Teatr jeszcze w PRL?

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Teatr jeszcze w PRL?

Post autor: Joanna »

[i15]Artyści na etatach, wyrabianie norm, obsadzanie stanowisk z klucza politycznego - polskie opery, z warszawską Narodową na czele, to w większości prawdziwe skanseny realnego socjalizmu - pisze Dorota Szwarcman w Polityce.[/i15]

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/36407.html

Dość ciekawy artykuł.

Jak wam się wydaje, jak przedstawia się organizacja i administracja naszych teatrów, nie tylko operowych?
Szczególnie w porównaniu do np. zachodnich - sama nie orientuję się zbyt dobrze, jak to wygląda za granicą, ale wiele się mówi, że np. w Niemczech teatry mają pod tym względem świetnie - niesamowite dofinansowania (naprawdę duże sumy), ale było to sporym kosztem, i na pewno nie było łatwe, wiązało się np. z likwidacją samego Schillertheater. Ale zmiana organizacji działanie teatrów, np. na nastawienie bardziej impresaryjne, rezygnacja z modelu 'etat - norma', ma też swoje minusy, podobnie jak ich prywatyzacja, itp., np. w Anglii obecnie bardzo narzeka się, że nie gdzie gdzie zobaczyć dobrego, ambitnego spektaklu; wszędzie tylko popularne sztuki, schlebiające gustom publiczności.
Z drugiej strony u nas państwo wcale nie dba jakoś specjalnie o kulturę wysoką, a większość społeczeństwa wydaje się nie być zainteresowana braniem w niej udziału, więc i kapitału nie ma, trochę takie sprzężenie zwrotne.

Właściwie to trochę zeszłam z tematu ;)
Wracając do głównej myśli - co sądzicie o funkcjonowaniu polskich teatrów? Bo że dużo jest jeszcze w nich nastawienia rodem z PRL-u, tego udowadniać nie trzeba, ale to się powoli zmienia. Powstaje coraz więcej scen impresaryjnych (btw, mniej więcej to chcą zrobić z warszawskim Teatrem Na Woli), które funkcjonują z różnym skutkiem.

Jak wy to widzicie? Czy w ogóle ;) widzicie przyszłość naszych teatrów (w tym i baletowych!)?
Rotbart
Posty: 394
Rejestracja: pn maja 02, 2005 12:47 pm

Post autor: Rotbart »

Jeśli chodzi o teatry dramatyczne to nie bardzo widzę problem funkcjonowania tego systemu. Najlepsze polskie sceny funkcjonują za zasadach etatów i norm i nie widzę innego realnego systemu, który można by z sukcesem wprowadzić. Dzięki etatom w teatrach tworzą się zgrane zespoły nie tylko aktorskie, przecież coraz częściej teatry mają swoich etatowych reżyserów (Maja Kleczewska ma być na etacie we Wrocławiu), którzy bardzo cenią sobie pracę z ukształtowanym zespołem. Teatr impresaryjne są raczej kiepską alternatywą - warszawska Montownia, która za teatr impresaryjny chciałaby uchodzić, w zasadzie nie proponuje nic, co mogłoby mierzyć się z teatrami-instytucjami. W Niemczech teatry impresaryjne nie opanowały "rynku" - wszystko rozbija się raczej o pieniądze, których u nas po prostu na teatr nie ma. Prywatne teatry, jak warszawska Bajka, tworzą popularne bzdety, na które przyjdzie mało wymagająca publiczność i zapełni kasy, ale realnego wpływu na rozwój teatru w naszym kraju tego typu teatry nie mają.

Problem ten jest bardziej zauważalny w teatrach operowo-baletowych, które wymagają większej specjalizacji. Śpiewacy na etatach, którzy śpiewają partie, do których się nie nadają to niestety norma. Poza Warszawą jednak wynika to częściej z konieczności niż z wad systemu - nie ma pieniędzy na sprowadzenie odpowiednich śpiewaków, więc trzeba się ratować tym, co się ma pod ręką. W Warszawie jest bardziej dotkliwe, bo dobrych śpiewaków czy tancerzy jest sporo, a i pieniądze na zaproszenie kogoś z zagranicy są - mimo to musimy oglądać artystów męczących się w swoich rolach - i tutaj też nie zawsze wynika to z konieczności wyrobienia etatu.

System wystawiania jednej opery czy baletu "hurtowo" przez mniej więcej tydzień, kiedy to zaprasza się artystów na kontrakt tylko na potrzeby tych konkretnych spektakli, nie jest powalająco dobrym rozwiązaniem. Może jest to wygodne jeśli chodzi o organizację, ale na pewno nie wpływa dobrze na marketing (przeciętny widz wolałby zobaczyć operę kilka razy w ciągu całego sezonu, a nie 4 spektakle ściśnięte w kilku dniach pod rząd) jak i na jakość wykonania. W TW-ON system ten zastosowano w przypadku "Śpiącej królewny" którą grano 4 dni pod rząd, czasem zdarza się, że gościnny śpiewak czy tancerz obskakuje dwa spektakle w piątek i niedzielę. Na szczęście nie stało się to jeszcze normą.

A co do naleciałości z PRLu - problemy z etatowymi artystami były w naszym kraju i przed wojną, tak jak i po wojnie w wielu krajach niekomunistycznych, więc nie jest to cecha charakterystyczna dla teatrów działających w socjalistycznym ustroju.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

No właśnie, u nas teatry impresaryjne działają niestety nie najlepiej, mimo szczytnych idei, co nieśmiało zaznaczyłam w pierwszym poście.

Ale z tego co widzę teraz wielu młodych aktorów woli pracować przy projektach, tzn zwykle oznacza to bardziej twórczą pracę, ciekawsze propozycję - praca na etacie młodemu pokoleniu, i to za grosze, nie kojarzy się najlepiej. Tzn żeby się gdzieś złapać na stałe, to na pewno daje poczucie bezpieczeństwa, itd., ale z drugiej strony to własnie praca projektowa zapewnia większy rozwój, i zwykle znaczy o poziomie artysty, że jest zaproszony do współpracy, szczególnie taką, która nie jest zależna np. z programową jakiegoś teatru, itd. Oczywiście, w przypadku takiego np. Teatru Narodowego inaczej to wygląda, bo samo granie tam jest dużą nobilitacją dla aktora.
Z drugiej strony takich dobrych projektów, ambitnych, takich które tworzą 'ferment' nie ma wiele, a wiele z tych, które mogłoby być dobrych, nie ma odpowiednich nakładów finansowych.

Podobnie rzecz ma się z teatrami tańca, gdzie wielu tancerzy chyba działa właśnie na zasadzie pracy projektowej, i trudno jest zdobyć sensowne fundusze (to, co można uzyskać od państwa, to są naprawdę śmieszne sumy - słyszałam np. wersję o kilku tysiącach na zrobienie spektaklu, to przecież poniżej wszelkiego komentarza), dlatego też realizacja wielu takich spektakli pozostawia wiele do życzenia.

Aczkolwiek z tego, co gdzieś udało mi się zasłyszeć/ przeczytać/ itd. - bo operą nie interesuję się specjalnie - to właśnie w niej szczególnie silny jest taki trend, zwłaszcza na Zachodzie, że największe gwiazdy to występują gościnnie, zatrudniane do konkretnych projektów, a jak ktoś jest na etacie to oznacza to automatycznie trochę niższą rangę.

W sumie, nie chdozi chyba tylko o kwestie etatu badz nie. Ale tez o podejscie do widza, tworzenia spektakli, itd.

Aha, jesli zas chodzi o spektakle 'hurtowo' np. przez tydzien to wlasnie tak wyglada sezon w MET.
Wtedy np. taki Manon i Romeo i Julia leca przez tydzien, a po dwoch czy trzech miesiacach jakies inne spektakle. Wydaje mi sie, ze mozna sie do tego przyzwyczaic. Wiec suma sumarum jest tak, ze przez caly rok mozna cos ogladac, tylko niekoniecznie raz w tygodniu, ale np. raz na kwartal od razu zafundowac sobie sesje np. baletowa ;)
Aga
Posty: 149
Rejestracja: ndz paź 01, 2006 3:34 pm

Post autor: Aga »

[quote91="Rotbart"]

Problem ten jest bardziej zauważalny w teatrach operowo-baletowych, które wymagają większej specjalizacji. Śpiewacy na etatach, którzy śpiewają partie, do których się nie nadają to niestety norma. Poza Warszawą jednak wynika to częściej z konieczności niż z wad systemu - nie ma pieniędzy na sprowadzenie odpowiednich śpiewaków, więc trzeba się ratować tym, co się ma pod ręką. W Warszawie jest bardziej dotkliwe, bo dobrych śpiewaków czy tancerzy jest sporo, a i pieniądze na zaproszenie kogoś z zagranicy są - mimo to musimy oglądać artystów męczących się w swoich rolach - i tutaj też nie zawsze wynika to z konieczności wyrobienia etatu.

.[/quote91]

Zapraszam na spektakle do Wrocławia. Przedstawienia są naprawdę na bardzo wysokim poziomie a solisci są dobierani nie tylko na zasadzie rodzaju głosu lecz także charakterystyki postaci. Jest wielu młodych i świetnych spiewaków (nie będe pisać nazwisk),którzy śpiewają m.in. w Operze Narodowej w Warszawie (oczywiście na umowę,bo etaty maja we Wrocławiu). Poza tym na tzw. super widowiska sprowadzane są osoby z innych krajów. Ale to raczej dla prestiżu,bo później w spektaklach śpiewają "etatowi" artysci. Z tego co się orientuję to tylko Wrocław wystawił cały "Perścień Nibelunga", który był bardzo kosztowny. Za wysokim poziomem także idze fakt,że bilety trzeba kupić na 2-3 miesiące do przodu (później ewentualnie mozna załapac się na na jakąś "jaskółkę"), a na premierę to nawet wcześniej.

Warte poczytania:

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/27859.html

Niżej wymienieni są spiewcy sezonu. Na 5 podanych nazwisk aż 3 osoby pracują we Wrocławiu.

http://ruchmuzyczny.pl/PelnyArtykul.php?Id=89

Zapraszam wszystkich kochających operę do Wrocławia. Naprawdę warto :wink:
Rotbart
Posty: 394
Rejestracja: pn maja 02, 2005 12:47 pm

Post autor: Rotbart »

Z chęcią wybrałbym się do wrocławskiej opery, choćby na "Cosi fan tutte" Znanieckiego. Nie zmienia to jednak faktu, że Wrocław wcale nie jest wyjątkiem i boryka się z takimi samymi problemami co TW-ON. Nawet do dość prostych partii zatrudnia się Pavlo Tolstoya, bo nie ma widać żadnego odpowiedniego tenora na miejscu. Podobnie z tytułową rolą w "Traviacie". Superwidowiska typu "Ring" (który nawiasem mówiąc był już wystawiony w całości w Warszawie) nie wykorzystują śpiewaków z zagranicy dla prestiżu, ale z konieczności - bez nich nie doszłoby do premiery, bo we Wrocławiu, jak i zresztą w całym kraju nie ma śpiewaków wagnerowskich. Do tego wszystkiego dochodzą niewielkie wymiary sceny, które nie pozwalają na wielkie inscenizacje. To prawda, że niekwestionowana gwiazda polskiej opery czyli Wioletta Chodowicz związana jest z Wrocławiem, ale paradoksalnie tamtejsza opera nie jest w stanie zaproponować jej ról na miarę jej talentu (śpiewanie Halki w drugiej obsadzie, mozartowskie Fiordiligi i Pamina to przecież śmiech na sali). Więc niestety we Wrocławiu nie jest moim zdaniem tak różowo.

A co do baletowych czy operowych maratonów - to mam nadzieję, że nie wejdą one w krew polskiej operze, bo kogo stać, żeby szarpnąć się na kilka spektakli w jednym tygodniu? A co jeśli w tym czasie nie da rady zobaczyć np. "Jeziora" z powodu np. wyjazdu? A jeśli obsadzi się ten maraton kiepskimi wykonawcami?? O nie, ja dziękuję, wolę po stokroć to co mamy teraz :)
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote62]A co do baletowych czy operowych maratonów - to mam nadzieję, że nie wejdą one w krew polskiej operze, bo kogo stać, żeby szarpnąć się na kilka spektakli w jednym tygodniu?[/quote62]

no wiesz, jesli bylo by to zwiazane rowniez z takim poziomem, jaki prezentuje ABT, to jestem w stanie to zaakceptowac ;)
(tam np. jednego wieczoru tanczy P. Herrera, drugiego A. Ferri, itd...)

ma to tez jakas swoja logike - ale oczywiscie my jestesmy przyzwyczajeni inaczej, i trudno byloby nam sie przestawic. Prawdopodobnie to samo mogliby powiedziec o nas Amerykanie ;)

ale np. dzieki temu w ABT moze wystepowac jako principal np. Diana Vishneva, ktora jednoczesnie jest rowniez w Kirovie (tak to sie odmienia? ;) ), inaczej trudno byloby jej prowadzic proby i spektakle, a przy takiej organizacji to jest to mozliwe i nawet calkiem wygodne.
Rotbart
Posty: 394
Rejestracja: pn maja 02, 2005 12:47 pm

Post autor: Rotbart »

[quote60="Joanna"]ale np. dzieki temu w ABT moze wystepowac jako principal np. Diana Vishneva, ktora jednoczesnie jest rowniez w Kirovie (tak to sie odmienia? ;) ), inaczej trudno byloby jej prowadzic proby i spektakle, a przy takiej organizacji to jest to mozliwe i nawet calkiem wygodne.[/quote60]

Myślę, że mało która tancerka jest w stanie zatańczyć choćby 5 dni pod rząd czołową partię na porównywalnym, dobrym poziomie. Ponoć Gillian Murphy takie cuda wyczyniała tańcząc Odettę i w ostatnich przedstawieniach widać było jej zmęczenie i wielki wysiłek. Ciekawi mnie więc dla kogo, poza organizatorami i managerami, ma to być wygodne? :) Bo wychodzi na to, że ani dla widowni, ani dla tancerzy.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Przecież napisalam tez, ze nie jest tak, ze codziennie tanczy ta sama osoba :) Przeciez to nawet byloby sobie trudno wyobrazic.
To jest tak, ze np. jednego dnia tanczy P. Herrera, drugiego A. Ferri, trzeciego J. Kent, itd. - akurat jeśli chodzi o principal dancers to maja z czego wybierac :)

A wygodne w tym wzgledzie, ze przez jakisczas koncentrujesz sie tylko na jednym czy dwoch spektaklach, i nad tym pracujesz, a po takim 'sezonie' zajmujesz sie czyms innym. W przypadku realizowania projektow na dwoch roznych kontynentach taki system pracy chyba moze miec znaczenie, no nie?;)
Rotbart
Posty: 394
Rejestracja: pn maja 02, 2005 12:47 pm

Post autor: Rotbart »

Jakoś nie bardzo mnie to przekonuje :) Przykład Diany Vishnevej (jeśli tak się ją odmienia) jest dość rzadki, tylko największe gwiazdy mają tak wypełniony grafik, że nie mają czasu na nic poza występami w maratonach. Większość tancerzy pozostaje w obrębie mniejszych przestrzeni geograficznych :) A jeśli mówimy o Polsce to nie sądzę, żeby takie ustawianie występów dla n.p. warszawskich solistów było konieczne, nawet jeśli czasem występują gościnnie w Poznaniu czy Wrocławiu. Krótko mówiąc - ten system jest dobry dla zabieganych, światowych gwiazd i nie sądzę, żeby przyniósł coś dobrego w Polsce.
A jeśli maratony obsadzone zostaną kilkoma tancerzami, to nie zmienia faktu, że nasi ulubieńcy wystąpią w jakiejś ulubionej przez nas partii dwa razy w roku, podczas gdy w "naszym" systemie jest to możliwe nawet dziesięciokrotnie w ciągu roku.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

No ja wlasnie mowilam o tym, ze przypadek Vishnevy jest dosc specyficzny. Ale tak naprawde wiele 'gwiazd' w ten sposob pracuje, tylko nie na zasdadzie dwoch etatow, a 'guest artist'.

I po raz trzeci pisze, ze to nie jest maraton :) Nie tanczy jedna tancerka glownej partii przez tydzien, spojrz na repertuar ABT, zobaczysz jak oni to maja ustawione :)

Tez nie mowie, zeby taki model przenosic do Polski, ale przypadkiem dyskusja zeszla na temat organizacji sezonu w MET, i chodzi mi o to, ze ich sposob pracy jest inny, ale nie znaczy ze gorszy.

Zresztam, w temacie chodzi nie tyle o specyfike sezonu artystycznego, ktory w takim ABT jest faktycznie dosc specyficzny, ale o to, jak funkcjonuje nasz teatr. Nie chodzi o to, czy sezon trwa od wrzesnia do wakacji, tylko jak obsadzane sa role, jak zatrudniani sa artysci.
Dzisiaj w teatrze dramatycznym etat oznacza co prawda stale, ale niewielkie pieniadze, i coraz rzadziej przestaje byc osiagnieciem prestizowym. Mlodzi aktorzy wola pracowac w roznych projektach, niz konsekentnie wspoltworzyc z zespolem ksztalt danego teatru. W jeszcze wiekszym stopniu dotyczy to chyba teatrow tanca, byc moze rowniez dlatego, ze ten rodzaj teatru wlasciwie nie ma u nas tradycji teatru instytucjonalnego.
Ale mimo iz jest wyrazna tendencja do takich dzialan bardziej projektowych, to z kolei w Polsce brak scen, gdzie mozna by je potem wystawiac - paradoks, jest popyt, nie ma mozliwosci. Generalnie sceny sa poza mozliwosciami finansowymi wielu tworcow, nie ma srodkow na reklame, edukacje, wlasnie takich realizacji 'pozaetatowych'. Nie da sie tego zrobic z prywatnej kieszeni, to nie te sumy.
Teatry z kolei niby sa finansowane przez panstwo, ale tez nie jakos specjalnie duzo; a w wiekszosci przypadkow wieksza czesc repertuaru jest nijaka, malo ambitna, takie ot sztuki zrobione po mieszczansku.
ODPOWIEDZ