: śr paź 07, 2009 4:33 pm
Wprawdzie nie jest to nowość na dvd, ale na pewno warto o tym wspomnieć.
Obejrzałam sobie drugie nagranie "Jeziora" z Maryjskiego, nie to nowsze z Lopatkiną (które znam już od dawna), ale sfilmowaną w 1991 wersję z Makhaliną i Zelenskym i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie wiem, czy to sposób filmowania, inny montaż, inny kąt kamer, brak przerw na oklaski, czy - z innej beczki - inny wyraz tancerzy z począku lat 90., ale czułam się, jakbym oglądała zupełnie inny balet niż w przypadku nowszego nagrania. Prawie wszystko jest takie samo - kostiumy, dekoracje (w drugim akcie są inne), choreografia pewnie też, a jednak całość wydała mi się lepsza. Przede wszystkim cały spektakl nie był ciągiem popisów tanecznych - takie wrażenie miałam oglądając nowsze nagranie - każda scena była istotna, a całość dzięki temu bardziej spójna. Choćby pierwsza scena pierwszego aktu - pierwszy raz poczułam atmosferę beztroskiej zabawy księcia i przyjaciół w parku przy zamku. Albo drugi akt - gdy jest taniec księżniczek, nie jest to po prostu taniec - każda z nich chce oczarować księcia, a on, choć z nimi tańczy, myślami wyraźnie jest gdzie indziej. Poza tym - to się nazywa książę! Przyciąga uwagę zarówno tańcem, jak i grą, nie jest tylko partnerem Odetty/Odylii. Korsuntsev z wersji z Lopatkiną jest przy Zelenskym okropnie bezbarwny... Makhaliny i Lopatkiny porównywać nie będę - każda ma jednak inny styl tańca i każda jest wspaniała na swój sposób. Jednak na mnie większe wrażenie robi Makhalina - krucha, bezbronna i cierpiąca jako Odetta (zupełnie inna od dumnej królowej łabędzi w wykonaniu Lopatkiny; jednak pewnie to też kwestia wieku - Makhalina miała wtedy 23 lata, Lopatkina - 33). Jako Odylia z kolei była piękna i czarująca, ale w gruncie rzeczy nie musiała uwodzić Zygfryda - on od razu zobaczył w niej swoją ukochaną Odettę, ona zaś zdawała się śmiać z jego naiwności.
I po raz kolejny zastanawiam się - niestety nikt nie podjął dyskusji o tym w odpowiednim temacie
- czy gimnastyczne umiejętności są naprawdę potrzebne w balecie. Nie zauważyłam u żadnej tancerek ani nogi przy uchu, ani innych przesadnych umiejętności, przez co spektakl ani trochę nie traci w konfrontacji z nowszym nagraniem. A pod względem artystycznym stoi moim zdaniem znacznie wyżej.
Obejrzałam sobie drugie nagranie "Jeziora" z Maryjskiego, nie to nowsze z Lopatkiną (które znam już od dawna), ale sfilmowaną w 1991 wersję z Makhaliną i Zelenskym i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie wiem, czy to sposób filmowania, inny montaż, inny kąt kamer, brak przerw na oklaski, czy - z innej beczki - inny wyraz tancerzy z począku lat 90., ale czułam się, jakbym oglądała zupełnie inny balet niż w przypadku nowszego nagrania. Prawie wszystko jest takie samo - kostiumy, dekoracje (w drugim akcie są inne), choreografia pewnie też, a jednak całość wydała mi się lepsza. Przede wszystkim cały spektakl nie był ciągiem popisów tanecznych - takie wrażenie miałam oglądając nowsze nagranie - każda scena była istotna, a całość dzięki temu bardziej spójna. Choćby pierwsza scena pierwszego aktu - pierwszy raz poczułam atmosferę beztroskiej zabawy księcia i przyjaciół w parku przy zamku. Albo drugi akt - gdy jest taniec księżniczek, nie jest to po prostu taniec - każda z nich chce oczarować księcia, a on, choć z nimi tańczy, myślami wyraźnie jest gdzie indziej. Poza tym - to się nazywa książę! Przyciąga uwagę zarówno tańcem, jak i grą, nie jest tylko partnerem Odetty/Odylii. Korsuntsev z wersji z Lopatkiną jest przy Zelenskym okropnie bezbarwny... Makhaliny i Lopatkiny porównywać nie będę - każda ma jednak inny styl tańca i każda jest wspaniała na swój sposób. Jednak na mnie większe wrażenie robi Makhalina - krucha, bezbronna i cierpiąca jako Odetta (zupełnie inna od dumnej królowej łabędzi w wykonaniu Lopatkiny; jednak pewnie to też kwestia wieku - Makhalina miała wtedy 23 lata, Lopatkina - 33). Jako Odylia z kolei była piękna i czarująca, ale w gruncie rzeczy nie musiała uwodzić Zygfryda - on od razu zobaczył w niej swoją ukochaną Odettę, ona zaś zdawała się śmiać z jego naiwności.
I po raz kolejny zastanawiam się - niestety nikt nie podjął dyskusji o tym w odpowiednim temacie