Przyjaźnie balet.pl

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Dobre, dobre. czyma sie kupy.
Dziekuję za wykład.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

dla mnie przyjaciel to ktos komu moge powiedziec (prawie) wszystko - bo umówmu się ze do wszystkiego czasem nie przyznajemy się nwt przed samym soba. :)

Poza tym czytałam kiedyś dobre okreslenie przyjaciel: to ktos kto wie o nas wszystko i mimo to poostaje z nami :evil:

ja nie rograniczam przyjaźni na baletowe i nie baletowe - co najwyzej z "baletowych" narodziły sie "poabaletowe" bo nie ograniczają się tylko do tematów baletowych, baletowych zajeć, zamiłowań i rozważan ;)
Co do "badań socjologicznych" to jasne ze ktos kogo MY uwazamy za przyjaciela, moze nas uważac tylko za kolege/kolezanke ale to nie zmienia faktu ze my mamy go za przyjaciela - najwyżej w któryms momencie (pawdziwych przyjaciół poznaje sie w biedzi) okaze się jak jest naprawde...
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

Hmmm - to i ja dorzucę swoje 0,03 zł do tej dyskusji.

Na początek powiem jedno. Baaaaaaardzo nie podoba mi się definicja z Wikipedii.
Natknąłem się na nią jakiś czas temu głęboko się nad nią zastanowiłem i doszedłem do wniosku że albo ja jestem jakiś dziwny albo ta definicja jednak nieco chybia....
Mam to szczęście, że mogę powiedzieć że otacza mnie NIELICZNE grono PRAWDZIWYCH przyjaciół. Z niektórymi z nich znam się od dwudziestu kilku lat z niektórymi zdeeeeeecydowanie mniej. Ale charakterystyczną cecha wszystkich tych relacji jest to że NIGDY nie były budowane przeciw komuś/czemuś a zawsze raczej wokół czegoś. Jakiejś pasji, wspólnej wizji, wspólnego sporu - aby po czasie objąć swym rażeniem całość życia.
Polemizując z wikipedia powiem też że stwierdzenie że zwykle wydaje nam się że przyjaciele dobrze nas znają a to jest złudzenie też w moim przypadku jest nieprawdą :) Wiem że Ci którzy są moimi przyjaciółmi znają mnie do bólu i ja również mogę to powiedzieć o nich. I to jest po prostu potwierdzone życiem. To wręcz potwierdza przyjaźń. Że sytuacjami które nas przerastają możemy/musimy podzielić sie z przyjacielem. I niezależnie co by to nie było nie ma obawy że zostaniemy odtrąceni, wyśmiani, zlekceważeni.
I nie może być pojęcia (przynajmniej IMHO) przyjaźni "baletowej", "nurkowej", "jakiejś tam". Tak wartościować możemy znajomości płytsze głębsze ale tylko znajomości.
Przyjaźń jest albo całościowa albo jej nie ma :)

Torin
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Haha - Kasiu, uwielbiam ten cytat i właśnie to POMIMO w nim, które świetnie się sprawdza w odniesieniu do przyjaźni i miłości :)

Heh, wygląda na to, że tylko ja dziwnie dzielę swoje życie na część baletową i nie baletową i rzeczywiście mówiąc o znajomych również używam takiego podziału. Pewnie to dlatego, że idąc niecałe dwa lata temu na swoje pierwsze zajęcia z współczesnego, byłam wtedy gotowa poświęcić te dwie godzinki raz w tygodniu na coś fajnego i mało ważnego i nie spodziewałam się, że przerodzi się to w całkiem sporą, wyjątkową i wciąż jeszcze trochę magiczną część mojego życia, której poświęcanie coraz to większej ilości czasu to zawsze dużo za mało.
Inna sprawa, że owy podział nie jest w żaden sposób wartościujący, raczej określa to skąd się znamy - ważne głównie tylko przy przedstawianiu i to nie zawsze: znajomy ze studiów, z akademika, z Gdańska, z Opery/Teatru/baletu/forum... :)

A jeszcze inna sprawa jak przy okazji czasu wszystkie te znajomości się rozwijają i znów zgodnie z podziałem na część baletową i nie-baletową ;) starzy przyjaciele i znajomi chcąc - nie chcąc bywa, że zaczynają przy okazji mojego zanudzania coś wiedzieć o tańcu lub również się baletem "zarażają", z drugiej strony częste spotkania przy okazji baletu powodują, że niektóre znajomości też ładnie się rozwijają i tutaj całkiem miło jest rozmawiać nie tylko o balecie - chyba normalne, że zaprzyjaźnić można się wszędzie :)

Jeszcze napiszę tylko tyle, że słowem przyjaciel nie mam zwyczaju szafować, bo czasem (nie zawsze) mam wrażenie, że niektóre sprawy są tak delikatne i ważne, że nawet głośne lub zbyt pewne wypowiedzenie mogło by sprawić, że czar pryska :) ... z resztą z przyjaźnią to jest tak, że dopiero czas i życie wszystko weryfikuje.

A definicji nie lubię - bo to się po prostu wie lub czuje :) i trzeba pielęgnować :)
Olimpia
Posty: 808
Rejestracja: ndz lut 11, 2007 11:02 pm

Post autor: Olimpia »

Przyjacielowi można wypłakać się w słuchawkę kiedy się z nim rozmawia przez telefon na przykład :) ( :* dla T. )
Scarpia
Posty: 208
Rejestracja: czw maja 25, 2006 8:58 am

Post autor: Scarpia »

Ciekawi mnie subtelny paradoks, że pomimo tak pozytywnego podejścia większości ludzi do tematu przyjaźni w 95% PIERWSZYM jej zastosowaniem jest właśnie coś na kształt: "przyjacielowi można wypłakać się w słuchawkę", lub podobne np. "można go poprosić o pomoc, pieniądze itd."
To nie to, że myślę, że to bardzo źle; ale dlaczego pierwszym jej zastosowaniem nie jest np: "z przyjacielem można podzielić się szczęściem i radością"?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu,że przyjaźń w popularnym znaczeniu zamienia się raczej na kształt polisy ubezpieczeniowej od następstw nieszczęśliwych wypadków, a to mi już jakoś podejrzanie pachnie liskiem-samo-chytruskiem-spryciarzem. ;)

Nie powstrzymam się też tu od zacytowania pewnego sarkastycznego powiedzonka-westchnienia jednego doświadczonego życiem acz wesołego staruszka, którego onegdaj spotkałem przebywając na studenckich praktykach:

"Chroń mnie Panie Boże od przyjaciół! Natomiast z wrogami sam sobie poradzę." :twisted:

To pewnie inna wersja znanego powiedzenia że "Z rodziną zawsze wychodzi się najlepiej......................... ale tylko na zdjęciu" :lol:
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[b:448f0fdf7b]Scarpia[/b:448f0fdf7b], a nie wydaje Ci sie, ze 'wyplakac w sluchawke', to to samo, co 'podzielic smutkiem', np? Tylko inaczej powiedzianie, mniej abstrakcyjnie...

Jesli chodzi o przyjazn 'damko mesko' - sama mam przyjaciela, od wielu lat, wiec jak najbardziej uwazam, ze taka przyjazn istnieje! Kazde z nas rozwija sie w swoim kierunku, w swoich zwiazkach, itp, ale wiem, ze jest to osoba, na ktora w razie potrzeby moge liczyc, ktora mnie w jakis sposob zrozumie, i przede wszystkim - ktora prawdopodobnie zna mnie lepiej niz ja siebie sama (i vice versa...) /co rozniew przeczy cytatowi z Wikipedii*/.

*w ogóle ten pierwszy podpunkt z definicji jest jakąs bzdurą - ktoś, kto to pisał, chyba nie przyjaźnił się nigdy z nikim. Jeśli uważa, że liczy się tylko 'jego' (nie że autora, ale chodzi o motywację podmiotu utrzymywania takiej relacji), to cóż... to raczej nie jest wtedy przyjaźń, a realizowanie narcystycznych popędów, bo w przypadku szczerej relacji zawsze jest zainteresowanie drugą osobą i dbaniem o jej potrzeby, zresztą zarówno jest tak przecież w przyjaźni, jak i miłości.

Co do 'socjologicznego' związania pojęcia przyjaźń z nieprzyjaźnią - prawda, i trzeba przyznać, że jest to dość ciekawy aspekt. Polecam Baumana.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

[quote:06800d85a8="Scarpia"]
"Chroń mnie Panie Boże od przyjaciół! Natomiast z wrogami sam sobie poradzę." :twisted:

[/quote:06800d85a8]

Pierwszy powiedzial to, jak przekazuje tradycja, Kardynał Richelieu ;)

Co do motywowania przyjażni potrzebą "wypłakiwania się w słuchawkę" to jasne jest ze w takich momentach psychologicznie ktos kto nas wysłucha i wesprze jest "bardziej" potrzebny i takie sytuacje po prostu w sposob bardziej oczywisty przychdza na myśl. Sama napisałam, że przyjacielowi mogę powiedzieć WSZYSTKO czyli zarówno rzeczy radosne jak i smutne, czyli ze zdechł mi kanarek i że dstałam nieoczekiwany i piękny prezent, albo że odniosłam sukces. I co najważniejsze - jesli mienie się czyjąś przyjaciółką to staram się danej osoby wysłuchać w kazdych okolicznościach, pomóc jej rozwiązać jej problemy i cieszyć się z jej sukcesów
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Przez telefon lub w sieci nieznanym osobom tez można powiedzieć wszystko albowiem nie pociąga to żadnych konsekwencji a daje złudzenie iż słucha nas przyjaciel. Dlatego wymyślono telefony zaufania. :)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

[quote:a7961e73b2="Father"]Przez telefon lub w sieci nieznanym osobom tez można powiedzieć wszystko albowiem nie pociąga to żadnych konsekwencji a daje złudzenie iż słucha nas przyjaciel. :)[/quote:a7961e73b2]

Słuszna uwaga! ale od czego rozum - żeby odrózniać złudzenia od prawdziwych wartości :) Oczywista to dobrze, że czasem komus - ludziom w trudnej sytuacji, samotnym czy zdesperowanym wystarcza i pomaga taka namiastka
ODPOWIEDZ