Dylematy ojca .....

Wszelkie sprawy szkolne, np. jak dostać się do szkoły baletowej, wiek, wymagania, adresy nowych szkół, sukcesy, zmartwienia, egzaminy, codzienna szkolna rutyna, edukacja małych dzieci, balet dla dorosłych, studia wyzsze;
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Dylematy ojca .....

Post autor: Torin »

Witam

W pierwszych słowach mojego listu uprzejmie proszę o odłożenie kawy (szczególnie parzonej), wina (szczególnie czerwonego), oraz innych napojów mogących pobrudzić ubranie tudzież klawiaturę :)
Pisze laikkkkkkkkkkkkk - który jeszcze rok temu jak by sie dowiedział, że się zaloguje na forum balet.pl to by kółko na czole nakreślił.

Dobra przejdźmy do ad remu.
Córka moja kochana minionego września zaczęła chodzić do szkoły, a na początku roku pojawił się w niej (znaczy w szkole) desant ze Szkoły Baletowej z ul. Łąkowej 31 zachwalając balet itp itd.
I o dziwo znalazło się tyle chętnych, że w szkole otwarto coś na kształt fili tejże szkoły. Całe dwie grupy małych stworków się uzbierało w tym i moja mała dziewuszka. W naiwności (oraz niewiedzy) swojej myślałem sobie tak a pochodzi z rok dwa czegoś sie nauczy, porusza się, dyscypliny jakiejś nabierze - będzie dobrze :)
Na a tu proszę, zaskoczenie jest lepiej - albo gorzej :)
Dziewuszkę moją wciągało na amen - dość szybko rytm tygodnia płynął od baletu do baletu. Wielka tu zasługa pani Karoliny która sama młodziutka potrafi dzieciaki zachęcić do ćwiczeń i pokazać im że to jest nie tylko fajne ale i piękne :)
I tu zacząłem myśleć, szukać w internecie itp :D
No i wyszło mi, że z tym baletem to nie ma tak prosto :) 12 lat nauki minimum i w zasadzie tylko dla własnej przyjemności. Bo jak rozumiem takie szkoły to po prostu dla amatorów ("zawodowe" to są OSB jak rozumiem).
I tu rodzą sie mi pytania które skłoniły mnie do napisania tego jak widzę już za długiego posta.
Moja córa jak każda "baletnica" w jej wieku jest na razie jest na etapie fascynacji strojami, puentami (jak Pani im pokazała na sali jak sie tańczy w puenach to ze dwa dni o niczym innym mówiła) itp itd.
Wiadomo że tego typu fascynacja przechodzi (he he chyba ...) i następuje bardziej "konkretne" zainteresowanie się baletem czy też tańcem w ogólności.
Napiszcie mi proszę jak to jest jak taki proces przebiegał u was (wiadomo, że u każdego ludzia inaczej) kiedy wyczułyście że balet to jest to co chcecie robić.
Zastanawiam się po prostu dość przewrotnie i skrótowo pisząc czy nie zrobiłem sobie i jej niedźwiedziej przysługi zapisując ją na ten balet ;)
Jakieś tam predyspozycje do baletu ma - rozciągnięcie przychodzi jej łatwiej niż innych dzieciakom na grupie (to po mnie, szpagat turecki jeszcze do niedawna trzaskałem ;) ) , wyczucie rytmu występuje u niej też :D Ale i pazurki są i niezbyt poukładany charakterek już w niej widać.
Ostatnio występowały na końcoworocznym koncercie w NCK-u (myszom była) i widzę że sie jej to podoba. Ale sam mam wątpliwości - warto się "męczyć nie wiadomo po co" ??
Spróbujcie mnie przekonać, że warto - jest fajne - albo i coś innego - ciągnąć to przez nie wiadomo ile z nie wiadomo jakim efektem :)

Howgh
Torin
p.s.
sorry za dłuuuuugiego posta ale mnie dziś na takie przemyślenia naszło :)
gonia
Posty: 1705
Rejestracja: ndz paź 30, 2005 6:50 pm

Post autor: gonia »

jeśli chciałaby chodzić na balet rekreacyjnie, nie wiążąc z tym przyszłości, to mimo wswzystko polecam! będzie się inaczej ruszała, będzie rozciągnięta itd. itp., będzie miała koordynację ruchową, grację i wdzięk [hehe... co prawda u mnie tego nie ma, chociaż jak porównam się z nietańczącymi koleżankami...]

inna sprawa, gdy będzie chciała pójść do OSB, ale to może na ten temat niech wypowiedzą się tamtejsi uczniowie.
przyjaciolka
Posty: 157
Rejestracja: sob kwie 07, 2007 5:38 pm

Post autor: przyjaciolka »

A ja odnoszę wrażenie,Drogi Ojcze ;) że z jednej strony niby prosisz o opinię tutejszych forumowiczów,ale z drugiej wyczuwam w Tobie niechęć do baletu - "przekonajcie mnie,że...". Ja na pewno kibicowałabym córce,dużo z nią rozmawiała - należy pozwalać dziecku rozwijać pasje,bo nie ma nic gorszego niż odciąganie go od tego,co kocha - kończy się to albo wieczną frustracją i przegranym,niespełnionym życiem albo powrotem po wielu latach do owej pasji,gdy jest już dużo trudniej,bo to już nie te lata i zupełnie inne możliwości,masa ludzi lepszych...To jej życie,to ona poniesie konsekwencje obranej ścieżki,dlatego nie dopuść do tego,by realizowały się Twoje marzenia,że np.córeczka ma być prawnikiem a już nigdy artystką,bo to taki niepewny zawód..to ona ma być szczęśliwa :) człowiek robiący coś z pasją,dający z siebie wszystko daleko dalej zachodzi od tego,który jest gdzieś z przypadku...
Nie wiem ile mała ma lat,ale rozważ przerzucenie jej do OSB (jeżeli ma predyspozycje i nie ma przeszkód zdrowotnych) albo...(co też jest bardzo dobrym wyjściem,gdyby nie mogła uczyć się w szkole baletowej z jakichkolwiek względów a ma słuch muzyczny i chciałaby w tę stronę iść) - zapiszcie ją do szkoły muzycznej I stopnia :) Tylko tutaj też trzeba najpierw pójść do jakiegoś nauczyciela muzyki,sprawdzić jej słuch,niech weźmie wtedy kilka lekcji...i się zobaczy ;) wiem wiem,byłbyś bardziej zadowolny ze SM niż OSB,ale naprawdę to nie Ty decyduj,ale postaraj się jej słuchać...nie martwić na zapas. Jeżeli naprawdę kocha balet i nie ma żadnych przeciwskazań,niech to robi :) na pewno będzie potrzebowała Waszego wsparcia,bo to ogromnie ciężka praca,to nie tylko zadowolenie,ale też krew i łzy...ale piękno często jest okupione ogromnym wysiłkiem ;) A jeżeli jej organizm jest raczej słaby bądź nie zakwalifikują jej do OSB,to SM jest o tyle świetnym rozwiązaniem,że wciąż będzie blisko muzyki :) Wiem po sobie - nie mogłam myśleć o balecie ze względów zdrowotnych a nauka gry na instrumencie była dla mnie ogromną frajdą,takim moim światem ;) a do tańca teraz wróciłam...choć zdaję sobie sprawę,że gdybym zajęła się tym jako dziecko na poważnie,byłabym teraz pewnie gdzieś indziej ;)

Życzę Wam powodzenia.
Pozdrawiam serdecznie.
karolinkaaa
Posty: 276
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:53 am

Post autor: karolinkaaa »

Drogi Ojcze,
taniec klasyczny to coś przewspaniałego,ludzie,którzy związani są z tańcem,żyją w zupełnie innym świecie.Jeżeli w tym wieku zainteresowała się nim chodź trochę,to oczywiście,niech chodzi na te zajęcia.
A co do :"męczyć nie wiadomo po co" ?? "-normalnie paruje ze mnie :roll: Jak to po co?Wybacz,ale nie skomentuje tego.Gdy połknie azyla,dopiero przekonasz się po co to.

Pozdrawiam.
aankaa_baletnica=)
Posty: 1514
Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm

Post autor: aankaa_baletnica=) »

U mnie było tak:
Zaczęłam chodzić na balet kiedy miałam 4 lata (też na Łąkową, a dokładniej filię Łąkowej). Jakoś 4 lata tam chodziłam... potem okazało się, że likwidują filię i trzeba jeździć dużo dalej... do siedziby szkoły - na Łąkową. Mama wtedy chciała mi znaleźć jakieś inne zajęcia... taniec ludowy, jakieś inne zajęcia tanecznie... dużo było pomysłów. No, ale ja już wtedy jako chyba 8-letnia dziewczynka wiedziałam, że chcę chodzić do szkoły baletowej i tańczyć. No i jeździłam kolejne chyba 4 lata (czy 5) na Łąkową. Okazało się, że wcześniej była zabawa w balet. Zaczęłyśmy ćwiczyć przy drążku, cała lekcja itp. Ale też mi się podobało... nawet chyba bardziej niż wcześniej. Kiedy byłam w 4 klasie podstawówki poszłyśmy do starszej klasy i zaczęła nas uczyć jeszcze inna pani. Tam zaczął się na prawdę prawdziwy balet. Ale też mi się zaczynało podobać coraz bardziej. Po roku zaczęłyśmy chodzić częściej... doszedł modern i rytmika, później jeszcze teoria. Zaczęłyśmy tańczyć na pointach, pojechałyśmy na kilka konkursów. Od 1,5 roku chodzę do Krakowskiego Centrum Baletowego i Tańca Współczesnego. Mamy jeszcze więcej zajęć niż w tamtym roku, jest ciężej, ale jest super. Tak więc u mnie jakoś zamiłowanie do tańca powstało samo z siebie... Do dziś tańczę i jeszcze tak szybko nie przestanę.

A czy warto... WARTO :D Taniec jest fajny, może kiedyś będzie chciała iść do osb, może coś osiągnie. A może będzie tańczyć dla przyjemności. Już moje poprzedniczki dużo napisały i sie z nimi zgadzam :D A co do szkoły muzycznej... To nie jest to samo... myślę, że jak nie osb to lepiej zostać w prywatnej szkole baletowej.

A układ myszek był jednym z najfajniejszych. Dzieci najwięcej tam robiły i takie to fajne było. Ten wielki ser na scenie :P
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

Ja na razie nie mam czasu się rozpisać(co niniejszym postaram się uczynić wieczorem ;) ), ale na razie podrzucę ci kilka linków, które powinny zainteresować osobę z takimi wątpliwościami ;)

[url=http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=1274&highlight=kocham+balet]Co najbardziej lubicie w balecie?[/url]

[url=http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=2231&highlight=kocham+balet]Dlaczego kochacie taniec?[/url]

[url=http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=2441&highlight=kocham+balet]Czy nie przeszło wam nigdy przez myśl, żeby odejść?[/url]

[url=http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=522&highlight=kocham+balet]Magia tańca[/url]

:) :) :) :)
Carmenn
Posty: 30
Rejestracja: sob sty 14, 2006 11:31 pm

Post autor: Carmenn »

Hehe, też widziałam układ myszek, chociaż nie cały i zza kulis. Cieszę się niesamowicie, że Karolina Kursa odnosi sukcesy nie tylko jako tancerka ale i nauczycielka :wink: . Ja rok temu miałam przyjemność tańczyć w jej układzie dyplomowym -grupowym.
Wg. moich obserwacji wszystkie "myszki" to dzieci kolo 5-6 lat, więc tyle gdzieś pewnie ma twoja córka. Jak może już sprawdziłeś naukę w OSB zaczyna się później, tak więc jakby co macie jeszcze sporo czasu aby zdecydować, czy zapisać córkę do takiej szkoły, czy zostawić w prywatnej szkole. Myślę, że przez te kilka lat, okaże się, czy córka naprawdę ma dobre warunki i czy jej fascynacja baletem nie była tylko krótkotrwała i własciwa dla co drugiej małej dziewczynki i nie przejdzie jej po jakim czasie :wink: .

Ja zaczęłam chodzić na balet później niż większość moich koleżanek, bo w wieku 8-9 lat. Zawsze raczej traktowałam to jako hobby i zabawę, gdyż moje zdolności nie były niestety nigdy za wielkie. Na początku chodziłam do filli SB przy Łąkowej (wtedy jeszcze przy Łobzowskiej), po kilku latach przeniosłam się do klasy w siedzibie szkoły. Z roku na rok kolejne osoby rezygnowały, po prostu traciły zainteresowanie, miały inne zajęcia, które były dla nich ważniejsze. Ja też praktycznie co roku myślałam, czy by się nie wypisać, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zostałam, taniec z roku na rok stawał się dla mnie coraz ważniejszy, wkładałam w to coraz więcej pracy.... I tak doszłam do VII klasy SB i nie wyobrażam sobie życia bez tańca :wink:.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote40]warto się "męczyć nie wiadomo po co"[/quote40]

Ostatnio jakas pani rozmawiajac ze mna stwierdzila "ze wlasciwie to mozna by pomyslec ze zawod artystyczny to takie nie wiadomo co" ( :roll: ).

Az cos sie robi, jak sie obserwuje takie podejscie.

Szkoda. Nie wiem, moze niektorzy nie rozumieja, jak mozna miec jakas pasje, i cokolwiek dzialac i podjac jakikolwiek wysilek, tak po prostu dla siebie. Czasem mam wrazenie, ze wiekszosc ludzi za normalne uwaza, ze najlpiej jest 'robic aby sie nie narobic', a jeszcze lepiej nie robic nic, a tych, ktorzy inaczej do tego podchodza, traktuje sie jak dziwakow. Troche to przykre, bo chyba powinno byc odwrotnie.

Moja odpowiedz: WARTO.
Nie bede wymieniala zadnych konkretnych korzysci, ktore oczywiscie sa, ale nie to jest najistotniejsze. Ale to, ze jest to pasja. Tyle. To nie potrzebuje zadnych dalszych tlumaczen.
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

[quote4f="przyjaciolka"]A ja odnoszę wrażenie,Drogi Ojcze ;) że z jednej strony niby prosisz o opinię tutejszych forumowiczów,ale z drugiej wyczuwam w Tobie niechęć do baletu - "przekonajcie mnie,że...". [/quote4f]

Witam Drogie Panie :wink:

No właśnie chodzi o to, że mnie się to zaczęło CHOLERNIE podobać !!!
I boję się, że by nie przesadzić w zachęcaniu - bo to nie jest miesięczny wyjazd, tylko droga która może trwać całe życie. A widziałem już przypadki dzieci które np chodziły na lekcje pianina bo tak chciała mama i kropka.
Jak już pisałem wcześniej jak Dorota zaczynała chodzić na balet był to dla mnie świat całkowicie obcy (tylko stereotypy - jakie, nie powiem bo jeszcze dokona sie lincz na forum :) ) teraz też jest - nawet bardziej ale przynajmniej wiem czego/o czym nie wiem :D
Pytania jakie zadałem były dość zaczepne :) specjalnie ! Nie mam siły przedzierać sie przez całe forum, (napisałyście tegooooooo duuużo :) ) więc nie ma to jak mała prowokacja.
Boziu kochana [b4f]chciałbym coby ona została baletnicą[/b4f], pot i łzy mnie nie przerażają doskonale wiem (w tym również po sobie) że nic nie dostaje sie za darmo, nie ma lekko i już.
A odsłaniając drugie dno mojego posta - to chcę jak najwięcej wchłonąć aury baletowej aby zrozumieć o co chodzi :)
Jestem informatykiem - który jest kompletnym antytalentem tanecznym (nad czym moja żonka ubolewa cały czas). A qurcze lubię wiedzieć/czuć w co pakuję swoją myszę.
[u4f]Niech sie nikomu nóż w kieszeni nie otwiera czytając - "męczyć nie wiadomo po co" to tylko prowokacja.[/u4f]
Chcę poczytać o waszych drogach, spojrzeniach, odczuciach baletowych.
Po prostu widzę, że to może być przygoda nie tylko na dwie pierwsze klasy szkoły - ale na duuużżżooo dłużej. A coś takiego warto poznać.
(I to wcale nie według zasady wroga trzeba poznać, aby skutecznie się przed nim bronić ;) )

Torin
p.s.
pisze qurcze i pisze robota leży a Dorota na balecie :)
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quotee2] "męczyć nie wiadomo po co" to tylko prowokacja.[/quotee2]

To prosze takich prowokacji nie uprawiac na tym forum.
I tak na co dzien trzeba wokolo wszystkim udowadniac, ze jednak ludzie zajmujacy sie sztuka potrafia - o dziwo - myslec, i ze moze to byc zawod jak kazdy inny (nawet lepszy, bo przynajmniej uprawiany z przyjemnoscia, pasja, mimo roznych trudnosci), a nie beztroskie skakanie sobie w koleczku. Wlasnie z braku swiadomosci i kontaktu ze sztuka/ kultura duzej czesci spoleczenstwa.

Bez przesady, nie zamierzam na forum [ue2]baletowym[/ue2] udowadniac nikomu, ze jednak taniec to moze byc cos wartosciowego i sensownego. Po to wchodze na forum baletowe, aby pisac z osobami, ktore podzielaja moje pasje, a nie na nowo udowadniac, ze 'jednak warto', i wcale nie jestem glupia, poswiecajac sie temu. Mozesz poczytac inne posty - po to bylo tyle pisane, zeby ktos to sobie mogl przeczytac, a wiesz mi ze bylo to skoro ciekawych rzeczy.


Moim zdaniem taniec, czy sztuka w ogole, to jedna z najpiekniejszych drog, jakie mozna sobie w zyciu wybrac. Nie mowie, ze najlatwiejsza, czy wdzieczna - wrecz przeciwnie. Ale bez watpienia piekna, wzbogacajaca i rozwijajaca czlowieka, i pozwalaja mu przezyc to zycie po prostu pelniej i ciekawiej.
Zreszta, zycie wcale nie musi byc latwe, to tylko taki wspolczesny wymysl. Liczy sie wytrwalosc i wysilek, o tym sie dzisiaj czesto zapomina, bo jest tendencja, zeby wszedzie isc na skroty. A praca (nad soba) i pokonywanie trudnosci i wlasnych slabosci daje naprawde duzo satysfakcji.
ODPOWIEDZ