Strona 15 z 18
: pn sty 18, 2010 9:49 pm
autor: przyjaciolka
oj, dopiero teraz widzę jak to zabrzmiało...Father...ekhm :oops:
: pn sty 18, 2010 10:59 pm
autor: Kasia :))
Nie przejmuj się, przyjaciółko, nikt inny tak nie skojarzył :D :D
: wt sty 19, 2010 7:25 am
autor: Sagittaire
o ja też tego wcale nie zobaczylam, a nawet teraz nie uważam, zeby w tym co napisalas byla jakas niezgrabnosc. No bo oprócz rozmowy jest w koncu jeszcze 100 innych rzeczy jak wspieranie sie, przyjazń, opiekowanie sie itd.
A swoja droga to tak sobie mysle wlasnie, ze najlepsze pary, jakie znam tworza ludzie z calkowicie innych zawodow. Bo to tez ciezko tak z kims trenowac , potem wystepowac na scenie a potem wracac do domu: toż to musi skutkowac nieraz jednak wkurzaniem sie na siebie. Jak sie kogos caly dzien nie widzi to czlowiek sobie odpocznie, stęski sie i jest ok. (Choc czasem sa tez kobiety, ktore otaczaja faceta jak bluszcz, pracuja razem z nim, kontroluja kazdy krok i tez jest dobrze, ale to wtedy przy zalozeniu, ze osobnik meski lubi byc zdominowany calkowicie).
Z drugiej strony jakby zalozyc ze oboje zostali by tancerzami i tanczyli w innych zespolach to tez zle, bo to znając zycie by znaczylo, ze jedno sie wyprowadzi do drugiego miasta (nie myslac juz panstwa). A na odleglosc to jakos ciezko. Z tej strony patrzac latwiej podążyć za dziewczyną do innego miasta np informatykowi niż tancerzowi.
Z drugiej jednak strony , to bycie tancerzem niesie duzo konsekwencji w zyciu prywatnym, oddzileic sie tego nijak nie da. Bo a to wieczne zmeczenie, a to kontuzja i cos boli i nie chce sie czlowiekowi byc slodkim, a to stres, a to caly styl zycia rodzinnego dostowany do pracy, planowanie all itd. to by oznaczalo, ze jednak tancerz dobry :) , a conajmniej ktos kto naprawdę docenia to co dziewczyna robi i to jest dla niego conajmniej tak wazne jak dla niej.
Ale kochani: rozwazania rozwazaniami a życie życiem. Przekonalam sie ze ilekroc sobie cos przemyslalam, przeanalizowalam i wymyslilam, to okolicznosci sie potem tak ulozyly, ze bylam pewna ze musze zrobic inaczej. Trzeba sie nauczyc czytac to co zycie nam proponuje...
A co do tego ze jest 2 fajnych facetow i nie wiadomo ktorego wybrac, to z mojego doswiadczenia wynika, ze czas zawsze pokaże, ze do wybrania byl tylko i wylacznie 1 albo zaden z nich.
Upraszaczajac milosc w psychologii ma 3 fazy: 1) okres miodowy (zafascynowanie, nie zauwazanie wad), 2) okres prawdy - dostrzezenie wad i wkurzanie sie na nie 3) przyzwyczajanie sie , ktore moze sie skonczyc na 3 sposoby a) starciem sie i zaakceptowaniem b) rozstaniem c) nienawiscia najwiekszego kalibru właczajac smierc , wrabianie w przestepstwa , szkalowaniem u pracodawcy - jednym slowem niszczenie zycia.
Tak juz jest ze w zyciu spotykamy kilkadziesiąt osob z ktorymi moglibysmy przezyc rewelacyjnie faze pierwszą ale tylko jednego z ktorym daloby sie pomyslnie przejsc faze 2 konczac ja na zgraniu sie i partnerstwie doskonalym.
A jak to sprawdzic, że x jest tym jednym: czas jest jedynym testerem . Jest przy tym 1 wskazówka: świadomosc ze ktos chce byc z nami nie dla sukcesu jaki akurat osiagnelismy, ale tak ogolnie trwac przy nas jako przyjaciel na dobre i zle.
Z tym ze to tez nie jest takie znow proste, bo czesto my dziwczyny mamy tak, ze jak juz wiemy, ze ktos chce byc z nami na zle, to nas jego zapatrzenie w nas zaczyna doprowadzac do szewskiej pasji. Wiec musi byc tez jakies obustronne , spowodowane różnymi czynnikami dążenie, zeby za wszelka cene byc razem
Czyli wniosek: jest jedna zasada, ze nie ma zasad. życie samo pokaże :D .
: wt sty 19, 2010 8:31 am
autor: Father
[quote:7fa4367153]Czyli wniosek: jest jedna zasada, ze nie ma zasad. życie samo pokaże .
[/quote:7fa4367153]
Tak nie ma zasad! Twoje trzy fazy nie zawsze się sprawdzają. Czasami zaczyna sie od fazy trzeciej chociaż bardzo rzadko.
[quote:7fa4367153="przyjaciolka"]oj, dopiero teraz widzę jak to zabrzmiało...Father...ekhm [/quote:7fa4367153][quote:7fa4367153="Kasia :))"]Nie przejmuj się, przyjaciółko, nikt inny tak nie skojarzył [/quote:7fa4367153]
A nawet gdyby to co w tym złego?
Wszyscy unikacie tego jak ognia w Waszych teoretycznych rozważaniach( bo jesteście tylko teoretykami :D ).
W zasadzie większość związków tworzy sie dzieki atrakcyjności seksualnej a tancerki sa pod tym wzgledem szczególnie atrakcyjne :)
Ja faktycznie to zrozumiałem dwuznacznie i oprócz seksu miałem na myśli gadatliwość kobiet ktore często rozmowę przekształcają w nieznośny dla faceta monolog. :evil:
: wt sty 19, 2010 9:37 am
autor: Joanna
A moim zdaniem bycie w jednym zespole jest jeszcze o tyle znośne, w porównaniu do sytuacji, gdzie trzeba wybierać między karierą partnerem - znam tancerki, które np. są w jednym mniejscu i nie przeprowadzą się np. na rezydencję, czy nie próbują nawet dostać się do zespołów w róznych krajach - a by mogły! - bo ich narzeczony/ mąż/ partner, itp., się w życiu nie przeprowadzi ze swojego miasta... W stronę odwrotną być może też to działa, ale 'przypadków' nie znam, może to faktycznie jednak kobiety częściej się poświęcają.
Albo gdy oboje tańczą, to oboje chcą się rozwijać, a to znaczy probówać sił w różnych projektach i zespołach w różnych miastach/ krajach + jeździć ze spektaklami również, i tu się siłą rzeczy albo poświęca w jakiś sposób związek (bo widujemy się rzadko), albo karierę (bo nie jeździmy szukać szczęścia - kariery czyli;) - po świecie).
: wt sty 19, 2010 9:50 am
autor: Sagittaire
witaj Joanno :) , dawno nic Twojego nie czytałam
[quote:5540362776="Joanna"], może to faktycznie jednak kobiety częściej się poświęcają.
).[/quote:5540362776]
a to akurat chyba typowe dla naszej plci. Choc powiem szczerze, ze -moze nie powinnam sie do tego przyznawac, bo przypuszczam ze malo kto sie ze mna zgodzi -ale nie rozumiem tego.
No ale każdy sobie zyje jak chce i ma prawo do innych priorytetów niz moje. Tylko czasem smutno jak widze obrazki z zycia, ze kobieta postawila swoją swietnie zapowiadajaca sie kariere pod zastaw milosci, a po kilkudziesieciu latach facet odchodzi z inna, bo "dusi sie w zwiazku" - najczesciej - o ironio ta inna to ta, ktora zrobila dużą kariere.... I wtedy zostaje bez partnera, bez kariery i tylko - o ile byli formalnie malzenstwem - moze sie od bylego meza domagac alimentow na siebie, co jest marnym pocieszeniem. No ale przynajmniej z glodu nie umrze :)
ps Co nie oznacza, że nie nie wierze w szczęśliwe życie rodzinne, bo wierze i stanowi ono dla mnie ogromna wartosc, Zwłaszcza ogromnie szanuje ciezka prace kobiet, ktore sa znakomitymi mamami
: wt sty 19, 2010 9:56 am
autor: Joanna
[b:32f271509a]ag111111[/b:32f271509a], ja się całkowicie z Tobą zgadzam, też nie rozumiem tego poświęcania się kobiet, a mężczyzn prawie zupełnie nie, w dodatku takiego oczekiwania, że jeśli ktoś ma się poświęcić (np. swoją karierę), to właśnie kobieta. jestem na NIE;)
: wt sty 19, 2010 10:53 am
autor: Bajaderka
[quote:b2c28a50c4="Joanna"]w dodatku takiego oczekiwania, że jeśli ktoś ma się poświęcić (np. swoją karierę), to właśnie kobieta. jestem na NIE;)[/quote:b2c28a50c4]
Dlatego związek, gdzie któraś ze stron za bardzo sie poświęca nie ma szans- najlepiej starać się to wypośrodkować. Nikt nie ma ani poświęcać swojej kariery ani zainteresowań- tylko rozwijać to w takim stopniu, aby można było też przy tym dbać o związek i mieć na to czas.
Nie jestem zdania ,że żeby związek mógł istnieć trzeba być dwóch innych zawodów- skąd taki wniosek? W końcu dla wielu z nas (szczególnie tancerzy, nawet amatorów) lepiej jest, jak druga osoba potrafi zrozumieć, że kolano jednak bardzo nas boli, a nie, że wydziwiamy....potrafi zrozumieć dlaczego nas boli, dlaczego jesteśmy zmęczeni i rozdrażnieni.
: wt sty 19, 2010 11:34 am
autor: Sagittaire
nie napisalam, ze aby zwiazek byl udany to trzeba 2 roznych zawodow tylko ze akurat wsrod moich znajomych najbardziej udane zwiazki sa w takiej korelacji . A to przeiez zupelnie co innego znaczy :) .
A swoja droga to Nietzsche w Wiedzy radosnej napisal cos swietnego, z czym zawsze sie podswiadomie zgadzalam, jaka powinna byc kobieta, aby zwiazek byl udany. ale to za dlugie rozwazania i nie wiem czy ktos z Was chce wchodzic w takie filozoficzne rozprawy . jesli tak to odsylam do wiedzy radosnej - bo warto
: wt sty 19, 2010 11:36 am
autor: Joanna
ja po proszę wersję skrótową, ag, bo jakoś ciężko mi zawsze było przebrnąć przez język Nietzschego;)