Tristan w Warszawie

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Tristan Krzysztofa Pastora... Tym razem zacznę chyba od końca mając nadzieję ze choreograf i dyrektor warszawskiego baletu w jednym nie pogniewa się o to. Bo chcę zacząć od wykonania – tak dobrze tańczącego zespołu nie pamiętam bodaj od premiery Bajadery, Czajkowskiego czy Balanchina i muz. Zmiana jakościowa kolosalna! I to po zaledwie 3 miesiącach pracy! Nie mówię nawet o solistach, o których z rożnych ich dokonań wiadomo było ze odpowiednio obsadzeni potrafią się pokazać, że trafiając we wlasciwe dla nich emplois i odpowiednio motywując można wydobyc z nich prawdziwe mistrzostwo. Nie mówię juz o tych solistach, o których zawsze wiadomo ze mają w sobie artyzm, dojrzałość artystyczną, głębię, a potrzebują odpowiedniej roli aby móc to pokazać ozywając w dodatku świetnej techniki, którą przecież mają. Mówię o zespole, o corps de ballet włączonych do niego w tym przypadku solistkach, solistach, koryfejkach i koryfejach. Nie dość ze było równo ( co dla mniej wyrobionego widza już jest synonimem perfekcji i sukcesu), ale było jeszcze lekko, wdzięcznie i muzykalnie! Dziewczęta pięknie wyglądały w „pierzastych” sukienkach sił natury, nie szpeciły ich nawet zapowiadane „łyse czepce” - czy raczej chustki związane w formie nakryć głów z jakby japońskimi koczkami-węzełkami. Ale co tam wygląd – jakie jetes zarówno u pań, jak i u panów, jaka synchronizacja, jakie delikatnie poruszające sie po scenie szeregi!
Soliści... To nawet trudno napisac ze byli perfekcyjni, bo przy takiej dawce emocji trudno skupiać się li tylko na technicznej stronie wykonania. Byli poruszający i wzruszający. Zwłaszcza duet „namiętności” na tle lustra-zastawki i finałowy duet „pośmiertny” były genialne! Mówię o Tristanie (Jan-Erik Wikstrom) i Izoldzie (Izabela Milewska). Oboje skończeni artysci odmalowujący tak tańcem jak i grą aktorską pełną paletę targających nimi uczuć. Drugą wspaniałą parę tworzyli Dominika Krysztoforska (Matka Tristana) i Siergiej Basałajew (Ojciec Tristana) , a raczej opiekuńcze duchy rodziców Tristana. Urody ich tańca w zwiewnych bialych szatach nie da się opisać. Czysta poezja. Sekundowali im z wielkim powodzeniem Wojciech Ślęzak – spokojny i zrównoważony Król Marek i opiekuńczy Gorwenal, nauczyciel Tristana – Sebastian Solecki. Ponury akcent wniosl swoją sceniczną osobowością Karol Urbanski obsadzony jako irlandzki wojownik Morchołt.
Scenografia była ledwie symboliczna, bardzo prosta i czysta, tylko delikatne projekcje podkreślały gdzieniegdzie treść np. Twarz Izoldy ukazywala sie w tle gdy Tristan opowiadał Markowi o pieknej księżniczce która nadawała by sie na królową Kornwalii. Wizualizacje mialy tylko ten minus ze np. Z 2 balkonu byly w większości niewidoczne. Jedyne co mi się nie podobało to czepiec z czarnyi kosmykami na glowie Ozyldy (świetnej Marty Fiedler) i czerwone wstążki na glowach kobiet-płomieni – upodobnialy tancerki do małych kogucików z grzebieniami na czubku głowy.
Wreszcie coś o całości spktaklu, o choreografii i zamyśle. Taniec jest tu głównie klasyczny, a jednocześnie mocno nieklasyczny. Po prostu od typowych póz baletowych jak arabeska czy piąta pozycja choreograf przechodzi do elastycznego ruchu rąk i korpusu, do wyrzutów nóg w „nieklasycznych” płaszczyznach. Jak słusznie zauważył wyzej Raoul, jest to liryczne, poetyczne i świeże, nie „odrzuci” miłośnika klasyki, ale i nie znudzi miłośnika tańca współczesnego. Zloty srodek? Nie wiem – po prostu wlasna droga, włsna gramatyka taneczna Krzysztofa Pastora. Sam spektakl jest bardzo symboliczny – nie zobczymy na scenie większości „scenek” opisanych w libretcie, a tylko ich znaki. Tristan nie płynie w lodzi do Izoldy, ale pozostje na scenie otoczony przez tancerki uosabiające siły natury. Nie walczy ze smokiem, nie jest „porwany” przez piratów, ale JEST to pokazane i zaznaczone przez wyraziste znaki. Sceny przechodzą z jednej w drugą bez przerw, prawie bez ściemnień i zatrzymań akcji. Wszystko spajają pojawienia sie Duchów Opiekuńczych, które odzwierciedlają cierpienia Tristana i starają się je koić.
Finał – pośmiertne spełnienie pary kochanków to prawdziwy majstersztyk. Zadziwiające że mimo żę tancerze oprócz wykonywania niemal akrobatycznych podnoszeń często sie rozdzielają to niemal widać łączącą ich i spajają miłość i namiętność. Zachwycające.
Raoul
Posty: 36
Rejestracja: sob paź 04, 2008 12:47 pm

Post autor: Raoul »

Jak widać w prasie to piękne przedstawienie jest tak szeroko omawiane, że aż głowa boli od nadmiaru recenzji :evil:
Balet jakby nie istaniał. Smutne.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

wszyscy recenzenci byli podczas premiery na koncercie Mutter, więc na recenzje przyjdzie poczekać - dopiero wczoraj mieli okazję obejrzeć spektakl :( (a ja po raz drugi hi hi)
Raoul
Posty: 36
Rejestracja: sob paź 04, 2008 12:47 pm

Post autor: Raoul »

Czy był równie udany jak premiera ?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

równie udany, choć corps de ballet na poczatku nieco mniej skoncentrowane. Ogolnie bardzo się podobalo i aplauz byl bardzo długi

recenzja w Rzeczpospolitej
http://www.rp.pl/artykul/2,285282.html

a tu zdjęcia ze spektaklu
http://www.teatrwielki.pl/galeria.php?action=search&full=1&id=1273
Raoul
Posty: 36
Rejestracja: sob paź 04, 2008 12:47 pm

Post autor: Raoul »

A tu można przeczytać oficjalnie o planach nowego dyrektora baletu.

http://www.teatrwielki.pl/readme.php?book_id=2949&book_name=nowy_dyrektor_baletu

:)
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

[quote:1e01ac8486]Narracyjny charakter tych scen rozmija się z klimatem muzyki Richarda Wagnera...[/quote:1e01ac8486]

???

Po raz kolejny zupełnie inaczej niż pan Marczyński odczuwam muzykę i taniec... :? Trzy przedstawienia i ja za każdym razem siedziałam tak samo zasłuchana i zapatrzona - od początku do końca przedstawienia...nie odczułam by się cokolwiek ze sobą rozmijało...
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

M. szkoda że nasze drogi w warszawskiej operze się nie krzyżują :sad:

A co do spektaklu: ogólnie mi sie podobał ale pozostawił pewien niedosyt. Było kilka pieknych scen - szczególnie duety ale też momenty dramaturgicznie i choreograficznie słabsze. Bałam sie że kostiumy tak nagłosnione bedą sztuką dla sztuki ale uważam że Zieniowi udało sie stoworzyc plastycznie ciekawą całość. Oczywiście wielkie brawa dla wykonawców głównych ról.
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

No to ja znów dorzucę info o Tristanie w szklanym pudelku zwanym telewizorem.
Otóż w ostatnia sobotę w Pegazie był dość duży nius o Tristanie.
Filip poza (w/g mnie) kilkoma niepotrzebnymi pytaniami o hip-hop poradził sobie prowadząc wywiady całkiem dobrze. Izabela Milewska uroczo opowiadała o swoim odbiorze tego baletu i trudzie przygotowania. A kostiumy nie przykryły całości ;)

Torin
p.s.
z ostatnich moich postów wynika, że nie robię nic innego ino ślęczę przed telewizorem tępo wgapiając się w ekran.
Otóż pragnę stanowczo zaprzeczyć, a nawet dosadnie odrzucić takie insynuacje :)
Po prostu Tristan mnie jakoś przyciąga qu sobie :)
(pewnie bardziej Izolda niż Tristan - tak już dla ścisłości ;) )
Maron
Posty: 2668
Rejestracja: czw gru 15, 2005 11:08 pm

Post autor: Maron »

dzisiaj mówili trochę o Tristanie w Co za tydzień :P
ODPOWIEDZ