Taniec przez całe życie?
Jeżlei ktoś zajmuje sie baletem ,,na poważnie", niewiele ma czasu na inne sprawy. Taka jest klasyka - albo calkowiecie sie oddajesz, albo figa z makiem. Chociaż zgadzam się z Tranquality, ze jest wiele innych rzeczy, którymi warto się zająć. Ale przypadku tancerzy wszystko mieści się w baletowym światku - życie towarzystkie i sprawy zawodowe, egzystencjalne. (ło, jakie trudne słowo :wink: )
hmm, Tranq, jeżeli dla kogos taniec jest sensem życia to znaczy że taniec mu daje wszechobecną radość, potrafi godzinami siedzieć na sali baletowej by ćwiczyć do znudzenia kolejne kroki, wie że chce to robić przez całe życie...
każdy kto kocha to co robi, powie że to jest jego sens życia, ale wątpię że nie może bez tego czegoś żyć (bo to już jest fanatyzm... :roll:)
każdy kto kocha to co robi, powie że to jest jego sens życia, ale wątpię że nie może bez tego czegoś żyć (bo to już jest fanatyzm... :roll:)
-
aankaa_baletnica=)
- Posty: 1514
- Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm
tylko tak się mówi... niektórzy muszą się pogodzić z odejściem od baletu/tańca na zawsze.
nie twierdzę że nie kochasz baletu na tyle mocno, ale myślę że sobie byś nie odebrała życia, gdybyś miała ogromne problemy zdrowotne.
rozumiem co do Anny Pawłowej, która wolała umrzeć niż przestać tańczyć (pleuritis - zapalenie opłucne), no ale ona już miała z 50 lat!! oddała tańcowi to co miała i co potrafiła oddać. oddała swoje życie tańcowi... wolała umrzeć niż nigdy więcej nie tańczyć. w sumie łatwo zrozumieć dlaczego - medycyna była wtedy bardzo słaba, więc i tak by było źle i tak by było nie dobrze... :(
z kolei Wacław Niżyński. człowiek był przecież "troche" niezrównoważony...
[url]http://www.niniwa2.cba.pl/nizynski.htm[/url]
(pozatym tak się czasem zastanawiam jak on trafił do tego psychiatryka...)
pewnie mnie zjecie po tym poście :P (dać serniczka na deser? ;))
nie twierdzę że nie kochasz baletu na tyle mocno, ale myślę że sobie byś nie odebrała życia, gdybyś miała ogromne problemy zdrowotne.
rozumiem co do Anny Pawłowej, która wolała umrzeć niż przestać tańczyć (pleuritis - zapalenie opłucne), no ale ona już miała z 50 lat!! oddała tańcowi to co miała i co potrafiła oddać. oddała swoje życie tańcowi... wolała umrzeć niż nigdy więcej nie tańczyć. w sumie łatwo zrozumieć dlaczego - medycyna była wtedy bardzo słaba, więc i tak by było źle i tak by było nie dobrze... :(
z kolei Wacław Niżyński. człowiek był przecież "troche" niezrównoważony...
[url]http://www.niniwa2.cba.pl/nizynski.htm[/url]
(pozatym tak się czasem zastanawiam jak on trafił do tego psychiatryka...)
pewnie mnie zjecie po tym poście :P (dać serniczka na deser? ;))
Taniec jest moim życiem, ale kocham też robić inne rzeczy. Balet jest ważny, ale ważniejsza od niego jest moja rodzina, jej zdrowie... oprócz baletu piszę opowiadania, wiersze, dużo czytam, uprawiam róznego rodzaju sporty... nie można się odgradzać barierą od wszystkiego, co nie jest związane z tańcem, bo to jest po prostu niedorzeczne. :roll:
Pozdrawiam
Pozdrawiam
-
.:Odylia:.
- Posty: 688
- Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm
ja balet bardzo kocham, ale on nie ma żadnej przyszłości w moim wypadku... ale kto się tym przejmuje ;) ? mam nadzieję, że zawsze będę go kochała, i że zawsze będę miała ochotę potańczyć... ale (tak jak pisała Marysia W ) też uważam, że od baletu ważniejsza jest rodzina- więc gdy będę musiała zrezygnować z baletu na rzecz rodziny- zrobię to. ale chyba do końca życia będę lubiła chociaż trochę potańczyć... bo takiej przygody jak balet się nie zapomina
U mnie balet zajmuje ogromną część w życiu, w sercu. Ja żyję baletem, ale nie można też przesadzać, przynajmniej ja tak uważam, wszystko powinniśmy robić w granicach rozsądku. Nie można żyć samym baletem, a nóż coś kiedyś nie wyjdzie, trafi się poważna kontuzja i trzeba przestać tańczyć, nie ma wyjścia. Zawsze wtedy trzeba mieć jakąś drugą drogę życia, którą wybierzemy sobie wcześniej, myślę, że musimy w jakiś sposób zabezpieczać sobie przyszłość.
Oczywiście- wiążę swoją przyszłość z baletem, chce robić coś w tym kierunku, chciałąbym tańczyć w jakimś teatrze, chociaż w corps de ballet..
Dla mnie balet jest czymś, przez co mogę wyrazić swoje uczucia, emocje... mogę wyrzucić z siebie żal, smutek, złość... i zawsze tym będzie.
Ale muszę się liczyć z tym, że kiedyś może mi się przydarzyć coś przykrego i nie bedę mogła tańczyć. Przeciez nie odbiorę sobie wtedy życia- ba, byłabym do tego zdolna, ale po co to robić? Przecież jeśli nie tańczymy możemy oglądać i podziwiać innych. To też jest piękne. A tego nam nikt nie odbierze.
Oczywiście- wiążę swoją przyszłość z baletem, chce robić coś w tym kierunku, chciałąbym tańczyć w jakimś teatrze, chociaż w corps de ballet..
Dla mnie balet jest czymś, przez co mogę wyrazić swoje uczucia, emocje... mogę wyrzucić z siebie żal, smutek, złość... i zawsze tym będzie.
Ale muszę się liczyć z tym, że kiedyś może mi się przydarzyć coś przykrego i nie bedę mogła tańczyć. Przeciez nie odbiorę sobie wtedy życia- ba, byłabym do tego zdolna, ale po co to robić? Przecież jeśli nie tańczymy możemy oglądać i podziwiać innych. To też jest piękne. A tego nam nikt nie odbierze.