Maks, oczywiście:
POLSKI BALET NARODOWY
Ale za to w Bydgoszczy
wielki sukces:
http://express.bydgoski.pl/354387,Petruchio-poskramial-Zlosnice-jak-dzika-klacz-ale-z-jakim-wdziekiem-FESTIWAL-OPEROWY.html
http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/5391-elegancka-komedia-na-pointach
http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/5392-z-padwy-do-werony-czyli-poskramianie-zlosnicy
http://bydgoszcz.tvp.pl/25222853/gromkie-brawa-za-poskromienie-zlosnicy
Nic dziwnego.
http://express.bydgoski.pl/354387,Petruchio-poskramial-Zlosnice-jak-dzika-klacz-ale-z-jakim-wdziekiem-FESTIWAL-OPEROWY.html
http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/5391-elegancka-komedia-na-pointach
http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/5392-z-padwy-do-werony-czyli-poskramianie-zlosnicy
http://bydgoszcz.tvp.pl/25222853/gromkie-brawa-za-poskromienie-zlosnicy
Nic dziwnego.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Rzeczywiście to chyba hit sezonu! Świetny artysta i w dodatku narodowości polskiej.
Ostatnia Bajadera sezonu z nim w roli Solora, a moja Bajadera sobotnia o 12:00 z nim w roli Bożka. Gdybym 25 VI po Bajaderze nie jechała w góry, to z pewnością wybrałabym się na obie.
[b2f]MOJA OCENA BURZY chor. K. Pastor, 22 kwietnia 2016 r. [/b2f]
Tak jak wspominałam 22 kwietnia widziałam "Burzę" (obsada debiutów: 100 % tancerzy z głównych ról po raz pierwszy w roli).
Celowo powstrzymałam się długo z opisaniem moich wrażeń, ponieważ były bardzo złe i postanowiłam poczekać i ochłonąć.
Dawno nie widziałam spektaklu, który aż tak by mnie zawiódł. Z obsady nie podobał mi się w sumie nikt poza Kristofem Szabo w roli Ariela. Zawiódł mnie nawet mój ulubiony P. Walczak w roli Ferdinanda.
Największe natomiast zaskoczenie to choreografia. Otóż mój najukochańszy choreograf, choreograf - pewnik, którego zawsze i we wszystkim lubiłam oglądać kompletnie mnie zaskoczył. Nie podobało mi się zdjęcie point i uczynienie tego spektaklu takim ciężkim. Nie podobało mi się napięcie, nie podobał mi się rozwój akcji, nie podobało mi się to dziwne rozumienie Burzy Shakespeare. W sumie nic mi się nie podobało.
Słuchając wywiadów z K.Pastorem byłam przekonana, że bardzo spodoba mi się Caliban i jego plemię, tymczasem to było takie nijakie, takie bez emocji i życia, że o rzekomej ich dzikości już nawet nie wspomnę.
Akcja nieczytelna, rozmyta, burze co chwila, muzyka zwalniała na dzikim plemieniu, psuła emocjonalność.
No i ta poprawność polityczna! Dziki półdiabeł, który rzucił się aby zgwałcić młodą dziewicę, knujący, podburzający do buntu był tak nudny, że nie wiedziałam, iż można go uczynić aż takim bezkształtnym.
[b2f][u2f]Największy zawód sprawiła mi interpretacja i wydźwięk Burzy, ale do tego koneiczny jest krótki wstęp do tego czym jest dla mnie Burza Shakespeare[/u2f][/b2f]
"Burza" to jest to specyficzny, [u2f]najbardziej emocjonalny i osobisty[/u2f] utwór Shakespeare. Utwór zamierzony jako ostatni, a zatem taki którym autor zrywa z pisaniem oraz przekazuje swój stan ducha, jaki mu w tej chwili towarzyszy. Po wystawieniu "Burzy" Shakespeare zerwał z Londynem, z teatrem, z dworem królewskim i wrócił do Stratfordu.
[b2f]W Burzy Prospero to Shakespeare, a postaci pozostałe, to ludzie jakimi on - Shakespeare się otaczał, jacy mu obrzydli do tego stopnia, ze uciekł. A jaki świat żegna Shakespeare? Świat zbrodniarzy i głupców, ludzi chorych na ambicje, zboczeńców i pijaków, ludzi którzy[/b2f][b2f] są jak spalony słońcem step, który błyskawicznie zajmuje się pożarem swoich chorych ambicji i popędów.[/b2f]
W świecie tym ludzie są źli i nie stają się wcale lepsi, nawet po wykryciu ich win i podłych motywacji.
W świecie tym jedyne co jawi się jakby dobrym w istocie jest naiwnością (Miranda, która w swojej niewiedzy zachwyca się światem pospolitych zbrodniarzy i głupców) lub zdziecinniałym naiwnym starcem (Gonzalo).
Czasem mówi się, że "Burza" jest banalna, ponieważ wszystko w niej kończy się dobrze. Tymczasem [b2f]tu nic nie kończy się dobrze[/b2f]. Łotry zostają łotrami, po prostu tym razem im się nie udało. W ich chorej psychice nie zaszły jednak żadne zmiany i w stosownym czasie znów będą knuć. Podobnie pijacy będą pijakami, głupcy głupcami, a zboczeńcy będą próbować gwałcić słodkie Mirindy, ponieważ w ich psychice nie zaszła zmiana ani o włos.
Natomiast zakończenie "Burzy" jest o tyle pasjonujące, że widzimy z niego, iż Prospero (Shakespeare), mimo że odkrywa intrygę i wie wszystko, od początku do końca pociąga sznurkami i ma wpływ na wszystko, a także może wymierzyć karę nie czyni tego. Nie czyni tego - jak powiedziałam - nie dlatego, że łotry się zmieniły, ale dlatego, że WIELKIEGO MAGA - ARTYSTĘ STAĆ NA PRZEBACZENIE. ON ŻYJE Z TYM WSZYSTKIM NA DYSTANS. Nie angażuje się w swojej wielkości. JAWI SIĘ TU WSPANIAŁA MYŚL - NAJWIĘKSZY JEST TEN, KTO WIDZĄC LUDZI W CAŁEJ PRAWDZIE, JACY SĄ, UMIE IM PRZEBACZYĆ, NIE CHOWA URAZÓW, NIE SZUKA ZEMSTY.
Prospero to mag, nadczłowiek, ktoś kto wszystko może, kto pociąga za wszystkie sznurki, ktoś kto stawia siebie ponad wszystkich, kto góruje nad światem i ktoś, kto widząc zepsucie i złą wolę innych stoi ponad tym - przebacza.
Tymczasem W Burzy Pastora Prospero to niepoważny półgłówek, który miota się w jakiś swoich emocjach i któremu wszystko się wymyka. Przecież to on sam wyreżyserował romans swojej córki. Caliban u Pastora to zamiast wcielenie zła, które chce trwać w złym szlachetny Afroamerykanin, wyzbyty przez białego człowieka tego, co mu się słusznie należy. Reszta łajdaków Shakespeareowskich jest bezpłciowa. Do tego taniec nudny, a tancerze nijacy.
[b2f]Burza, jaką widziałam w kwietniu to zdecydowanie najgorszy spektakl, jaki widziałam w sezonie 2015/2016. [/b2f][/u]
Ostatnia Bajadera sezonu z nim w roli Solora, a moja Bajadera sobotnia o 12:00 z nim w roli Bożka. Gdybym 25 VI po Bajaderze nie jechała w góry, to z pewnością wybrałabym się na obie.
[b2f]MOJA OCENA BURZY chor. K. Pastor, 22 kwietnia 2016 r. [/b2f]
Tak jak wspominałam 22 kwietnia widziałam "Burzę" (obsada debiutów: 100 % tancerzy z głównych ról po raz pierwszy w roli).
Celowo powstrzymałam się długo z opisaniem moich wrażeń, ponieważ były bardzo złe i postanowiłam poczekać i ochłonąć.
Dawno nie widziałam spektaklu, który aż tak by mnie zawiódł. Z obsady nie podobał mi się w sumie nikt poza Kristofem Szabo w roli Ariela. Zawiódł mnie nawet mój ulubiony P. Walczak w roli Ferdinanda.
Największe natomiast zaskoczenie to choreografia. Otóż mój najukochańszy choreograf, choreograf - pewnik, którego zawsze i we wszystkim lubiłam oglądać kompletnie mnie zaskoczył. Nie podobało mi się zdjęcie point i uczynienie tego spektaklu takim ciężkim. Nie podobało mi się napięcie, nie podobał mi się rozwój akcji, nie podobało mi się to dziwne rozumienie Burzy Shakespeare. W sumie nic mi się nie podobało.
Słuchając wywiadów z K.Pastorem byłam przekonana, że bardzo spodoba mi się Caliban i jego plemię, tymczasem to było takie nijakie, takie bez emocji i życia, że o rzekomej ich dzikości już nawet nie wspomnę.
Akcja nieczytelna, rozmyta, burze co chwila, muzyka zwalniała na dzikim plemieniu, psuła emocjonalność.
No i ta poprawność polityczna! Dziki półdiabeł, który rzucił się aby zgwałcić młodą dziewicę, knujący, podburzający do buntu był tak nudny, że nie wiedziałam, iż można go uczynić aż takim bezkształtnym.
[b2f][u2f]Największy zawód sprawiła mi interpretacja i wydźwięk Burzy, ale do tego koneiczny jest krótki wstęp do tego czym jest dla mnie Burza Shakespeare[/u2f][/b2f]
"Burza" to jest to specyficzny, [u2f]najbardziej emocjonalny i osobisty[/u2f] utwór Shakespeare. Utwór zamierzony jako ostatni, a zatem taki którym autor zrywa z pisaniem oraz przekazuje swój stan ducha, jaki mu w tej chwili towarzyszy. Po wystawieniu "Burzy" Shakespeare zerwał z Londynem, z teatrem, z dworem królewskim i wrócił do Stratfordu.
[b2f]W Burzy Prospero to Shakespeare, a postaci pozostałe, to ludzie jakimi on - Shakespeare się otaczał, jacy mu obrzydli do tego stopnia, ze uciekł. A jaki świat żegna Shakespeare? Świat zbrodniarzy i głupców, ludzi chorych na ambicje, zboczeńców i pijaków, ludzi którzy[/b2f][b2f] są jak spalony słońcem step, który błyskawicznie zajmuje się pożarem swoich chorych ambicji i popędów.[/b2f]
W świecie tym ludzie są źli i nie stają się wcale lepsi, nawet po wykryciu ich win i podłych motywacji.
W świecie tym jedyne co jawi się jakby dobrym w istocie jest naiwnością (Miranda, która w swojej niewiedzy zachwyca się światem pospolitych zbrodniarzy i głupców) lub zdziecinniałym naiwnym starcem (Gonzalo).
Czasem mówi się, że "Burza" jest banalna, ponieważ wszystko w niej kończy się dobrze. Tymczasem [b2f]tu nic nie kończy się dobrze[/b2f]. Łotry zostają łotrami, po prostu tym razem im się nie udało. W ich chorej psychice nie zaszły jednak żadne zmiany i w stosownym czasie znów będą knuć. Podobnie pijacy będą pijakami, głupcy głupcami, a zboczeńcy będą próbować gwałcić słodkie Mirindy, ponieważ w ich psychice nie zaszła zmiana ani o włos.
Natomiast zakończenie "Burzy" jest o tyle pasjonujące, że widzimy z niego, iż Prospero (Shakespeare), mimo że odkrywa intrygę i wie wszystko, od początku do końca pociąga sznurkami i ma wpływ na wszystko, a także może wymierzyć karę nie czyni tego. Nie czyni tego - jak powiedziałam - nie dlatego, że łotry się zmieniły, ale dlatego, że WIELKIEGO MAGA - ARTYSTĘ STAĆ NA PRZEBACZENIE. ON ŻYJE Z TYM WSZYSTKIM NA DYSTANS. Nie angażuje się w swojej wielkości. JAWI SIĘ TU WSPANIAŁA MYŚL - NAJWIĘKSZY JEST TEN, KTO WIDZĄC LUDZI W CAŁEJ PRAWDZIE, JACY SĄ, UMIE IM PRZEBACZYĆ, NIE CHOWA URAZÓW, NIE SZUKA ZEMSTY.
Prospero to mag, nadczłowiek, ktoś kto wszystko może, kto pociąga za wszystkie sznurki, ktoś kto stawia siebie ponad wszystkich, kto góruje nad światem i ktoś, kto widząc zepsucie i złą wolę innych stoi ponad tym - przebacza.
Tymczasem W Burzy Pastora Prospero to niepoważny półgłówek, który miota się w jakiś swoich emocjach i któremu wszystko się wymyka. Przecież to on sam wyreżyserował romans swojej córki. Caliban u Pastora to zamiast wcielenie zła, które chce trwać w złym szlachetny Afroamerykanin, wyzbyty przez białego człowieka tego, co mu się słusznie należy. Reszta łajdaków Shakespeareowskich jest bezpłciowa. Do tego taniec nudny, a tancerze nijacy.
[b2f]Burza, jaką widziałam w kwietniu to zdecydowanie najgorszy spektakl, jaki widziałam w sezonie 2015/2016. [/b2f][/u]
A ja po "Casanovie" przestałam się bać 
Jak wiadomo balet mozna wystawiać bardzo wiernie trzymając sie "oryginału" - choc czasem trudno powiedziec co jest oryginałem w przypadku baletów XIX-wiecznych gdy nie zachował sie zapis lub opis spektaklu (tanca), wiadomo, ze choreografia była przekazywana z tancerza na tancerza, z choreografa na choreografa, czesto każdy dodawał coś od siebie. Ten element baletu jako dzieła więc jest tak na prawde najbardziej nietrwały i niestały.
Muzyka Czajkowskiego tez, o czym zapominamy, od czas nieudanej prapremiery w Moskwie, była szatkowana i przestawiana na rózne sposoby właśnie ze względu na fantazje i potrzeby kolejnych choreografów, którzy dokonywali róznych modyfikacji i w tancach, co oczywiste ale i w libretcie...
Oczywiście niektóre zmiany w libretcie są mało znaczace. Na poczatku byl w Jeziorze łabędzim Zły Czarownik i jego reprezentantka Sowa, potem zamiast nich pojawił się Rotbart (rudobrody) - zły czarownik, czy np. u Grigorowicza - geniusz zła. W niektórych inscenizacjach to zły hrabia, baron, czarny rycerz itp.
O takich zmianach jak istnienie w spektaklu wychowawcy księcia - Wolfganga lub nie, pojawianie się przyjaciela księcia - Benna - lub nie, pojawienie sie postaci błazna, i księżniczek-narzeczonych to juz drobiazgi. Czasem narzeczone tancza tycho walca narzeczonych, a tańce charakterystyczne to po prostu wiązanka tanców, czasem kazdy taniec to prezentacja innej ksiezniczki - narzeczonej z innego kraju i jej świty.
Teraz o zmienianiu libretta na powaznie czyli o tym, co ma zamiar zrobic Krzysztof Pastor. Znamy wiele autorskich wersji Jeziora od najbardziej odmiennych od "oryginału' (Mats Ek, Matthew Bourne) az po subtelniejsze (John Neumeier - Jezioro łabędzie - Iluzje). Mysle, ze w Warszawie możemy sie spodziewac czegos podobnego: opowieści o historycznych postaciach, ale kostiumowej (dwór carski Romanowów, "książe" - carewicz Mikołaj i jego marzenie o księżniczce Alix i romans z Matylda Kzesińską), które w sposób naturalny wprowadza na scene "białe akty" Jeziora Petipy i Iwanowa.
Bardzo jestem ciekawa tej wersji, pewnie - znacie mnie - wolałabym klasyczną "klasyczną", najlepiej taka z błaznem
ale tej jestem ciekawa i już sie nie obawiam "uwspółcześnionego Jeziora".
Jak wiadomo balet mozna wystawiać bardzo wiernie trzymając sie "oryginału" - choc czasem trudno powiedziec co jest oryginałem w przypadku baletów XIX-wiecznych gdy nie zachował sie zapis lub opis spektaklu (tanca), wiadomo, ze choreografia była przekazywana z tancerza na tancerza, z choreografa na choreografa, czesto każdy dodawał coś od siebie. Ten element baletu jako dzieła więc jest tak na prawde najbardziej nietrwały i niestały.
Muzyka Czajkowskiego tez, o czym zapominamy, od czas nieudanej prapremiery w Moskwie, była szatkowana i przestawiana na rózne sposoby właśnie ze względu na fantazje i potrzeby kolejnych choreografów, którzy dokonywali róznych modyfikacji i w tancach, co oczywiste ale i w libretcie...
Oczywiście niektóre zmiany w libretcie są mało znaczace. Na poczatku byl w Jeziorze łabędzim Zły Czarownik i jego reprezentantka Sowa, potem zamiast nich pojawił się Rotbart (rudobrody) - zły czarownik, czy np. u Grigorowicza - geniusz zła. W niektórych inscenizacjach to zły hrabia, baron, czarny rycerz itp.
O takich zmianach jak istnienie w spektaklu wychowawcy księcia - Wolfganga lub nie, pojawianie się przyjaciela księcia - Benna - lub nie, pojawienie sie postaci błazna, i księżniczek-narzeczonych to juz drobiazgi. Czasem narzeczone tancza tycho walca narzeczonych, a tańce charakterystyczne to po prostu wiązanka tanców, czasem kazdy taniec to prezentacja innej ksiezniczki - narzeczonej z innego kraju i jej świty.
Teraz o zmienianiu libretta na powaznie czyli o tym, co ma zamiar zrobic Krzysztof Pastor. Znamy wiele autorskich wersji Jeziora od najbardziej odmiennych od "oryginału' (Mats Ek, Matthew Bourne) az po subtelniejsze (John Neumeier - Jezioro łabędzie - Iluzje). Mysle, ze w Warszawie możemy sie spodziewac czegos podobnego: opowieści o historycznych postaciach, ale kostiumowej (dwór carski Romanowów, "książe" - carewicz Mikołaj i jego marzenie o księżniczce Alix i romans z Matylda Kzesińską), które w sposób naturalny wprowadza na scene "białe akty" Jeziora Petipy i Iwanowa.
Bardzo jestem ciekawa tej wersji, pewnie - znacie mnie - wolałabym klasyczną "klasyczną", najlepiej taka z błaznem
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
A ja od "Burzy" "Jeziora" się boję i to bardzo. Burzę - przyznam szczerze - ledwie usiedziałam. Gdybym nie zajmowała miejsca w drugim rzędzie na środku tylko gdzieś pod ścianą i gdyby w czasie spektaklu drzwi nie były zamykane, to pewnie bym wyszła w połowie. Jeżeli wizja "Jeziora" będzie tak zmieniona jak wizja mojej ukochanej 'Burzy" Shakespeare i tak ułożona choreograficznie, to nie będzie to balet dla mnie.
Najbardziej boję się libretta, gdyż ostatnie moje spotkanie z librettem Chrynowskiego skończyło w maju zeszłego roku potwornym udręczeniem mnie (ból w niepojętym cierpieniu w odbiorze osładzała mi jedynie świetna wówczas choreografia Pastora i świetni tancerze).
Chopiniada mnie bardzo za to cieszy, ponieważ w tym balecie genialnie widać umiejętności, a PBN ma je gigantyczne, choć czasem - mam wrażenie - zbytecznie tłumione. Ponadto, poza Lwowem, nie widziałam nigdy Chopiniady w wykonaniu zespołu profesjonalnego na żywo (widywałam co rok na koncertach SB).
Bolero również bardzo chętnie zobaczę na żywo, ponieważ już z kilka lat, od Bolera w Łodzi nie miałam przyjemności go oglądać, a uwielbiam tę pulsującą muzykę.
Generalnie sezon - moim zdaniem - najgorszy od lat. Nie ma Kopciuszka, nie ma Bajadery. Dziadka, Snu, Casanovy, Burzy nie trawię i omijam.
Ogromnie żałuję, że nie będzie powrotu najlepszego według mnie spektaklu warszawskiego tj. "I przejdą deszcze". Żal mi też bardzo Święta wiosny, które bardzo dobrze mi się odbierało (u Bejarta genialny Jaroshenko...). Schodzi też Romeo i Julia.
Generalnie zapowiada się, że strawialne dla mnie są tylko 3 spektakle: Chopiniada i reszta, Don Kichot i Poskromienie. Przy czym w okresie wrzesień - styczeń będize tylko trawiony przeze mnie tytuł baletowy.
Najbardziej boję się libretta, gdyż ostatnie moje spotkanie z librettem Chrynowskiego skończyło w maju zeszłego roku potwornym udręczeniem mnie (ból w niepojętym cierpieniu w odbiorze osładzała mi jedynie świetna wówczas choreografia Pastora i świetni tancerze).
Chopiniada mnie bardzo za to cieszy, ponieważ w tym balecie genialnie widać umiejętności, a PBN ma je gigantyczne, choć czasem - mam wrażenie - zbytecznie tłumione. Ponadto, poza Lwowem, nie widziałam nigdy Chopiniady w wykonaniu zespołu profesjonalnego na żywo (widywałam co rok na koncertach SB).
Bolero również bardzo chętnie zobaczę na żywo, ponieważ już z kilka lat, od Bolera w Łodzi nie miałam przyjemności go oglądać, a uwielbiam tę pulsującą muzykę.
Generalnie sezon - moim zdaniem - najgorszy od lat. Nie ma Kopciuszka, nie ma Bajadery. Dziadka, Snu, Casanovy, Burzy nie trawię i omijam.
Ogromnie żałuję, że nie będzie powrotu najlepszego według mnie spektaklu warszawskiego tj. "I przejdą deszcze". Żal mi też bardzo Święta wiosny, które bardzo dobrze mi się odbierało (u Bejarta genialny Jaroshenko...). Schodzi też Romeo i Julia.
Generalnie zapowiada się, że strawialne dla mnie są tylko 3 spektakle: Chopiniada i reszta, Don Kichot i Poskromienie. Przy czym w okresie wrzesień - styczeń będize tylko trawiony przeze mnie tytuł baletowy.