tancerz/tancerka - mąż/żona
Heh, właśnie, ciekawe, czy dzieci tancerzy często zostają tancerzami? :wink:
Gratulacje dla Pauli-koryfeja :)
@ Wojtek4p: wydaje mi sie, że wrażliwosc jest generalnie domeną ludzi zajmujących się sztuką, niezaleznie od tego, czy jest to taniec, rzeźba czy poezja.
Zgadzam się z sisi, że partner tancerza/tancerki musi podzielać entuzjazm swojej drugiej połówki do tańcowania :) Myślę, ze chyba tak samo jest z każdą pasją... :) Pewien bardzo mi bliski facet, oprócz tego, że lubił powtarzać, że rozciągnięte kobiety "strasznie kręcą facetów" (może Koledzy się wypowiedzą na ten temat? :wink: ), to przeżywał wraz ze mną, jak dostałam pointy z Opery i bardzo go rozbawiło to, że w ich czubkach jest gips. Opowiadał to potem jako anegdotę swoim znajomym ("a wiecie, kto ma gips w butach? Nie, nie na butach, tylko w butach"). Miło mi było :D
Gratulacje dla Pauli-koryfeja :)
@ Wojtek4p: wydaje mi sie, że wrażliwosc jest generalnie domeną ludzi zajmujących się sztuką, niezaleznie od tego, czy jest to taniec, rzeźba czy poezja.
Zgadzam się z sisi, że partner tancerza/tancerki musi podzielać entuzjazm swojej drugiej połówki do tańcowania :) Myślę, ze chyba tak samo jest z każdą pasją... :) Pewien bardzo mi bliski facet, oprócz tego, że lubił powtarzać, że rozciągnięte kobiety "strasznie kręcą facetów" (może Koledzy się wypowiedzą na ten temat? :wink: ), to przeżywał wraz ze mną, jak dostałam pointy z Opery i bardzo go rozbawiło to, że w ich czubkach jest gips. Opowiadał to potem jako anegdotę swoim znajomym ("a wiecie, kto ma gips w butach? Nie, nie na butach, tylko w butach"). Miło mi było :D
Witaj Czajori . Owszem zgodzę się z Tobą , że większość ludzi zajmujących się sztuką powiedzmy czy to jest taniec , muzyka , itp. itd. jest bardziej wraźliwa ale nie jest to na pewno regułą .
To wiem z żywego przykładu .
A jeżeli chodzi o kwestię , że rozciągnięte kobiety kręcą bardziej facetów .
To odpowiem tak : pewnie , że np . jak ktoś coś potrafi więcej od przeciętnego człowieka to potrafi tym innym zaimponować .
Ja osobiście jak patrzę na tancerkę to nie powiem , że nie zwracam na jej urodę jak mi się podoba , ale równierz zwracam uwagę na jej inne walory powiedzmy co przedstawia na scenie i jak dobrze to robi .
A jeżeli chodzi o gips w pointach to twoi koledzy użyli naprawdę zabawnego hasełka dobrze się uśmiałem . Ale śmiech to zdrowie i tak trzymać . :D . Pozdrawiam .
To wiem z żywego przykładu .
A jeżeli chodzi o kwestię , że rozciągnięte kobiety kręcą bardziej facetów .
To odpowiem tak : pewnie , że np . jak ktoś coś potrafi więcej od przeciętnego człowieka to potrafi tym innym zaimponować .
Ja osobiście jak patrzę na tancerkę to nie powiem , że nie zwracam na jej urodę jak mi się podoba , ale równierz zwracam uwagę na jej inne walory powiedzmy co przedstawia na scenie i jak dobrze to robi .
A jeżeli chodzi o gips w pointach to twoi koledzy użyli naprawdę zabawnego hasełka dobrze się uśmiałem . Ale śmiech to zdrowie i tak trzymać . :D . Pozdrawiam .
a propos zagadnień poruszanych w tym wątku:
istnieją książki -
Zofia Konaszkiewicz Tancerze polscy - wybrane problemy kształcenia i zawodu. Warszawa 1987, AMFC.
Zofia Konaszkiewicz Tancerze polscy - praca zawodowa w ich życiu. Warszawa 1994, AMFC.
opracowane na podstawie prac magisterskich studentów Pedagogiki Baletu. Zawieraja przytoczone wypowiedzi tancerzy na temat ich decyzji zawodowych i w życiu prywatnym, stosunku do szkoły baletowej, pracy w zespole, pierwszej pracy, czasu wolnego, posiadania dzieci. Polecam - to unikatowy materiał, nie wiem tylko czy sa one dostępne gdzie indziej niz w czytelni AM im. Chopina (no i zapewne w Bibliotece Narodowej)
istnieją książki -
Zofia Konaszkiewicz Tancerze polscy - wybrane problemy kształcenia i zawodu. Warszawa 1987, AMFC.
Zofia Konaszkiewicz Tancerze polscy - praca zawodowa w ich życiu. Warszawa 1994, AMFC.
opracowane na podstawie prac magisterskich studentów Pedagogiki Baletu. Zawieraja przytoczone wypowiedzi tancerzy na temat ich decyzji zawodowych i w życiu prywatnym, stosunku do szkoły baletowej, pracy w zespole, pierwszej pracy, czasu wolnego, posiadania dzieci. Polecam - to unikatowy materiał, nie wiem tylko czy sa one dostępne gdzie indziej niz w czytelni AM im. Chopina (no i zapewne w Bibliotece Narodowej)
[quote:8d0044ee99="Wojtek4p"]Wielkie dzięki dla Kasi G. za tytuły książek z , których możemy skorzystać no i oczywiście podziwiam Kasię G. za szybką reakcję w temacie i WIEDZĘ . :wink: .[/quote:8d0044ee99]
oj oj, naprawde nie ma za co :roll: - prof. Konaszkiewicz to moja promotorka, jakże mogłabym nie znac jej książek :wink:
oj oj, naprawde nie ma za co :roll: - prof. Konaszkiewicz to moja promotorka, jakże mogłabym nie znac jej książek :wink:
Ktoś tu powiedział, że nie-tancerz może nie zrozumieć specyfiki zawodu, że tancerz jako mężczyzna jest ciekawszy od nie-tancerza... Nie zgadzam się z ani jednym z tych twierdzeń!
Po pierwsze - nie musi być tancerzem, ani nawet innego rodzaju artystą, a może być wyrozumiały i przynajmniej starać się zrozumieć. Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale są przecież tacy, którzy nie interesują się ani tańcem, ani teatrem, ani sztuką w ogóle, ale nie robią żadnych wymówek w rodzaju 'po co Ci to', wręcz są w stanie zrozumieć, że pewne rzeczy wymagają poświęcenia i dyscypliny, i potrafią wspierać nawet jeśli sami nie uważaja tego za w najmniejszym stopniu ciekawe i użyteczne.
Po drugie, co to znaczy tancerz i -nie-tancerz? W czym niby ten pierwszy ma być lepszy od drugiego? Znam wielu ciekawych mężczyzn, którzy nie są tancerzami, a wiem, że mają zadatki na świtnych mężów ;)
Oczywiście, jest wiele małżeństw 'zawodowych', ale dotyczą one chyba prawie każdej profesji. Znacznie łatwiej tancerzowi jest poznać tancerkę, bo przy takim trybie pracy, jaki prowadzą, i na pewno łatwiej jest im się dogadac jeśli chodzi o sprawy zawodowe, aspiracje, doświadczenia.
Ale jest i druga strona medalu - problem może pojawić się, kiedy np. jedno zaczyna odnosić znacznie większe sukcesy niż drugie. Poza tym wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że 'dobrze, że mój mąż/żona nie jest tancerzem/aktorem/etc., bo nie wytrzymalibyśmy tego napięcia'. Bo każdy zawód artystyczny to przede wszystkim ogromne napięcie, frystracja, presja, czekanie, a wszystko to kumuluje się najczęściej przed premierą, lub w momencie jakiegoś kryzysu. Inna sprawa to taka, że takie małżeństwa mają najczęściej przyjaciół prawie wyłącznie ze 'środowiska', a wtedy to już zupełnie przechlapane ;)
Po pierwsze - nie musi być tancerzem, ani nawet innego rodzaju artystą, a może być wyrozumiały i przynajmniej starać się zrozumieć. Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale są przecież tacy, którzy nie interesują się ani tańcem, ani teatrem, ani sztuką w ogóle, ale nie robią żadnych wymówek w rodzaju 'po co Ci to', wręcz są w stanie zrozumieć, że pewne rzeczy wymagają poświęcenia i dyscypliny, i potrafią wspierać nawet jeśli sami nie uważaja tego za w najmniejszym stopniu ciekawe i użyteczne.
Po drugie, co to znaczy tancerz i -nie-tancerz? W czym niby ten pierwszy ma być lepszy od drugiego? Znam wielu ciekawych mężczyzn, którzy nie są tancerzami, a wiem, że mają zadatki na świtnych mężów ;)
Oczywiście, jest wiele małżeństw 'zawodowych', ale dotyczą one chyba prawie każdej profesji. Znacznie łatwiej tancerzowi jest poznać tancerkę, bo przy takim trybie pracy, jaki prowadzą, i na pewno łatwiej jest im się dogadac jeśli chodzi o sprawy zawodowe, aspiracje, doświadczenia.
Ale jest i druga strona medalu - problem może pojawić się, kiedy np. jedno zaczyna odnosić znacznie większe sukcesy niż drugie. Poza tym wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że 'dobrze, że mój mąż/żona nie jest tancerzem/aktorem/etc., bo nie wytrzymalibyśmy tego napięcia'. Bo każdy zawód artystyczny to przede wszystkim ogromne napięcie, frystracja, presja, czekanie, a wszystko to kumuluje się najczęściej przed premierą, lub w momencie jakiegoś kryzysu. Inna sprawa to taka, że takie małżeństwa mają najczęściej przyjaciół prawie wyłącznie ze 'środowiska', a wtedy to już zupełnie przechlapane ;)
Z małżeństwami artystów reprezentujących tę samą "branżę" bywa różnie... Z jednej strony partnerzy lepiej rozumieją specyfikę swojego zawodu i własne potrzeby, z drugiej zaś istnieje niebezpieczeństwo mnożenia tych samych problemów i przenoszenia pracy do domu. Znam też przypadki (rzadkie co prawda) cichej rywalizacji między współmałżonkami!
Osobiście nie wyobrażam sobie życia z pianistką.
Za to z tancerką... :) ... to już zupełnie inna sprawa... 8)
Osobiście nie wyobrażam sobie życia z pianistką.
Za to z tancerką... :) ... to już zupełnie inna sprawa... 8)
[quote:b08245f466="Joanna"] Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale są przecież tacy, którzy nie interesują się ani tańcem, ani teatrem, ani sztuką w ogóle, ale nie robią żadnych wymówek w rodzaju 'po co Ci to', wręcz są w stanie zrozumieć, że pewne rzeczy wymagają poświęcenia i dyscypliny, i potrafią wspierać nawet jeśli sami nie uważaja tego za w najmniejszym stopniu ciekawe i użyteczne.
Po drugie, co to znaczy tancerz i -nie-tancerz? W czym niby ten pierwszy ma być lepszy od drugiego? Znam wielu ciekawych mężczyzn, którzy nie są tancerzami, a wiem, że mają zadatki na świtnych mężów ;)[/quote:b08245f466]
Akceptacja i zrozumienie są najważniejsze - samo bycie tancerzem/tancerka nie oznacza szczęśliwszego małżeństwa czy związku. Przecież można uprawiać ten sam zawód, ale nie rozumieć drugiej osoby, zwłaszcza jeśli pojawia się rtwalizacja. Nie-tancerz może przecież tak samo dobrze rozumieć tancerkę i mieć zadatki na świetnego dla niej męża ;)
Lupusie, jesteś pianistą?
Po drugie, co to znaczy tancerz i -nie-tancerz? W czym niby ten pierwszy ma być lepszy od drugiego? Znam wielu ciekawych mężczyzn, którzy nie są tancerzami, a wiem, że mają zadatki na świtnych mężów ;)[/quote:b08245f466]
Akceptacja i zrozumienie są najważniejsze - samo bycie tancerzem/tancerka nie oznacza szczęśliwszego małżeństwa czy związku. Przecież można uprawiać ten sam zawód, ale nie rozumieć drugiej osoby, zwłaszcza jeśli pojawia się rtwalizacja. Nie-tancerz może przecież tak samo dobrze rozumieć tancerkę i mieć zadatki na świetnego dla niej męża ;)
Lupusie, jesteś pianistą?
[quote:4de41e311c="Rotbart"]Akceptacja i zrozumienie są najważniejsze - samo bycie tancerzem/tancerka nie oznacza szczęśliwszego małżeństwa czy związku. Przecież można uprawiać ten sam zawód, ale nie rozumieć drugiej osoby, zwłaszcza jeśli pojawia się rtwalizacja. Nie-tancerz może przecież tak samo dobrze rozumieć tancerkę i mieć zadatki na świetnego dla niej męża ;) [/quote:4de41e311c]
Miło mi, że się ze mną zgadzasz :)
Miło mi, że się ze mną zgadzasz :)