Strona 2 z 3

: sob mar 19, 2011 6:16 pm
autor: Sagittaire
Nieprzyjemny komentarz pod adresem "bab" dotyczył -jak napisałam - OKRZYKÓW. Raz się spotkałam z tym w Łodzi i raz w Warszawie (z tym drugim akurat ze słyszenia), ze jak dziewczyna krzyczała w zachwycie pod adresem konkretnego tancerza, to jej zwrócono uwagę (dodam, ze to nie byłam ja; ja nie krzycze nigdy). To mnie lekko wkurzyło.
Co do samych braw po drugim piruecie, czy drugim skoku, to rozumiem, ze można miec inne podejście i może to rozpraszam i niszczyc nastrój tyle, ze jak napisałam akurat mi to nie przeszkadza. A czy to rozprasza- zależy też co jest tańczone. Z tego co wiem po wtorkowych brawach w trakcie, które towarzyszyły chyba przez 5 minut spektaklowi non stop w trakcie najtrudniejszego momentu, tancerze byli zachwyceni takim przyjęciem ale to chyba rzadkosc. W każdym razie -tak jak napisałam- rozumiem tych, którzy tego akurat nie trawia ale mi to nie przeszkadza, bardziej mi przeszkadza drętwośc Warszawy (w Poznaniu zresztą podobnie... - ech jak tańczyc to w Łodzi tylko :D )

: sob mar 19, 2011 7:25 pm
autor: Kasia G
cóż - w Warszawie widownia wielgachna, Opera Narodowa więc "wypada pzyjść" i czesto publicznośc jest mocno przypadkowa z takich co to nigdy nie byli ale się wybrali. Nie mam nc przeciwko temu ale tez zaangazowanie takiej publiczności jest letnie, a nawet jak sie podoba to nie wiedz a "czy wypada". Ostatnio wprawdzie nie zwrócono mi uwagi ale dwie starsze panie co to "wybrały się na balet" przezywały głosno oburzone moje reacje - a ze wszystko syszałam (siedziały za mną) to tym więcej krzyczałam po wariacjach i na zakończenie - a było akurat komu i za co :))) Panie skamieniały ze zgrozy i zastanawiały sie co to "za zwyczaje" ;) Szkoda, ze nie były w La Scali.

Ja tez nie lubię zaklaskiwania wariacji ale czasem po prostu porywa - no i obyczaj baletowy na to pozwala więc czasem daję upust zachwytowi - jak jest czym. Takie brawa jednak musza być krótkie i tresciwe bo poem wariacja lub inny taniec trwa dalej.

Tak, macie rację Joanno i Sagi - Warszawa jest bardziej dretwa niż Łódź, czasami już wole jak jest spektakl z dużą ilością młodziezy bo przynajmniej na końcu jest żywiołowa owacja :)Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić. To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"

: sob mar 19, 2011 8:57 pm
autor: Sagittaire
Jej Kasiu - zgadzam się z każdym słowem. Rozważania o paniach i ich przypuszczalnym oburzeniu w La Scali mnie rozbawiły do łez :D Swoją drogą, to ciekawa jestem jak artyści z La Scali odbiorą w czerwcu polską publicznośc. Żeby nie pomyśleli, ze jak sa tak oziębli, to znaczy, że sie nie podoba :):):) Dobrze przynajmniej, ze będą tylko w Łodzi i nie załamią się Warszawą, gdzie by było jeszcze ciszej.

[quote35="Kasia G"]Ale warszawscy baletomani przykładają sie ile sił, by te widownię wyedukowac i ozywić.
To zresztą bawi mnie podobnie jak pełne oburzenia szepty "niebywałych" widzów - "patrz, ta tak ładnie tańczyła a żadnego kwiaka jej nie dali, a temu w 2 rzędzie dali". Zawsze mam ochote wtedy powiedziec - to prosze przynieśc nastepnym razem - to sa kwiaty od widzów a nie "z rozdzielnika"[/quote35].

Masz rację- niech sobie 1800 osób na widowni będzie oziębłych ale w Warszawie z raz w tygodniu albo i częściej jest grupa osób, które wynagradzają swoją pasją za wszystko. Największy mój ból to to, ze takich ludzi w Łodzi nie ma. Jest tysiąc osób bardziej żywiołowych i czułych na balet niz 1500 z Warszawy ale nie ma garstki, która chodzi na wszystko...
A odnośnie tych kwiatków to dosłownie ten sam tekst usłyszałam w Warszawie 13 marca i w grudniu. zdziwiło mnie to, bo w Łodzi nie słyszałam takiej głupoty ani razu. to by potwierdzało to, ze wielkosc widowni w Warszawie powoduje, ze jest tam mase ludzi z przypadku, po raz pierwszy, którzy moze nie mieli co robic i ot tak przyszli. I też ostatnio jak Robort dostał kwiatka (ode mnie zresztą i facet zaczał mówic "a dlaczego dyrekcja mu dała" to miałam ochotę pwoeidziec człowieku to nie dyrekcja, to ja. Jak Ci się podoba ktos inny to dowiedz sie jak sie nazywa i przynies jej następnym razem".
Ale tak jak mówiłam. I tak garstka baletomanów warszawskich ratuje honor opery i wyrównuje to co jest w niej złe...

: sob mar 19, 2011 9:26 pm
autor: nathaliye
to ja tylko dodam swój mały głosik do tej jakże rozbudowanej dyskusji. We Włoszech nie byłam ale mogę się tylko domyślać jak żywiołowo Włosi potrafią reagować i że dla nich okrzyki zachwytów są na porządku dziennym. Mnie także nieco irytują gromkie oklaski w czasie spektaklu, czy to w wypadku baletu czy w przypadku musicali. Mimo że ulegam żywiołowej reakcji na przykład na spektaklu teatralnym po jakiejś fajnej, zabawnej kwestii nagradzając ją (podobnie jak połowa widowni) oklaskami o tyle "przerywanie" tancerzowi w czasie wariacji mnie osobiście drażni, podobnie jak okrzyki wspomniane tu wyżej. Rozumiem, że to dodaje pewnej naturalności w odbiorze a tancerze widocznie tego potrzebują ale ja się wtedy trochę czuje jak na takich zawodach gdzie się "dopinguje" zawodników

: sob mar 19, 2011 10:08 pm
autor: Blanche
Akurat dziś trafiłam na nagranie, które bardzo pasuje mi wrzucić do Waszej dyskusji, bo jest dla mnie przykładem tego, że entuzjazm widzów w nieodpowiednich momentach może być niezwykle denerwujący:
[URL]http://www.youtube.com/watch?v=4ZMuJnDAWH8[/URL]

Od siebie dodam, że mnie drażnią oklaski podczas tańca w baletach, które nie są tak typowo klasyczno-popisowe (czyli bez wyraźnie wydzielonych wariacji, cody, fouettes itp.), ale zawierają trudne elementy, np. w Spartakusie Grigorowicza, gdzie często publiczność oklaskuje podnoszenia podczas adagia Spartakusa i Frygii, albo w Romeo i Julia, gdzie np. w wersji Ławrowskiego przy pożegnaniu bohaterów jest kilka efektownych podnoszeń. Oklaskiwanie w takich momentach psuje cały nastrój. W baletach klasycznych po wariacjach czy codzie mnie aż tak nie razi, ale w innych spektaklach nie mogę tego znieść. No i dziś przekonałam się, że w Giselle też niekoniecznie to lubię ;).

: sob mar 19, 2011 10:20 pm
autor: Nagash
Piękny przykład a oglądając ten filmik doszedłem do wniosku że chorzy ludzie powinni siedzieć w domu a nie kasłać na widowni :wink: (jakaś epidemia tam chyba zapanowała ;) )

: sob mar 19, 2011 11:56 pm
autor: Joanna Bednarczyk
[quote60="Sagittaire"]Swoją drogą, to ciekawa jestem jak artyści z La Scali odbiorą w czerwcu polską publicznośc. Żeby nie pomyśleli, ze jak sa tak oziębli, to znaczy, że sie nie podoba :):):) Dobrze przynajmniej, ze będą tylko w Łodzi i nie załamią się Warszawą, gdzie by było jeszcze ciszej.[/quote60]

przede wszystkim zatańczą "Klejnoty" Balanchine'a - wiadomo jak to u Pana. B mamy porządek apolliński a nie dionizyjski, a wiec jaki bodziec taka może być reakcja, ale nie przesądzam, choć gdyby wybrali "Manon" MacMillana......

A mnie bardziej interesuje jak łódzka publiczność odbierze spaktakl Forsythe'a i jak zachowa się w niekórych momentach.

: ndz mar 20, 2011 12:30 am
autor: Kostaryka
A właściwe jak sie przekazuje kwiaty dla tancerza?

: ndz mar 20, 2011 6:46 am
autor: Father
http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=7356
"Szukajcie a znajdziecie". Proszę, mówisz i masz. :)

: ndz mar 20, 2011 6:20 pm
autor: Kasia G
nathaliye, ale okrzyki po spektaklu w trakcie braw Cie irytują? bo tylko o tańcu, podczas oklasków zdarza się u nas takowe śłyszeć (i wydawać ). Oklaski w trakcie tańca nie sa zwykle odpowiednie, chyba ze w tych wskazanych przeze mnie "tradycyjnych" miejscach - na wejscie Odetty, w trakcie grand tours pierwszego solisty (jesli zachwycają). Generalnie - PO wariacji, tak samo jak okrzyki brawo//brawa. Ja tam lubię - widac ze widownia zyje, a dla tancerzy to niekiedy jedyny wyznacznik tego ze kogoś rusza to jak tanczą, bo zawkowe brawa po równo dla każdego nie zwracaja niczyjej uwagi... :(