tancerz/tancerka - mąż/żona
[quote:ac53382f00="Lupus"][quote:ac53382f00="a.k."]Aj sobie wyobrażam związk muzyka z tancerką.
Cudowna sytuacja moim zdaniem......[/quote:ac53382f00]
Powiadasz? Interesujące:[/quote:ac53382f00]
no, na to akurat jest kilka przykładów - spiewak z tancerką, muzyk z tancerka, dyrygent z tancerką....(ale pozwole sobie bez nazwisk )
Cudowna sytuacja moim zdaniem......[/quote:ac53382f00]
Powiadasz? Interesujące:[/quote:ac53382f00]
no, na to akurat jest kilka przykładów - spiewak z tancerką, muzyk z tancerka, dyrygent z tancerką....(ale pozwole sobie bez nazwisk )
Trochę zmartwił mnie ten topic, bo znalazło potwierdzenie to co mówiłem.
"Ja, ja, ja"
Zauważyłyście/iliście, że w wypowiedziach pojawiają się wymagania stawiane partnerowi życia? "jestem tancerką więc musisz to, musisz tamto, powinieneś to, powinienieś tamto". Nie dopatrzyłem się natomiast nic w rodzaju "w zamian ja się odwdzięczę w ten sposób, że", albo "ja mogę iść na takie ustępstwa:". Trochę to załamujące, bo (nikogo nie obrażając, taka myśl mi się po prostu nasunęła!) wygląda na to że małżeństwo z tancerką samo w sobie jest synonimem złapania Boga za nogi.
W małżeństwie kompromisy to chleb powszedni, z tematu wnioskuję natomiast że małżeństwo to ciągłe ustępstwa osoby nietańczącej. To chyba nie do końca przemyślany przepis na udane małżeństwo?
Mam szczerą nadzieję że się mylę sromotnie ;)
Pozdrawiam
"Ja, ja, ja"
Zauważyłyście/iliście, że w wypowiedziach pojawiają się wymagania stawiane partnerowi życia? "jestem tancerką więc musisz to, musisz tamto, powinieneś to, powinienieś tamto". Nie dopatrzyłem się natomiast nic w rodzaju "w zamian ja się odwdzięczę w ten sposób, że", albo "ja mogę iść na takie ustępstwa:". Trochę to załamujące, bo (nikogo nie obrażając, taka myśl mi się po prostu nasunęła!) wygląda na to że małżeństwo z tancerką samo w sobie jest synonimem złapania Boga za nogi.
W małżeństwie kompromisy to chleb powszedni, z tematu wnioskuję natomiast że małżeństwo to ciągłe ustępstwa osoby nietańczącej. To chyba nie do końca przemyślany przepis na udane małżeństwo?
Mam szczerą nadzieję że się mylę sromotnie ;)
Pozdrawiam
[quote:342a7e5bf3=" Joanna "]
Scarpia, przyznaję, że w tym miejscu przestaję Cię całkowicie rozumieć.
[/quote:342a7e5bf3]
A ja wręcz przeciwnie – rozumiem coraz bardziej Twoje wypowiedzi. Są klarowne. Ale pamiętaj proszę, że jest wielka różnica pomiędzy ‘rozumieć’ a ‘zaakceptować’.
[quote:342a7e5bf3=" Joanna "]
dla mnie to co Ty podajesz, te przykłady jak to nazywasz 'dysproporcji', itd. to te Twoje posty to jest właśnie przykład osoby, która nie jest w stanie zrozumieć, że można się poświęcić czemuś, jakiejś sztuce w takim stopniu, jak drugiemu człowiekowi
[/quote:342a7e5bf3]
Te przykłady "dysproporcji" wymieniłem aby z uznaniem pokazać do jak wielkiego poświęcenia i uczucia zdolna/-y jest prawdziwa/-y tancerka/tancerz . I to czyni sprawę właśnie gorszą! Wiecie jak to jest: na przykład jak wiecie, że tancerz jest mierny – to nie wymaga się od niego zabójczego tour-de-force. Ale jak wiecie że tancerz jest wysokiej klasy i zdolny do ekstremalnych popisów – to nikt nie zadowoli się już przeciętnym występem - każdy oczekuje "fajerwerków" (a już nie daj Boże słabego występu). I tu jest tak samo: Skoro np. wie się do jak wielkiego oddania i poświęcenia zdolna/-y jest tancerka/tancerz dla ukochanej przez nią/niego sztuki, to jak bardzo niemożliwym do zaakceptowania wydawać się musi dla jej/jego partnera/partnerki jakieś mierne i w porównaniu z tymi pierwszymi zdawkowe wyrazy uczucia.
Ja nie jestem tancerzem, więc nigdy nie poczuję tego, co prawdziwa tancerka/tancerz w objęciach Terpsychory. Fakt. Ale i vice versa- tancerka/tancerz nigdy nie poczuje tego, co będzie czuł widz w momencie gdy będzie patrzył na jej/jego występ. Formułowanie z tego zarzutu jest więc niepoprawne, bo to tak samo jakby zarzucić że słoń myśli jak słoń a nie jak mrówka. Słoń nigdy nie będzie mrówką, choć... :lol: jedno może być zafascynowane drugim. To był tylko przykład.
[quote:342a7e5bf3=" Joanna "]
Kto niby ma ustalać ten 'zdrowy kompromis'? Nie obraź się, ale z to wymysł czysto filisterski, bo obiektywnie rzecz biorąc czegoś takiego nie ma - może niby jeszcze miałby o tym decydować człowiek, albo np. prawo? Nonsens.
[/quote:342a7e5bf3]
A to już moim zdaniem :evil: ikonoklastyka+bluźnierstwo. ‘zdrowy kompromis’ obiektywnie i subiektywnie istnieje, jest w każdym układzie różny i ustalany wspólnie poprzez obie strony. Przez ‘zdrowy kompromis’ rozumiem stan, którym obie strony ze względu na siebie nawzajem z czegoś rezygnują, aby uczynić przestrzeń koło siebie dla drugiego, zachowując przy tym swoją osobowość i indywidualność. Gdyby jak piszesz ‘zdrowy kompromis’ nie istniał to ograniczając się tylko do tematu tego forum wszystkie pary małżeńskie musiałyby się pozabijać nawzajem, bo każdy żądałby tyle przestrzeni dla siebie, że na potrzeby i bliskość drugiego nie byłoby miejsca. Tak jak na scenie! Tancerze i tancerki muszą osiągnąć ‘zdrowy kompromis’ na ograniczonej przestrzeni sceny zbiorowej aby tańczyć mogli i soliści i koryfeje i corps-de-ballet. Pewnie, każdy by chciał mieć jak najwięcej miejsca do tańca. I jakie można by wtedy wykonywać nie-filisterskie górnolotne fantazje! Ach! Cuda-nie-widy! Ale… co wtedy z kolegami i koleżankami? Gdzie ich potrzeba tańca? A więc zapatrzeni w ten szlachetny odruch każdy na tej scenie ogranicza się choć trochę, aby obok mógł stanąć drugi, nieraz kompletnie inny człowiek i tez się zrealizować. I o to mi chodzi.
[quote:342a7e5bf3=" Kasia G"]
Z drugiej strony od dorosłych ludzi wymagało by się szczerego wyłuszczenia a przede wszystkim uświadomienia swoich potrzeb i dojścia do porozumienia (owego enigmatycznego "zdrowego kompromisu"). Na zasadzie : chce być z Tobą, mimo ze mozesz mi poswięcić tylko 3 godziny dziennie i w ich trakcie będziesz gadać tylko o balecie.
[/quote:342a7e5bf3]
O tak, tak! Yes, yes! Ja, ja! Si, si! Da,da! O to mi właśnie chodzi! :D (Dziękuję za przetłumaczenie moich słów z dialektu marsjańskiego na wenusjański)
[quote:342a7e5bf3=" Paweł"]
bo tancerki nawet gadając z babcią przez telefon zachowują się jakby stały przy drążku na lekcji baletu, albo nawet robiąc kolację kładą nogi na blatach i lodówkach. Chyba można przywyknąć, osobiście uważam że to urocze
[/quote:342a7e5bf3]
hehehe.. ja tam wręcz uwielbiam takie widoki! Mogę się gapić i gapić…. :wink:
[quote:342a7e5bf3=" baletnica86"]
jedno wam powiem z kobietą jest ciężko a z kobietą tancerką jeszcze gorzej ale wszystko to kwestia kompromisu czego sobie i innym życzę
[/quote:342a7e5bf3]
Znakomita kwintesencja! AMEN! :D
Scarpia, przyznaję, że w tym miejscu przestaję Cię całkowicie rozumieć.
[/quote:342a7e5bf3]
A ja wręcz przeciwnie – rozumiem coraz bardziej Twoje wypowiedzi. Są klarowne. Ale pamiętaj proszę, że jest wielka różnica pomiędzy ‘rozumieć’ a ‘zaakceptować’.
[quote:342a7e5bf3=" Joanna "]
dla mnie to co Ty podajesz, te przykłady jak to nazywasz 'dysproporcji', itd. to te Twoje posty to jest właśnie przykład osoby, która nie jest w stanie zrozumieć, że można się poświęcić czemuś, jakiejś sztuce w takim stopniu, jak drugiemu człowiekowi
[/quote:342a7e5bf3]
Te przykłady "dysproporcji" wymieniłem aby z uznaniem pokazać do jak wielkiego poświęcenia i uczucia zdolna/-y jest prawdziwa/-y tancerka/tancerz . I to czyni sprawę właśnie gorszą! Wiecie jak to jest: na przykład jak wiecie, że tancerz jest mierny – to nie wymaga się od niego zabójczego tour-de-force. Ale jak wiecie że tancerz jest wysokiej klasy i zdolny do ekstremalnych popisów – to nikt nie zadowoli się już przeciętnym występem - każdy oczekuje "fajerwerków" (a już nie daj Boże słabego występu). I tu jest tak samo: Skoro np. wie się do jak wielkiego oddania i poświęcenia zdolna/-y jest tancerka/tancerz dla ukochanej przez nią/niego sztuki, to jak bardzo niemożliwym do zaakceptowania wydawać się musi dla jej/jego partnera/partnerki jakieś mierne i w porównaniu z tymi pierwszymi zdawkowe wyrazy uczucia.
Ja nie jestem tancerzem, więc nigdy nie poczuję tego, co prawdziwa tancerka/tancerz w objęciach Terpsychory. Fakt. Ale i vice versa- tancerka/tancerz nigdy nie poczuje tego, co będzie czuł widz w momencie gdy będzie patrzył na jej/jego występ. Formułowanie z tego zarzutu jest więc niepoprawne, bo to tak samo jakby zarzucić że słoń myśli jak słoń a nie jak mrówka. Słoń nigdy nie będzie mrówką, choć... :lol: jedno może być zafascynowane drugim. To był tylko przykład.
[quote:342a7e5bf3=" Joanna "]
Kto niby ma ustalać ten 'zdrowy kompromis'? Nie obraź się, ale z to wymysł czysto filisterski, bo obiektywnie rzecz biorąc czegoś takiego nie ma - może niby jeszcze miałby o tym decydować człowiek, albo np. prawo? Nonsens.
[/quote:342a7e5bf3]
A to już moim zdaniem :evil: ikonoklastyka+bluźnierstwo. ‘zdrowy kompromis’ obiektywnie i subiektywnie istnieje, jest w każdym układzie różny i ustalany wspólnie poprzez obie strony. Przez ‘zdrowy kompromis’ rozumiem stan, którym obie strony ze względu na siebie nawzajem z czegoś rezygnują, aby uczynić przestrzeń koło siebie dla drugiego, zachowując przy tym swoją osobowość i indywidualność. Gdyby jak piszesz ‘zdrowy kompromis’ nie istniał to ograniczając się tylko do tematu tego forum wszystkie pary małżeńskie musiałyby się pozabijać nawzajem, bo każdy żądałby tyle przestrzeni dla siebie, że na potrzeby i bliskość drugiego nie byłoby miejsca. Tak jak na scenie! Tancerze i tancerki muszą osiągnąć ‘zdrowy kompromis’ na ograniczonej przestrzeni sceny zbiorowej aby tańczyć mogli i soliści i koryfeje i corps-de-ballet. Pewnie, każdy by chciał mieć jak najwięcej miejsca do tańca. I jakie można by wtedy wykonywać nie-filisterskie górnolotne fantazje! Ach! Cuda-nie-widy! Ale… co wtedy z kolegami i koleżankami? Gdzie ich potrzeba tańca? A więc zapatrzeni w ten szlachetny odruch każdy na tej scenie ogranicza się choć trochę, aby obok mógł stanąć drugi, nieraz kompletnie inny człowiek i tez się zrealizować. I o to mi chodzi.
[quote:342a7e5bf3=" Kasia G"]
Z drugiej strony od dorosłych ludzi wymagało by się szczerego wyłuszczenia a przede wszystkim uświadomienia swoich potrzeb i dojścia do porozumienia (owego enigmatycznego "zdrowego kompromisu"). Na zasadzie : chce być z Tobą, mimo ze mozesz mi poswięcić tylko 3 godziny dziennie i w ich trakcie będziesz gadać tylko o balecie.
[/quote:342a7e5bf3]
O tak, tak! Yes, yes! Ja, ja! Si, si! Da,da! O to mi właśnie chodzi! :D (Dziękuję za przetłumaczenie moich słów z dialektu marsjańskiego na wenusjański)
[quote:342a7e5bf3=" Paweł"]
bo tancerki nawet gadając z babcią przez telefon zachowują się jakby stały przy drążku na lekcji baletu, albo nawet robiąc kolację kładą nogi na blatach i lodówkach. Chyba można przywyknąć, osobiście uważam że to urocze
[/quote:342a7e5bf3]
hehehe.. ja tam wręcz uwielbiam takie widoki! Mogę się gapić i gapić…. :wink:
[quote:342a7e5bf3=" baletnica86"]
jedno wam powiem z kobietą jest ciężko a z kobietą tancerką jeszcze gorzej ale wszystko to kwestia kompromisu czego sobie i innym życzę
[/quote:342a7e5bf3]
Znakomita kwintesencja! AMEN! :D
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
myślę, że żeby wytrwać długo w każdym związku czy z tancerzem czy nie liczy się przede wszystkim jedno- trzeba się oswoić ze sztuką kompromisu.
Można się zachwycać , że jest tancerką, ma grację i jest b ładna itd ale jeżeli nie umie chodzić na kompromisy to jak minie zafascynowanie -zostanie uraz.
Choćby bowiem udało się przeczesać cały świat nigdy nie spotka się człowieka z którym nie trzeba się dotrzeć i w którym nic nie denerwuje.
Myślę, że nie powinno się wnikać, analizować każdej głupoty i słowa, za to należy nauczyć się szybko przebaczać rzeczy małe i większe i trzeba umieć ustępować nawet wbrew sobie.
Taka jest moja recepta.
Pozdrawiam
Można się zachwycać , że jest tancerką, ma grację i jest b ładna itd ale jeżeli nie umie chodzić na kompromisy to jak minie zafascynowanie -zostanie uraz.
Choćby bowiem udało się przeczesać cały świat nigdy nie spotka się człowieka z którym nie trzeba się dotrzeć i w którym nic nie denerwuje.
Myślę, że nie powinno się wnikać, analizować każdej głupoty i słowa, za to należy nauczyć się szybko przebaczać rzeczy małe i większe i trzeba umieć ustępować nawet wbrew sobie.
Taka jest moja recepta.
Pozdrawiam
Tak,tak Ag111111111111! To jest truizm obowiązujacy w każdym związku.
Nie tylko tancerki i tancerze sa wyjatkowi.Kazdy człowiek ogarniety jakąs pasja jest wyjątkowy i związek z takim czlowiekiem jest wyjatkowo trudny a na dłuzszą metę bardzo często niemożliwy. Historia daje wiele przykladow takich ludzi nie mieszczacych się mentalnie w pojeciach przeciętnych ludzi.Bardzo często spotykam się z opinią,że to egoiści.Zgoda-egoiści.Ale jaki swiat bez nich byłby nieciekawy?A czy w ogóle by był?
Nie tylko tancerki i tancerze sa wyjatkowi.Kazdy człowiek ogarniety jakąs pasja jest wyjątkowy i związek z takim czlowiekiem jest wyjatkowo trudny a na dłuzszą metę bardzo często niemożliwy. Historia daje wiele przykladow takich ludzi nie mieszczacych się mentalnie w pojeciach przeciętnych ludzi.Bardzo często spotykam się z opinią,że to egoiści.Zgoda-egoiści.Ale jaki swiat bez nich byłby nieciekawy?A czy w ogóle by był?
Poza tym mnie bez sensu wydaje się podejście, że kogoś ktoś fascynuje jako osoba w relacji damsko - męskiej tylko z faktu, że jest tancerzem/ tancerką. Przecież to jest taki sam człowiek jak inni, i naprawdę nie powinno się liczyć to, jak giętkie ktoś ma ciało i ile wdzięku w ruchach, jeśli jest to główny powód fascynacji, bo to jest po prostu część pracy. A liczą się przecież de facto te wszystkie cechy, co przypadku osoby o każdej innej profesji - czyli wzajemne dopasowanie, charakter, itp.
A związek generalnie z artystą, na pewno nie należy do łatwych, ale to chyba oczywiste. Tzn chodzi o to, że przeciętni ludzie nie mają aż tak silnych pasji zazwyczaj, albo na co dzień nie pracują w sposób, który co chwilę dotyka ich emocjonalności, ciągłej pracy nad sobą, nad swoją osobowością, charakterem, itd. - a taki rodzaj pracy nie zostaje bez echa, i nie jest to praca od 8 do 16, tylko wymagająca znacznie więcej zaangażowania. No i zwykle jest to też ogromna pasja (chociaż bywa, że nie zawsze...). I to dla wielu nie związanych ze sztuką osób jest trudne do zrozumienia. Inna sprawa to inne priorytety - większość ludzi jednak na pierwszym miejscu stawia ustabilizowanie się, rodzinę, zdobywa sobie spokojnie wykształcenie, idzie do racy, itd.; w przypadku zajmowania się jakąś dziedziną sztuki po pierwsze brak tej stabilizowacji (w zależności od profesji jest ona mniejsza club większa, wiadomo np. etat daje większe poczucie bezpieczeństwa, ale też nigdy nie wiadomo jak się trafi np. kontuzja), poza tym wiele osób tam ma po prostu inne priorytety.
Widza może fascynować tancerka, czy aktor, itd., tyle że tryb życia i priorytety życiowe wielu widzów często nie pokrywają się z trybem życia artystów.
Są ludzie, którzy dla rodziny dopasowywują się, swój czas, swoją pracę, itd., a są też tacy, którzy swoją rodzinę dopasowywują do swojej pracy (nie mówię, że świadomie; po prostu niektóre zawody angażują na maxa, nie tylko fizycznie ale również psychicznie i emocjonalnie).
Ja np. mam wielu znajomych, którzy pracę traktują tylko jako środek do zdobycia pieniędzy, a nawet traktują ją jako 'zło konieczne' (mam na myśli sytuację kiedy chodzi o pracę dającą niezłą kasę, i wymagającą wykształcenia, przygotowania; a nie typu kasjerka, bo to wiadomo że to nie jest dla nikogo wymarzone), a ważniejsze dla nich jest np. pojechanie na fajne wakacje, oraz bardziej doraźnie np. kupienie modnej kiecki (tzn mam na myśli sytuacje, kiedy to [u:bd39f4d23c]jedyne[/u:bd39f4d23c] poza związkiem zainteresowania tych ludzi). Ja osobiście tego nie rozumiem, ale widać 80% społeczeństwa jakoś sobie tak radzi i im to wystarcza ;)
Chociaż to oczywiście nie zawsze jest dobre, bo np. wiele aktorek na starość mówi, że teraz żałują, że nie zdecydowały się nigdy na rodzinę czy dziecko, kosztem kilku ról (które wtedy wydawały się niezmiernie ważne, a z perspektywy czasu...). Podobnie jest z tancerkami. Chociaż dzisiaj i tak częściej mają rodziny i dzieci, niż kiedyś, i to w młodym wieku.
A związek generalnie z artystą, na pewno nie należy do łatwych, ale to chyba oczywiste. Tzn chodzi o to, że przeciętni ludzie nie mają aż tak silnych pasji zazwyczaj, albo na co dzień nie pracują w sposób, który co chwilę dotyka ich emocjonalności, ciągłej pracy nad sobą, nad swoją osobowością, charakterem, itd. - a taki rodzaj pracy nie zostaje bez echa, i nie jest to praca od 8 do 16, tylko wymagająca znacznie więcej zaangażowania. No i zwykle jest to też ogromna pasja (chociaż bywa, że nie zawsze...). I to dla wielu nie związanych ze sztuką osób jest trudne do zrozumienia. Inna sprawa to inne priorytety - większość ludzi jednak na pierwszym miejscu stawia ustabilizowanie się, rodzinę, zdobywa sobie spokojnie wykształcenie, idzie do racy, itd.; w przypadku zajmowania się jakąś dziedziną sztuki po pierwsze brak tej stabilizowacji (w zależności od profesji jest ona mniejsza club większa, wiadomo np. etat daje większe poczucie bezpieczeństwa, ale też nigdy nie wiadomo jak się trafi np. kontuzja), poza tym wiele osób tam ma po prostu inne priorytety.
Widza może fascynować tancerka, czy aktor, itd., tyle że tryb życia i priorytety życiowe wielu widzów często nie pokrywają się z trybem życia artystów.
Są ludzie, którzy dla rodziny dopasowywują się, swój czas, swoją pracę, itd., a są też tacy, którzy swoją rodzinę dopasowywują do swojej pracy (nie mówię, że świadomie; po prostu niektóre zawody angażują na maxa, nie tylko fizycznie ale również psychicznie i emocjonalnie).
Ja np. mam wielu znajomych, którzy pracę traktują tylko jako środek do zdobycia pieniędzy, a nawet traktują ją jako 'zło konieczne' (mam na myśli sytuację kiedy chodzi o pracę dającą niezłą kasę, i wymagającą wykształcenia, przygotowania; a nie typu kasjerka, bo to wiadomo że to nie jest dla nikogo wymarzone), a ważniejsze dla nich jest np. pojechanie na fajne wakacje, oraz bardziej doraźnie np. kupienie modnej kiecki (tzn mam na myśli sytuacje, kiedy to [u:bd39f4d23c]jedyne[/u:bd39f4d23c] poza związkiem zainteresowania tych ludzi). Ja osobiście tego nie rozumiem, ale widać 80% społeczeństwa jakoś sobie tak radzi i im to wystarcza ;)
Chociaż to oczywiście nie zawsze jest dobre, bo np. wiele aktorek na starość mówi, że teraz żałują, że nie zdecydowały się nigdy na rodzinę czy dziecko, kosztem kilku ról (które wtedy wydawały się niezmiernie ważne, a z perspektywy czasu...). Podobnie jest z tancerkami. Chociaż dzisiaj i tak częściej mają rodziny i dzieci, niż kiedyś, i to w młodym wieku.
Tak żle i tak niedobrze.Ja znam wielu ludzi którzy żałują ,że przestali kultywować swoje pasje z młodości.Maja dzieci a nawet wnuki i czują niespelnieni i niepotrzebni.
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"
[quote:ef31263f7a="Father"]Tak żle i tak niedobrze.Ja znam wielu ludzi którzy żałują ,że przestali kultywować swoje pasje z młodości.Maja dzieci a nawet wnuki i czują niespelnieni i niepotrzebni.
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"[/quote:ef31263f7a]
Oj to nie jest takie proste, tu nie ma NIGDY prostych recept.
Zawsze jest to wybór którego w przyszłości można żałować.
Jak juz jedziemy przysłowiami to myślę że równie adekwatne jest "wszędzie dobrze gdzie nas niema" i ono czasem jest kluczem do żałowania minionego czasu. Takie rozważania to IMHO ślepy zaułek.
Kolejny truizm - czasu nie cofniemy - trzeba tylko umieć zapamiętać to co było piękne a nie to co mogło by być piękne (czy by było nie dowiemy sie przecież nigdy !!! ...)
Pozdrawiam
Torin
vel "zagoniony jak ...."
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"[/quote:ef31263f7a]
Oj to nie jest takie proste, tu nie ma NIGDY prostych recept.
Zawsze jest to wybór którego w przyszłości można żałować.
Jak juz jedziemy przysłowiami to myślę że równie adekwatne jest "wszędzie dobrze gdzie nas niema" i ono czasem jest kluczem do żałowania minionego czasu. Takie rozważania to IMHO ślepy zaułek.
Kolejny truizm - czasu nie cofniemy - trzeba tylko umieć zapamiętać to co było piękne a nie to co mogło by być piękne (czy by było nie dowiemy sie przecież nigdy !!! ...)
Pozdrawiam
Torin
vel "zagoniony jak ...."
[quote:ea2bee6def="Father"]Tak żle i tak niedobrze.Ja znam wielu ludzi którzy żałują ,że przestali kultywować swoje pasje z młodości.Maja dzieci a nawet wnuki i czują niespelnieni i niepotrzebni.
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"[/quote:ea2bee6def]
Ale sprobuj spojrz4ec na to z drugiej strony. Zwykle jest tak, ze jak sie cos ma, to to wydaje sie oczywiste, i zaczyna nam brakowac to, czego nie mamy. Nie patrzy sie na to, ile rol dalo sie ludziom, tylko ze nie ma kto na starosc herbaty zrobic. Zreszta, z ta scena to jest taka troche pulapka, bo daje sie tak naprawde duzo wiecej, niz sie otrzymuje.
I nie pisalam o jednej, konkretnej aktorce, ale o problemie ktory dotyczy wielu artystow, 'wolnych zawodow'. Teraz jest troche inaczej niz kiedys, tzn latwiej, wiecej artystow zaklada rodziny, albo ma dzieci, itd., nie ma juz tak sztywnych wzorow instytucji spolecznych (jaka np. jest rodzina) jak kiedys.
Ta aktorka żałuje,że nie załozyła rodziny ale dała ludziom wspaniałe role, poprostu dała siebie. Nie da sie wszystkich srok złapać za ogon.
W tym momencie przypomina mi się piosenka Eddit Piaf-"Niczego nie żałuję"[/quote:ea2bee6def]
Ale sprobuj spojrz4ec na to z drugiej strony. Zwykle jest tak, ze jak sie cos ma, to to wydaje sie oczywiste, i zaczyna nam brakowac to, czego nie mamy. Nie patrzy sie na to, ile rol dalo sie ludziom, tylko ze nie ma kto na starosc herbaty zrobic. Zreszta, z ta scena to jest taka troche pulapka, bo daje sie tak naprawde duzo wiecej, niz sie otrzymuje.
I nie pisalam o jednej, konkretnej aktorce, ale o problemie ktory dotyczy wielu artystow, 'wolnych zawodow'. Teraz jest troche inaczej niz kiedys, tzn latwiej, wiecej artystow zaklada rodziny, albo ma dzieci, itd., nie ma juz tak sztywnych wzorow instytucji spolecznych (jaka np. jest rodzina) jak kiedys.