Y czy V???
nieudany pierwszy... można ładnie to wytłumaczyć brakiem doświadczenia czy tremą etc.. :wink: a dyplomowy decyduje o przyszłości.....
[size=9:b69905d784]ale chodzi o treningi męczące psychicznie z tego co zrozumiałam... można nie wytrzymać tej presjii-wybuchnąć-zrezygnować-znienawidzić zanim zacznie się spijać śmietankę...[/size:b69905d784] [size=7:b69905d784]ale to tylko moje zdanie....[/size:b69905d784]
spędzić noc zamknięta w teatrze czy w centrum handlowym-przymierzając wszystko co się zechce? (powiedzmy, że nie ma alarmów :wink: )
[size=9:b69905d784]ale chodzi o treningi męczące psychicznie z tego co zrozumiałam... można nie wytrzymać tej presjii-wybuchnąć-zrezygnować-znienawidzić zanim zacznie się spijać śmietankę...[/size:b69905d784] [size=7:b69905d784]ale to tylko moje zdanie....[/size:b69905d784]
spędzić noc zamknięta w teatrze czy w centrum handlowym-przymierzając wszystko co się zechce? (powiedzmy, że nie ma alarmów :wink: )
[quote:dc8671fbe6="Siunia"]Zdecydowanie wyżyć się artystycznie, byleby się nie wywalić na scenie[/quote:dc8671fbe6]
cały czas mówimy oczywiście o prefesjonalizmie - poza tym potkniecia moga zdarzyc sie kazdemu, bez wzgledu na umiejetnosci techniczne. nie mam tez na mysli 'wariactwa' na scenie - spelniac sie scenicznie mozna na rozne sposoby, kazdemu potrzeba co innego, aby czul sie w tym wzgledzie usatysfakcjonowany.
co do drugiego zdania Siuni - no wlasnie, dokladnie nad tym sie zastanawiam, co inni (wy :) ) bardziej np. cenia, czy tez moze do czego sami aspiruja, itp.
jeszcze bym rozwinela swoje pytanie, bo tak mniej naszlo na rozmyslenia :)
bardziej mozna by to pytanie przelozyc, czy np. wolisz byc doskonala technicznie tancerka w zespole swiatowej renowy, ale np. tanczyc w corps, co jakby nie patrzec, nie jest szczytem marzen przestepowac jako 'jedna z 30' z nozki na nozke (przypominam, ze w sytuacji zalozonej w moim pytaniu, nie jest to satysfakconujace artystycznie - bo w rzeczywistosci znajda sie pewnie osoby, dla ktorych to bedzie ok - ale ich to pytanie akurat nie obejmuje) - czy np. nie miec realnych szans na np. takie corps w powiedzmy Operze Paryskiej, ale miec za to mozliwosc rozwoju artystycznego w tym, co sie robi, nawet jesli nie bedzie sie tancerzem na samym szczycie tego tanecznego swiata.
cały czas mówimy oczywiście o prefesjonalizmie - poza tym potkniecia moga zdarzyc sie kazdemu, bez wzgledu na umiejetnosci techniczne. nie mam tez na mysli 'wariactwa' na scenie - spelniac sie scenicznie mozna na rozne sposoby, kazdemu potrzeba co innego, aby czul sie w tym wzgledzie usatysfakcjonowany.
co do drugiego zdania Siuni - no wlasnie, dokladnie nad tym sie zastanawiam, co inni (wy :) ) bardziej np. cenia, czy tez moze do czego sami aspiruja, itp.
jeszcze bym rozwinela swoje pytanie, bo tak mniej naszlo na rozmyslenia :)
bardziej mozna by to pytanie przelozyc, czy np. wolisz byc doskonala technicznie tancerka w zespole swiatowej renowy, ale np. tanczyc w corps, co jakby nie patrzec, nie jest szczytem marzen przestepowac jako 'jedna z 30' z nozki na nozke (przypominam, ze w sytuacji zalozonej w moim pytaniu, nie jest to satysfakconujace artystycznie - bo w rzeczywistosci znajda sie pewnie osoby, dla ktorych to bedzie ok - ale ich to pytanie akurat nie obejmuje) - czy np. nie miec realnych szans na np. takie corps w powiedzmy Operze Paryskiej, ale miec za to mozliwosc rozwoju artystycznego w tym, co sie robi, nawet jesli nie bedzie sie tancerzem na samym szczycie tego tanecznego swiata.
-
Lady_Gold_Moth
- Posty: 107
- Rejestracja: pn gru 15, 2008 1:25 pm
-
Lady_Gold_Moth
- Posty: 107
- Rejestracja: pn gru 15, 2008 1:25 pm
A ja nie powiedziałam, że chodzi o czystą technikę i brak wyrazu scenicznego (który się ma albo nie ma), tylko o spełnienie artystyczne w tym co się robi... bo chyba trudno czuć się 'spełnionym' przestępując z nogi na nogę jako jeden z 30-stu łabędzi i co 5 minut zmieniając ustawienie rąk? chociaż no właśnie - dla niektórych pewnie świadomość bycia w świetnym zespole, nawet jeśli oznacza tylko robienie 'tyłów', jest wystarczająca do szczęścia (?) dylemat trochę podobny do przysłowiowego aktorskiego: 'grać epizody w stolicy, czy główne role na prowincji'?
Ludzie są podzieleni i to dotyczy nie tylko tańca. Bo są na przykład aktorzy, którzy zrobią wszystko, żeby tylko grać główną rolę. Nie zwracają uwagi na to, czy spektakl, lub film obejrzy milion widzów, czy stu widzów. Grunt, że pierwszy plan. Ja osobiście znam takie osoby.
Są też ludzie, którym tak jak napisała Joanna daje satysfakcję samo bycie w świetnym zespole. Myślę, że już samo dostanie się do dobrego zespołu jest pewnego rodzaju sukcesem.
Ciekawie obrazuje ten podział afisz "Jeziora łabędziego" wiszący w moim pokoju. Jest na nim przedstawiona scena, kiedy Odetta stoi en pointe, a nogę ma w górze; książę ją przytrzymuje. W tle widać trzy łabędzie. Jedna z dziewczyn ma minę zadowoloną, można mieć wrażenia, że jest "spełniona". Druga z nich, stojoąca obok spogląda mściwym i pełnym zazdrości wzrokiem na Odettę. Temu spojżeniu można by nadać tytuł "To JA powinnam tam stać".
Są też ludzie, którym tak jak napisała Joanna daje satysfakcję samo bycie w świetnym zespole. Myślę, że już samo dostanie się do dobrego zespołu jest pewnego rodzaju sukcesem.
Ciekawie obrazuje ten podział afisz "Jeziora łabędziego" wiszący w moim pokoju. Jest na nim przedstawiona scena, kiedy Odetta stoi en pointe, a nogę ma w górze; książę ją przytrzymuje. W tle widać trzy łabędzie. Jedna z dziewczyn ma minę zadowoloną, można mieć wrażenia, że jest "spełniona". Druga z nich, stojoąca obok spogląda mściwym i pełnym zazdrości wzrokiem na Odettę. Temu spojżeniu można by nadać tytuł "To JA powinnam tam stać".
-
Lady_Gold_Moth
- Posty: 107
- Rejestracja: pn gru 15, 2008 1:25 pm
Pozostaje tylko kwestia, czy ktos z naprawde genialna technika bedzie zawsze jednym z trzydziestu labedzi? ;) Wiec zalozenie jest w pewnym sensie nieprecyzyjne ;)
[quote:1fa6859d08="Joanna"]... bo chyba trudno czuć się 'spełnionym' przestępując z nogi na nogę jako jeden z 30-stu łabędzi i co 5 minut zmieniając ustawienie rąk? [/quote:1fa6859d08]
Hmmm, owszem, ale w byciu tancerzem nie liczy sie sam moment bycia na scenie, ale caly styl zycia, proby, kontakt z ludzmi, rozwoj.. To tez daje satysfakcje,inna oczywiscie niz ta sceniczna, ale jednak. Poza tym kazdy ma na swojej drodze rozne etapy i przez robienie tla tez warto przejsc...
Poza tym, mowiac o wyzyciu sie poprzez technike mialam na mysli fakt, ze im wiecej ma sie umiejetnosci, tym wiecej mozna wykreowac... 'Wyzycie sie' bez techniki to cos innego, niz z technika... Artystyczne przezycie widza to jest 'produkt uboczny' emocji tancerza, a te nie powstaja na zadanie i zeby mogly powstac, artysta musi moc je wykreowac, a zeby mogl je wykreowac, nie moze miec ograniczenia ze strony ciala...czyli znowu technika :)
[quote:1fa6859d08="Joanna"]... bo chyba trudno czuć się 'spełnionym' przestępując z nogi na nogę jako jeden z 30-stu łabędzi i co 5 minut zmieniając ustawienie rąk? [/quote:1fa6859d08]
Hmmm, owszem, ale w byciu tancerzem nie liczy sie sam moment bycia na scenie, ale caly styl zycia, proby, kontakt z ludzmi, rozwoj.. To tez daje satysfakcje,inna oczywiscie niz ta sceniczna, ale jednak. Poza tym kazdy ma na swojej drodze rozne etapy i przez robienie tla tez warto przejsc...
Poza tym, mowiac o wyzyciu sie poprzez technike mialam na mysli fakt, ze im wiecej ma sie umiejetnosci, tym wiecej mozna wykreowac... 'Wyzycie sie' bez techniki to cos innego, niz z technika... Artystyczne przezycie widza to jest 'produkt uboczny' emocji tancerza, a te nie powstaja na zadanie i zeby mogly powstac, artysta musi moc je wykreowac, a zeby mogl je wykreowac, nie moze miec ograniczenia ze strony ciala...czyli znowu technika :)