sposobem na wyrażenie aprobaty rzadko jednak się spotyka. Na zachodzie, zwłaszcza u publiczności gorąco reagujacej (włoskiej) gwizdy są wyrazem zachwytu (na koniec spektaklu) zas niezadowolenie skrajne wyraża buczenie (u nas także - na szczeście coraz czesciej sotykane - nie mozna letnio klaskać po każdym nawet najbardziej niedobrym wystepie czy spektaklu, w końcu to publicznośc ogląda i płaci - węc wyraża tez swoje uznanie lub nie)

W baletach współczesnych które czesto nie maja jsnego podziału na "tańce" czyli duety, sola (wariacje) etc oraz nie zawieraja tradycyjnych klasycznych elementów popisowych (skoki, serie piruetów i fouette) oklaski zwykle pojawiają się po zakończeniu sceny (obrazu) lub na zakońzenie aktu - ew. po jakims wyjątkowo udanym duecie jesli jest jasno oddzielony od akcji (np. w baletach Ejfmana)

W baletach klasycznych jest (było) kilka zasad, o których mało kto pamieta, aletez nie trzeba (nie ma rzymusu) aby je stosować. Wszystko zalezy czy cos się publiczności podoba i czy chce wyrażac swoje uczucia względem tańca i tańcerzy.
Po pierwsze: Mozna jesli są tego warte - oklaskiwac poszczególne fragmenty baletu np. scenę zbiorowa (walc łabędzi, wejscie cieni) po ich zakończeniu, poisowe wariacje i pas de deus solistów (pas de deux księżniczki i księcia, wariacje wróżek, księzniczek, błazna, złotego bozka i kogo tam jezcze). Jest to nie tylko pzyjęte i dobrze widziane ale zapewnia niezbędny odpoczynek tancerzom między cześciami pas de deux: np. po zakończeniu współnego adagio para kłania sie, poem każde osobno, wreszcie na oklaskach tancerka wychodzi za kulisy a tancerz przygotowuje się do swojej wariacji, tancerze chetnie przedłużaja ten momen, wtedy oklaski bardzo sie przydają ;) A więc - jesli uważamy ze artysta zasłuzył - klaszczemy po zakończeniu popisowych wariacji.
Bywa, ze podczas wariacji tancerz lub tancerka wykonuje szczególnie opisowy i trudny element. Zwykle to seria skoków po kole, seria skoków po przekatnej, piruetów po kole (kobieta) lub 32 fouette. Wtedy publiczność może (!) wybuchnąc w pewnym momencie oklaskami z zachwytu, gdy element jest porażajaco wspaniale wykonany i o prostu ręce same składają sie do oklasków ;) Zwykle niestety robi to z przyzwyczajenia - po 3 skoku, albo 4 piruecie i gdy tylko tancerka zacznie sie obracac w fouette. Nie powinno się klaskac do rytmu obrotów bo to świadczy o złym prostackim guście. Natomast nie jest niczym złym jesli w połowie wspaniałej wariacji zachwycona publicznośc zaczyna klaskać w podzięceza jakis wybitny skok czy piruet.
I jeszcze jeden wyjatkowy moment na oklaski: oklaski na wejscie. Bywa że w spektaklu ierze udział primabalerina czy wyjatowo lubiana ancrka, sławny tancerz lub tancerka, albo zasłuzony tancerz/tancerka. Wiedząca o tym ublicznośc rzy pierwszym pojawieniu się artysty/stki na scenie wita go/ja krótkimi brawami. Np.na scene w sektalu gościnnie wchodzi Malakhov - rawa, wbiega primabalerina - brawa, ukochany solista - brawa. Tradycyjnie czesto wita się brawami dobre tancerki wchodzące na scene w bardzo rudnych rolach: Odetty (1 wejscie łabędzia) i Aurory (pierwsze wejście śpiącej królewny).

To tyle co na razie przychodzi mi na myśl. Ja lubie oklaski na baletach klasycznych w odowiednich miejscach bo to dodaje skrzydeł tancerzom (jesli oklaski sa zywe, a nie "zwyczajowe") oraz dodaje staroświeckiej atmosfery. Uwielbiam krzyczeć brawo po dobrych wykonaniach wariacji i podczas ukłonów, oraz dawac brawo wbitnym solistkom na wejscie - od razu se odprężaja i tańcza jeszcze lepiej :)))
Nagash
Posty: 131
Rejestracja: czw mar 10, 2011 10:42 pm

Post autor: Nagash »

Wypada mi tylko podziękować za wyczerpującą odpowiedź więc dziękuję :)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

napewno o czyms zapomniałam - może jeszcze pojawia się pytania lub ktos coś dopowie, bo temat jest fajny i ciekawy :)
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Tak, zgadza się - temat jest ciekawy i przypomniało mi się, że zawsze zapominam powiedziec Kasi (ale przy okazji mogę to zrobic na forum ;) ), ze moim zdaniem publicznośc warszawska jest -jak dla mnie- wyjątkowo drętwa.
Ja jestem z Łodzi (jak każdy wie) i jestem przyzwyczajona do publiczności reagującej i publiczności obytej ze znakomitymi światowymi baletami, na które nie można po prostu patrzec spokojnie!!!!! Po każdej scenie, wariacji (chyba, że jest wyjątkowo słaba) u nas w Łodzi ZAWSZE są oklaski i rzadziej pojedyńcze okrzyki (ale to juz rzadkosc raczej). W każdym razie zawsze mi brakuje tego w Warszawie, gdzie na którymś z kolei spektaklu z obsadą rodzimą często jest tak, że brawa są tylko na koniec spektaklu, podczas gdy całe przedstawienie ludzie siedzą jak te mumie.

Podobnie ja w Łodzi jestem przyzwyczajona do tego, że jak jest wykonywany jakiś oszałamiająco trudny fragment (zwłaszcza przez jakąs światową gwiazdę, ale nie tylko, bo ostatnio też tak było we ten wtorek, jak przyjechali uczniowie koledżu z Witebska) to normą są brawa w trakcie (czyli całej sekwencji skoków towarzyszą brawa począwszy od któregoś tam). Ja przyznam, ze jestem dziwakiem ale mi to absolutnie nie przeszkadza, że przy trzecim dajmy na to piruecie sa brawa i ciągną się do końca. Wiem, że wiele osób jest tym oburzonych ale ja to lubię... Tak jak generalnie lubie publicznosc, która biję brawa 10 minut po spektaklu, nie puszcza tancerzy tak łatwo i która oklaskuje każdą wariację , która piszczy, z której słychac okrzyki typu "brawo Karol Borowiecki".

Mnie balet na żywo ponosi. Najlepsze nagranie nie tak jak średni balet na żywo. Dlatego mimo, że sama nie krzycze itd to z przyjemnością biję brawo, kiedy pod wpływem czyjegoś wykonania odpływam. Podobnie jak bardzo chetnie daję tancerzom kwiatki na scenę.
Reakcja Włochów jest dla mnie w związku z tym całkowicie naturalna, bardziej żywiołowi są chyba tylko Kubańczycy i Ci z Ameryki Środkowej.... Tam to dopiero się dzieje na widowni baletu klasycznego... Czasem jest taki krzyk, że cięzko dosłyszec muzykę ale mi to nie przeszkadza. Jak coś się kocha, i to tak całym sercem, i to człowieka ogrmnie uszcześliwia, to jakie znaczenie mają przy tym zasady, konwenanse, jakieś inne bzdury. To co mnie daleko bardziej oburza niż krzyki zachwytu fana zakochanego w tańcu, to krzyki starych bab, które siedzą za i bredzą, że to opera łódzka , że nie wypada. Moim zdaniem nie wypada byc na piekielnie dobrym balecie i tego nie czuc. Reszta wypada. Ale to zdanie moje, czyli całkowietego obłedniaka baletowego.....
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

[quote0b="Sagittaire"]W każdym razie zawsze mi brakuje tego w Warszawie, gdzie na którymś z kolei spektaklu z obsadą rodzimą często jest tak, że brawa są tylko na koniec spektaklu, podczas gdy całe przedstawienie ludzie siedzą jak te mumie.[/quote0b]
O ile wiem to warszawiacy sa bardziej spontaniczni od łodzian( wyjawszy kiboli Widzewa) Być może byłaś w W-wie na miernych spektaklach to i nie dziw się, ze tak reagowali :D
Temat faktycznie ciekawy i skorzystalem coś z tego. Dziękuję Kasi i Nagash :smile:
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

a mi to nie podziękujesz? czarna niewdziecznośc :D :D :D :D :D
Spektakle w Warszawie są obecnie genialne, przynajmniej te, na które ja jeżdżę. W Łodzi, gdyby to PBN tańczył, to by sie lekko dowartościował.
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

Widocznie ja też w ciągu ostatnich 20 lat widziałam w Warszawie same złe spektakle bo podobne jak Sagittaire uważam że warszawska publiczność jest generalnie nieco chłodniejsza, ale spontaniczność łodzian ma swoje dobre i złe strony, podobnie z tym obyciem, teoretycznie powinno być duże ale czasem mam co do tego wątpliwości. Odnośnie oklasków czy generalnie zachowania publiczności to faktycznie co kraj to obyczaj. Nie lubię zaklaskiwania tańca czy to do rytmu, czy atonalnie jakkolwiek, razi mnie to bardzo. Po samym zakończeniu wariacji voila, sama bije brawo i krzyczę, ale w trakcie po jednym, dwóch obrotach czy skokach nie to nie jest stadion, ani jakaś biesiada gdzie mamy zagrzewać, naprawdę nie rozumiem dlaczego zagłusznie muzyki ma byc takie fajne. Pod tym względem lubię obyczaje w Paryżu i w Niemczech w trakcie entuzjazm kontrolowany, a po zakończeniu spektaklu w zależności od zasług i poziomu wykonania reakcje są bardzo żywiołowe , brawa, okrzyki, owacje na stojąco. W Berlinie jest tak, że nawet jak stoi i bije brawo 10 osób to podnoszą kurtynę. A pożegnanie z tytułem to już prawdziwa niekończąca się historia :wink: . W niektórych krajach jest również zwyczaj tupania nogami w dowód uznania, co akurat mi sie podoba.

PS. a Ja nie przypominam starszej Pani vel "baby" :lol: (wręcz odwrotnie) :wink:
Nagash
Posty: 131
Rejestracja: czw mar 10, 2011 10:42 pm

Post autor: Nagash »

Prawie wszystkie wymienione sytuacje jestem w stanie zaakceptować ale nie oklaski w trakcie piruetów skoków etc. To tak jakby krzyczeć "jeszcze jeden! jeszcze jeden!" no mnie by to bynajmniej nie motywowało gdybym był tancerzem :wink: a na zawodach sportowych czy weselu też nie jesteśmy :) Nie jestem też zgryźliwym dziadkiem krzyczącym to nie wypada ale akurat ta jedna jedyna opcja bicia braw w trakcie "czegoś" zupełnie mi nie odpowiada :)

A tak na marginesie - Swan Lake - Lopatkina - 2006, Joker w którego wcielił się Andrei Ivanov, podejrzewam że gdybym siedział wtedy na sali to bym się wygłupił i zaczął klaskać właśnie w trakcie czegoś tak mi się podobała ta kreacja (ale to tylko ten jeden raz :wink: )
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

[quoteda="Sagittaire"]a mi to nie podziękujesz? czarna niewdziecznośc [/quoteda]
Ok! Dziekuje Ci za to, że jesteś ale nie za tekst w ktorym głównie admirujesz łódzki światek baletowy.
Ostatecznie masz do tego prawo :)
ODPOWIEDZ