: czw lut 09, 2006 10:51 pm
Byłam w niebie przez te 2 godziny, w jakimś innym, nierealnym swiecie. Cudownym.
Niesamowita technika Hideo Sugano, Japończyka, który uczył się w Szkole Baletowej przy Teatrze Bolszoj, jego niesamowite skoki i twarz, którą mogłam oglądać ze znakomitej perspektywy pierwszych rzędów. Potem "Randez - vous" w wykonaniu gości z Berlina - Jany Salenko i Mariana Waltera - piękny, zabawny i niesamowity oczywiście pod względem technicznym układ (ach, te kroczki Salenko na podwiniętych palcach w zwykłych baletkach). Potem nowi tancerze Opery we współczesnym układzie "Poranne ćwiczenia w orzechowym domku" znów urzekli publiczność ekspresją i interesującym wykonaniem. Fragment "Córki źle strzeżonej" doprowadził publiczność do łez (ze smiechu) przede wszystkim z powodu niesłychanego występu Kotka w roli starej, niezręcznej matrony w trepach i rudej peruce. Był naprawdę ujmujący. Pierwszą część zakończyło znakomite pas de deux z "Giselle"(znów Jana Salenko i Marian Walter). Giselle zaprezentowała się naprawdę zjawiskowo.
Po przerwie na scenę wskoczyły dziewczyny (i dziewczynki) z Ogniska Baletowego w bardzo sympatycznym układziku - Polsce tritsch-tratch (nawiasem mówiąc choreografię opracował pan Niekrasow).
Jednak dla mnie postacią tego wieczoru była Ievgeniia Goncharova - nowa, dziewietnastoletnia tancerka Opery (po Szkole Baletowej w Kijowie). Do nieba doprowadziła mnie jej nienaganna technika, cudowne podbicie, bardzo proporcjonalna, idealnie "baletowa" figura, a przede wszystkim jej dziewczęcy urok, bijąca od niej na całą długość i szerokość sali radość tańczenia, promieniująca jakby z innego, tego "cudownego świata baletu". Towarzyszyło jej dwóch kolejnych nowych tancerzy Opery, także z Kijowa, którzy wcielili się w prześmieszne role zakochanych w niej po uszy arlekinów - był to znakomity popis aktorstwa i, podobnie jak u "Żeni"(tak zdrobniale nazywają Ievgieniię) perfekcyjnej techniki.
Nadzwyczaj dobrze zaprezentowali się także "starzy" tancerze Opery - Monika Marszałek i Andrzej Kieć w tańcu sirtaki (wydawał się idealny do ich warunków fizycznych) a także Alina Szutarska i Radosław Kubik (gościnnie) w "Wiejskim Don Juanie".
O wariacji Hideo Sugano z III aktu "Don Kichota" i pięknym pas de deux z "Korsarza" wolę nie wspominać - większość ludzi została wtedy wystrzelona w baletowy kosmos, co wyszło na jaw podczas spektakularnej "standing ovation" :).
Z niecierpliwością czekam na "Kopciuszka" z nadzieją na rolę główną "Żeni" Goncharovej, chociaż wiem, że na premierze będzie tańczyć Jana Salenko (choć ta perspektywa jest również całkiem obiecująca). Mam nadzieję, że atmosfera tego wieczoru pozwoli mi jakoś dotrwać do kolejnego wieczoru w niebie. Do ponownego baletowego orbitowania.
Niesamowita technika Hideo Sugano, Japończyka, który uczył się w Szkole Baletowej przy Teatrze Bolszoj, jego niesamowite skoki i twarz, którą mogłam oglądać ze znakomitej perspektywy pierwszych rzędów. Potem "Randez - vous" w wykonaniu gości z Berlina - Jany Salenko i Mariana Waltera - piękny, zabawny i niesamowity oczywiście pod względem technicznym układ (ach, te kroczki Salenko na podwiniętych palcach w zwykłych baletkach). Potem nowi tancerze Opery we współczesnym układzie "Poranne ćwiczenia w orzechowym domku" znów urzekli publiczność ekspresją i interesującym wykonaniem. Fragment "Córki źle strzeżonej" doprowadził publiczność do łez (ze smiechu) przede wszystkim z powodu niesłychanego występu Kotka w roli starej, niezręcznej matrony w trepach i rudej peruce. Był naprawdę ujmujący. Pierwszą część zakończyło znakomite pas de deux z "Giselle"(znów Jana Salenko i Marian Walter). Giselle zaprezentowała się naprawdę zjawiskowo.
Po przerwie na scenę wskoczyły dziewczyny (i dziewczynki) z Ogniska Baletowego w bardzo sympatycznym układziku - Polsce tritsch-tratch (nawiasem mówiąc choreografię opracował pan Niekrasow).
Jednak dla mnie postacią tego wieczoru była Ievgeniia Goncharova - nowa, dziewietnastoletnia tancerka Opery (po Szkole Baletowej w Kijowie). Do nieba doprowadziła mnie jej nienaganna technika, cudowne podbicie, bardzo proporcjonalna, idealnie "baletowa" figura, a przede wszystkim jej dziewczęcy urok, bijąca od niej na całą długość i szerokość sali radość tańczenia, promieniująca jakby z innego, tego "cudownego świata baletu". Towarzyszyło jej dwóch kolejnych nowych tancerzy Opery, także z Kijowa, którzy wcielili się w prześmieszne role zakochanych w niej po uszy arlekinów - był to znakomity popis aktorstwa i, podobnie jak u "Żeni"(tak zdrobniale nazywają Ievgieniię) perfekcyjnej techniki.
Nadzwyczaj dobrze zaprezentowali się także "starzy" tancerze Opery - Monika Marszałek i Andrzej Kieć w tańcu sirtaki (wydawał się idealny do ich warunków fizycznych) a także Alina Szutarska i Radosław Kubik (gościnnie) w "Wiejskim Don Juanie".
O wariacji Hideo Sugano z III aktu "Don Kichota" i pięknym pas de deux z "Korsarza" wolę nie wspominać - większość ludzi została wtedy wystrzelona w baletowy kosmos, co wyszło na jaw podczas spektakularnej "standing ovation" :).
Z niecierpliwością czekam na "Kopciuszka" z nadzieją na rolę główną "Żeni" Goncharovej, chociaż wiem, że na premierze będzie tańczyć Jana Salenko (choć ta perspektywa jest również całkiem obiecująca). Mam nadzieję, że atmosfera tego wieczoru pozwoli mi jakoś dotrwać do kolejnego wieczoru w niebie. Do ponownego baletowego orbitowania.