Strona 3 z 28
: wt lip 05, 2005 6:49 pm
autor: tancereczka19
O tak te starsze musicale są świetne. Zauważyłam że w tych starszych często jest wiecej stepu, niż w nowszych. Niekiedy w tych nowych nie ma go wcale. Co do musicali to lubię jeszcze Les Miserables i My Fair Lady. Właściwie to nie ma takiego musicalu którego nie lubie. Przynajmniej takiego nie widziałam :wink: . W musicalach jest coś porywającego... Ja zawsze bo obejrzeniu któregokolwiek z nich (a w szczególności Kotów, które uwielbiam :D ) dostaję takiego "kopa" :wink: do dalszej pracy nad moim tanczeniem śpiewaniem i wszystkim innym. Boże jak ja bym chciała się kiedyś znaleść w musicalu...
: pt lip 15, 2005 7:28 pm
autor: Tranquility
oj... uwielbiam... :D :D
bardzo lubię [i:a9e0445238][b:a9e0445238]"The Phantom of the Opera"[/b:a9e0445238][/i:a9e0445238]... niestety widziałem tylko filmową wersję i znam muzykę chyba na pamięć... no i słyszałem kilka utworów z tego musicalu w wykonaniu Jakuba i Marty z Palladium Stage.
poza tym [i:a9e0445238][b:a9e0445238]"Koty"[/b:a9e0445238][/i:a9e0445238]... w nich także jestem zakochany... zarówno w scenicznej wersji (TM ROMA) jak i tej broadwayowskiej (filmowej).
lubię także [i:a9e0445238][b:a9e0445238]"Jesus Christ Superstar"[/b:a9e0445238][/i:a9e0445238] (filmowa wersja) no i bardzo podobał mi się spektakl "Miss Saigon" TM ROMA.
[i:a9e0445238][b:a9e0445238]"Chicago"[/b:a9e0445238][/i:a9e0445238] - filmowa wersja - także bardzo fajne i ta jazzowa muzyka... :D :D
osobiście, nie uważam musicalu za jakąś komercję - dla mnie to forma sceniczna z charakterystycznymi elementami - śpiewem i tańcem - i ma on swoją rację bytu, jak najbasrdziej, a to, że ludzie lubią musicale i chodzą na nie do teatrów to chyba dobrze (przynajmniej na takich spektaklach bywają... ;) ) :roll:
: sob lip 23, 2005 12:23 pm
autor: Maciejka
A ja najbardziej w świecie kocham musical "Tańcząc w ciemnościach" z przecudowną Bjork w roli głównej. Fragment recenzji filmu z onet.pl:
"(...)Emigrantka z Czechosłowacji, Selma, pracuje w fabryce wespół z przyjaciółką, Cathy (Catherine Deneuve w małej rólce, pierwotnie przewidzianej dla Murzynki, zmienionej, bo ta wielka gwiazda bardzo chciała zagrać w filmie von Triera). Selma przeżywa dramat: ślepnie, a jej synek Gene, dotknięty tą samą chorobą wymaga kosztownej operacji. Bohaterka oszczędza w tym celu każdy dolar, co w języku psychologów nazywa się transferem: utrata wzroku przez matkę otworzy oczy synowi (można tu przypomnieć "Daj mi twe oczy" Sachy Guitry z 1943 r., gdzie niewidomy rzeźbiarz zwraca się z taką właśnie prośbą do swego modela).
Tymczasem sąsiad Selmy kradnie jej pieniądze na operację. Ona go zabija. Oskarżona, odmawia wzięcia obrońcy, bo chce zgromadzone na jej rzecz fundusze obrócić na operację. W trakcie rozprawy zmyśla, że miała ojca tancerza, co nie jest dla widza niespodzianką, gdyż od początku był świadkiem jej urzeczenia muzyką i tańcem: w rytm fabrycznej maszyny ćwiczyła kroki i gesty w ekstatycznych wybuchach radości. Parokrotnie przekształcało to melodramat w komedię muzyczną. Toteż i na sali sądowej udaje się Selmie skłonić świadków do zrytmizowanych ruchów tanecznych, co według schematów hollywoodzkich filmów "sądowych" kończy się uniewinnieniem. Ale Selma dostaje wyrok śmierci. Między mowami prokuratorskimi tanecznymi dystrakcjami mieszczańska sprawiedliwość czyni swoje, aż do sceny jakby żywcem wyjętej z szablonowych filmów o procesach: bohaterka czekająca na śmierć, tuż przed egzekucją dowiaduje się o możliwości rewizji procesu.
Łatwy schemat zostanie jednak przez von Triera odwrócony. Przez całą tę rapsodię w łachmanach reżyser - z ironią i czułością - wychwala i wykpiwa równocześnie owe uczucia szczęścia, jakie wywoływały niegdyś sobotnie wieczory w kinie na rogu. Kinie które wkrótce przestanie istnieć. A może już nie istnieje.
Bjo*rk, islandzka śpiewaczka, sama napisała i sama wykonuje na ekranie śpiewne elegie i urocze piosenki. Nadała Selmie znamiona wspaniałej prawdy. Emanuje uczuciem jasnością, inteligencji, ma w sobie magię - na podobieństwo tych zuchwałych figlarzy z bajek islandzkich, które towarzyszyły jej dzieciństwu. I które z przyjemnością rekonstruuje dla nas w brawurowych scenach, rozsadzających ramy gatunkowego schematu."
Naparwdę, genialny film. Ach...
: sob lip 23, 2005 12:36 pm
autor: Nefretete
Hhmm, właśnie stwierdziłam, że nie bardzo wiem, kiedy mówić o filmie muzycznym a musicalu. Czy np "Chicago" z C. Zeta-Jones i R. Zellweger można nazwać musicalem? Czy ten termin nie jest zarezerwowany wyłącznie dla formy scenicznej?
A co do "Tańcząc w ciemnościach", to bardzo wzruszjący film... płakałam w kinie jak bóbr.
: sob lip 23, 2005 1:51 pm
autor: Joanna Bednarczyk
Jako dyplomowany filmoznawca, mogę cię zapewnić ze termin musical jest własciwy zarówno w stosunku do przedstawień teatralnych, jak i dzieł filmowych, w terminologii kina amerykańskiego to jeden z gatunków filmowych tak jak western, horror, itd. Mozna oczywiscie rónież używać terminu film muzyczny (ale to chyba tylko w Polsce)
: sob sie 06, 2005 9:01 pm
autor: Tranquility
jak pewnie wiecie w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie trwają przygotowania do nowego musicalu "Taniec Wampirów" nad którym opiekę artystyczną objął Roman Polański. Wybieracie się na ten musical?
: sob sie 06, 2005 9:04 pm
autor: makova_panienka
musicale?
'Hair' rządzi :mrgreen:
to vademecum hipisa z doskonałą muzyką :wink: :wink: :wink:
: ndz sie 07, 2005 9:09 pm
autor: tancereczka19
Ja na pewno wybieram się na "Taniec wampirów". Bardzo ciekawa jestem tego musicalu bo nigdy go jeszcze nie widziałam. A Ty się wybierasz?
: ndz sie 07, 2005 9:36 pm
autor: Tranquility
ja na pewno jade :)
moze ktoś jeszcze to zrobimy spotkanko w ROMIE ??
: pn sie 08, 2005 11:59 am
autor: sisi
a kiedy jest? moze tez sie wybiorę...