temat banalny DLACZEGO KOCHACIE TANIEC??
[quote:179c19d934="inscrutable.m"]za pasję. za sens życia. za cel.
za wolność.
za to, ze w tańcu mogę być tym, kim być zapragnę. za to ,ze w tańcu jestem soba. bez żadnych ograniczeń.
za to, że taniec daje uśmeich, poczucie własnej wartości.
pozwala odkryć i pokonac siebie, swoje słabosci, swoje kompleksy. zmienia człowieka.
za to, że jest ucieczką od rzeczywistosci, od problemow, od smutku. stawia nas ponad to.
daje mobilizację, ambicję, energie. satysfakcje.
za to, że jest w kazdej minucie zycia. że nie msuze go szukać daleko, bo jest we mnie.
za to, że czuję go w każdej cząstce zmęczonego ciała, w każdym siniaku i w każdej drobnej kontuzji.
za to... za to, że tańcząc wiem, czego chce.. za to, że na parkiecie po prostu czuję że żyję.[/quote:179c19d934]
Bardzo ładnie powiedziane brawa dla autorki :D :D poczywiscie podpisuje sie pod tymi słowami :mrgreen:
za wolność.
za to, ze w tańcu mogę być tym, kim być zapragnę. za to ,ze w tańcu jestem soba. bez żadnych ograniczeń.
za to, że taniec daje uśmeich, poczucie własnej wartości.
pozwala odkryć i pokonac siebie, swoje słabosci, swoje kompleksy. zmienia człowieka.
za to, że jest ucieczką od rzeczywistosci, od problemow, od smutku. stawia nas ponad to.
daje mobilizację, ambicję, energie. satysfakcje.
za to, że jest w kazdej minucie zycia. że nie msuze go szukać daleko, bo jest we mnie.
za to, że czuję go w każdej cząstce zmęczonego ciała, w każdym siniaku i w każdej drobnej kontuzji.
za to... za to, że tańcząc wiem, czego chce.. za to, że na parkiecie po prostu czuję że żyję.[/quote:179c19d934]
Bardzo ładnie powiedziane brawa dla autorki :D :D poczywiscie podpisuje sie pod tymi słowami :mrgreen:
za to, że przeżywam w nim, za to, że podczas tańca jestem sobą, za to, że taniec wyzwala, oczyszcza, za to, że jest dla mnie drogą ekspresji, w której najlepiej się odnajduję, choć nie najlepiej tańczę. kocham taniec, bo to dzięki niemu doznałam czegoś niezwykłego, surrealistycznego i pięknego choć niepoprawnego. kocham taniec, bo wtedy czuję, że żyję, a nie tylko istnieję. Kocham taniec, bo wymaga ode mnie tylko poprawy i udoskonalania, a nie aż zmiany samej siebie.
-
KCtaniecJuja
- Posty: 6
- Rejestracja: czw maja 13, 2010 6:04 pm
Kocham Taniec
Taniec jest niesamowity pozwala na pokazanie swoich emocji taniec pomaga na wszystko mogę tańczyć 12H :D
-
ebaleciara
- Posty: 393
- Rejestracja: śr kwie 28, 2010 12:26 pm
Taniec sprawia, że czuję, że świat nie jest wcale taki beznadziejny. Owszem, ludzie ciągle umierają, ludzie i zwierzęta, z różnych powodów. Jest coraz mniej lasów. Ludzie często wyśmiewają balet, bo nie jest hip hopem. Wiele osób jest nieakceptowanych przez resztę. Alkohol. Narkotyki. Tytoń. Uzależnienia. Ale jak się tańczy, wydaje się, że tak naprawdę może świat jest zły, może jest nawet coraz gorszy, ale jest tak naprawdę przepiękny.
I nie tylko świat. Ciało i ruch. Linie i kształty. Szybko albo wolno, daleko, wysoko, głęboko. Bardziej bardziej bardziej. Pokonujesz własne granice i granice swojego ciała, ale też umysłu. Granice ciała i umysłu ludzkiego, granice człowieka. Bardziej i bardziej, a nawet, kiedy już wydaje się, że dalej się nie da, jesteś znowu jeden milimetr do przodu.
Taniec jest piękny, gdy po tych tysięcznych wręcz próbach, po litrach wylanego potu i krwi, i łez, w końcu, w konńcu ci coś wychodzi. Kiedy jesteś najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem i przez ułamek sekundy czujesz, że jesteś już nie tylko potencjalną tancerką, nie. Jesteś najprawdziwszą artystką.
A potem wydaje ci się, że to za mało. I potem zaczynasz wszystko od nowa: pot, krew i łzy, i nawet kiedy otrzesz się już o doskonałość, ciągle chcesz tylko bardziej, bardziej i bardziej. Nawet kiedy jest już najbardziej.
Kocham taniec za to, że czasem nie wychodzi. Kiedy myślisz, że się nie nadajesz, że masz krótkie mięśnie i zero warunków.
Do tego jeszcze występy. Kiedy widzisz te tysiące głów i wydaje ci się, że ich szeregi się nie końćzą, ciągną w nieskończoność. Kiedy widzisz czerwone lampki aparatów i kamer na czernym tle widzów i masz wrażenie, że to gwiazdy na ciemnym niebie.
A potem już nic z tego nie widzisz. W ogóle nie widzisz. Jesteś tylko ty: twoje ciało, umysł i dusza. I te momenty na scenie, kiedy wdaje ci się, że jesteś tylko ty na całym świecie, że wszyscy inni wyparowali w dziwny sposób, a ty jedyna akurat zostałaś - to są momenty bezcenne.
I nagle z tego wszystkiego budzi cię głośno stukanie, a właściwie plaskanie. I dopiero kiedy jesteś już za kulisami, zaczynasz rozumieć, że to były oklaski. I w jakiejś części były przeznaczone tylko dla ciebie.
A potem achy i ochy, było tak wspaniale i pięknie, a ty nawet nic z tego nie rozumiesz, te słowo do ciebie nie docierają, bo jesteś w jakimś dziwnym transie, ponieważ zaczynasz zdawać sobie sprawę, że krótkie chwile na scenie już się skończyło i musisz powrócić do zwykłego toku dnia - do potu, krwi i łez.
I jesteś z tego powodu szczęśliwa.
Bo kochasz każdy etap tego procesu.
I nie tylko świat. Ciało i ruch. Linie i kształty. Szybko albo wolno, daleko, wysoko, głęboko. Bardziej bardziej bardziej. Pokonujesz własne granice i granice swojego ciała, ale też umysłu. Granice ciała i umysłu ludzkiego, granice człowieka. Bardziej i bardziej, a nawet, kiedy już wydaje się, że dalej się nie da, jesteś znowu jeden milimetr do przodu.
Taniec jest piękny, gdy po tych tysięcznych wręcz próbach, po litrach wylanego potu i krwi, i łez, w końcu, w konńcu ci coś wychodzi. Kiedy jesteś najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem i przez ułamek sekundy czujesz, że jesteś już nie tylko potencjalną tancerką, nie. Jesteś najprawdziwszą artystką.
A potem wydaje ci się, że to za mało. I potem zaczynasz wszystko od nowa: pot, krew i łzy, i nawet kiedy otrzesz się już o doskonałość, ciągle chcesz tylko bardziej, bardziej i bardziej. Nawet kiedy jest już najbardziej.
Kocham taniec za to, że czasem nie wychodzi. Kiedy myślisz, że się nie nadajesz, że masz krótkie mięśnie i zero warunków.
Do tego jeszcze występy. Kiedy widzisz te tysiące głów i wydaje ci się, że ich szeregi się nie końćzą, ciągną w nieskończoność. Kiedy widzisz czerwone lampki aparatów i kamer na czernym tle widzów i masz wrażenie, że to gwiazdy na ciemnym niebie.
A potem już nic z tego nie widzisz. W ogóle nie widzisz. Jesteś tylko ty: twoje ciało, umysł i dusza. I te momenty na scenie, kiedy wdaje ci się, że jesteś tylko ty na całym świecie, że wszyscy inni wyparowali w dziwny sposób, a ty jedyna akurat zostałaś - to są momenty bezcenne.
I nagle z tego wszystkiego budzi cię głośno stukanie, a właściwie plaskanie. I dopiero kiedy jesteś już za kulisami, zaczynasz rozumieć, że to były oklaski. I w jakiejś części były przeznaczone tylko dla ciebie.
A potem achy i ochy, było tak wspaniale i pięknie, a ty nawet nic z tego nie rozumiesz, te słowo do ciebie nie docierają, bo jesteś w jakimś dziwnym transie, ponieważ zaczynasz zdawać sobie sprawę, że krótkie chwile na scenie już się skończyło i musisz powrócić do zwykłego toku dnia - do potu, krwi i łez.
I jesteś z tego powodu szczęśliwa.
Bo kochasz każdy etap tego procesu.
-
nasz-szkodnik
- Posty: 1
- Rejestracja: pt lut 04, 2011 6:28 pm
-
Shecharchoret
- Posty: 198
- Rejestracja: wt lip 06, 2010 5:52 pm
Balet to dla mnie drugie życie. Gdy tańczę o niczym nie myślę, tylko o tym co robię teraz. Jest najważniejszy. Kiedy coś się stanie, np. dostanę 3 z historii to tańczę i swoimi ruchami wyrażam smutek, moja przyjaciółka źle mnie traktuje-pokazuję złość, spotykam się ze znajomymi-ujawnia się radość. To jakoś tak, jakby balet był moimi emocjami...
Taniec..balet jest dla mnie oderwaniem się od tej codzienności..monotonii. Często aby rozładować napięcie tańczę do końca sił które jeszcze w sobie mam.. Pozwala mi być sobą ale i też pomaga grać w niektórych tańcach kogoś innego..ukazuje mi różne zakątki mej duszy cechy charakteru,których jeszcze wcześniej nie znałam..