tancerz/tancerka - mąż/żona
[quote:1cb0e01d7c]A co do związku... moje zdanie jest takie, że potencjał tancerza/tancerki jest zupełnie zmarnowany jeśli dochodzi do związku z osobą nie tyle nie znającą tematyki (bo to zawsze można nadrobić), ale będące tą tematyką zupełnie niezainteresowana. Nie trzeba być super znawcą i absolutnym fanatykiem baletu, ale nie ma nic bardziej de[rymującego niż szybka zmiana tematu przez drugą osobę gdy ty zaczynasz się "zwierzać" ze swoich pasji. np jedna osoba opowiada z oczami wielkimi jak 5 zł. o malarstwie którym się pasjonuje, a na to druga: "a właśnie, oglądałam ostatnio film o jakimś malarzu... a może pójdziemy do kina? Chodzmy do kina! Grają władcę pierścieni!"
Z mojego punktu widzenia, czyli osoby zakochanej w tańcu, aczkolwiek nie tańczącej, związek z tancerką to w zasadzie marzenie, bo wiążesz się z osobą, zajmującą się czymś co cię nieopisanie fascynuje. [/quote:1cb0e01d7c]
Ja sie z tym czesciowo zgadzam. Tzn z ostatnia czescia na pewno - bo to tak naprawde nie chodzi o zawod, a o pasje, no i wzajemne zrozumienie.
Co do pierwszego punktu czesciowo sie zgadzam. Czesciowo dlatego, ze nie chcialabym generalizowac, bo jesli sie kocha te druga osobe, to czasem kocha sie tez jej pasje - nie dla sztuki jako takiej, ale ze wzgledu na druga osobe, bo jest to jakby czesc jej, i sie z nia kojarzy. Ale to bywa roznie, bo i ludzie sa rozni...
Naprawde trudna wydaje mi sie sytuacja, kiedy druga osoba - tak jak Ty to pisales - zupelnie ignoruje te pasje. Tzn wie o niej, zdaje sobie z niej sprawe, ale zupelnie nie wykazuje nawet zwyklego, grzecznosciowego zainteresowania. I w ogole nie rozumie, nie to ze tej pasji, ale zainteresowania nia, i sila rzeczy traktuje to jako fanatyzm. To jest wtedy przykre, bo tak naprawde wtedy dwie osoby, nawet jesli na poczatku cos je laczy, to predzej czy pozniej zaczna sie ze soba rozmijac, czy pojawiaja sie pretensje o 'te trzecia' (bo w koncu to jest pasja, milosc...).
Z mojego punktu widzenia, czyli osoby zakochanej w tańcu, aczkolwiek nie tańczącej, związek z tancerką to w zasadzie marzenie, bo wiążesz się z osobą, zajmującą się czymś co cię nieopisanie fascynuje. [/quote:1cb0e01d7c]
Ja sie z tym czesciowo zgadzam. Tzn z ostatnia czescia na pewno - bo to tak naprawde nie chodzi o zawod, a o pasje, no i wzajemne zrozumienie.
Co do pierwszego punktu czesciowo sie zgadzam. Czesciowo dlatego, ze nie chcialabym generalizowac, bo jesli sie kocha te druga osobe, to czasem kocha sie tez jej pasje - nie dla sztuki jako takiej, ale ze wzgledu na druga osobe, bo jest to jakby czesc jej, i sie z nia kojarzy. Ale to bywa roznie, bo i ludzie sa rozni...
Naprawde trudna wydaje mi sie sytuacja, kiedy druga osoba - tak jak Ty to pisales - zupelnie ignoruje te pasje. Tzn wie o niej, zdaje sobie z niej sprawe, ale zupelnie nie wykazuje nawet zwyklego, grzecznosciowego zainteresowania. I w ogole nie rozumie, nie to ze tej pasji, ale zainteresowania nia, i sila rzeczy traktuje to jako fanatyzm. To jest wtedy przykre, bo tak naprawde wtedy dwie osoby, nawet jesli na poczatku cos je laczy, to predzej czy pozniej zaczna sie ze soba rozmijac, czy pojawiaja sie pretensje o 'te trzecia' (bo w koncu to jest pasja, milosc...).
Dziękuję Joanno i Pawle za Wasze obszerne wypowiedzi. Z wielkim zainteresowaniem to czytam bo pomaga mi to zrozumieć pewne epizody z mojego życia.
Pasja to pasja. Pasji nie można okiełznać i ja to rozumiem. Jeśli pasja nie jest zła, a pasja tańca i baletu na pewno nie jest zła-to należy ją uszanować, zaakceptować a nawet pokochać, choć można jej do końca nie rozumieć. To nawet sprzyja umacnianiu więzi tancerki/tancerza z kimś spoza środowiska, bo spełnia takie fajne powiedzenie:
„Trzeba być trochę podobnym – aby się rozumieć; i trzeba być trochę innym – aby się pokochać”
Tylko martwi mnie "ten trzeci", Joanno. I to nie jest zazdrość, tylko ustalenie pewnej proporcji. To jest to co nazwałem symetrią i równowagą. Co byś powiedziała gdyby Twój partner powiedział Ci: „Nie jesteś w życiu najważniejsza”? Co byś powiedziała i poczuła gdybyś któregoś dnia chciała ukochana osobę spotkać, choć na chwile przytulić, zamienić choć 2 słowa – a ta druga osoba wiecznie nie ma czasu dla Ciebie, ale wiesz że ma zawsze ten czas dla "tego trzeciego"? Umiałabyś taką dysproporcję zaakceptować? Oj! Zaręczam Ci, że nikt tego nie zniesie na dłuższą metę: ani mężczyzna ani kobieta!
----------------------------
A żeby nieco ująć ciężaru tej ciężkiej gatunkowo dyskusji, zapewnić moja ukochaną symetrie i równowagę między tragedia a komedią tego tematu, a jednocześnie rozładować moje negatywne emocje napiszę tak:
:lol:
Po tej dyskusji napiszę petycję do Sejmu RP z wnioskiem [u:11913581b0]o ustawowe wprowadzenie obowiązkowego celibatu dla tancerek i tancerzy.[/u:11913581b0] Zapewni to Wam święty ze strony tych okropnych, niepojętnych osób z zewnątrz, i 100% oddanie tej cholernie pięknej acz piekielnie zaborczej i zazdrosnej sztuce jaką jest taniec! Niech orchestron jak Rubikon dzieli na zawsze tancerzy i widzów. Kto go przekroczy – niechaj cierpi piekielne męki!
:!: Kto za petycją – niech się wpisuje za Scarpią, a uniknie mąk wieczystych! Oby Was nigdy nie spotkała miłość do tancerki i tancerza, ta najgorsza plaga duszy widza! O! :twisted: :wink: :wink: :wink:
Pasja to pasja. Pasji nie można okiełznać i ja to rozumiem. Jeśli pasja nie jest zła, a pasja tańca i baletu na pewno nie jest zła-to należy ją uszanować, zaakceptować a nawet pokochać, choć można jej do końca nie rozumieć. To nawet sprzyja umacnianiu więzi tancerki/tancerza z kimś spoza środowiska, bo spełnia takie fajne powiedzenie:
„Trzeba być trochę podobnym – aby się rozumieć; i trzeba być trochę innym – aby się pokochać”
Tylko martwi mnie "ten trzeci", Joanno. I to nie jest zazdrość, tylko ustalenie pewnej proporcji. To jest to co nazwałem symetrią i równowagą. Co byś powiedziała gdyby Twój partner powiedział Ci: „Nie jesteś w życiu najważniejsza”? Co byś powiedziała i poczuła gdybyś któregoś dnia chciała ukochana osobę spotkać, choć na chwile przytulić, zamienić choć 2 słowa – a ta druga osoba wiecznie nie ma czasu dla Ciebie, ale wiesz że ma zawsze ten czas dla "tego trzeciego"? Umiałabyś taką dysproporcję zaakceptować? Oj! Zaręczam Ci, że nikt tego nie zniesie na dłuższą metę: ani mężczyzna ani kobieta!
----------------------------
A żeby nieco ująć ciężaru tej ciężkiej gatunkowo dyskusji, zapewnić moja ukochaną symetrie i równowagę między tragedia a komedią tego tematu, a jednocześnie rozładować moje negatywne emocje napiszę tak:
:lol:
Po tej dyskusji napiszę petycję do Sejmu RP z wnioskiem [u:11913581b0]o ustawowe wprowadzenie obowiązkowego celibatu dla tancerek i tancerzy.[/u:11913581b0] Zapewni to Wam święty ze strony tych okropnych, niepojętnych osób z zewnątrz, i 100% oddanie tej cholernie pięknej acz piekielnie zaborczej i zazdrosnej sztuce jaką jest taniec! Niech orchestron jak Rubikon dzieli na zawsze tancerzy i widzów. Kto go przekroczy – niechaj cierpi piekielne męki!
:!: Kto za petycją – niech się wpisuje za Scarpią, a uniknie mąk wieczystych! Oby Was nigdy nie spotkała miłość do tancerki i tancerza, ta najgorsza plaga duszy widza! O! :twisted: :wink: :wink: :wink:
Jesli chodzi o'ten trzeci element'. Jesli druga osoba rozumie te pasje, a nawet ja podziela, wtedy nie ma tego problemu. POjawia sie on w przypadku przytoczonym przez Pawla - kiedy druga osoba jest zupelnie niezainteresowana nawet proba zrozumiena tego, czemu partner/ partnerka sie az tak poswieca. I on wtedy traktuje to wlasnie jako 'ten trzeci element'. Bo nie rozumie, ze mozna kochac cos jeszcze tak mocno, bo dla niego milosc - nie chce uzyc tu tego slowa, ale musze z braku innego - ogranicza sie tylko do kochania drugiej osoby. (mowiac o'tym trzecim' mam na mysli oczywiscie taniec, badz innego rodzaju sztuke, albo np. sport wyczynowy, bo z tego co sie orientuje to tez bywa to problemem w rodzinach sportowcow).
To, o czym mowisz, jest wlasnie tak trudne dla wielu osob. Coz, nikt nigdy nie powiedzial, ze jesli ktos ma wielka pasje, to mu to pomaga w zyciu spolecznym. Jesli trafi sie na kogos, kto to rozumie, nie ma problemu. Ale jesli nie... Oczywiscie, to jest tylko jednen z mozliwych modeli, bo osobowosci sa rozne, podejscia do tworczosci, w tym wlasnej, rowniez.
To, o czym mowisz, jest wlasnie tak trudne dla wielu osob. Coz, nikt nigdy nie powiedzial, ze jesli ktos ma wielka pasje, to mu to pomaga w zyciu spolecznym. Jesli trafi sie na kogos, kto to rozumie, nie ma problemu. Ale jesli nie... Oczywiscie, to jest tylko jednen z mozliwych modeli, bo osobowosci sa rozne, podejscia do tworczosci, w tym wlasnej, rowniez.
Cóż... przyjmuję Twoje wyjaśnienia. Jakoś nikt inny nie potrafił mi tego lepiej wytłumaczyć. Dziękuję Joanno. Wiem teraz nieco więcej. Tylko to boli... bardzo boli... bo odbiera wszelką nadzieję :cry: Z tego co napisałaś i co sam obserwuję wynika bowiem, że prawdziwy tancerz/tancerka jest pod tak silnym magnetyzmem sztuki jaką uprawia, że nie jest w stanie osiagnąć zdrowego kompromisu w stosunkach miedzyludzkich z kimś "spoza układu". Jest jak wciągnięta/wciągnięty w czarną dziurę w kosmosie, z której nic się nie wydostanie, nawet światło.
Są takie słowa pewnej piosenki "Miłość przychodzi razem z zazdrością, zazdrość odchodzi razem z miłością"
I z Twoich słów wynika, że nawet jeśli by wspiąć się na wyżyny idealnej miłości, która nie zazdrości i nie chce konkurować z pasją tancerki/tancerza to i tak jest się przegranym, bo w decydujacym momencie tancerka/tancerz odda nawet zdrowie za taniec. Na środkach przeciwbólowych wstanie w środku nocy i pojedzie na przedstawienie nocnym pociagiem na drugi koniec Polski czy świata, aby zatańczyć przez 10minut dla bandy ignorantów; ale nie znajdzie czasu i sił by w zmęczeniu spotkać drugą osobę. Przykra prawda i jaka rażąca dysproporcja! Potworne! Nieludzkie wręcz! Ale sama to napisałaś między wierszami tego zdania:
[quote:30eb189f36="Joanna"](...)Mam na przyklad znajomego, ktory zupelnie nie jest w stanie zrozumiec, jak nie jestem w stanie chodzic z powodu bolu po jakiejs kontuzji, a jestem w stanie z tym tanczyc (...)[/quote:30eb189f36]
Są takie słowa pewnej piosenki "Miłość przychodzi razem z zazdrością, zazdrość odchodzi razem z miłością"
I z Twoich słów wynika, że nawet jeśli by wspiąć się na wyżyny idealnej miłości, która nie zazdrości i nie chce konkurować z pasją tancerki/tancerza to i tak jest się przegranym, bo w decydujacym momencie tancerka/tancerz odda nawet zdrowie za taniec. Na środkach przeciwbólowych wstanie w środku nocy i pojedzie na przedstawienie nocnym pociagiem na drugi koniec Polski czy świata, aby zatańczyć przez 10minut dla bandy ignorantów; ale nie znajdzie czasu i sił by w zmęczeniu spotkać drugą osobę. Przykra prawda i jaka rażąca dysproporcja! Potworne! Nieludzkie wręcz! Ale sama to napisałaś między wierszami tego zdania:
[quote:30eb189f36="Joanna"](...)Mam na przyklad znajomego, ktory zupelnie nie jest w stanie zrozumiec, jak nie jestem w stanie chodzic z powodu bolu po jakiejs kontuzji, a jestem w stanie z tym tanczyc (...)[/quote:30eb189f36]
[quote:c45b13a7a5="a.k."]wydawało mi się że gdzies to już pisałąm.
Aj sobie wyobrażam związk muzyka z tancerką.
Cudowna sytuacja moim zdaniem............
Ciekawe, czy zgadnę...: Paweł S. ?[/quote:c45b13a7a5]
Oj nie, nie Paweł S. (z kontekstu wnioskuję, że "niestety" nie Paweł S. :) )
No i nasunął mi się pewien wniosek, portret psychologiczny kandydata na męża dla tancerki:
1. Powinien podzielać jej pasję do tańca, nawet jeśli nie dosłownie będąc tancerzem, to np. malarzem, fotografem, muzykiem, który tworząc swoje dzieła czerpałby natchnienie od swojej żony, która grałaby wówczas rolę: muzy, inspiracji, modelki.
2. Jeśli niefartownie jest jakimś informatykiem, czy kimkolwiek spoza tzw. "świata sztuki", to mimo wszystko powinien okazywać zainteresowanie i zrozumienie dla pasji swojej wybranki.
3. Musi lubić trójkąty. Nie tyle fizyczne, co psychologiczne, bo tancerki nawet gadając z babcią przez telefon zachowują się jakby stały przy drążku na lekcji baletu, albo nawet robiąc kolację kładą nogi na blatach i ladówkach. Chyba można przywyknąć, osobiście uważam że to urocze :)
4. Musi wbić sobie do głowy, że jej zawód jest specyficzny. Zwykła zazdrość... Nie chodzi mi o kwestię zajęć do późnych godzin czy wyjazdów na przedstawienia, ale o takie "drobiazgi" jak to, że często jest "obmacywana" przez partnera. Uda, talia, nawet obejmowanie twarzy/żuchwy (mam nadzieję że każdy wie o co mi chodzi? :S), zazwyczaj zarezerwowane dla sytuacji mniej lub bardziej intymnych, w przedstawieniach baletowych (a zatem i na próbach) jest bardzo powszechne. Trzeba się nauczyć z tym żyć, bo inaczej taki związek nie ma prawa się udać.
5. Jeśli nie ma ciała tancerza musi pogodzić się z tym, że żona nie raz wprowadzi go w kompleksy :)
6. No i najważniejsze! MUSI MIEĆ DŁUGIE WŁOSY I TATUAŻ! W zasadzie jeśli ma to, to punkty od 1 do 5 nie mają już takiego znaczenia ;)
Pozdrawiam
Aj sobie wyobrażam związk muzyka z tancerką.
Cudowna sytuacja moim zdaniem............
Ciekawe, czy zgadnę...: Paweł S. ?[/quote:c45b13a7a5]
Oj nie, nie Paweł S. (z kontekstu wnioskuję, że "niestety" nie Paweł S. :) )
No i nasunął mi się pewien wniosek, portret psychologiczny kandydata na męża dla tancerki:
1. Powinien podzielać jej pasję do tańca, nawet jeśli nie dosłownie będąc tancerzem, to np. malarzem, fotografem, muzykiem, który tworząc swoje dzieła czerpałby natchnienie od swojej żony, która grałaby wówczas rolę: muzy, inspiracji, modelki.
2. Jeśli niefartownie jest jakimś informatykiem, czy kimkolwiek spoza tzw. "świata sztuki", to mimo wszystko powinien okazywać zainteresowanie i zrozumienie dla pasji swojej wybranki.
3. Musi lubić trójkąty. Nie tyle fizyczne, co psychologiczne, bo tancerki nawet gadając z babcią przez telefon zachowują się jakby stały przy drążku na lekcji baletu, albo nawet robiąc kolację kładą nogi na blatach i ladówkach. Chyba można przywyknąć, osobiście uważam że to urocze :)
4. Musi wbić sobie do głowy, że jej zawód jest specyficzny. Zwykła zazdrość... Nie chodzi mi o kwestię zajęć do późnych godzin czy wyjazdów na przedstawienia, ale o takie "drobiazgi" jak to, że często jest "obmacywana" przez partnera. Uda, talia, nawet obejmowanie twarzy/żuchwy (mam nadzieję że każdy wie o co mi chodzi? :S), zazwyczaj zarezerwowane dla sytuacji mniej lub bardziej intymnych, w przedstawieniach baletowych (a zatem i na próbach) jest bardzo powszechne. Trzeba się nauczyć z tym żyć, bo inaczej taki związek nie ma prawa się udać.
5. Jeśli nie ma ciała tancerza musi pogodzić się z tym, że żona nie raz wprowadzi go w kompleksy :)
6. No i najważniejsze! MUSI MIEĆ DŁUGIE WŁOSY I TATUAŻ! W zasadzie jeśli ma to, to punkty od 1 do 5 nie mają już takiego znaczenia ;)
Pozdrawiam
-
makova_panienka
- Posty: 1073
- Rejestracja: śr cze 29, 2005 7:20 pm
[quote:bcd6c87ba6="Paweł"]4. Musi wbić sobie do głowy, że jej zawód jest specyficzny. Zwykła zazdrość... Nie chodzi mi o kwestię zajęć do późnych godzin czy wyjazdów na przedstawienia, ale o takie "drobiazgi" jak to, że często jest "obmacywana" przez partnera. Uda, talia, nawet obejmowanie twarzy/żuchwy (mam nadzieję że każdy wie o co mi chodzi? :S), zazwyczaj zarezerwowane dla sytuacji mniej lub bardziej intymnych, w przedstawieniach baletowych (a zatem i na próbach) jest bardzo powszechne. Trzeba się nauczyć z tym żyć, bo inaczej taki związek nie ma prawa się udać.
5. Jeśli nie ma ciała tancerza musi pogodzić się z tym, że żona nie raz wprowadzi go w kompleksy :)
6. No i najważniejsze! MUSI MIEĆ DŁUGIE WŁOSY I TATUAŻ! W zasadzie jeśli ma to, to punkty od 1 do 5 nie mają już takiego znaczenia ;)
Pozdrawiam[/quote:bcd6c87ba6]
brawo dla pana :wink:
5. Jeśli nie ma ciała tancerza musi pogodzić się z tym, że żona nie raz wprowadzi go w kompleksy :)
6. No i najważniejsze! MUSI MIEĆ DŁUGIE WŁOSY I TATUAŻ! W zasadzie jeśli ma to, to punkty od 1 do 5 nie mają już takiego znaczenia ;)
Pozdrawiam[/quote:bcd6c87ba6]
brawo dla pana :wink:
Scarpia, przyznaję, że w tym miejscu przestaję Cię całkowicie rozumieć. Jaka dysproporcja? To chyba normalne, jak ktoś kocha taniec. Dlaczego uważasz, że na taniec poświęca się więcej czasu niż drugiej osobie? Inaczej na pewno się to okazuje, bo jest to żywy człowiek, ale nie powiedziałabym, że 'kradnie' się czas tej osoby.
To, że się tańczy nierzadko kosztem zdrowia wie każdy tancerz już od początku.
Ale większość osób nie jest w stanie tego zrozumieć, jak wymieniony wcześniej kolega. Bo dla niego ważniejsze jest, żeby w życiu było wygodniej, to znaczy trochę zarobić, jak najmniej się przy tym męcząc oczywiście, kiedyś założyć jakąś rodzinę, itd.
Nie wiem, dla mnie to co Ty podajesz, te przykłady jak to nazywasz 'dysproporcji', itd. to te Twoje posty to jest właśnie przykład osoby, która nie jest w stanie zrozumieć, że można się poświęcić czemuś, jakiejś sztuce w takim stopniu, jak drugiemu człowiekowi. Jeśli dla Ciebie najwyższą formą miłości jest ta wobec drugiej osoby (abstrahując od Boga, bo nie wiem, czy jesteś wierzący, w tej dyskusji to zresztą nieistotne) to ok, ale pamiętaj że są na świecie ludzie, którzy będą kochać na równi np. sztukę, nie możesz im tego odebrać.
Chciałbyś chyba, żeby tancerz (tancerka) najlepiej kochał swoją pracę w pracy, ideałem przez ustawowe 8 godzin dziennie, a potem odkładał ją na drugi tor i zajmował się rodziną. Tak jak robi większość normalnych ludzi w normalnych zawodach. Ale tak nie jest, i tak się nie da zrobić. Nie da się tańca czy teatru odłożyć na bok. Pamiętam swoją nauczycielkę, która mówiąc co prawda o aktorstwie, mówiła że w tym zawodzie piękne jest to, że myśli się o nim myjąc zęby, jadąc autobusem, ale to też czasem przeraża - kiedy gdzieś na plaży zgubiła z oczu swojego małego synka to owszem, zaczęła się bać o niego i go szukać, wiadomo jak to matkas, ale jednocześnie - i z pełną świadomością tego - zaczęła analizować te swoje emocje z punktu widzenia aktorki!!
Ja z tego co piszesz nie widzę tej 'dysproporcji', 'braku równowagi'. Widzę normalne poświęcenie dla sztuki, z którym na pewno każdy co jakiś czas ma do czynienia. Przecież nikt nigdy nie ustalił gdzie przebiega ta granica 'normalności', z której zresztą artyści nigdy nic sobie nie robili, i śmiało żyli tak jak czuli, a że czasem jest to inaczej od przeciętnego wzorca społecznego? Cóż tak też bywa.
Kto niby ma ustalać ten 'zdrowy kompromis'? Nie obraź się, ale z to wymysł czysto filisterski, bo obiektywnie rzecz biorąc czegoś takiego nie ma - może niby jeszcze miałby o tym decydować człowiek, albo np. prawo? Nonsens.
Widzisz, jeśli zbierze się dwóch z takich wolnych, artystycznych zawodów, to u nich tego tematu, o którym rozmawiamy, właściwie w ogóle nie ma, bo dla nich pewne sytuacje, zachowania, wybory, są oczywiste. Nie jest to dla nich jak mówisz żadna 'dysproporcja', bo przecież to normalne.
A, jeszcze jedno. Jeśli uważasz, że jest to tak rażąca dysproporcja, to chyba nie rozumiesz, ile tancerzowi może dać taniec, tu nie chodzi o czysto estetyczną przyjemność widza, tylko o coś dużo więcej.
Przypomniała mi się jeszcze pewna anegdota, opowiadał ją znajomy reżyser teatralny. Otóż dotyczy ona pewnej śpiewaczki operowej, która wspominając swoje życie w którymś momencie stwierdziła, że najwięcej przyjemności to dla niej było stanie na scenie i śpiewanie, że to, co ona czuła, tę koncentrację setki czy tysiący słuchaczy, i ten jej wibrujący głos, i to było tak niesamowite, że z tym żaden orgazm nie mógł się nawet w połowie równać (to jej słowa, nawiasem mówiąc, ciekawe co na to jej mąż ;) ).
To, że się tańczy nierzadko kosztem zdrowia wie każdy tancerz już od początku.
Ale większość osób nie jest w stanie tego zrozumieć, jak wymieniony wcześniej kolega. Bo dla niego ważniejsze jest, żeby w życiu było wygodniej, to znaczy trochę zarobić, jak najmniej się przy tym męcząc oczywiście, kiedyś założyć jakąś rodzinę, itd.
Nie wiem, dla mnie to co Ty podajesz, te przykłady jak to nazywasz 'dysproporcji', itd. to te Twoje posty to jest właśnie przykład osoby, która nie jest w stanie zrozumieć, że można się poświęcić czemuś, jakiejś sztuce w takim stopniu, jak drugiemu człowiekowi. Jeśli dla Ciebie najwyższą formą miłości jest ta wobec drugiej osoby (abstrahując od Boga, bo nie wiem, czy jesteś wierzący, w tej dyskusji to zresztą nieistotne) to ok, ale pamiętaj że są na świecie ludzie, którzy będą kochać na równi np. sztukę, nie możesz im tego odebrać.
Chciałbyś chyba, żeby tancerz (tancerka) najlepiej kochał swoją pracę w pracy, ideałem przez ustawowe 8 godzin dziennie, a potem odkładał ją na drugi tor i zajmował się rodziną. Tak jak robi większość normalnych ludzi w normalnych zawodach. Ale tak nie jest, i tak się nie da zrobić. Nie da się tańca czy teatru odłożyć na bok. Pamiętam swoją nauczycielkę, która mówiąc co prawda o aktorstwie, mówiła że w tym zawodzie piękne jest to, że myśli się o nim myjąc zęby, jadąc autobusem, ale to też czasem przeraża - kiedy gdzieś na plaży zgubiła z oczu swojego małego synka to owszem, zaczęła się bać o niego i go szukać, wiadomo jak to matkas, ale jednocześnie - i z pełną świadomością tego - zaczęła analizować te swoje emocje z punktu widzenia aktorki!!
Ja z tego co piszesz nie widzę tej 'dysproporcji', 'braku równowagi'. Widzę normalne poświęcenie dla sztuki, z którym na pewno każdy co jakiś czas ma do czynienia. Przecież nikt nigdy nie ustalił gdzie przebiega ta granica 'normalności', z której zresztą artyści nigdy nic sobie nie robili, i śmiało żyli tak jak czuli, a że czasem jest to inaczej od przeciętnego wzorca społecznego? Cóż tak też bywa.
Kto niby ma ustalać ten 'zdrowy kompromis'? Nie obraź się, ale z to wymysł czysto filisterski, bo obiektywnie rzecz biorąc czegoś takiego nie ma - może niby jeszcze miałby o tym decydować człowiek, albo np. prawo? Nonsens.
Widzisz, jeśli zbierze się dwóch z takich wolnych, artystycznych zawodów, to u nich tego tematu, o którym rozmawiamy, właściwie w ogóle nie ma, bo dla nich pewne sytuacje, zachowania, wybory, są oczywiste. Nie jest to dla nich jak mówisz żadna 'dysproporcja', bo przecież to normalne.
A, jeszcze jedno. Jeśli uważasz, że jest to tak rażąca dysproporcja, to chyba nie rozumiesz, ile tancerzowi może dać taniec, tu nie chodzi o czysto estetyczną przyjemność widza, tylko o coś dużo więcej.
Przypomniała mi się jeszcze pewna anegdota, opowiadał ją znajomy reżyser teatralny. Otóż dotyczy ona pewnej śpiewaczki operowej, która wspominając swoje życie w którymś momencie stwierdziła, że najwięcej przyjemności to dla niej było stanie na scenie i śpiewanie, że to, co ona czuła, tę koncentrację setki czy tysiący słuchaczy, i ten jej wibrujący głos, i to było tak niesamowite, że z tym żaden orgazm nie mógł się nawet w połowie równać (to jej słowa, nawiasem mówiąc, ciekawe co na to jej mąż ;) ).
no i jak zwykle i jednak "strona" i druga ma rację :)
Tematem nie jest tu bowiem czy i na ile tancerz/tancerka powinien kochac swoją pracę, ale na ile bedzie kochany/rozumiany przez swojego partnera. Jesli kogoś kochasz to razem z jego pracą, pasją, poswięceniem dla niej, znajdujesz w tym zyciu swoje miejsce. Jesli nie mozesz zaakceptowac, ze dla kogoś powiedzmy balet (ale moze coś innego) jest az tak wielka pasją i miłoscią to nie decydujesz sie na zwiazek z tą osobą, bo chcesz być na pierwszym miejscu, bo będziesz zawsze zazdrosny o pasję. To tak jak z kochaniem zalet, ale i wad partnera, bo ich suma składa się na takiego a nie innego człowieka.
Z drugiej strony od dorosłych ludzi wymagało by się szczerego wyłuszczenia a przede wszystkim uświadomienia swoich potrzeb i dojścia do porozumienia (owego enigmatycznego "zdrowego kompromisu"). Na zasadzie : chce być z Tobą, mimo ze mozesz mi poswięcić tylko 3 godziny dziennie i w ich trakcie będziesz gadać tylko o balecie. Albo: chce byc z Tobą, ale musisz wiedziec ze nie potrafię dłużej niż pół godziny nie myślec o balecie (oczywiscie żartuję, ale zasada pozostaje ta sama). Nie mówię, ze to jest proste, ale u podstaw każdej międzyludzkiej realcji powinna leżeć szczerość i akceptacja.
No a jesli ktoś nie ma zamiaru, nie czuje potrzeby bycia z kimś na stałe, zakładania rodziny itd to jest zupełnie inny przypadek i nic tu sie poradzić nie da. Jak to zawsze powtarzam "każdy ma swoje priorytety" i sam decyduje co stawia na pierwszym miejscu podporządkowując temu zycie. Zawsze artyści decydowali się "poświęcić sztuce", "zaślubić muzę" etc i taki wybór tez jest zrozumiały - byle swiadomy
Tematem nie jest tu bowiem czy i na ile tancerz/tancerka powinien kochac swoją pracę, ale na ile bedzie kochany/rozumiany przez swojego partnera. Jesli kogoś kochasz to razem z jego pracą, pasją, poswięceniem dla niej, znajdujesz w tym zyciu swoje miejsce. Jesli nie mozesz zaakceptowac, ze dla kogoś powiedzmy balet (ale moze coś innego) jest az tak wielka pasją i miłoscią to nie decydujesz sie na zwiazek z tą osobą, bo chcesz być na pierwszym miejscu, bo będziesz zawsze zazdrosny o pasję. To tak jak z kochaniem zalet, ale i wad partnera, bo ich suma składa się na takiego a nie innego człowieka.
Z drugiej strony od dorosłych ludzi wymagało by się szczerego wyłuszczenia a przede wszystkim uświadomienia swoich potrzeb i dojścia do porozumienia (owego enigmatycznego "zdrowego kompromisu"). Na zasadzie : chce być z Tobą, mimo ze mozesz mi poswięcić tylko 3 godziny dziennie i w ich trakcie będziesz gadać tylko o balecie. Albo: chce byc z Tobą, ale musisz wiedziec ze nie potrafię dłużej niż pół godziny nie myślec o balecie (oczywiscie żartuję, ale zasada pozostaje ta sama). Nie mówię, ze to jest proste, ale u podstaw każdej międzyludzkiej realcji powinna leżeć szczerość i akceptacja.
No a jesli ktoś nie ma zamiaru, nie czuje potrzeby bycia z kimś na stałe, zakładania rodziny itd to jest zupełnie inny przypadek i nic tu sie poradzić nie da. Jak to zawsze powtarzam "każdy ma swoje priorytety" i sam decyduje co stawia na pierwszym miejscu podporządkowując temu zycie. Zawsze artyści decydowali się "poświęcić sztuce", "zaślubić muzę" etc i taki wybór tez jest zrozumiały - byle swiadomy
-
baletnica86
- Posty: 69
- Rejestracja: pn lut 21, 2005 11:50 am
[quote:75b4b053de="a.k."]Aj sobie wyobrażam związk muzyka z tancerką.
Cudowna sytuacja moim zdaniem......[/quote:75b4b053de]
Powiadasz? Interesujące.
[quote:75b4b053de="baletnica86"]jedno wam powiem z kobietą jest ciężko a z kobietą tancerką jeszcze gorzej[/quote:75b4b053de]
Znalazłbym kilka "cięższych" (dla mężczyzny) damskich zawodów :wink:
Cudowna sytuacja moim zdaniem......[/quote:75b4b053de]
Powiadasz? Interesujące.
[quote:75b4b053de="baletnica86"]jedno wam powiem z kobietą jest ciężko a z kobietą tancerką jeszcze gorzej[/quote:75b4b053de]
Znalazłbym kilka "cięższych" (dla mężczyzny) damskich zawodów :wink: