Vladimir Malakhov (w Polsce i nie tyko)

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Jeśli chodzi o mnie to chciałabym go zobaczyć absolutnie we wszystkim, ale gdybym miała zdecydować się tylko na kilka rzeczy.. byłoby bardzo trudno ;) Na pewno "Serait-ce la mort?", jeśli chodzi o "Dziadka do orzechów" to można nawet kupić dvd (jako Klara występuje Nadia Saidakova), ale jak na tą chwilę wygląda to tak, że sprowadzenie ze Stanów "The true prince" z przesyłką wyniesie mnie taniej, niż sprowadzenie "Dziadka.." i to bez przesyłki z Niemiec..
Jeśli chodzi o balety czysto klasyczne - na pewno "Giselle", gdybym zaś miała obejrzeć wieczór baletowy - mój sentyment do "Voyage" ani trochę nie osłabł, wręcz przeciwnie, z przyjemnością zobaczyłabym go też w jakichś choreografiach Nacho Duato (widziałam fantastyczne "Remanso" i dość duży fragment "Without words".)

Za to ostatnio - moim ogromnym marzeniem jest zobaczenie go w "Czajkowskim" Ejfmana. Od pewnego czasu to chodzi za mną cały czas:
http://www.youtube.com/watch?v=0NGySS-nxQs&feature=related

Wiem, że warszawska premiera była ponoć trochę niedopracowana i było sporo niedociągnięć, zdarzały się niezgrane partnerowania, ale premiera w Berlinie była podobno wielkim wydarzeniem. Czytałam opinie osób, które były bardzo wzruszone i twierdziły, że to jeden z najpiękniejszych spektakli, jakie widziały w życiu. To, co widać powyżej, jest dla mnie tego jakąś próbką ;)

Ag, i chciałam się zapytać; czy masz może pojęcie z którego roku jest nagranie "Voyage", które widziałaś na dvd "True prince"? Bo na pewno nie może to być ta wersja: http://www.youtube.com/watch?v=4kz2mOpjWn8&feature=related
W każdym razie może być to jakieś starsze nagranie, z tego co pamiętam choreografia do tej miniatury powstała w 1992r. A pytam, bo to jest jednak istotne - już dość dawno doszłam do wniosku, że tancerz im starszy, tym lepszy (oczywiście do pewno czasu ;) Chodzi mi tutaj oczywiście tylko o walory wynikające ze wzrastającej dojrzałości jeśli chodzi o interpretację pewnych ról, ale także o technikę, która także staje się coraz doskonalsza.
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

właśnie ukazał się na DVD spektakl Mauro Bigonzettiego "Caravaggio" w roli tytułowj Wladimir Małachow w obsadzie również inne gwiazdy berlińskiego baletu. Nagranie można nabyć na www.amazon.co.uk

Spektakl miał premierę zaledwie 6 miesięcy temu, miałam okazje go widziec w Berlinie, pod względem choreografii ( bardzo fizycznej i sensualnej) oraz realizacji plastycznej zachwyca,( myśle o "odtworzeniu" słynnego dla Caravaggia chiaroscuro) trochę słabiej wypada strona dramaturgiczna ale i tak uważam że to jeden z ciekawszych spektakli z nurtu baletu współczesnego jakie ostatnio zrealizowano.

Ps. Obsady w berlińskiej operze podaja z miesięcznym wyprzedzeniem
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

A ja dzięki postowi Joanny również jestem już po obejrzeniu "Caravaggia" - ostatnio doszedł do mnie wraz z "Dziadkiem.." w choreografii Patrica Barta, który tak nawiasem mówiąc mnie nie zachwycił.
Co zaś do tego pierwszego - naprawdę jestem pod wrażeniem. Raz, fantastyczna choreografia Maura Bigonzettiego, dwa - wykonanie, trzy - cała otoczka, czyli nawet nie tyle scenografia, ale przede wszystkim fantastyczne rzeczy, które dzieją się w tym spektaklu ze światłem - mistrzostwo! To tyle z gorących wrażeń, tak na szybko, żeby napisać coś bardziej merytorycznego potrzebuję chyba jeszcze trochę czasu na ochłonięcie ;)

Ale Joanno, pozwolę sobie dodać jeszcze coś do Twojej wypowiedzi na temat strony dramaturgicznej - wydaje mi się, że nasze punkty widzenia dość mocno się różnią, ponieważ Ty widziałaś spektakl na żywo, ja na DVD. I chociaż zazwyczaj jest odwrotnie - tzn. lepszy odbiór spektaklu gwarantuje zobaczenie go właśnie na żywo, to myślę, że w przypadku "Caravaggia" tak duży nacisk kładziony jest na emocje oddawane nie tylko za pomocą całego ciała, ale także twarzy, ogólnie mimiki, że nie sposób tego wszystkiego wychwycić śledząc spektakl z oddalenia. Jeśli można tak to określić - bardzo emocjonalnie przeżywałam cały pierwszy akt, wciągnął mnie niesłychanie, natomiast tak jakby załamanie tych emocji nastąpiło dla mnie w drugim. Chyba już nawet wiem, z czego to bezpośrednio wynika. W każdym razie brawa należą się jeszcze operatorom - spektakl mistrzowsko sfilmowany, różne plany, również "z lotu ptaka", często uwaga widza skupiona zostaje nie tylko na zbliżeniach i półzbliżeniach, ale nawet na detalach, jak np. dłoń tancerza etc. i moim zdaniem właśnie to pozwala podkreślić dramaturgię dzieła - ta bliskość odbiorcy i wykonawcy, możliwość śledzenia z bliska tych wszystkich niuansów mimiki tancerza, które z daleka są zupełnie nie do zaobserwowania - nawet z lornetką ;)

PS. Joanno, czy dysponujesz może pełnym librettem? Bo to "coś" w książeczce dołączonej do płyty zupełnie mnie nie zadowala, co więcej, jest trochę rzeczy dla mnie niezupełnie jasnych i czytelnych.. Jak chociażby sama koncepcja II aktu, czyli Tryptyk świętego Mateusza. Czy nie zechciałabyś dodać coś od siebie na ten temat? Nie obrażę się, jak powiesz jeszcze coś więcej na temat całości ;)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

[quote0d="VisVersa"]
A tak poważnie to jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że rozczula mnie swoim obliczem Corella, bo nie tylko imię, ale i twarz ma iście anielską, ale to się zmieniło. O tyle, że moje ubóstwienie dla Malakhova się wciąż zwiększa i potęguje, i z wolna nie pozostawia miejsca na darzenie ubóstwieniem nikogo innego. W ogóle to teraz wszyscy pozostali przy nim wydają mi się zbyt mdli.
Jego uwielbiam absolutnie.[/quote0d]
Przeglądałam sobie właśnie ten wątek i natrafiając na Twój post Visversa, byłam przekonana, że jest on niczyj inny tylko mój! Naprawdę, słowo w słowo to co dotyczy również Corelli - mikroskopijna dokładność! Ja myślę, że to się powinno nazywać "syndrom Malakhova". Zanim się go pozna, można podziwiać jeszcze innych tancerzy, a później podziw dla niego, uwielbienie i ubóstwienie tak wzrasta, że istotnie wypiera możliwość zachwycania się kimkolwiek innym. Ale witaj w gronie tych, którzy poznali się również na talencie jak dla mnie nie tylko tancerza stulecia, ale zapewne także ostatniego w dziejach boga tańca ;)

[quote0d="VisVersa"]Myślę sobie tylko po cichu- choć ostatnio słabość mam do blondynów- że bardziej podobałby mi się z ciemniejszymi włosami, bo na zdjęciach, na których takie ma albo wydaje się mieć zyskuje jak dla mnie na powabie ;)
Ponadto, cóż, nie wiem o jego wyglądzie zbyt wiele, ale poprzez dostępne mi fotografie zafascynowała mnie uroda Niżyńskiego. Myślę nawet, że jest w Malakhowie coś co nieco mi Niżyńskiego przypomina (choć tamten miał subtelniejszą buzię). Tak czy siak oboje są piękni i intrygujący[/quote0d]
Kolejna część brzmi również jak moje słowa! I mam podobne spostrzeżenia - że choć w gruncie rzeczy Niżyński i Malakhov są zupełnie innymi tancerzami, chyba szczególnie jeśli chodzi o wyraz, to tak naprawdę bardzo wiele ich łączy. Na pewno przede wszystkim to, że jeden i drugi potrafił tak bardzo zawładnąć publicznością, zagrać na emocjach itd.
A co do ciemnych włosów, to z tego co udało mi się ustalić, musiał się przefarbować na blond w 93 lub 94. Ale dla mnie tak jak teraz jest dobrze, nic w ten sposób nie stracił na atrakcyjności, raczej wręcz przeciwnie. Chociaż rzeczywiście, kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam wydał mi się wręcz brzydki, za to teraz jego urodę uważam za intrygującą i pociągająca. Dzięki niej wyróżnia się spośród innych tancerzy, a dla mnie w każdym calu jest ideałem ;)

Piękni i intrygujący - otóż to! Ten fragment zupełnie jak z ust mi wyjęty.
VisVersa
Posty: 149
Rejestracja: pt kwie 27, 2007 7:50 pm

Post autor: VisVersa »

W takim razie bardzo mi miło Ewo znaleźć tak pełne zrozumienie dla moich upodobań w innej osobie :)
A co do czupryny Małachowa to ja pomyślałam w końcu, że może to tylko kwestia kontrastu fotografii, że wydawała mi się ona ciemniejsza na niektórych zdjęciach, bo już na filmach zawsze widywałam go tylko złotowłosego. A z tego co piszesz okazuje się, że 'Jegoboskość' dopuściła się jednak ingerencji w swoją niebanalną powierzchowność ;)
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

Nie wiem, czy to dzięki Twoim sugestiom, czy tak po prostu sama z siebie zaczęłam się skłaniać ku naszemu cudownemu tancerzowi w ciemniejszych włosach ;)
A tu dowód, że jednak Ci się nie przywidziało:
http://www.amazon.com/gp/product/images/B000RW3YNG/ref=dp_image_0?ie=UTF8&n=130&s=dvd

I tu, tym razem w postaci filmów:
http://www.youtube.com/watch?v=T2nRhfrVGlc&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=iIQMlz56464&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=Gm-8_9vOLEA

Pewnie już widziałaś (te dwa pierwsze pochodzą z płyty Gwiazdy rosyjskiego baletu, część 4), ale swoją drogą, uwielbiam te nagrania z nim jeszcze z czasów, kiedy tańczył w Moskiewskim Balecie Klasycznym. Nie mogę się zdecydować, czy lubię bardziej "Ledę i Łabędzia", czy "Serenadę-Nokturn", bo każde jest dla mnie w pewien sposób wyjątkowe i niepowtarzalne. I właśnie na nich można oglądać Malakhova z ciemniejszą czupryną ;) Niestety, to aż wstyd, ale nie mam jeszcze w swoich zbiorach ani "Pocałunku wieszczki", ani "Hamleta".. bo te dwa tytuły są dostępne na rynku.

Poza tym nie zapomnę, jak powiedział, że kiedy był młody to "tylko" tańczył, nie zastanawiając się nad wyrazem, ekspresją itd., ale po obejrzeniu powyższych nagrań stwierdziłam, że chyba kłamał. Przez długi czas wyznawałam też zasadę, że tancerz im starszy, tym lepszy, ale widząc go tutaj musiałam zmienić zdanie. Zachwyca mnie absolutnie w tych rolach, zarówno od strony taneczno-technicznej, jak i aktorskiej. Jest genialnym, boskim, porywającym, jedynym i najlepszym tancerzem, jakiego znam.
Ale mam nieodparte wrażenie, że rolę łabędzia z powodzeniem mogłaby tańczyć tancerka.. tylko, że i tak nie miałaby szans na takie wykonanie, jakim on tutaj się popisał ;)
VisVersa
Posty: 149
Rejestracja: pt kwie 27, 2007 7:50 pm

Post autor: VisVersa »

Hmmm, mówić, że ja coś "pewnie widziałam" to zdecydowanie bardzo mnie przeceniać ;) Bo niestety- ja ogólnie widziałam niewiele ...
Trudno mi się ustosunkować do wszystkich nagrań, które zapodałaś, bo nie mogę się odczepić od "Ledy"... owszem widywałam wcześniej fragmenty, ale nie ten no i nie z Volodią. I stwierdzam ponownie, że jednak warto nieraz być wielką ciemnotą, bo jak miło można się w życiu zaskoczyć ! ;) Jakby Malakhova było mało już na samym początku poczułam drgnięcie, słysząc moje ukochane Mahlerowe Adagietto a to co dane było mi zobaczyć... nie mogę wyobrazić sobie, ani nawet przypuszczać, że mogłoby istnieć doskonalsze dopełnienie tej muzyki.
Co do jego daleko posuniętej 'samodegradacji' w odniesieniu do wcześniejszych dokonań... to wspaniała cecha wielkich artystów, że nawet kiedy -wydawać by się mogło- sięgają szczytów, stać ich na krytyczny stosunek do własnych osiągnięć a tym samym nieustanny rozwój i pogłębianie artystycznej osobowości, ale zgadzam się z Tobą, że trudno przyznać mu rację- to, co objawiło się moim oczom to z pewnością nie "tylko taniec" a najczystsza poezja zaklęta w ruch. Cóż, wynika z tego, że Malakhov poetą był mimowolnie i nieświadomie od zawsze, nawet wówczas, kiedy rzekomo niewystarczająco się o to starał ;)
... A schodząc na totalne niziny czyli nurtujący mnie (choć nie wypada...) problem koloryzacji- gdy był 'ciemniejszy' o ileż bardziej był wyrazisty i demoniczny ! :D
Niepojętym dla mnie jest fakt, że tak uparcie tkwi w tym jasnym owłosieniu...
Ewa J.
Posty: 683
Rejestracja: sob sie 18, 2007 6:17 pm

Post autor: Ewa J. »

O, tak, „Leda i łabędź” od początku ogromnie mnie ujęła, do tego stopnia, że nagranie wzięłam ze sobą na wakacje i moja nieszczęsna koleżanka cierpiała katusze, kiedy oglądałam te wszystkie występy w pokoiku na górze. W końcu przyszła na „Remanso”, które chyba nawet jej się spodobało, bo co prawda w oszczędnych słowach – ale wyraziła swoje uznanie dla jego sztuki ;) Za to mój tata na „Ledzie..” nawet nie udawał zainteresowania, tylko rozglądał się nie wiadomo gdzie, więc ostatecznie uznałam, że sztuka taneczna tak „wysokich lotów” niestety, ale nie do wszystkich dociera, i w związku z tym nie ze wszystkimi należy się nią dzielić.. Ale jego łabędź jest, ach! Tutaj naprawdę brak słów, żeby opisać tą jego kreację. I tylko kiedy tak jak on pomniejsza się swoje sukcesy, mówi się z dezaprobatą o rolach ze swojej młodości jako niedopracowanych, przy takim mistrzostwie, jakie on osiągnął w tym wieku, a inni tancerze nie osiągają nawet połowy tego u szczytu swojej kariery, to w tym miejscu naprawdę, nie wiadomo już, kogo zawstydza, ale chyba tylko tych nieszczęśników, którzy oprócz techniki nic więcej nie posiadają. I jak już wcześniej wspominałam ogromnie swoim urokiem ujęła mnie Serenada-nokturn. Jest to dla mnie przede wszystkim humorystyczne ujęcie i podejście do tańca klasycznego, i mam wrażenie, że po części wyśmiewa się tutaj trochę (oczywiście z dużym przymrużeniem oka) z takiej wyszukanej wirtuozerii, epatowania techniką - właśnie poprzez komiczne ukazanie niektórych popisów. Zawsze zachwyca mnie tutaj jego naturalność, humor i gra aktorska. Od strony choreografii również ta miniatura niezwykle mi się podoba – jest taka świeża i żywa, spontaniczna. Nie wiem, czemu takie „kawałki” są zazwyczaj mało znane i niedocenione, moim zdaniem jest naprawdę perfekcyjna, jeśli wziąć dodatkowo pod uwagę przyozdobienie osobą Boskiego tancerza ;)

PS. Wydaje mi się, że mogłabyś się też pokusić o obejrzenie „Caravaggia” – może przekonasz się do, jak mówisz „Jegoboskości” w blond kolorze włosów;) A tak poważnie – szczególnie pierwszy akt niesamowity, bardzo zapadł mi w pamięć. Na youtube coś udało mi się znaleźć, a więc oto próbka:
http://www.youtube.com/watch?v=JBj8eP7-BjY
(i mam nadzieję, że mi wybaczysz tak nachalne zarzucanie Cię przeróżnymi linkami :)
VisVersa
Posty: 149
Rejestracja: pt kwie 27, 2007 7:50 pm

Post autor: VisVersa »

Nie tyle, że wybaczę tylko jestem zdecydowanie bardzo wdzięczna :)
Jeżeli o Caravaggio chodzi połknęłam przynętę ;> Koniecznie muszę zobaczyć całość... Malakhov jest po prostu obłędny a i cieszę się ogromnie z obecności Semionovej w tej choreografii bo uwielbiam jej taniec.
I owszem,zgodzę się- uparcie brnąc w apsekty fryzjerskie tego nadzwyczajnego istnienia jakim jest Malakhov- że prezentuje się ono w płowych włosach na tym nagraniu dość imponujaco... ;)
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

[color=brown6e]Przesunąłem tutaj posty z wątku o najurodziwszym baletnicu - baaardziej pasuje.
Dziękuję za sugestie Ewie J. :)

Torin[/color6e]
ODPOWIEDZ