Mały chłopiec i taniec.... Dylematy rodzicielskie :)
-
tata_Milosza
- Posty: 3
- Rejestracja: wt wrz 08, 2009 8:17 pm
Bajaderka, Kasia G - dziękuję Wam za pomoc.
Tak właśnie zrobiłem - w Decathlonie udało się coś dopasować :smile:
Miłosza zapisałem do K.A.T. L'arte de la Dance. Mam nadzieję, że to dobry wybór (choć jest tam jedynym chłopcem)... Zastanawiałem się jeszcze nad szkółką Opery - ale ostatecznie została K.A.T.
Tak właśnie zrobiłem - w Decathlonie udało się coś dopasować :smile:
Miłosza zapisałem do K.A.T. L'arte de la Dance. Mam nadzieję, że to dobry wybór (choć jest tam jedynym chłopcem)... Zastanawiałem się jeszcze nad szkółką Opery - ale ostatecznie została K.A.T.
Mam podobny dylemat. Moja corka ma 7 lat. Nie chodzi tylko tanczy. W kinie nie wysiedzi spokojnie 90 minut, w operze na 'Jeziorze labedzim' nawet nie drgnie, tylko patrzy... Kocha balet, chodzi 2 razy w tygodniu na zajecia baletowe w domu kultury i pyta, czemu tak rzadko.
Probowalam zapisac ja na taniec nowoczesny, wydawalo mi sie, ze bardziej odpowiada jej temperamentowi. Ale nie. Tylko balet, piruety, marzenie o tancu na puentach (musze w kolko powtarzac, zeby nie stawala na czubkach palcow boso, ani w kapciach, ani w ogole, bo jest za mala na to - jak wyczytalam na forum - i jeszcze sobie krzywde zrobi).
Mam jeszcze ponad 2 lata na decyzje co do szkoly baletowej... ale juz sie boje. Boje sie, jak taka szkola wplywa na psychike dziecka - tyle czytam tutaj o rywalizacji, o tym, jak dziewczynki porownuja podbicie itp. Jak to wplywa na takie 10-letnie dziecko? Chcialabym dowiedziec sie od osob, ktore tancza od lat... jak to jest, tak na co dzien, w takiej szkole? Czy mozecie to jakos porownac z normalna podstawowka? Boje sie o samoocene mojej malej, ma z tym problemy i tak... a tam, jak sie domyslam, ciagla krytyka - ktora ma oczywiscie na celu doskonalenie, ale jednak, dla takich wrazliwcow moze to byc chyba niszczace? Bije sie z myslami... jesli ma isc do szkoly baletowej, to moze powinna isc na zajecia w ognisku przy tej szkole juz teraz?
Mam zreszta wiele innych watpliwosci - bo co, jesli jej sie odwidzi po roku czy dwoch, albo jesli w szkole stwierdza, ze z jakiegos wzgledu musi odejsc? Przeciez tam inne przedmioty sa w szczatkowej formie, z tego co czytalam, nie poradzi sobie potem pewnie w normalnej szkole... I co wtedy?
No i co ona bedzie robila w doroslym zyciu? Przeciez baletnice bardzo mlodo koncza kariere... wlasciwie wtedy, kiedy ich rowiesnicy koncza studia, i dopiero zaczynaja zycie zawodowe.
Boje sie determinowania drogi zyciowej w tym wieku. Ciesze sie bardzo, ze ma pasje, ze cos ja tak bardzo cieszy... a z drugiej strony, mam tyle watpliwosci. Ona na razie nie wie o istnieniu szkol baletowych - i ode mnie zalezy, czy sie dowie teraz, czy dopiero wtedy, kiedy bedzie dla niej za pozno...
Probowalam zapisac ja na taniec nowoczesny, wydawalo mi sie, ze bardziej odpowiada jej temperamentowi. Ale nie. Tylko balet, piruety, marzenie o tancu na puentach (musze w kolko powtarzac, zeby nie stawala na czubkach palcow boso, ani w kapciach, ani w ogole, bo jest za mala na to - jak wyczytalam na forum - i jeszcze sobie krzywde zrobi).
Mam jeszcze ponad 2 lata na decyzje co do szkoly baletowej... ale juz sie boje. Boje sie, jak taka szkola wplywa na psychike dziecka - tyle czytam tutaj o rywalizacji, o tym, jak dziewczynki porownuja podbicie itp. Jak to wplywa na takie 10-letnie dziecko? Chcialabym dowiedziec sie od osob, ktore tancza od lat... jak to jest, tak na co dzien, w takiej szkole? Czy mozecie to jakos porownac z normalna podstawowka? Boje sie o samoocene mojej malej, ma z tym problemy i tak... a tam, jak sie domyslam, ciagla krytyka - ktora ma oczywiscie na celu doskonalenie, ale jednak, dla takich wrazliwcow moze to byc chyba niszczace? Bije sie z myslami... jesli ma isc do szkoly baletowej, to moze powinna isc na zajecia w ognisku przy tej szkole juz teraz?
Mam zreszta wiele innych watpliwosci - bo co, jesli jej sie odwidzi po roku czy dwoch, albo jesli w szkole stwierdza, ze z jakiegos wzgledu musi odejsc? Przeciez tam inne przedmioty sa w szczatkowej formie, z tego co czytalam, nie poradzi sobie potem pewnie w normalnej szkole... I co wtedy?
No i co ona bedzie robila w doroslym zyciu? Przeciez baletnice bardzo mlodo koncza kariere... wlasciwie wtedy, kiedy ich rowiesnicy koncza studia, i dopiero zaczynaja zycie zawodowe.
Boje sie determinowania drogi zyciowej w tym wieku. Ciesze sie bardzo, ze ma pasje, ze cos ja tak bardzo cieszy... a z drugiej strony, mam tyle watpliwosci. Ona na razie nie wie o istnieniu szkol baletowych - i ode mnie zalezy, czy sie dowie teraz, czy dopiero wtedy, kiedy bedzie dla niej za pozno...
[quote:9c6f3acb89="krecica"]Boje sie, jak taka szkola wplywa na psychike dziecka - tyle czytam tutaj o rywalizacji, o tym, jak dziewczynki porownuja podbicie itp[/quote:9c6f3acb89]
pomyśl sobie, jak na psychikę dziecka (a później dorosłego człowieka) wpływa decyzja o nieposłaniu do szkoł baletowej, gdy wyraźnie widać, że jest zafascynowana baletem...
a normalnych szkołach też przecież jest rywalizacja, tylko nie o podbicie, a o inne rzeczy (oceny, ubrania, itp.).
Z tymi przedmiotami 'w szczątkowej formie' bym nie przesadzała - fakt, nie ma takich programów rozszerzonych, jak w zwykłych szkołach, ale bez przesady... Są osoby, które z różnych powodów zrezygnowały z nauki w szkole baletowej, i to w różnych klasach (zarówno na początku nauki, jak i np. po 6 klasie) i radza sobie w normalnych szkołach. Są osoby, które skończyły szkołę baletową, a nie kontynuują kariery tancerza, tylko zdały na 'normalne' studia, itp.
[quote:9c6f3acb89]Przeciez baletnice bardzo mlodo koncza kariere... wlasciwie wtedy, kiedy ich rowiesnicy koncza studia, i dopiero zaczynaja zycie zawodowe. [/quote:9c6f3acb89]
??
Studia kończy się w wieku 20-kilku lat, a tańczy się w balecie do 30-kilku, czasem do 40, a starsze tancerki mogą jeszcze odnaleźć się w innych technikach, choreografii, czy uczeniu.
pomyśl sobie, jak na psychikę dziecka (a później dorosłego człowieka) wpływa decyzja o nieposłaniu do szkoł baletowej, gdy wyraźnie widać, że jest zafascynowana baletem...
a normalnych szkołach też przecież jest rywalizacja, tylko nie o podbicie, a o inne rzeczy (oceny, ubrania, itp.).
Z tymi przedmiotami 'w szczątkowej formie' bym nie przesadzała - fakt, nie ma takich programów rozszerzonych, jak w zwykłych szkołach, ale bez przesady... Są osoby, które z różnych powodów zrezygnowały z nauki w szkole baletowej, i to w różnych klasach (zarówno na początku nauki, jak i np. po 6 klasie) i radza sobie w normalnych szkołach. Są osoby, które skończyły szkołę baletową, a nie kontynuują kariery tancerza, tylko zdały na 'normalne' studia, itp.
[quote:9c6f3acb89]Przeciez baletnice bardzo mlodo koncza kariere... wlasciwie wtedy, kiedy ich rowiesnicy koncza studia, i dopiero zaczynaja zycie zawodowe. [/quote:9c6f3acb89]
??
Studia kończy się w wieku 20-kilku lat, a tańczy się w balecie do 30-kilku, czasem do 40, a starsze tancerki mogą jeszcze odnaleźć się w innych technikach, choreografii, czy uczeniu.
Krecica z tą rywalizacją to też bym tak nie przesadzała. Zależy to od otoczenia i od panującej atmosfery w klasie. Co do nauczania zwykłych przedmiotów to wiem tylko jak jest w jednej z baletowych szkół (cały czas mam na myśli OSB) to poziom jest nawet nieco wyższy niż w zwykłych szkołach. Nauczyciele znają uczniów i przez 9 lat uczą ich bez zmian więc wiedzą na co kogo stać.
Ja odniosę się może to tej psychiki. Ja również byłam (i jestem) często uważana za osobę bardzo wrażliwą, jednak OSB dużo mi dała. Jestem pewna, że gdybym szła do normalnej szkoły nadal byłabym niezwykle wrażliwa, czasem nawet nerwowa, w cale tego niepotrzebnych sytuacjach. Dzisiaj właśnie o tym myślałam, jadąc tramwajem do teatru. Jest bardzo ciężko, pracuje się w szkole od rana do nocy (nieobce są zajęcia od 8 do 19.30 bez większych przerw), jednak to wszystko jest po coś. Taniec nauczył mnie cierpliwości i pokory, bo tego wymagają nauczyciele. Rywalizacja w klasie nie jest taka bolesna - jeśli samemu zrobi się coś, aby ulepszać ją, może nie być zła. Może być motywująca i dobra. Oczywiście każdy po skończeniu OSB, albo nawet po byciu tam 3 czy 6 lat coś innego wyniesie, może coś dobrego, a może coś nienajlepszego, jednak ta szkoła uczy wytrwałości. To jasne, że taka dziewięciolatka, gdy przyjdzie do szkoły nie ma od razu tyle zajęć, jednak z roku na rok jest ich coraz więcej i do tego są uczniowie przygotowywani. Moim zdaniem powinnaś spróbować rozwijać pasję córki, jeśli w OSB nie będzie tak dobrze jak miało być, zawsze można zrezygonować i np. pójść do innego gimnazjum czy liceum a później powiedzmy, na medycynę ;). Jeśli chodzi o same lekcje ogólnokształcące, to jeśli je się dobrze wykorzysta, można dużo zyskać, a przez to, że jest ciężko (ja teraz jestem zupełnie zawalona, bo patrzę na kalendarz a tam tyle sprawdzianów mam zapisanych, a jednocześnie przez cały weekend spektakle i próby. i kiedy się uczyć? a ja jestem dopiero w IV klasie!) nabiera się większej odpowiedzialności.
Ale oczywiście są nieprzyjemne sytuacje w szkołach baletowych. Nie powiem żeby było słodko. Ale jak się to kocha, to warto. OSB nie uczy tylko suchego tańca i zawiści (chociaż czasem i tak też bywa). Przemyśl decyzję, krecico, bo to bardzo ważne dla przyszłości Twojej córki.
Ale oczywiście są nieprzyjemne sytuacje w szkołach baletowych. Nie powiem żeby było słodko. Ale jak się to kocha, to warto. OSB nie uczy tylko suchego tańca i zawiści (chociaż czasem i tak też bywa). Przemyśl decyzję, krecico, bo to bardzo ważne dla przyszłości Twojej córki.
Raiso, bardzo mądry i dojrzały post. Widać, że wiesz, o czym piszesz.
Krecico - byłabym ostrożna z tym "determinowaniem". To, że wyślesz córkę do szkoły baletowej nie oznacza, że tam zostanie na zawsze. Jeżeli jej nie będzie odpowiadać taki tryb nauki czy atmosfera w szkole albo Ty zauważysz coś niepokojącego, zawsze będziecie mogły podjąć decyzję o powrocie do zwykłej podstawówki.
Nie chcę naciskać na Ciebie, ale dałabym jej spróbować ;) Jak napisałaś, macie jeszcze dwa lata na podjęcie decyzji. Spróbujcie w międzyczasie sprawdzić pasję Młodej w praktyce i pójść na zajęcia do dobrego ogniska lub szkoły tańca. Młoda zobaczy, czy to, co ją tak pociąga w teorii, jest równie fantastyczne w praktyce. Wtedy będziecie mogły myśleć o egzaminach do baletówki (a dobre zajęcia w ognisku będą świetną zaprawą do tego boju).
Krecico - byłabym ostrożna z tym "determinowaniem". To, że wyślesz córkę do szkoły baletowej nie oznacza, że tam zostanie na zawsze. Jeżeli jej nie będzie odpowiadać taki tryb nauki czy atmosfera w szkole albo Ty zauważysz coś niepokojącego, zawsze będziecie mogły podjąć decyzję o powrocie do zwykłej podstawówki.
Nie chcę naciskać na Ciebie, ale dałabym jej spróbować ;) Jak napisałaś, macie jeszcze dwa lata na podjęcie decyzji. Spróbujcie w międzyczasie sprawdzić pasję Młodej w praktyce i pójść na zajęcia do dobrego ogniska lub szkoły tańca. Młoda zobaczy, czy to, co ją tak pociąga w teorii, jest równie fantastyczne w praktyce. Wtedy będziecie mogły myśleć o egzaminach do baletówki (a dobre zajęcia w ognisku będą świetną zaprawą do tego boju).
Bardzo Wam dziekuje za wszystkie madre opinie, troche mnie uspokoiliscie i dodaliscie odwagi, zeby sprobowac... wyczytalam, ze w marcu sa dni otwarte w szkole baletowej - zabiore mala, pokaze jej to miejsce, zobaczymy, jak zareaguje. Poki co chodzi na balet w domu kultury, 2 razy w tygodniu po 45 minut i jest zachwycona, ale poziom chyba nie jest tam za wysoki, ot takie zajecia ruchowe... sprobuje w przyszlym roku szkolnym, jesli pasja jej nie minie, zapisac ja do jakiegos porzadnego ogniska, moze do tej szkolki dla dzieci przy szkole baletowej - tam juz powinno byc widac, czy ma do tego dryg, i czy jej zapal nie minie...
A w ogole to czy w Warszawie jest jakas prywatna szkola baletowa? Bo w tylu miastach dzialaja - a u nas tylko OSB, albo szkolki niedzielne w domach kultury? Nic po srodku, gdyby ktos chcial chodzic do szkoly normalnie, a codziennie popoludniu na balet, tak jak jest np. ze szkolami muzycznymi?
I jeszcze jedno mnie nurtuje: odchudzanie/ anoreksja/ bulimia w szkolach baletowych. Przyznam, ze troche mnie to przeraza. Czytam wypowiedzi dziewczyn na forum, ze rozmawiaja z kolezankami glownie o 'grubosci', czytam w ksiazkach (Northomb), jak sie uczennicom kosci lamia i mdleja na lekcjach co chwile, bo nie jedza, zeby nie utyc... Ja wiem, ze trzeba byc szczupla, ale jak to jest z tymi restrykcyjnymi dietami i zaburzeniami typu bulimia z Waszego punktu widzenia?
I jeszcze jedno mnie nurtuje: odchudzanie/ anoreksja/ bulimia w szkolach baletowych. Przyznam, ze troche mnie to przeraza. Czytam wypowiedzi dziewczyn na forum, ze rozmawiaja z kolezankami glownie o 'grubosci', czytam w ksiazkach (Northomb), jak sie uczennicom kosci lamia i mdleja na lekcjach co chwile, bo nie jedza, zeby nie utyc... Ja wiem, ze trzeba byc szczupla, ale jak to jest z tymi restrykcyjnymi dietami i zaburzeniami typu bulimia z Waszego punktu widzenia?