Strona 3 z 4

: ndz sty 01, 2006 5:40 pm
autor: Marysia W
No a co ja mam powiedzieć?
Ja doszłam w drugiej klasie. :cry:

: ndz sty 01, 2006 10:25 pm
autor: Monia
Ja też nie doszłam na początku roku tylko w styczniu...ale na ogół moje pierwsze zajęcia wspominam nie naj gorzej :wink:

: ndz sty 01, 2006 10:52 pm
autor: Bajaderka
ja pamietam jak Monika weszła na sale i wchodzi nauczycielka, a monika: EJ,DOMA KTO TO JEST?? - z takim przerazeniem sie to pytala ze ja lałam chyba z 10 min. z niej!!

: ndz sty 01, 2006 10:56 pm
autor: Monia
Hehe...możliwe, ale ja tego nie pamiętam:P

: wt sty 24, 2006 2:21 pm
autor: raisa
Ja zaczęłam chodzić na zajęcia dość póżno w wieku 6 lat :cry:
Pamiętam na początku byłam wystraszona i nie wiedziałam
co robić. Na szczęscie wtedy byłam z siostrą i koleznkami (tylko
ja z tej grupy chodziłam do końca tych zajęć).

: śr sty 25, 2006 3:27 pm
autor: aankaa_baletnica=)
Raisa jak poszłaś na zajęcie w wieku 6 lat to to nie jest późno...

: śr sty 25, 2006 3:42 pm
autor: Kasia :))
zgadzam sie, ja np poszlam do zerowki w wieku 5 lat a teraz jestem najmlodsza... ;)

: sob sty 28, 2006 1:12 pm
autor: pianistka
Moja historia będzie się trochę różnić od wcześniej tu przedstawianych.

Niestety pierwsze zajęcia w ognisku baletowym w domu kultury to był jeden z dwóch moich epizodów baletowych w życiu. Jako dziecko ciągle tańczyłam. Mając 3 latka miałam juz za sobą występ publiczny - mieszkałam wtedy w Zielonej Górze. Podczas zakupów w domu towarowym, gdy mama była zajęta zakupami, ja słysząc muzykę z radia zaczęłam tańczyć a gdy zobaczyły to ekspedientki postawiły mnie na ladę i tak wyglądał mój debiut sceniczny :) Później, już w Krakowie zdarzało mi się zamykać samej w pokoju i godzinami tańczyć. Nie byłam zbyt kreatywnym dzieckiem - do dziś słyszę siebie jak mówię do mamy - "maaamo nuuuuudzi mi się ...." No więc mama chciała mi zorganizować jakoś czas. Od nauczycielki w przedszkolu wiedziała że bardzo ładnie śpiewam i szybko się uczę piosenek. Dlatego w wieku 6 lat zaprowadziła mnie do ogniska muzycznego. Tam niestety była jakaś starsza pani, której się bardzo wystraszyłam i nie odezwałam się do niej ani słowem. I niestety nie zostałam przyjęta bo nic nie zaśpiewałam i pani nie wiedziała czy mam dobry słuch. Rrrany jak ja potem ryczałam..... No i po roku mama stwierdziła że jestem już starsza i możemy znowu spróbowć. Poszłyśmy znów do tego domu kultury - na szczęście była inna, młoda pani i bez problemów mnie przyjęli. Ale udało mi się mamę jeszcze naciągnąć żeby zapisała mnie na balet. No i poszlam na pierwsze zajęcia. To było coś wspaniałego! Niewiele z nich pamiętam (na pewno uczyli nas robić "gwiazdę" :) ) ale pamiętam że byłam oczarowana! Niestety moje szczęście trwało tylko tą jedną godzinę :cry: Po wyjściu z sali, gdy moja mama zobaczyła mnie całą w rumieńcach i spoconą, powiedziała że to dla mnie za ciężkie, że jestem za słaba fizycznie (zawsze byłam bardzo chuda) i że i tak będę za wysoka do baletu (są jakieś limity czy wskazania w tym względzie?) . No i cóż moja rozpacz po tamtej decyzji trwa do dziś dnia. Mama stwierdziła że gra na fortepianie będzie dla mnie odpowiedniejsza - bez takiego wysiłku fizycznego. O jakże się wtedy myliła!!! Pewnie trudno Wam w to uwierzyć ale wysiłek pianisty podczas koncertu jest naprawdę ogromny! W jakimś artykule porównywali go nawet do wysiłku boksera podczas walki - no może to już jest trochę przerysowane ale naprawdę po zejściu ze sceny jestem wykończona. I fizycznie i psychicznie.
Po roku ogniska przeniosłam się do podstawowej szkoły muzycznej. Później poszłam do średniej szkoły muzycznej na rytmikę - no i tam był mój drugi kontakt z tańcem podczas zajęć z "techniki ruchu i tańca", które uwielbiałam. Ale w drugiej klasie przeniosłam się na główny fortepian i już do końca musiałam się mu poświęcić. O balecie jednak cały czas marzyłam - do dziś pamiętam jak z wypiekami oglądałam taki niemiecki serial "Ana balerina" (nawet uczyłam się na pamięć francuskich pojęć zupelnie nie wiedząc co one oznaczają :) ) Skończyłam średnią szkołę, potem akademię, teraz sama uczę w szkołach muzycznych. No i z przykrością stwierdzam że fortepian nie odwdzięczył mi się za tyle lat wyrzeczeń, pracy, wysiłku i łez...
Dlatego jak czytam Wasze wypowiedzi na temat szkół czy nauczycieli że uczą tak a nie inaczej to jest mi po prostu przykro. Bo ja nie miałam tej szansy żeby ktoś mnie uczył tańczyć - nawet źle...

: ndz lut 05, 2006 6:08 pm
autor: raisa
[quote:21c23b80d5="aankaa_baletnica=)"]Raisa jak poszłaś na zajęcie w wieku 6 lat to to nie jest późno...[/quote:21c23b80d5]
Wiem ale niektórzy rozpoczynają naukę w wieku 4 lat.