Strona 3 z 3

: śr cze 20, 2007 9:22 am
autor: groteska
Mysle, ze do linkow, ktorte podala Tatusiowi Kasia:)) moge dolaczyc jeszcze ten: http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=1745&highlight=jak+postrzegaja+was ("jak was postrzegaja ludzie nietanczacy?").
Oczywiscie prosze nie traktowac tych postow jako zniechete do baletu, bo jjakis ledwie kojarzacy czym jest balet czlowiek powiedzial cos nieprzyjemnego pasjonatce klasyki. Z ta niewiedza niektorych trzeba sie raczej pogodzic, bo nie zawsze jest sens sie tlumaczyc (i tu popieram to, co Joanna napisala na temat tego, ze "przed obcymi szkoda jezyka strzepic [...]". Bo czasem na prawde nie warto. I tak nie robi sie tego dla nich i to nie im na to przynosic radosc, spelnienie i co tam sie jeszcze chce. To sie robi dla siebie!).
Ten link moze pomoc choc troche nas zrozumiec :)

Podsumowując nieco ...

: ndz cze 24, 2007 4:38 pm
autor: Torin
Witam miłe (te przemiłe i niemiłe również :)) Panie i Panów.

Parę dni temu zacząłem ten dość poboczny dla głównej tematyki forum wątek, a dziś już nieco bogatszy w "wiedzę" obserwację i przemyślenia chcę go zakończyć krótkim (ciekawe czy mi sie uda) podsumowaniem :)
Baaardzo dziękuje wszystkim, którzy starali sie mnie naprowadzić - tak na prawdę na trop właściwych pytań jakie muszę sobie zadać i na jakie muszę szukać odpowiedzi.
Pisząc pierwszego posta na tym forum chciałem sie po prostu głośno zastanowić nad pytaniem czy "fajnie" być tancerzem/baletnicą i czy warto poświęcić sporo siebie aby odnaleźć inny wymiar swojego ja a może nawet JA.
Będąc tata stworka który chce/któremu się wydaje że chce być baletnicą (nie mając oczywiście o tym żadnego pojęcia) to istotne pytanie.
Motywować - czy zniechęcać, jedynka i zero dość istotna różnica. Czas podsumowania roku (w tym wypadku szkolnego) sprzyja takim pytaniom :).
Ostatnie parę dni spędziłem sporo czasu na tym forum, wertując jutuba videogoogle, wikipedię itd itd.
Główna obserwacja jest taka, że z większości tematów pachnie pasją pozytywną energią i radością no wierzyć sie nie chce ;). A to pewnie dla tego, że te zołzy co budzą sie rano z myślą - o Boże znów muszę tańczyć ta ch....ną Odettę, no cóż trudno z czegoś żyć trzeba. Nie pisują na forum :D[/sizee5]
Dużo łatwiej zadaje sobie teraz pytania i powoli umiem sobie na nie odpowiadać. Pytanie główne czy motywować czy zniechęcać odpowiedź ma już zdecydowanie pozytywną. I ta odpowiedź jest już w miarę dobrze umocowana w obserwacjach i argumentach.
Parę rzeczy tylko już na koniec poruszę - nie do końca zgadzam się że "przed obcymi szkoda języka strzępić" (czemu ja qurcze polemizuje głównie z jedna Panią - no nie wiem :))[/sizee5] Uważam, że czasem kilka słów powiedzianych z sensem rozsądnemu ludziowi jest w stanie przynajmniej jakąś klapkę w głowie otworzyć - a to już coś. Stereotypu rządzą obecnie swiatem - ale to nie powód aby nie probować tego zmienić. Czasem pomaga dystans - nawet do własnych wypowiedzi ;)
Druga wypowiedź (groteski) z która nie całkiem sie zgadzam można streścić w sformułowaniu, ze tańczymy głownie dla siebie - eee tam myślę jednak że widz jest ważny a może nawet całkiem ważny. Te oklaski bukiety rafaello :) Chyba warto czasem kogoś uświadomić coby przyszedł oglądnął i wsiąknął :)
Tu zaczyna sie już inny temat - którego raczej nie po drążę, mam wrażenie że to nie to forum (inna sprawa, że innego nie znalazłem). Sam powoli zaczynam "wsiąkać w oglądanie" baletu. Dwa przedstawienia zobaczone na żywo całkowicie odwróciły moje spojrzenie na balet. I jak nie wierzyć ze cuda sie zdarzają :)

I tym optymistycznym akcentem wypada zakończyć (i tak chyba mojego posta nie da się sklasyfikować jako krótki)[/sizee5]

Pozdrawiam
I do zobaczenia na scenie (znaczy sie ja was zobaczę)
Torin

: pn cze 25, 2007 12:03 am
autor: Joanna
Forum jest o balecie ogólnie, w każdej postaci, i z każdej pozycji - wykonawcy, pasjonata, amatora, widza, każdego.
Różne punkty widzenia baletu są tutaj mile widziane (o ile oczywiście nie urażają nikogo, ale nie przypominam sobie specjalnie takich sytuacji).

Co do tańczenia 'dla siebie' - wydaje mi się to bardzo ważne, aby właśnie samemu umieć czerpać z tego radość. Oczywiście, tańczy się dla widza, tylko z pozycji osoby tańczącej często poza brawami (które często dostaje ogólnie po prostu zespół), niewiele jest tych interakcji z widownią (a kiedy,ś jeszcze były czasy w teatrach, że kategorycznie wychodziło się tylko innymi drzwiami, itp. ;) ), dlatego warto mieć samemu, swoje wewnętrzne przekonanie o tym, że to co się robi, jest wartościowe :)

Re: Podsumowując nieco ...

: pn cze 25, 2007 12:21 am
autor: M.
[quotef5="Torin"] Sam powoli zaczynam "wsiąkać w oglądanie" baletu. Dwa przedstawienia zobaczone na żywo całkowicie odwróciły moje spojrzenie na balet. I jak nie wierzyć ze cuda sie zdarzają :)[/quotef5]

Czytając Pana dotychczasowe wypowiedzi, zaobserwowałam, że prezentuje Pan już wszystkie znane objawy zarażenia wirusem [if5]baletomaniakus non-pospolitus[/if5]. Musze ostrzec, że choroba ta często ma przebieg fatalny a objawy niezwykle szybko postępują ogarniając cały oraganizm, serce i duszę. Teraz gdy odwróciło się Pańskie spojrzenie, odwróci się również całe życie by krążyć wokół tylko jednego tematu... jednym słowem - witamy wśród baletowych świrów :wink: bo z tym tańcem to naprawdę jest jakieś szaleństwo, które tym bardziej nas ogarnia im bardziej próbujemy się przed nim bronić :twisted:

: wt cze 26, 2007 9:21 pm
autor: Wojtek4p
Witaj M. Bardzo mi się spodobały sformułowania jakie zostały użyte przez Ciebie w odpowiedzi dla Torina, uśmiałem się co nie miara. :D .
Równierz się zgadzam z opinią iż miło jest powitać w gronie pozytywnie zakręconych, kolejnego baletowego-świrka :) :wink: , i oby ich nam przybywało bo takich uczulonych na prawdziwą sztukę to jest ich niewielu. :) :) :) .

Pozdrowionka dla baleto-maniaków. :wink:

: ndz lis 25, 2007 5:55 pm
autor: Minarei
W moim przypadku miłość do baletu zapoczątkowała moja mama. Kiedy miałam 7 lat, postanowiła zapisać mnie gdzieś na jakieś tańce, żebym miała prosty kręgosłup, no i trochę zabawy ;-) Ja jakoś nie miałam nic przeciwko temu. Coś tam kojarzyłam balet z różowymi spódniczkami, falbankami, skoczkami, rękami w pozycji 3 itepe ;) Tak też zapisałam się na ul. Łobzowską ( do szkoły baletowej Fundacji Edukacji Artystycznej ;)). Potem zmieniła się siedziba na Łąkową i trwam tam do dzisiaj. Z każdym rokiem, podobało mi się coraz bardziej. Na początku tańczyłam trochę dla zabawy, moze z przymusu ? W każdym razie, nie wykazywałam się większym talentem. Kiedy pewnego dnia okropnie wkurzyłyśmy panią, kazała nam siąść i "przemyśleć swoje zachowanie" ( xD). Wtedy też postanowiłam się wziąść za siebie i naprawde zacząć tańczyć. To była chyba jedyna obietnica, której dotrzymałam ;)

P.s Co do myszek- były świetne :)