My zawsze najpierw same musimy się nauczyć wariacji w domu. Po prostu pamięciowo z jakiegoś nagrania. Dopiero potem na lekcji ćwiczymy. Pierwszą wariacją jaką ćwiczyłam była wieszczka cukrowa, ale to mało. Później pierwsza wariacja z córki faraona z aktu "wodnego" jak to nazywam z koleżankami. Później znowu ćwiczyłam wieszczkę tylko na poważnie i więcej, bo miałam ją tańczyć, a za pierwszym razem to było na obozie. No i żółta wróżka, ale układana. A tak to w domu zdarza mi się uczyć jakiś wariacji tak dla siebie, albo wariacji koleżanek

Ale jak się uczę tak po prostu w domu, nie z myślą, że mam ją ćwiczyć na lekcji i gdzieś później tańczyć to uczę się niedokładnie. Np. nie patrzę jak dokładnie tancerka ma ręce, albo jak wygląda jakieś przejście, ile kroków, od której nogi itp. Takie rzeczy robię wtedy tak jak wyjdą, jakoś sama sobie dodaje. Jeszcze po drodze uczyłam się niebieskiej i zielonej wróżki dokładnie, bo miałam je tańczyć, ale stanęło na żółtej.
A co do pamiętaniu o szczegółach bez nauczyciela... Jak uczę się jakiejś wariacji w domu dla siebie to zazwyczaj nie zwracam tak bardzo uwagi na szczegóły, ogólnie na technikę. Tu głownie chodzi o to żeby sobie zatańczyć. Z wariacjami do pokazania ludziom jest trochę inaczej. Jak ćwiczę na lekcji to zwykle z nauczycielem, a jak nie to z boku sali elementy. W domu też raczej elementy. No i wtedy patrzy się na szczegóły.