W pierwszych słowach mojego listu uprzejmie proszę o odłożenie kawy (szczególnie parzonej), wina (szczególnie czerwonego), oraz innych napojów mogących pobrudzić ubranie tudzież klawiaturę
Pisze laikkkkkkkkkkkkk - który jeszcze rok temu jak by sie dowiedział, że się zaloguje na forum balet.pl to by kółko na czole nakreślił.
Dobra przejdźmy do ad remu.
Córka moja kochana minionego września zaczęła chodzić do szkoły, a na początku roku pojawił się w niej (znaczy w szkole) desant ze Szkoły Baletowej z ul. Łąkowej 31 zachwalając balet itp itd.
I o dziwo znalazło się tyle chętnych, że w szkole otwarto coś na kształt fili tejże szkoły. Całe dwie grupy małych stworków się uzbierało w tym i moja mała dziewuszka. W naiwności (oraz niewiedzy) swojej myślałem sobie tak a pochodzi z rok dwa czegoś sie nauczy, porusza się, dyscypliny jakiejś nabierze - będzie dobrze
Na a tu proszę, zaskoczenie jest lepiej - albo gorzej
Dziewuszkę moją wciągało na amen - dość szybko rytm tygodnia płynął od baletu do baletu. Wielka tu zasługa pani Karoliny która sama młodziutka potrafi dzieciaki zachęcić do ćwiczeń i pokazać im że to jest nie tylko fajne ale i piękne
I tu zacząłem myśleć, szukać w internecie itp
No i wyszło mi, że z tym baletem to nie ma tak prosto
I tu rodzą sie mi pytania które skłoniły mnie do napisania tego jak widzę już za długiego posta.
Moja córa jak każda "baletnica" w jej wieku jest na razie jest na etapie fascynacji strojami, puentami (jak Pani im pokazała na sali jak sie tańczy w puenach to ze dwa dni o niczym innym mówiła) itp itd.
Wiadomo że tego typu fascynacja przechodzi (he he chyba ...) i następuje bardziej "konkretne" zainteresowanie się baletem czy też tańcem w ogólności.
Napiszcie mi proszę jak to jest jak taki proces przebiegał u was (wiadomo, że u każdego ludzia inaczej) kiedy wyczułyście że balet to jest to co chcecie robić.
Zastanawiam się po prostu dość przewrotnie i skrótowo pisząc czy nie zrobiłem sobie i jej niedźwiedziej przysługi zapisując ją na ten balet
Jakieś tam predyspozycje do baletu ma - rozciągnięcie przychodzi jej łatwiej niż innych dzieciakom na grupie (to po mnie, szpagat turecki jeszcze do niedawna trzaskałem
Ostatnio występowały na końcoworocznym koncercie w NCK-u (myszom była) i widzę że sie jej to podoba. Ale sam mam wątpliwości - warto się "męczyć nie wiadomo po co" ??
Spróbujcie mnie przekonać, że warto - jest fajne - albo i coś innego - ciągnąć to przez nie wiadomo ile z nie wiadomo jakim efektem
Howgh
Torin
p.s.
sorry za dłuuuuugiego posta ale mnie dziś na takie przemyślenia naszło