Taniec przez całe życie?

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
Ewa
Posty: 57
Rejestracja: śr kwie 12, 2006 2:28 pm

Post autor: Ewa »

Jeżlei ktoś zajmuje sie baletem ,,na poważnie", niewiele ma czasu na inne sprawy. Taka jest klasyka - albo calkowiecie sie oddajesz, albo figa z makiem. Chociaż zgadzam się z Tranquality, ze jest wiele innych rzeczy, którymi warto się zająć. Ale przypadku tancerzy wszystko mieści się w baletowym światku - życie towarzystkie i sprawy zawodowe, egzystencjalne. (ło, jakie trudne słowo :wink: )
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

hmm, Tranq, jeżeli dla kogos taniec jest sensem życia to znaczy że taniec mu daje wszechobecną radość, potrafi godzinami siedzieć na sali baletowej by ćwiczyć do znudzenia kolejne kroki, wie że chce to robić przez całe życie...
każdy kto kocha to co robi, powie że to jest jego sens życia, ale wątpię że nie może bez tego czegoś żyć (bo to już jest fanatyzm... :roll:)
aankaa_baletnica=)
Posty: 1514
Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm

Post autor: aankaa_baletnica=) »

no nie wiem... ja nie potrafiłabym życ bez baletu... To byłoby straaaaaszne! Teraz nawet jak jest przerwa świąteczna i nie mamy zajęc to mnie czegoś brakuje... Tęsknie za baletem....
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

tylko tak się mówi... niektórzy muszą się pogodzić z odejściem od baletu/tańca na zawsze.
nie twierdzę że nie kochasz baletu na tyle mocno, ale myślę że sobie byś nie odebrała życia, gdybyś miała ogromne problemy zdrowotne.

rozumiem co do Anny Pawłowej, która wolała umrzeć niż przestać tańczyć (pleuritis - zapalenie opłucne), no ale ona już miała z 50 lat!! oddała tańcowi to co miała i co potrafiła oddać. oddała swoje życie tańcowi... wolała umrzeć niż nigdy więcej nie tańczyć. w sumie łatwo zrozumieć dlaczego - medycyna była wtedy bardzo słaba, więc i tak by było źle i tak by było nie dobrze... :(

z kolei Wacław Niżyński. człowiek był przecież "troche" niezrównoważony...
[url]http://www.niniwa2.cba.pl/nizynski.htm[/url]
(pozatym tak się czasem zastanawiam jak on trafił do tego psychiatryka...)

pewnie mnie zjecie po tym poście :P (dać serniczka na deser? ;))
Marysia W
Posty: 815
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 4:17 pm

Post autor: Marysia W »

Taniec jest moim życiem, ale kocham też robić inne rzeczy. Balet jest ważny, ale ważniejsza od niego jest moja rodzina, jej zdrowie... oprócz baletu piszę opowiadania, wiersze, dużo czytam, uprawiam róznego rodzaju sporty... nie można się odgradzać barierą od wszystkiego, co nie jest związane z tańcem, bo to jest po prostu niedorzeczne. :roll:
Pozdrawiam
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

ba. NIEMOŻLIWE.
małgo...
Posty: 166
Rejestracja: wt mar 07, 2006 10:10 pm

Post autor: małgo... »

...najwazniejsza jest miość....do tańca ,do innej osoby....tak więc sensem życia dla mnie jest to co kocham.....i kogo kocham
.:Odylia:.
Posty: 688
Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm

Post autor: .:Odylia:. »

dla mnie jest jedynym sensem...dlatego gdy go nie ma -nie ma mnie a raczej chciałabym żeby mnie nie było (interpretacja dowolna) :roll: :(
gonia
Posty: 1705
Rejestracja: ndz paź 30, 2005 6:50 pm

Post autor: gonia »

ja balet bardzo kocham, ale on nie ma żadnej przyszłości w moim wypadku... ale kto się tym przejmuje ;) ? mam nadzieję, że zawsze będę go kochała, i że zawsze będę miała ochotę potańczyć... ale (tak jak pisała Marysia W ) też uważam, że od baletu ważniejsza jest rodzina- więc gdy będę musiała zrezygnować z baletu na rzecz rodziny- zrobię to. ale chyba do końca życia będę lubiła chociaż trochę potańczyć... bo takiej przygody jak balet się nie zapomina
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

U mnie balet zajmuje ogromną część w życiu, w sercu. Ja żyję baletem, ale nie można też przesadzać, przynajmniej ja tak uważam, wszystko powinniśmy robić w granicach rozsądku. Nie można żyć samym baletem, a nóż coś kiedyś nie wyjdzie, trafi się poważna kontuzja i trzeba przestać tańczyć, nie ma wyjścia. Zawsze wtedy trzeba mieć jakąś drugą drogę życia, którą wybierzemy sobie wcześniej, myślę, że musimy w jakiś sposób zabezpieczać sobie przyszłość.

Oczywiście- wiążę swoją przyszłość z baletem, chce robić coś w tym kierunku, chciałąbym tańczyć w jakimś teatrze, chociaż w corps de ballet..
Dla mnie balet jest czymś, przez co mogę wyrazić swoje uczucia, emocje... mogę wyrzucić z siebie żal, smutek, złość... i zawsze tym będzie.
Ale muszę się liczyć z tym, że kiedyś może mi się przydarzyć coś przykrego i nie bedę mogła tańczyć. Przeciez nie odbiorę sobie wtedy życia- ba, byłabym do tego zdolna, ale po co to robić? Przecież jeśli nie tańczymy możemy oglądać i podziwiać innych. To też jest piękne. A tego nam nikt nie odbierze.
ODPOWIEDZ