Nowości baletowe na DVD
[b:40eadc9195]Tytuł: Kilka uwag o Jeziorze, czyli rzecz o tym, że nigdy nie jest się za starym na to by odkryć coś co inni wiedzieli dużo wcześniej ;)[/b:40eadc9195]
Oczywiście chodzi o wersję nagraną w Teatrze Maryjskim 1996 a wydaną na dvd w 2007.
Zaczne od watku, w którym zgadzam się z przedmówcami – od scenografii. To Jezioro jest drugim, które widziałam i po szwedzkiej wersji tego baletu zaskoczeniem dla mnie było to, że przedstawienie od samego początku, jest radosne, żwawe i takie … jasne. Scenografia nie narzuca się nadmiernie a po prostu razem z muzyką tworzy odpowiedni klimat tego baletu. Jeśli chodzi o płynące po jeziorze i odbijające się w tafli wody łabędzie – brakuje tylko aby troszkę poruszały głowami w przód i tył, tak jak robią to żywe ptaki :wink: .
A teraz o samych tancerzach: Łopatkina niech pójdzie na pierwszy ogien. Całkowicie nie rozumiem co macie jej do zarzucenia. Może wg zasady, że serce nie sługa (a cały czas łatwiej mi odbierać sztukę poprzez jego pryzmat, bo musi upłynąć trochę czasu i „przypłynąć” trochę wiedzy zanim nauczę się prawidłowo oceniać technikę tańca) dziś z tych dwóch pań (Ulyana contra Swetlana – widziana przeze mnie jedynie na krótkich filmikach w sieci) wybrałabym właśnie Łopatkinę. Zwróciliście uwagę jak ona odchyla do tyłu głowę, pokazując piękną szyję - czyżby ona nie rozbudzała wspomnianego wcześniej apetytu na gryzienie? (Tylko ten Zygfryd jakiś taki, jakby ugryźć nie chciał... ale o nim za moment) Albo co kryje się w jej oczach? Przy pierwszym oglądaniu, wydaje się, że jest w swoim żywiole dopiero jako Odylia, ale kiedy przyjrzeć się dokładnie jej Odecie… nie wiem czy właśnie to nazywacie „wyrazem”, ale ja mam wrażenie, że ona tak jakby cały czas trzymała wszystkie swoje emocje w środku, tak jakby wychodząc na scenę nie musiała zbyt wiele robić by wejść (zarówno w jedną jak i drugą) rolę bo one są po prostu w niej. Mi się podoba i już!
Za to kompletnie nie ma w sobie tego czegoś Korsuntsev w roli Zygfryda. Wg mnie wypada troszkę słabiej w tej roli. Oglądając ich razem na scenie myślałam sobie że troszkę szkoda, że taki skarb w postaci pięknej, dojrzałej, skomplikowanej kobiety wpada w ręce młodzieńca, który... nie patrzy na nią tak powinien, udaje a nie gra i ma taki dziwny wyraz twarzy... no nie wiem, coś mi w nim nie pasuje do końca.
Dużo lepsze wrażenie zrobił na mnie Anton Korsakov w roli Benna. Heh, powiem tak – gdybym była Odettą/Odylią z tych dwóch przyjaciół to właśnie jego bym wybrała bez chwili wachania. Zaraz, zaraz, czy to aby nie dlatego Zygfryd na polowanie wybrał się samotnie, nie zabierając swojego dobrego przyjaciela? :wink: Jeśli chodzi o pas de trois – chętnie wracam do tej sceny i być może napiszę trochę więcej o tancerkach gdy już oderwę wzrok od samego Księcia.
Milton wspomniałeś o tym, że dobrze, że w balecie pojawił się Joker/Błazen. To dodam tylko, że dobrze, że jest tańczony przez – chyba stworzonego do tej roli – Andrei-a Ivanov-a. Wnosi tyle energii, radości i dowcipu do tego baletu. Robi przezabawne miny :) no i chyba, co ważniejsze umie się popisywać skacząc i kręcąc - chyba wystarczająco dobrze słychać, że jest to docenione przez petersburską publiczność.
Muszę powiedzieć, że nie doceniałam do tej pory „Jeziora” myśląc o nim podobnie jak nasza formowa koleżanka .:Agga:., która ma nawet na to odpowiednie stwierdzenie, które przytoczy jeśli sama będzie na to miała ochotę. Chyba, że tak jak ja zmieni zdanie po obejrzeniu tej płyty. Po wszystkich moich zachwytach nad Łopatkiną i uwierdzeniu się, że szczególnie białe akty i sceny zbiorowe ( z resztą to chyba tyczy się całego tańca) należy oglądać na żywo – bo dopiero wtedy robią odpowiednie wrażenie, muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że począwszy od pierwszego aktu będzie mi się tak dobrze je oglądało. Teraz najchętniej wracam do scen: pas de trois z aktu pierwszego, oczywiście do obu pas de deux i jak się okazuje do większości scen drugiego aktu – do tańca Jestera oraz do tańców: hiszpańskiego, włoskiego i węgierskiego.
Acha! Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje też sposób w jaki porusza się kamera, np. w momencie, w którym Zygfryd szuka swojej ukochanej wśród łabędzi – dzięki odpowiedniemu filmowaniu ta i jeszcze kilka scen naprawdę zyskują wiele takiej…hmmm… fabularności. Dobrze, że w przeciwieństwie do niektórych baletów, kamera nie stoi tu w miejscu – bo to byłoby nudne.
Po moim poprzednim spotkaniu, ze szwedzkim „Jeziorem”, które obejrzałam raz, może dwa naprawdę nie mogłam zrozumieć, skąd to całe szaleństwo na punkcie akurat tego baletu Czajkowskiego. Przyznam szczerze, że teraz już wiem. Okazało się, że jest to przedstawienie, w którym mogą zachwycać się nie tylko fani eterycznych tancerek-łabędzi, pięknych scen zbiorowych czy popisowych wariacji. Teraz mam wrażenie, źe w tym balecie każdy może znaleźć coś dla siebie. And that’s the point!
Oczywiście chodzi o wersję nagraną w Teatrze Maryjskim 1996 a wydaną na dvd w 2007.
Zaczne od watku, w którym zgadzam się z przedmówcami – od scenografii. To Jezioro jest drugim, które widziałam i po szwedzkiej wersji tego baletu zaskoczeniem dla mnie było to, że przedstawienie od samego początku, jest radosne, żwawe i takie … jasne. Scenografia nie narzuca się nadmiernie a po prostu razem z muzyką tworzy odpowiedni klimat tego baletu. Jeśli chodzi o płynące po jeziorze i odbijające się w tafli wody łabędzie – brakuje tylko aby troszkę poruszały głowami w przód i tył, tak jak robią to żywe ptaki :wink: .
A teraz o samych tancerzach: Łopatkina niech pójdzie na pierwszy ogien. Całkowicie nie rozumiem co macie jej do zarzucenia. Może wg zasady, że serce nie sługa (a cały czas łatwiej mi odbierać sztukę poprzez jego pryzmat, bo musi upłynąć trochę czasu i „przypłynąć” trochę wiedzy zanim nauczę się prawidłowo oceniać technikę tańca) dziś z tych dwóch pań (Ulyana contra Swetlana – widziana przeze mnie jedynie na krótkich filmikach w sieci) wybrałabym właśnie Łopatkinę. Zwróciliście uwagę jak ona odchyla do tyłu głowę, pokazując piękną szyję - czyżby ona nie rozbudzała wspomnianego wcześniej apetytu na gryzienie? (Tylko ten Zygfryd jakiś taki, jakby ugryźć nie chciał... ale o nim za moment) Albo co kryje się w jej oczach? Przy pierwszym oglądaniu, wydaje się, że jest w swoim żywiole dopiero jako Odylia, ale kiedy przyjrzeć się dokładnie jej Odecie… nie wiem czy właśnie to nazywacie „wyrazem”, ale ja mam wrażenie, że ona tak jakby cały czas trzymała wszystkie swoje emocje w środku, tak jakby wychodząc na scenę nie musiała zbyt wiele robić by wejść (zarówno w jedną jak i drugą) rolę bo one są po prostu w niej. Mi się podoba i już!
Za to kompletnie nie ma w sobie tego czegoś Korsuntsev w roli Zygfryda. Wg mnie wypada troszkę słabiej w tej roli. Oglądając ich razem na scenie myślałam sobie że troszkę szkoda, że taki skarb w postaci pięknej, dojrzałej, skomplikowanej kobiety wpada w ręce młodzieńca, który... nie patrzy na nią tak powinien, udaje a nie gra i ma taki dziwny wyraz twarzy... no nie wiem, coś mi w nim nie pasuje do końca.
Dużo lepsze wrażenie zrobił na mnie Anton Korsakov w roli Benna. Heh, powiem tak – gdybym była Odettą/Odylią z tych dwóch przyjaciół to właśnie jego bym wybrała bez chwili wachania. Zaraz, zaraz, czy to aby nie dlatego Zygfryd na polowanie wybrał się samotnie, nie zabierając swojego dobrego przyjaciela? :wink: Jeśli chodzi o pas de trois – chętnie wracam do tej sceny i być może napiszę trochę więcej o tancerkach gdy już oderwę wzrok od samego Księcia.
Milton wspomniałeś o tym, że dobrze, że w balecie pojawił się Joker/Błazen. To dodam tylko, że dobrze, że jest tańczony przez – chyba stworzonego do tej roli – Andrei-a Ivanov-a. Wnosi tyle energii, radości i dowcipu do tego baletu. Robi przezabawne miny :) no i chyba, co ważniejsze umie się popisywać skacząc i kręcąc - chyba wystarczająco dobrze słychać, że jest to docenione przez petersburską publiczność.
Muszę powiedzieć, że nie doceniałam do tej pory „Jeziora” myśląc o nim podobnie jak nasza formowa koleżanka .:Agga:., która ma nawet na to odpowiednie stwierdzenie, które przytoczy jeśli sama będzie na to miała ochotę. Chyba, że tak jak ja zmieni zdanie po obejrzeniu tej płyty. Po wszystkich moich zachwytach nad Łopatkiną i uwierdzeniu się, że szczególnie białe akty i sceny zbiorowe ( z resztą to chyba tyczy się całego tańca) należy oglądać na żywo – bo dopiero wtedy robią odpowiednie wrażenie, muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że począwszy od pierwszego aktu będzie mi się tak dobrze je oglądało. Teraz najchętniej wracam do scen: pas de trois z aktu pierwszego, oczywiście do obu pas de deux i jak się okazuje do większości scen drugiego aktu – do tańca Jestera oraz do tańców: hiszpańskiego, włoskiego i węgierskiego.
Acha! Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje też sposób w jaki porusza się kamera, np. w momencie, w którym Zygfryd szuka swojej ukochanej wśród łabędzi – dzięki odpowiedniemu filmowaniu ta i jeszcze kilka scen naprawdę zyskują wiele takiej…hmmm… fabularności. Dobrze, że w przeciwieństwie do niektórych baletów, kamera nie stoi tu w miejscu – bo to byłoby nudne.
Po moim poprzednim spotkaniu, ze szwedzkim „Jeziorem”, które obejrzałam raz, może dwa naprawdę nie mogłam zrozumieć, skąd to całe szaleństwo na punkcie akurat tego baletu Czajkowskiego. Przyznam szczerze, że teraz już wiem. Okazało się, że jest to przedstawienie, w którym mogą zachwycać się nie tylko fani eterycznych tancerek-łabędzi, pięknych scen zbiorowych czy popisowych wariacji. Teraz mam wrażenie, źe w tym balecie każdy może znaleźć coś dla siebie. And that’s the point!
Na wstępie chcę napisać że jest mi ogromnie miło, że są forumowicze, którzy piszą dłuższe wypowiedzi i to na temat baletu(!), co ostatnio na tym forum nie zdarza się często. Miło jest konfrontować swoje odczucia na tematy baletowe, nawet jeśli bywają niejednomyślne.
[quote:3f7163574a="milton"]Ale ta moskiewska choreografia podobno straszna była...... i może lepiej że się nie uchowała[/quote:3f7163574a]
Nie sądzę. Według mojej wiedzy po prostu ogromny pech, fatum i zbieg KILKU fatalnych okoliczności zbiegło się nad pierwotnym wykonaniem: kobieca nieroztropność w życiu prywatnym ówczesnej 1 solistki Bolshoi'a A.Sobieszczańskiej (ponadprzeciętnie urodziwej i utalentowanej tancerki) i konieczność jej zastąpienia przez Karpakovą; fatalna prasa dla choreografa Reisingera, i to bynajmniej nie z powodów czysto zawodowych; korupcja i straszne złodziejstwo przy samej produkcji.
Podstawowym problemem dla tancerzy i muzyków było też nowatorstwo materiału muzycznego Czajkowskiego – ani orkiestra ani tancerze ani krytycy nie byli absolutnie przygotowani na coś tak rewolucyjnego. A były tylko...2 (słownie DWIE)
Przyznam, że dzisiaj jako mały i szary baletomaniak spoglądam na te recenzje sprzed ponad wieku ze zgrozą ale i z rozrzewnionym uśmiechem z powodu ich naiwności i krótkowzroczności. Poczytajcie tylko te słowa "uznanych i uczonych" krytyków sztuki baletowej:
'nie jest możliwym aby nie zauważyć że muzyka Jeziora wypada blado i jest monotonna do skrajności...' (z 1 przedstawienia w Moskwie)
'To kompletny upadek sztuki choreograficznej! A co do muzyki Czajkowskiego jest ona bardzo daleka od baletu' (z pierwszej recenzji Śpiącej królewny)
'Dla tancerzy jest tego tutaj raczej niewiele, dla sztuki jest to absolutne zero, a dla artystycznej przyszłości naszego baletu jest to kolejny krok w dół' (Z pierwszej recenzji Dziadka do orzechów)
i na deser odnośnie wersji petersburskiej:
'Pierwszym defektem wspomnianego baletu jest jego muzyka i jest doprawdy nie do wiary, że została ona napisana przez tak wielkiego mistrza jak zmarły P.I.Czajkowski' (Z recenzji pierwszego wykonania Jeziora w Petersburgu)
Mój Boże... gdyby mogli dożyć i być świadkiem tego, czym Jezioro i pozostałe dzieła Czajkowskiego stały się w historii baletu.... Bo pewnie na drugim świecie już wiedzą....
[quote:3f7163574a="milton"]Zmieniona wariacja Zygfryda w 3 akcie a szczególnie zmieniona coda (2 akt). Różne drobne zmiany bywały ale to co się tu wyprawia jest skandalem[/quote:3f7163574a]
No cóż tancerz patrzy jak tancerz i nie wolno mieć Ci tego za złe. Mi natomiast nie wolno mieć za złe że patrzę jako widz na CAŁOŚĆ (muzyka+taniec+wykonanie+scenografia+...uroda tancerek i tancerzy. Tak, tak choćby nie wiem co to TEŻ jest ważne, co nie dziwi jako że balet to przecież sztuka wizualna). Podobnie implikuję, że nie wolno mieć za złe Nuriejewowi że zrobił tak a nie inaczej (choć oczywiście każdemu może się to podobać lub nie)
Aby nie udawać mądrali ucieknę do cytatu z materiałów samego Petipy: "...Utalentowany baletmistrz (...) będzie tworzył tańce zgodnie ze swoja fantazją, swoim talentem i smakiem publiczności jego własnych czasów i nie będzie trwonił czasu i wysiłku na kopiowanie tego, co zostało już uczynione przez innych."
Nie zmienia to faktu że i tak moim marzeniem jest i pozostanie obejrzenie choćby skrawków pierwotnej choreografii i kolejności wykonywania Jeziora.
[quote:3f7163574a="milton"]No to może napiszę coś od siebie o moim numer jeden. Oczywiście Peterburskie co tych którzy mnie znają w ogóle nie zdziwi. [/quote:3f7163574a]
No znamy, znamy :wink: To może ja dla równowagi Twojego zachwytu dodam oprócz tego co już wymieniłeś, to co mi w nim "przeszkadza" (choć i tak bardzo je lubię): Brak ciągłej nuty gotyckiej melancholii i nieuchronnej tragedii (fatum) koniecznie spajającej całe dzieło. W ogóle tego nie czuję w 1 akcie i na początku 3-go. Natomiast ogromnym plusem dla mnie jest przepiękny ruch dłoni Uliany Łopatkiny które poruszają są niczym gałązki wierzby płaczącej. Szczególnie w andante. Przepiękny to ruch! Natomiast pod względem aktorskim będę zdecydowanie bronił Agnes Letestu. Fantastycznie „pogardza i gnębi” Zygfrydem… jest dojrzale kobieco-demoniczna, uff… gdybym był tancerzem (a na szczęscie nie jestem) to bałbym się, ze przy takiej tancerce mógłbym w sobie odkryć jakiś ukryty instykt masochisty buhahahahhaha… :D
[quote:3f7163574a="M."] zaskoczeniem dla mnie było to, że przedstawienie od samego początku, jest radosne, żwawe i takie … jasne. [/quote:3f7163574a]
Co dla jednych zaletą dla innych jak widać wadą :wink: (patrz komentarz wyżej) I dlatego przy całym szacunku dla innych interpretacji na DVD właśnie szwedzkiej jezioro pozostanie jednym z moich najbardziej ulubionych.
A w ogóle strasznie podobają mi się paczki petersburskiego corps… Tak ślicznie pracują podczas ruchu łabędzi! Szczególnie obręby zwiewnie i efemerycznie drżące przy podskokach i jetes. It’s pure magic!
Masz rację co do sposobu ruchu kamery. Jest hipnotyczny. Jak oglądam ten DVD na dużym ekranie i w wysokiej jakości to czasem mam ochotę zanurkować aby naleźć się wśród pląsających łabędzi…
[quote:3f7163574a="Beata-wielbicielka baletu"]Pozdrawiam Wszystkich z Monaco,gdzie kupilam White Snow! Opowiem,gdy obejrze[/quote:3f7163574a]
No to koniecznie, koniecznie… A ciekawe czy odwiedzisz słynny Les Ballets de Monte Carlo http://www.balletsdemontecarlo.com. Ciekawe czy można ich będzie kiedykolwiek obejrzeć w dawnych produkcjach Ballet Russe de Monte Carlo. Pewnie nie. Ale może zobaczysz czy są tam do kupienia takie DVD z dawniejszych sezonów?
****
Aby nie było że jesteśmy w wątku DVD a ja tu tylko o Jeziorze to musze przyznać że z czasem coraz bardziej zaczynam cenić sobie materiały archiwalne. Przeto ogromnych wzruszeń baletowych dostarczyły mi o dziwo dostępne od tygodnia w sieci sklepów „nie dla idiotów” płyty DVD rosyjskiego wydawnictwa Звезды русского балета. .
[img:3f7163574a]http://shop.inoekino.ru/pix/prod/big/3907.jpg[/img:3f7163574a]
[img:3f7163574a]http://shop.inoekino.ru/pix/prod/big/3908.jpg[/img:3f7163574a]
Przy całym szacunku i podziwie dla dzisiejszych balerin ale… czasem więcej odczuwam jako widz oglądając zdarte i porysowane fragmenty baletu z lat 60-tych niż występy dzisiejsze. Jak to jest, że takich tancerek już nie ma…..
[color=brown:3f7163574a][size=9:3f7163574a]kapeczkę poprawiłem linki do zdjęć ;) Torin[/size:3f7163574a][/color:3f7163574a]
[quote:3f7163574a="milton"]Ale ta moskiewska choreografia podobno straszna była...... i może lepiej że się nie uchowała[/quote:3f7163574a]
Nie sądzę. Według mojej wiedzy po prostu ogromny pech, fatum i zbieg KILKU fatalnych okoliczności zbiegło się nad pierwotnym wykonaniem: kobieca nieroztropność w życiu prywatnym ówczesnej 1 solistki Bolshoi'a A.Sobieszczańskiej (ponadprzeciętnie urodziwej i utalentowanej tancerki) i konieczność jej zastąpienia przez Karpakovą; fatalna prasa dla choreografa Reisingera, i to bynajmniej nie z powodów czysto zawodowych; korupcja i straszne złodziejstwo przy samej produkcji.
Podstawowym problemem dla tancerzy i muzyków było też nowatorstwo materiału muzycznego Czajkowskiego – ani orkiestra ani tancerze ani krytycy nie byli absolutnie przygotowani na coś tak rewolucyjnego. A były tylko...2 (słownie DWIE)
Przyznam, że dzisiaj jako mały i szary baletomaniak spoglądam na te recenzje sprzed ponad wieku ze zgrozą ale i z rozrzewnionym uśmiechem z powodu ich naiwności i krótkowzroczności. Poczytajcie tylko te słowa "uznanych i uczonych" krytyków sztuki baletowej:
'nie jest możliwym aby nie zauważyć że muzyka Jeziora wypada blado i jest monotonna do skrajności...' (z 1 przedstawienia w Moskwie)
'To kompletny upadek sztuki choreograficznej! A co do muzyki Czajkowskiego jest ona bardzo daleka od baletu' (z pierwszej recenzji Śpiącej królewny)
'Dla tancerzy jest tego tutaj raczej niewiele, dla sztuki jest to absolutne zero, a dla artystycznej przyszłości naszego baletu jest to kolejny krok w dół' (Z pierwszej recenzji Dziadka do orzechów)
i na deser odnośnie wersji petersburskiej:
'Pierwszym defektem wspomnianego baletu jest jego muzyka i jest doprawdy nie do wiary, że została ona napisana przez tak wielkiego mistrza jak zmarły P.I.Czajkowski' (Z recenzji pierwszego wykonania Jeziora w Petersburgu)
Mój Boże... gdyby mogli dożyć i być świadkiem tego, czym Jezioro i pozostałe dzieła Czajkowskiego stały się w historii baletu.... Bo pewnie na drugim świecie już wiedzą....
[quote:3f7163574a="milton"]Zmieniona wariacja Zygfryda w 3 akcie a szczególnie zmieniona coda (2 akt). Różne drobne zmiany bywały ale to co się tu wyprawia jest skandalem[/quote:3f7163574a]
No cóż tancerz patrzy jak tancerz i nie wolno mieć Ci tego za złe. Mi natomiast nie wolno mieć za złe że patrzę jako widz na CAŁOŚĆ (muzyka+taniec+wykonanie+scenografia+...uroda tancerek i tancerzy. Tak, tak choćby nie wiem co to TEŻ jest ważne, co nie dziwi jako że balet to przecież sztuka wizualna). Podobnie implikuję, że nie wolno mieć za złe Nuriejewowi że zrobił tak a nie inaczej (choć oczywiście każdemu może się to podobać lub nie)
Aby nie udawać mądrali ucieknę do cytatu z materiałów samego Petipy: "...Utalentowany baletmistrz (...) będzie tworzył tańce zgodnie ze swoja fantazją, swoim talentem i smakiem publiczności jego własnych czasów i nie będzie trwonił czasu i wysiłku na kopiowanie tego, co zostało już uczynione przez innych."
Nie zmienia to faktu że i tak moim marzeniem jest i pozostanie obejrzenie choćby skrawków pierwotnej choreografii i kolejności wykonywania Jeziora.
[quote:3f7163574a="milton"]No to może napiszę coś od siebie o moim numer jeden. Oczywiście Peterburskie co tych którzy mnie znają w ogóle nie zdziwi. [/quote:3f7163574a]
No znamy, znamy :wink: To może ja dla równowagi Twojego zachwytu dodam oprócz tego co już wymieniłeś, to co mi w nim "przeszkadza" (choć i tak bardzo je lubię): Brak ciągłej nuty gotyckiej melancholii i nieuchronnej tragedii (fatum) koniecznie spajającej całe dzieło. W ogóle tego nie czuję w 1 akcie i na początku 3-go. Natomiast ogromnym plusem dla mnie jest przepiękny ruch dłoni Uliany Łopatkiny które poruszają są niczym gałązki wierzby płaczącej. Szczególnie w andante. Przepiękny to ruch! Natomiast pod względem aktorskim będę zdecydowanie bronił Agnes Letestu. Fantastycznie „pogardza i gnębi” Zygfrydem… jest dojrzale kobieco-demoniczna, uff… gdybym był tancerzem (a na szczęscie nie jestem) to bałbym się, ze przy takiej tancerce mógłbym w sobie odkryć jakiś ukryty instykt masochisty buhahahahhaha… :D
[quote:3f7163574a="M."] zaskoczeniem dla mnie było to, że przedstawienie od samego początku, jest radosne, żwawe i takie … jasne. [/quote:3f7163574a]
Co dla jednych zaletą dla innych jak widać wadą :wink: (patrz komentarz wyżej) I dlatego przy całym szacunku dla innych interpretacji na DVD właśnie szwedzkiej jezioro pozostanie jednym z moich najbardziej ulubionych.
A w ogóle strasznie podobają mi się paczki petersburskiego corps… Tak ślicznie pracują podczas ruchu łabędzi! Szczególnie obręby zwiewnie i efemerycznie drżące przy podskokach i jetes. It’s pure magic!
Masz rację co do sposobu ruchu kamery. Jest hipnotyczny. Jak oglądam ten DVD na dużym ekranie i w wysokiej jakości to czasem mam ochotę zanurkować aby naleźć się wśród pląsających łabędzi…
[quote:3f7163574a="Beata-wielbicielka baletu"]Pozdrawiam Wszystkich z Monaco,gdzie kupilam White Snow! Opowiem,gdy obejrze[/quote:3f7163574a]
No to koniecznie, koniecznie… A ciekawe czy odwiedzisz słynny Les Ballets de Monte Carlo http://www.balletsdemontecarlo.com. Ciekawe czy można ich będzie kiedykolwiek obejrzeć w dawnych produkcjach Ballet Russe de Monte Carlo. Pewnie nie. Ale może zobaczysz czy są tam do kupienia takie DVD z dawniejszych sezonów?
****
Aby nie było że jesteśmy w wątku DVD a ja tu tylko o Jeziorze to musze przyznać że z czasem coraz bardziej zaczynam cenić sobie materiały archiwalne. Przeto ogromnych wzruszeń baletowych dostarczyły mi o dziwo dostępne od tygodnia w sieci sklepów „nie dla idiotów” płyty DVD rosyjskiego wydawnictwa Звезды русского балета. .
[img:3f7163574a]http://shop.inoekino.ru/pix/prod/big/3907.jpg[/img:3f7163574a]
[img:3f7163574a]http://shop.inoekino.ru/pix/prod/big/3908.jpg[/img:3f7163574a]
Przy całym szacunku i podziwie dla dzisiejszych balerin ale… czasem więcej odczuwam jako widz oglądając zdarte i porysowane fragmenty baletu z lat 60-tych niż występy dzisiejsze. Jak to jest, że takich tancerek już nie ma…..
[color=brown:3f7163574a][size=9:3f7163574a]kapeczkę poprawiłem linki do zdjęć ;) Torin[/size:3f7163574a][/color:3f7163574a]
Świetnie Scarpia że zdarza się taki fajny post na forum - strasznie lubię czytać nieco dłuższe wypowiedzi i to taki z których coś wynika :) !! nawet można sobie po nich coś kupić i cieszyć się z wydanych pieniążków ;)
[quote:687a02cb3c]Jak to jest, że takich tancerek już nie ma…..[/quote:687a02cb3c]
Tu mam tylko uwagę taką malutka ;) że to już musi być objaw nadchodzącej starości :D mnie tez ostatnio wydaję się że dawniej było lepiej ;) :twisted:
Torin
[quote:687a02cb3c]Jak to jest, że takich tancerek już nie ma…..[/quote:687a02cb3c]
Tu mam tylko uwagę taką malutka ;) że to już musi być objaw nadchodzącej starości :D mnie tez ostatnio wydaję się że dawniej było lepiej ;) :twisted:
Torin
-
Beata-wielbicielka baletu
- Posty: 90
- Rejestracja: sob mar 10, 2007 10:07 pm
Balet SNOW WHITE jest oparty na motywach baśni KRÓLEWNA ŚNIEŻKA I SIEDMIU KRASNOLUDKÓW. Rozpoczyna się balem na zamku Królowej. Mają miejsce dworskie tańce, Królowa dumnie przechadza się wśród swych dworzan spoglądając na nich z góry, to znów zasiada na tronie i nie kryjąc swego znudzenia obserwuje tańce. Jej znudzenie szybko przeradza się w złość, gdy zauważa Śnieżkę tańczącą wśród dworzan. Zła Królowa nie ukrywa swego uprzedzenia wobec Śnieżki i dumnie odwraca od niej wzrok. Tańce trwają nadal, lecz myśli Królowej obsesyjnie krążą wokół jej własnej urody. Rozkazuje więc swym dwóm sługom wnieść zwierciadło, po czym, dowiedziawszy się, iż to Królewna Śnieżka jest piękniejsza od niej, wpada we wściekłość i knuje okrutny plan zgładzenia swej rywalki. W tym celu wysyła myśliwego, aby ten zabił Śnieżkę, a następnie wykroił jej serce i przekazał je w specjalnej szkatułce Królowej. Aby plan się powiódł, Królowa nakazuje swoim dwóm służącym, aby Ci, podstępem zaprowadzili Śnieżkę do mrocznego i ciemnego lasu, gdzie czekał już tam na nią myśliwy. W tym momencie służących ogarniają wątpliwości i strach przed tak haniebnym czynem i usiłują powstrzymać myśliwego, lecz ten ich odpycha. Przepełniony służalczą misją wobec swej Królowej, myśliwy próbuje zabić Śnieżkę, lecz w chwili, gdy pochyla się nad nią z nożem w dłoni, zupełnie nieoczekiwanie zostaje oślepiony przez łunę świetlną i w popłochu ucieka z lasu, pozostawiając Królewnę przy życiu. Śnieżka pozostaje sama w mrocznym lesie, z którego gorączkowo pragnie uciec, lecz uświadamia sobie, że zabłądziła. Ogarnięta niepokojem błąka się bez celu po lesie, aż nieoczekiwanie trafia do przytulnej chatki gdzie, wyczerpana ostatnimi przeżyciami, zasypia. Rankiem wracają do chatki jej lokatorzy, po nocnej pracy w kopalni. Jest to siedmiu krasnoludków. Są bardzo zaskoczeni nieoczekiwanym gościem, ale gdy Śnieżka się wreszcie budzi, szybko się zaprzyjaźniają. (Popisy taneczne krasnoludków i Śnieżki). Tymczasem Królowa szczęśliwa odbiera od myśliwego szkatułkę, w której jest serce, ale nie ludzkie, lecz zwierzęce. Królowa jednak o tym nie wie i spogląda w zwierciadło w przekonaniu, że to ona jest najpiękniejsza. Lecz zwierciadło mówi co innego. Królowa wpada we wściekłość, wygania myśliwego ze swego zamku, a sama obmyśla kolejny plan pozbycia się Śnieżki. Tym razem postanawia ją otruć. Gotuje w wielkim kotle tajemniczą miksturę, z której po chwili wydobywa piękne, ale zatrute jabłko, a sama, za pomocą czarów przeistacza się w Starą Wiedźmę. Śnieżka tymczasem żegna się z krasnoludkami, którzy idą do pracy i zostaje w domu sama. Nie na długo jednak, krótko potem pojawia się Stara Wiedźma udając biedną babuleńkę i ofiaruje Śnieżce piękne, dorodne jabłko. Przez chwilę obie tańczą, lecz wreszcie Królewna bierze owoc do ust i po chwili umiera. Zadowolona Królowa w przebraniu Wiedźmy oddala się. Gdy krasnoludki wracają do chatki, orientują się, że Śnieżka wcale nie śpi, lecz nie żyje. Zabierają wspólnie jej ciało i składają na katafalku. Ich przygnębienie i smutek jednak szybko mija, bo oto pojawia się przy Królewnie przystojny Królewicz i jednym pocałunkiem odwraca złe czary od Śnieżki, przywracając ją tym samym do życia. Radosna zabawa na zamku z tańcami dworzan i Pas de Deux głównych bohaterów jest pięknym zakończeniem baletu.
O produkcji słów kilka:
Pomysł przełożenia na język tańca akurat tej baśni jest pomysłem całkowicie hiszpańskim. Producentem baletu, kompozytorem muzyki i dyrygentem jest Emilio Aragon. Prace nad baletem rozpoczęły się w drugiej połowie 2004 r. Jak mówi twórca dzieła "niezwykle trudno jest stworzyć od podstaw balet klasyczny w kraju, gdzie właśnie balet klasyczny praktycznie nie istnieje". Najtrudniejsze było znalezienie kilkunastu młodych chłopców do odtańczenia męskich ról: siedmiu krasnoludków i co najmniej dziesięcioro do tańców dworskich. Tamara Rojo otrzymała od twórcy baletu zaproszenie do zatańczenia głownej roli w zupełnie nowym, nieznanym balecie. Tamara zgodziła się natychmiast i nie wahając się ani chwili poleciała z Londynu do Bilbao, gdzie aktywnie uczestniczyła w całym przedsięwzięciu. Emilio Aragon tak o niej mówi: "Rojo uczyniła z tańca nabożeństwo, religię. Tańczy z całkowitym oddaniem i poświęceniem. Od miesięcy wyobrażałem ją sobie tańczącą w moich marzeniach, a teraz mogę patrzeć na nią jak tańczy w moim balecie. Nie potrafię sobie wyobrazić większego daru od losu".
Muzyka napisana do baletu jest niezwykle baśniowa i różnorodna: momentami pompatyczna i wzniosła z dominującą nutą barokową (tańce dworskie), innym razem groźna (muzyka Królowej czy usiłowanie zabicia Śnieżki), to znów radosna (dla Śnieżki i krasnoludków) i wreszcie melancholijna (śmierć Królewny). Gdyby wsłuchać się w tę muzykę bez oglądania baletu, to i tak ma się wrażenie, że muzyka opowiada jakąś piękną baśń.
Jeżeli chodzi o scenografię i kostiumy, to w zamierzeniu osób pracujących nad baletem, miały być one barokowe. W okresie baroku bowiem umiejscowiono tę baśń. Zrezygnowano z nadmiernego przepychu. Stroje dworskich tancerek to ładnie uszyte, choć proste w fasonie, dłuższe sukienki, pozbawione wszelkich ozdób, w kolorach: szarym, ciemnozielonym, brązowym, złotym czy granatowym. I chociaż te sukienki wydają się być jedwabne, ogólne wrażenie specjalnie nie zachwyca, tymbardziej, że stroje tancerzy dworskich również są skromne. Dworski Corps de Ballet podczas całego baletu występuje w tych samych strojach.
Tamara Rojo tańczy w zwiewnej sukience a la Giselle z pierwszego aktu, a Pas de Deux wykonuje w białej, skromnie zdobionej paczce. Scenografia, jak już wspomniałam, raczej skromna: w scenach na zamku ograniczona do minimum, trochę lepsza w chatce krasnoludków. Ale myślę, że jest to cecha baletów tworzonych współcześnie. XIX -stowieczne balety były i są nadal wystawiane z niezwykłą dbałością o scenografię i kostiumy. Dobrym przykładem jest tutaj Śpiąca Królewna z Opery Paryskiej, albo nawet i nasza (warszawska) interpretacja tegoż baletu. Właśnie balety z XIX w. cechują się niebywałym przepychem scenicznym (szczególnie w najznamienitszych operach świata), co bardzo podnosi wrażenia estetyczne spektaklu.
Choreograficznie balet bardzo ładny, ale pozbawiony jakichś spektakularnych popisów. Za tę choreografię odpowiada Ricardo Cue. Balet zatańczony na poziomie może nie doskonałym, ale naprawdę dobrym. Każdy, od krasnoludków, poprzez dworzan, aż do głównych bohaterów reprezentuje technicznie wysoki poziom, który widać w najprostszych figurach baletowych.
Sama Tamara Rojo zatańczyła wdzięcznie i z gracją, zwróciłam uwagę na jej pięknie "pracujące" ręce. Tańczy pewnie, gdzie należało wykonywała dynamiczne obroty, ale - i tu moje kolejne spostrzeżenie - jak na główną tancerkę Royal Ballett nie jest zbyt dobrze rozciągnięta. Jej baletowa technika przypomina mi technikę Natalii Besmertnowej: jest w stanie zatańczyć wszystko bardzo pięknie, ale tego rozciągnięcia trochę brakuje.
W efekcie arabeski Tamary Rojo i figury z uniesioną nogą są trochę niedociągnięte, przez co, wg. mnie, tracą na atrakcyjności (a może tak jest zapisane w choreografii?). Ale z kolei attitude Tamara wykonywała perfekcyjnie. Bardzo pasowałaby mi ta tancerka do roli Giselle, albo do Córki źle strzeżonej. Jako Odetta być może też, ale jako Odylia już nie (Tamara ma zbyt dziewczęcą, niewinną urodę, dlatego wszelkie negatywne postaci odpadają). Punktem kulminacyjnym w balecie jest seria - no właśnie ilu? - skromnie licząc 38-miu fouette, chociaż sama Tamara mówi coś o 48-miu piruetach (o ile dobrze zapamiętałam, bo już trochę czasu upłynęło, gdy oglądałam ten film, co jednak zgadzałoby się, gdyby policzyć dokładnie. Ja policzyłam wyłącznie machnięcia nogą, a nie rzeczywistą ilość piruetów, które były pojedyncze, podwójne i potrójne). Co mi się podobało, to to, że Tamara wykonała swoje fouette dokładnie w tym samym miejscu, w którym rozpoczęła, nie "przemieszczała" się zbytnio. Jej fouette było ładne, ale mam wrażenie, że początkowo nie nadążała za muzyką, dopiero później nabrała rozpędu. Ale może tak w istocie miało być? Myślę, że rolę Śnieżki mogłaby z powodzenem wykonać również tancerka z Corps de Ballet, zakładając, że potrafi kręcić fouette, a przyznam, że nie wiem, czy tancerki z Corps muszą umieć fouette, ale wydaje mi się, że wszystkie tancerki w szkole baletowej uczone są tego samego i dopiero potem widać po prostu, która tancerka wykona fouette bez problemu, a której raz się uda, a raz nie. Wtedy ta druga tancerka pozostaje w drugich i trzecich "szeregach", bo wiadomo, że główną rolę tańczy tylko ta tancerka, która nie pozostawia wątpliwości, że najtrudniejsze figury wykona świetnie, a do tego potrafi opanować stres związany z występem. Żaden zespół baletowy nie może sobie pozwolić na jakąś kompromitację, to oczywiste. Generalnie jednak Tamara zatańczyła bardzo ładnie, ale uważam, że posiada pewne niewielkie niedociągnięcia techniczne, pomimo doskonałego tańca, brakuje jej takiej technicznej perfekcji, tego czegoś, co ma Zakharova, Ferri albo Aurelia Dupont. Brakuje jej tej małej kropki nad i.
Inaki Urlezaga jako Książę zatańczył dobrze. Aż dobrze, albo tylko dobrze. Mi się spodobał, ale jego taniec nie poruszył mnie jakoś specjalnie. Skoki wykonywał nie za wysokie, ale technicznie dobre. Zresztą późno pojawił się w balecie i tak naprawdę zatańczył tylko w Pas de Deux. Bardzo poprawnie. Partnerkę podnosił wysoko, jakby bez wysiłku. Tyle zapamiętałam z jego krótkiego wystepu.
Bardzo fajna jest w tym balecie Magdalena Aizpurua - Królowa. To kobieta o pełniejszych kształtach, wysoka, być może wzięta z Teatru Dramatycznego, być może jest aktorką, bo nie tańczyła, tylko przechadzała się po scenie. Miała fantastyczny strój i rewelacyjnie zagrała złą królową. Po prostu super!
W ostatnim słowie cóż mogę dodać? Balet ten jest bardzo baśniowy (ach, ta muzyka...) i jest bardzo dobry dla dzieci. Obejrzałam go z przyjemnością jako balet lekki, łatwy i przyjemny, chociaż gustuję w baletach dramatycznych Prokofiewa i nie tylko. Obejrzałam ostatnio Spartakusa z Bolszoja, który urzekł mnie swoją choreografią i dramatyzmem.
Polecam balet Snow White, bo jest ciekawie zrealizowany i warty obejrzenia. W skali od jeden do dziesięć wystawiam ocenę siedem.
Pozdrawiam!
[size=9:e9a83bb81d][ [i:e9a83bb81d][b:e9a83bb81d]Dodano[/b:e9a83bb81d]: Wto Maj 27, 2008 11:19 pm[/i:e9a83bb81d] ][/size:e9a83bb81d]
Już za dwa tygodnie pojawi się w sklepach internetowych i w co ciekawszych księgarniach muzycznych najnowsza interpretacja baletu GISELLE. Będzie to spektakl zarejestrowany w
Operze Paryskiej w 2006r.Tańczą: Laetitia Pujol, Nicolas Le Riche, Marie-Agnes Gillot, Wilfried Romoli i naturalnie Corps de Ballet. Wydawnictwo TDK.Więcej informacji na www.tdk-mediactive.com
P.S.Jestem bardzo ciekawa jak wypadnie Le Riche w tym balecie, bowiem jest on absolutnie doskonałym tancerzem, a w Giselle nie będzie miał wielu okazji do zaprezentowania tego, co potrafi (zakładam, że wystąpi w roli Albrechta).Kto go jeszcze nie widział w Iwanie Groźnym niech żałuje,oj tak.
Czy w Polsce można już kupić SNOW WHITE?
[size=9:e9a83bb81d][ [i:e9a83bb81d][b:e9a83bb81d]Dodano[/b:e9a83bb81d]: Pon Gru 22, 2008 7:44 pm[/i:e9a83bb81d] ][/size:e9a83bb81d]
Witam wszystkich bardzo ciepło po kilkumiesięcznej nieobecności na forum,co jednak nie oznacza,że nie czytałam Waszych postów.U mnie wiele się pozmieniało,z wyjątkiem jednego:miłości do baletu od zawsze i już na zawsze.W międzyczasie widziałam co najmniej kilka ciekawych baletów,które z chęcią dla Was zinterpretuję,lecz to wymaga troszkę czasu...ale po kolei.Z nowości baletowych udało mi się zdobyć: DON QUIXOTE Alicji Alonso w wykonaniu Ballet Nacional de Cuba (bardzo dobry!),Giselle i Śpiącą Królewnę z Covent Garden z Aliną Cojocaru - są to dwa przepiękne balety,również nowe,nastepnie absolutnie rewelacyjny Dziadek do orzechów,lecz nie najnowszy,bo z grudnia 1999r. z Opery Berlińskiej - pisząc "rewelacyjny"mam na myśli wykonanie techniczne baletu,które powaliło mnie na kolana,a w szczególności Oliver Matz - tancerz "objawienie" - jak dla mnie.Nie przypuszczałam,że zespół baletowy Opery Berlińskiej tak mnie oczaruje,mam tu na myśli zespół z roku 1999r.Na DVD pojawił się również KOPCIUSZEK Nurejewa z Agnes Letestu i Jose Martines`em w rolach głównych,częściej jednak krytykowany niż uwielbiany,ale co tam! Dla samej muzyki warto kupić to wykonanie,chociaż mnie się ono podoba...no i na koniec pozwolę sobie pozostawić to,co najlepsze,a co otrzymałam w prezencie dziś: SPARTAKUS z Carlosem Acostą zatańczony z zespołem z Bolszoj w Operze Paryskiej,przejrzałam pobieżnie i przyznaję: ten balet jest wart grzechu.Ja mam to wykonanie na Blu-Ray,kochani mówię Wam: obraz wychodzi z ekranu po prostu.Cudne wykonanie + sceny zza kulis i z próby generalnej,a także ciekawe wywiady.Lecz oglądanie tej płyty pozostawiłam sobie na Święta.Jeszcze gdzieś po drodze kupiłam Giselle z Opery Paryskiej z Nicolas le Riche z TDK - bardzo ładne,chociaż le Riche wypadł doskonale w Iwanie Groźnym,w Giselle już mniej mi się podobał.Partnerowała mu Laetita Pujol.
Systematycznie zacznę opisywać każdy z w/w baletów.
A na zbliżające się Święta i Nowy Rok życzę Wam ... obfitości baletowych wrażeń,czy to w operze,czy na DVD,czy tańcząc osobiście czy oglądając jakieś piękne zdjęcia...Niech zawsze najmniejsza choćby myśl o balecie wywołuje na Waszych twarzach uśmiech!
Pozdrawiam!
O produkcji słów kilka:
Pomysł przełożenia na język tańca akurat tej baśni jest pomysłem całkowicie hiszpańskim. Producentem baletu, kompozytorem muzyki i dyrygentem jest Emilio Aragon. Prace nad baletem rozpoczęły się w drugiej połowie 2004 r. Jak mówi twórca dzieła "niezwykle trudno jest stworzyć od podstaw balet klasyczny w kraju, gdzie właśnie balet klasyczny praktycznie nie istnieje". Najtrudniejsze było znalezienie kilkunastu młodych chłopców do odtańczenia męskich ról: siedmiu krasnoludków i co najmniej dziesięcioro do tańców dworskich. Tamara Rojo otrzymała od twórcy baletu zaproszenie do zatańczenia głownej roli w zupełnie nowym, nieznanym balecie. Tamara zgodziła się natychmiast i nie wahając się ani chwili poleciała z Londynu do Bilbao, gdzie aktywnie uczestniczyła w całym przedsięwzięciu. Emilio Aragon tak o niej mówi: "Rojo uczyniła z tańca nabożeństwo, religię. Tańczy z całkowitym oddaniem i poświęceniem. Od miesięcy wyobrażałem ją sobie tańczącą w moich marzeniach, a teraz mogę patrzeć na nią jak tańczy w moim balecie. Nie potrafię sobie wyobrazić większego daru od losu".
Muzyka napisana do baletu jest niezwykle baśniowa i różnorodna: momentami pompatyczna i wzniosła z dominującą nutą barokową (tańce dworskie), innym razem groźna (muzyka Królowej czy usiłowanie zabicia Śnieżki), to znów radosna (dla Śnieżki i krasnoludków) i wreszcie melancholijna (śmierć Królewny). Gdyby wsłuchać się w tę muzykę bez oglądania baletu, to i tak ma się wrażenie, że muzyka opowiada jakąś piękną baśń.
Jeżeli chodzi o scenografię i kostiumy, to w zamierzeniu osób pracujących nad baletem, miały być one barokowe. W okresie baroku bowiem umiejscowiono tę baśń. Zrezygnowano z nadmiernego przepychu. Stroje dworskich tancerek to ładnie uszyte, choć proste w fasonie, dłuższe sukienki, pozbawione wszelkich ozdób, w kolorach: szarym, ciemnozielonym, brązowym, złotym czy granatowym. I chociaż te sukienki wydają się być jedwabne, ogólne wrażenie specjalnie nie zachwyca, tymbardziej, że stroje tancerzy dworskich również są skromne. Dworski Corps de Ballet podczas całego baletu występuje w tych samych strojach.
Tamara Rojo tańczy w zwiewnej sukience a la Giselle z pierwszego aktu, a Pas de Deux wykonuje w białej, skromnie zdobionej paczce. Scenografia, jak już wspomniałam, raczej skromna: w scenach na zamku ograniczona do minimum, trochę lepsza w chatce krasnoludków. Ale myślę, że jest to cecha baletów tworzonych współcześnie. XIX -stowieczne balety były i są nadal wystawiane z niezwykłą dbałością o scenografię i kostiumy. Dobrym przykładem jest tutaj Śpiąca Królewna z Opery Paryskiej, albo nawet i nasza (warszawska) interpretacja tegoż baletu. Właśnie balety z XIX w. cechują się niebywałym przepychem scenicznym (szczególnie w najznamienitszych operach świata), co bardzo podnosi wrażenia estetyczne spektaklu.
Choreograficznie balet bardzo ładny, ale pozbawiony jakichś spektakularnych popisów. Za tę choreografię odpowiada Ricardo Cue. Balet zatańczony na poziomie może nie doskonałym, ale naprawdę dobrym. Każdy, od krasnoludków, poprzez dworzan, aż do głównych bohaterów reprezentuje technicznie wysoki poziom, który widać w najprostszych figurach baletowych.
Sama Tamara Rojo zatańczyła wdzięcznie i z gracją, zwróciłam uwagę na jej pięknie "pracujące" ręce. Tańczy pewnie, gdzie należało wykonywała dynamiczne obroty, ale - i tu moje kolejne spostrzeżenie - jak na główną tancerkę Royal Ballett nie jest zbyt dobrze rozciągnięta. Jej baletowa technika przypomina mi technikę Natalii Besmertnowej: jest w stanie zatańczyć wszystko bardzo pięknie, ale tego rozciągnięcia trochę brakuje.
W efekcie arabeski Tamary Rojo i figury z uniesioną nogą są trochę niedociągnięte, przez co, wg. mnie, tracą na atrakcyjności (a może tak jest zapisane w choreografii?). Ale z kolei attitude Tamara wykonywała perfekcyjnie. Bardzo pasowałaby mi ta tancerka do roli Giselle, albo do Córki źle strzeżonej. Jako Odetta być może też, ale jako Odylia już nie (Tamara ma zbyt dziewczęcą, niewinną urodę, dlatego wszelkie negatywne postaci odpadają). Punktem kulminacyjnym w balecie jest seria - no właśnie ilu? - skromnie licząc 38-miu fouette, chociaż sama Tamara mówi coś o 48-miu piruetach (o ile dobrze zapamiętałam, bo już trochę czasu upłynęło, gdy oglądałam ten film, co jednak zgadzałoby się, gdyby policzyć dokładnie. Ja policzyłam wyłącznie machnięcia nogą, a nie rzeczywistą ilość piruetów, które były pojedyncze, podwójne i potrójne). Co mi się podobało, to to, że Tamara wykonała swoje fouette dokładnie w tym samym miejscu, w którym rozpoczęła, nie "przemieszczała" się zbytnio. Jej fouette było ładne, ale mam wrażenie, że początkowo nie nadążała za muzyką, dopiero później nabrała rozpędu. Ale może tak w istocie miało być? Myślę, że rolę Śnieżki mogłaby z powodzenem wykonać również tancerka z Corps de Ballet, zakładając, że potrafi kręcić fouette, a przyznam, że nie wiem, czy tancerki z Corps muszą umieć fouette, ale wydaje mi się, że wszystkie tancerki w szkole baletowej uczone są tego samego i dopiero potem widać po prostu, która tancerka wykona fouette bez problemu, a której raz się uda, a raz nie. Wtedy ta druga tancerka pozostaje w drugich i trzecich "szeregach", bo wiadomo, że główną rolę tańczy tylko ta tancerka, która nie pozostawia wątpliwości, że najtrudniejsze figury wykona świetnie, a do tego potrafi opanować stres związany z występem. Żaden zespół baletowy nie może sobie pozwolić na jakąś kompromitację, to oczywiste. Generalnie jednak Tamara zatańczyła bardzo ładnie, ale uważam, że posiada pewne niewielkie niedociągnięcia techniczne, pomimo doskonałego tańca, brakuje jej takiej technicznej perfekcji, tego czegoś, co ma Zakharova, Ferri albo Aurelia Dupont. Brakuje jej tej małej kropki nad i.
Inaki Urlezaga jako Książę zatańczył dobrze. Aż dobrze, albo tylko dobrze. Mi się spodobał, ale jego taniec nie poruszył mnie jakoś specjalnie. Skoki wykonywał nie za wysokie, ale technicznie dobre. Zresztą późno pojawił się w balecie i tak naprawdę zatańczył tylko w Pas de Deux. Bardzo poprawnie. Partnerkę podnosił wysoko, jakby bez wysiłku. Tyle zapamiętałam z jego krótkiego wystepu.
Bardzo fajna jest w tym balecie Magdalena Aizpurua - Królowa. To kobieta o pełniejszych kształtach, wysoka, być może wzięta z Teatru Dramatycznego, być może jest aktorką, bo nie tańczyła, tylko przechadzała się po scenie. Miała fantastyczny strój i rewelacyjnie zagrała złą królową. Po prostu super!
W ostatnim słowie cóż mogę dodać? Balet ten jest bardzo baśniowy (ach, ta muzyka...) i jest bardzo dobry dla dzieci. Obejrzałam go z przyjemnością jako balet lekki, łatwy i przyjemny, chociaż gustuję w baletach dramatycznych Prokofiewa i nie tylko. Obejrzałam ostatnio Spartakusa z Bolszoja, który urzekł mnie swoją choreografią i dramatyzmem.
Polecam balet Snow White, bo jest ciekawie zrealizowany i warty obejrzenia. W skali od jeden do dziesięć wystawiam ocenę siedem.
Pozdrawiam!
[size=9:e9a83bb81d][ [i:e9a83bb81d][b:e9a83bb81d]Dodano[/b:e9a83bb81d]: Wto Maj 27, 2008 11:19 pm[/i:e9a83bb81d] ][/size:e9a83bb81d]
Już za dwa tygodnie pojawi się w sklepach internetowych i w co ciekawszych księgarniach muzycznych najnowsza interpretacja baletu GISELLE. Będzie to spektakl zarejestrowany w
Operze Paryskiej w 2006r.Tańczą: Laetitia Pujol, Nicolas Le Riche, Marie-Agnes Gillot, Wilfried Romoli i naturalnie Corps de Ballet. Wydawnictwo TDK.Więcej informacji na www.tdk-mediactive.com
P.S.Jestem bardzo ciekawa jak wypadnie Le Riche w tym balecie, bowiem jest on absolutnie doskonałym tancerzem, a w Giselle nie będzie miał wielu okazji do zaprezentowania tego, co potrafi (zakładam, że wystąpi w roli Albrechta).Kto go jeszcze nie widział w Iwanie Groźnym niech żałuje,oj tak.
Czy w Polsce można już kupić SNOW WHITE?
[size=9:e9a83bb81d][ [i:e9a83bb81d][b:e9a83bb81d]Dodano[/b:e9a83bb81d]: Pon Gru 22, 2008 7:44 pm[/i:e9a83bb81d] ][/size:e9a83bb81d]
Witam wszystkich bardzo ciepło po kilkumiesięcznej nieobecności na forum,co jednak nie oznacza,że nie czytałam Waszych postów.U mnie wiele się pozmieniało,z wyjątkiem jednego:miłości do baletu od zawsze i już na zawsze.W międzyczasie widziałam co najmniej kilka ciekawych baletów,które z chęcią dla Was zinterpretuję,lecz to wymaga troszkę czasu...ale po kolei.Z nowości baletowych udało mi się zdobyć: DON QUIXOTE Alicji Alonso w wykonaniu Ballet Nacional de Cuba (bardzo dobry!),Giselle i Śpiącą Królewnę z Covent Garden z Aliną Cojocaru - są to dwa przepiękne balety,również nowe,nastepnie absolutnie rewelacyjny Dziadek do orzechów,lecz nie najnowszy,bo z grudnia 1999r. z Opery Berlińskiej - pisząc "rewelacyjny"mam na myśli wykonanie techniczne baletu,które powaliło mnie na kolana,a w szczególności Oliver Matz - tancerz "objawienie" - jak dla mnie.Nie przypuszczałam,że zespół baletowy Opery Berlińskiej tak mnie oczaruje,mam tu na myśli zespół z roku 1999r.Na DVD pojawił się również KOPCIUSZEK Nurejewa z Agnes Letestu i Jose Martines`em w rolach głównych,częściej jednak krytykowany niż uwielbiany,ale co tam! Dla samej muzyki warto kupić to wykonanie,chociaż mnie się ono podoba...no i na koniec pozwolę sobie pozostawić to,co najlepsze,a co otrzymałam w prezencie dziś: SPARTAKUS z Carlosem Acostą zatańczony z zespołem z Bolszoj w Operze Paryskiej,przejrzałam pobieżnie i przyznaję: ten balet jest wart grzechu.Ja mam to wykonanie na Blu-Ray,kochani mówię Wam: obraz wychodzi z ekranu po prostu.Cudne wykonanie + sceny zza kulis i z próby generalnej,a także ciekawe wywiady.Lecz oglądanie tej płyty pozostawiłam sobie na Święta.Jeszcze gdzieś po drodze kupiłam Giselle z Opery Paryskiej z Nicolas le Riche z TDK - bardzo ładne,chociaż le Riche wypadł doskonale w Iwanie Groźnym,w Giselle już mniej mi się podobał.Partnerowała mu Laetita Pujol.
Systematycznie zacznę opisywać każdy z w/w baletów.
A na zbliżające się Święta i Nowy Rok życzę Wam ... obfitości baletowych wrażeń,czy to w operze,czy na DVD,czy tańcząc osobiście czy oglądając jakieś piękne zdjęcia...Niech zawsze najmniejsza choćby myśl o balecie wywołuje na Waszych twarzach uśmiech!
Pozdrawiam!
Chciałam zapytać, czy ktoś może wie, czy dostępna jest na rynku "Sylfida" z Nureyevem i Carlą Fracci z 1972? Widziałam co prawda krótki fragment tego spektaklu, ale to wystarczyło, żeby mnie zainteresował i zachęcił :wink:
Szukałam już w sklepach internetowych, ale nic nie znalazłam..
Wiem, że pytanie z pozoru nie pasuje do tematu, ale wydaje mi się, że lepiej tutaj (bo przecież zdarza się i tak, że odkurzane są stare wersje i odświeżone cyfrowo wypuszczone na rynek), niż w temacie o "Kanonie baletów", gdzie miały być wypisywane wszystkie polecane i najbardziej godne uwagi wykonania ;)
I jeśli już zeszło na temat tej pary, to czy przy okazji ktoś mógłby wyrazić swoje zdanie na temat "Giselle" w ich wykonaniu, czy warto obejrzeć i kupić? Albo jak na przykład porównujecie właśnie tą interpretację, z jedną na pewno z najbardziej znanych (i najlepszych) tego baletu, czyli zatańczoną przez duet Fracci i Bruhn? :wink: Poza tym to coś mi się zdaje, że i tak nie można nabyć w Polsce tego wykonania. Nureyeva i Fracci oczywiście, o Sylfidzie nie mówiąc.
Szukałam już w sklepach internetowych, ale nic nie znalazłam..
Wiem, że pytanie z pozoru nie pasuje do tematu, ale wydaje mi się, że lepiej tutaj (bo przecież zdarza się i tak, że odkurzane są stare wersje i odświeżone cyfrowo wypuszczone na rynek), niż w temacie o "Kanonie baletów", gdzie miały być wypisywane wszystkie polecane i najbardziej godne uwagi wykonania ;)
I jeśli już zeszło na temat tej pary, to czy przy okazji ktoś mógłby wyrazić swoje zdanie na temat "Giselle" w ich wykonaniu, czy warto obejrzeć i kupić? Albo jak na przykład porównujecie właśnie tą interpretację, z jedną na pewno z najbardziej znanych (i najlepszych) tego baletu, czyli zatańczoną przez duet Fracci i Bruhn? :wink: Poza tym to coś mi się zdaje, że i tak nie można nabyć w Polsce tego wykonania. Nureyeva i Fracci oczywiście, o Sylfidzie nie mówiąc.
niedawno oglądałam i bardzo polecam "W rytmie hip-hopu" Taki nie do końca baletowy ale wspaniały film :D O baletnicy której mama zginęła w wypadku samochodowym i od tego czasu mieszka z ojcem, i chodzi do szkoły w której o balecie nie słyszeli. I uczy się tam tańczyć hip-hop a po pewnym czasie łączy ze sobą te dwie rzeczy :D
-
Beata-wielbicielka baletu
- Posty: 90
- Rejestracja: sob mar 10, 2007 10:07 pm
Witam Was ciepło! Właśnie przejrzałam pokrótce Romeo i Julię z Covent Garden zarejestrowaną 16 listopada 2007r.Jest to aktualnie nowość na DVD.W głównych rolach tańczą Tamara Rojo i Carlos Acosta.Powiem krótko o wrażeniach wstępnych: absolutna rewelacja!!!Technika tańca,oprawa plastyczna baletu (w tym stroje),realizacja - wszystko to po prostu powala na kolana!Jest to jedno z najlepszych wykonań Romea i Julii,tego jestem pewna już teraz,mimo iż cały spektakl dopiero obejrzę.Choreografia naturalnie Kenneth Macmillan. Porównując do duetu Ferri z Corellą to myślę,że Rojo i Acosta wypadli aktorsko gorzej.Przejrzałam najważniejsze fragmenty baletu i tego aktorstwa trochę mi brakuje,szczególnie ze strony Carlosa Acosty.Lecz coż to znaczy,gdy cały balet dech w piersi zapiera?
Już zacieram ręce z radości,bo Rojo i Acosta zatańczyli jeszcze w balecie Manon,widziałam już okładkę tego baletu,ma pojawić się jesienią.
Aha,i jeszcze dodam,że z nowości mam Spartakusa również z Acostą w roli głównej,z tym,że tańczy on gościnnie w Balecie Balszoj z Niną Kaptsovą w roli Frygii.Ta realizacja została nagrana w Operze Paryskiej 22 stycznia 2008r.Jest to realizacja godna podziwu,ma wszystkie atuty bardzo udanego spektaklu baletowego,a Corps de Ballet z Balszoj,a szczególnie młode tancerki są niezwykle pięknymi kobietami: zgrabne,o długich blond włosach,po prostu pełne uroku,wdzięku i lekkości...No o Frygii już nie wspomnę....przecudowne tancerki ma obecnie Balszoj i mówię to ja,kobieta.Nie przesadzę,jeśli powiem,że w wyborach Miss startują mniej urodziwe panie.Mnie po prostu urzekły tancerki z Balszoj,łącznie z Niną Kaptsovą.Wszystkie zgrabne,urodziwe,naprawdę widząc je,można popaść w kompleksy...Ale produkcja rewelacyjna,nic dodać,nic ująć.
Na razie tyle,jeszcze się odezwę!
P.S. Ewo J.- Baletu Sylfidy z Nurejewem i Fracci nie kupisz,przynajmniej w Europie nie ma tego filmu.Natomiast ja mam z tą parą Giselle z Teatro di Roma i gdybym chciała porównać ten film do Giselle z Fracci i Erikiem Bruhn,to powiem Ci,że strasznie trudno wskazać lepsze wykonanie.Obie te inscenizacje są na swój sposób przepiękne,dodam,że nie biorę pod uwagę faktu,że Giselle z Nurejewem jest "sceniczna",a Giselle z Erikiem Bruhn jest w formie filmu baletowego.Jedynie Wariacja Giselle jest w mojej opinii najlepiej zatańczona w wersji z Erikiem Bruhn.Poza tym oba te balety są naprawdę piękne - każdy na swój sposób i ja napewno żadnego z nich nie chciałabym się pozbyć...Z technicznych aspektów,cóż...obraz z nagrania z Teatro di Roma jest w ujęciach z oddali nieostry,natomiast w ujęciach z bliska jest w porządku.Ale te braki rekompensuje wspaniała para na scenie,gwiazdy światowego formatu,bo duet Fracci i Nurejew ogląda się z prawdziwą przyjemnością...
Jak coś mi jeszcze wpadnie do głowy,to oczywiście skrobnę na forum.
Już zacieram ręce z radości,bo Rojo i Acosta zatańczyli jeszcze w balecie Manon,widziałam już okładkę tego baletu,ma pojawić się jesienią.
Aha,i jeszcze dodam,że z nowości mam Spartakusa również z Acostą w roli głównej,z tym,że tańczy on gościnnie w Balecie Balszoj z Niną Kaptsovą w roli Frygii.Ta realizacja została nagrana w Operze Paryskiej 22 stycznia 2008r.Jest to realizacja godna podziwu,ma wszystkie atuty bardzo udanego spektaklu baletowego,a Corps de Ballet z Balszoj,a szczególnie młode tancerki są niezwykle pięknymi kobietami: zgrabne,o długich blond włosach,po prostu pełne uroku,wdzięku i lekkości...No o Frygii już nie wspomnę....przecudowne tancerki ma obecnie Balszoj i mówię to ja,kobieta.Nie przesadzę,jeśli powiem,że w wyborach Miss startują mniej urodziwe panie.Mnie po prostu urzekły tancerki z Balszoj,łącznie z Niną Kaptsovą.Wszystkie zgrabne,urodziwe,naprawdę widząc je,można popaść w kompleksy...Ale produkcja rewelacyjna,nic dodać,nic ująć.
Na razie tyle,jeszcze się odezwę!
P.S. Ewo J.- Baletu Sylfidy z Nurejewem i Fracci nie kupisz,przynajmniej w Europie nie ma tego filmu.Natomiast ja mam z tą parą Giselle z Teatro di Roma i gdybym chciała porównać ten film do Giselle z Fracci i Erikiem Bruhn,to powiem Ci,że strasznie trudno wskazać lepsze wykonanie.Obie te inscenizacje są na swój sposób przepiękne,dodam,że nie biorę pod uwagę faktu,że Giselle z Nurejewem jest "sceniczna",a Giselle z Erikiem Bruhn jest w formie filmu baletowego.Jedynie Wariacja Giselle jest w mojej opinii najlepiej zatańczona w wersji z Erikiem Bruhn.Poza tym oba te balety są naprawdę piękne - każdy na swój sposób i ja napewno żadnego z nich nie chciałabym się pozbyć...Z technicznych aspektów,cóż...obraz z nagrania z Teatro di Roma jest w ujęciach z oddali nieostry,natomiast w ujęciach z bliska jest w porządku.Ale te braki rekompensuje wspaniała para na scenie,gwiazdy światowego formatu,bo duet Fracci i Nurejew ogląda się z prawdziwą przyjemnością...
Jak coś mi jeszcze wpadnie do głowy,to oczywiście skrobnę na forum.