Pół słówka o Ryszardzie Wagnerze
Pół słówka o Ryszardzie Wagnerze
Moi drodzy, zdaję sobie sprawę, że zanotowane w tytule nazwisko niektórych elektryzuje otwierając cały worek antyniemieckich uprzedzeń, innych zaś irytuje z powodu doświadczenia nudy i dłużyzn. Mój stosunek do tego, co wniósł tenże Ryszard (nie zapominajmy klasyka, że "wszystkie Ryśki to fajne chłopaki) jest zupełnie inny, aczkolwiek dobrze wiem gdzie jest ta nikła granica między fascynacją a czołobitnością. Nie rozmawiajmy jednak o samej postaci ale o tańcu, dobrze?
Chciałbym zagaić o miejsce Wagnera w balecie. Wiem, że miejsce dla tancerzy jest wydzielone w Tannhäuserze. Czy jakieś wykonanie tego jest szczególnie ważne, istotne? Oglądałem niedawno na YT klasyczne Bayreuthowskie wykonanie "Parsifala", gdzie w dość ciekawy choreograficznie sposób została opracowana scena spotkania tytułowego bohatera z zaczarowanymi kobietami-kwiatami (swoją drogą zastanawia mnie, co to za zespół, tajemniczo nazwany "Tanzgruppe". Czy były to baletnice, które nauczyły się śpiewać czy chórzystki umiejące tańczyć?). Na tym forum dowiedziałem się też o dziele Maurice'a Béjarta "Ring um den Ring" (chciałbym to zobaczyć). Czy wiadomo Wam o jakichś innych ważnych wątkach baletowych wplecionych w fantastyczną (w dwójnasób) twórczość niemieckiego artysty?
Chciałbym zagaić o miejsce Wagnera w balecie. Wiem, że miejsce dla tancerzy jest wydzielone w Tannhäuserze. Czy jakieś wykonanie tego jest szczególnie ważne, istotne? Oglądałem niedawno na YT klasyczne Bayreuthowskie wykonanie "Parsifala", gdzie w dość ciekawy choreograficznie sposób została opracowana scena spotkania tytułowego bohatera z zaczarowanymi kobietami-kwiatami (swoją drogą zastanawia mnie, co to za zespół, tajemniczo nazwany "Tanzgruppe". Czy były to baletnice, które nauczyły się śpiewać czy chórzystki umiejące tańczyć?). Na tym forum dowiedziałem się też o dziele Maurice'a Béjarta "Ring um den Ring" (chciałbym to zobaczyć). Czy wiadomo Wam o jakichś innych ważnych wątkach baletowych wplecionych w fantastyczną (w dwójnasób) twórczość niemieckiego artysty?
rzeczywiście głównie scena baletowa w grocie Wenus w Tannhäuserze... W dzisiejszych inscenizacjach taniec (niekoniecznie, albo coraz rzadziej balet) ma szanse wypełniac wielkie połacie muzyki Wagnera w jego dziełach - zdarza się to czesto, acz nie zawsze potrzebnie lub z talentem.
Luźnym nawiązaniem do tematu bedzie balet Krzysztofa Pastora "Tristan" do wybranej muzyki z opery Tristan i Izolda i cyklu pieśni Wagnera. Podobne dzieła zapewne powstają na wielu scenach, natomiast w samych dziełach Wagnera balet w klasycznym słowa rozumieniu nie był uwzględniany jak w typowej operze XIXwiecznej - właśnie dlatego, ze Wagner dążył do jedności środków wyrazu i rewolucjonizował numerową wersje dzieła operowego z obowiązkowym balecikiem w 2 lub 3 akcie. Nie jestem niestety znawcą twórczości Wagnera - mozna by się przyjrzeć jego wczesnym dziełom, jak tam sie rzecz ma z baletem - w takich np. "Boginkach"
Luźnym nawiązaniem do tematu bedzie balet Krzysztofa Pastora "Tristan" do wybranej muzyki z opery Tristan i Izolda i cyklu pieśni Wagnera. Podobne dzieła zapewne powstają na wielu scenach, natomiast w samych dziełach Wagnera balet w klasycznym słowa rozumieniu nie był uwzględniany jak w typowej operze XIXwiecznej - właśnie dlatego, ze Wagner dążył do jedności środków wyrazu i rewolucjonizował numerową wersje dzieła operowego z obowiązkowym balecikiem w 2 lub 3 akcie. Nie jestem niestety znawcą twórczości Wagnera - mozna by się przyjrzeć jego wczesnym dziełom, jak tam sie rzecz ma z baletem - w takich np. "Boginkach"
Re: Pół słówka o Ryszardzie Wagnerze
[quote:bff00a6452="wukaesiak"]Chciałbym zagaić o miejsce Wagnera w balecie (...) dowiedziałem się też o dziele Maurice'a Béjarta "Ring um den Ring" (chciałbym to zobaczyć)...[/quote:bff00a6452]
Troszkę było na ten temat przy okazji minionego 200-lecia tutaj: http://www.teatrwielki.pl/wydarzenia/szczegoly/article/tristan_w_holdzie_wagnerowi.html A Bejart stworzył swój balet jeszcze w dawnym Berlinie Zachodnim, więc nie jestem pewien czy gdzieś przetrwał. Może Lausanne Bejart Ballet miewa go jeszcze w repertuarze, ale trzeba by to sprawdzić...
Troszkę było na ten temat przy okazji minionego 200-lecia tutaj: http://www.teatrwielki.pl/wydarzenia/szczegoly/article/tristan_w_holdzie_wagnerowi.html A Bejart stworzył swój balet jeszcze w dawnym Berlinie Zachodnim, więc nie jestem pewien czy gdzieś przetrwał. Może Lausanne Bejart Ballet miewa go jeszcze w repertuarze, ale trzeba by to sprawdzić...
No cóż, można by je wymieniać w nieskończoność, zwłaszcza spośród oper baletowych XVII i XVIII wieku. Vide: Jean-Baptiste Lully, Jean-Philippe Rameau, ale także Christoph Willibald Gluck, a jeszcze bliżej Warszawy Johann Adolf Hasse. Ale któż je dzisiaj pamięta i używa w praktyce teatralnej, u nas zwłaszcza...?
zalezy, czy pytasz o ubaletowienie wpisane w operę przez kompozytora, czy ubaletowienie (utanecznienie) dzisiejsze wprowadzone przez realizatorów (jak wiadomo współczesni realizatorzy oper nic sobie nie robią z tradycji, uwag kompozytora, librecisty, czasu i miejsca akcji co czasem przynosi zaskakująco ciekawe efekty, ale czasem nie - tak samo jest z wprowadzaniem tańca do opery).
Generalnie historycznie najwięcej tańca zawierały i miały zawierać: opery a własciwie opero-balety kompozytorów francuskich z czasów Ludwika XIV i późniejszych. Jak sama nazwa wskazuje taniec i spiew współistniały tam niemal równolegle - warto obejrzeć jakąkolwiek rekonstrukcję takiego dzieła, Zwlaszcza Rameau czy Lully'ego, albo obejrzec film "Le roi dance" - to daje dobre pojęcie o tym, czym byla opera i balet w tamtych czasach i jak to wszystko wyglądało.
Druga grupa oper programowo ubaletowionych to opery XIX-wieczne - typu "grand opera" - głównie takze francuskie albo komponowane dla Opery Paryskiej gdzie w tradycji był balet w operze, najlepiej umieszczony w 2 lub 3 akcie tak aby rozerwac publiczność nieco znuzoną wysłuchiwaniem 4 godzinnego zwykle dzieła, no i aby dac coś panom - te sliczne baletniczki pląsajace nie zawsze zgodnie z sensem dzieła, ale ku uciesze gentelmenów z towarzystwa, oficerów i złotej młodzieży.... Stąd między innymi wzięło się mocno wulgarne i niezbyt powazne traktowanie tancerek z opery jako synonimu "pań do towarzystwa" - przez co obecnie, przynajmniej w języku polskim nazwa "baletnica" czy nie daj Boze "baletniczka" jest przez srodowisko tępione - i zastępowane przez tancerka baletowa, artystka baletu lub balerina.
Wracając do tematu grand opera z XIX wieku to przykładem będa np. Faust - gdzie w 3 akcie mamy wstawiona scene baletowa Noc Walpurgii, czy nawet paryska wersja opery Verdiego Don Carlos, gdzie scena baletowa zupełnie nie pasuje do całosci - i zwykle obecnie jest pomijana.
Dwa sezony temu mozna było obejrzeć w Warszawie gigantyczną operę Berlioza (Francuz) Trojanie, gdzie spory kawał 3 aktu stanowił balet - w nowoczesnej inscenizacji autorstwa hiszpańskiej grupy teatralnej zabawnie zaprezentowany przez bardzo kiczowate (chyba specjalnie) scenki baletowe. To tez daje wyobrażenie o to, czym bywał balet w operze.
Dzis inscenizatorzy chetnie dodają ruch tanezny do inscenizacji oper nawet współczesnych w których miejsca dla tańca nie przewidziano. raczej nie jest to balet ale działania z pogranicza tańca współczesnego i teatru tańca - przykładem moze byc ubiegłoroczna premiera Króla Edypa w Poznaniu, gdzie rezyser a jednoczesnie choreograf i kierownik tamtejszego baletu jacek Przybyłowicz wprowadził na scenę (do operowego misterium z wątłą akcją) grupe tancerzy komentatorów wydarzń i pomocników postaci dramatu - cos na kształt tanecznego chóru greckiego - i dało to bardzo dobry efekt
Generalnie historycznie najwięcej tańca zawierały i miały zawierać: opery a własciwie opero-balety kompozytorów francuskich z czasów Ludwika XIV i późniejszych. Jak sama nazwa wskazuje taniec i spiew współistniały tam niemal równolegle - warto obejrzeć jakąkolwiek rekonstrukcję takiego dzieła, Zwlaszcza Rameau czy Lully'ego, albo obejrzec film "Le roi dance" - to daje dobre pojęcie o tym, czym byla opera i balet w tamtych czasach i jak to wszystko wyglądało.
Druga grupa oper programowo ubaletowionych to opery XIX-wieczne - typu "grand opera" - głównie takze francuskie albo komponowane dla Opery Paryskiej gdzie w tradycji był balet w operze, najlepiej umieszczony w 2 lub 3 akcie tak aby rozerwac publiczność nieco znuzoną wysłuchiwaniem 4 godzinnego zwykle dzieła, no i aby dac coś panom - te sliczne baletniczki pląsajace nie zawsze zgodnie z sensem dzieła, ale ku uciesze gentelmenów z towarzystwa, oficerów i złotej młodzieży.... Stąd między innymi wzięło się mocno wulgarne i niezbyt powazne traktowanie tancerek z opery jako synonimu "pań do towarzystwa" - przez co obecnie, przynajmniej w języku polskim nazwa "baletnica" czy nie daj Boze "baletniczka" jest przez srodowisko tępione - i zastępowane przez tancerka baletowa, artystka baletu lub balerina.
Wracając do tematu grand opera z XIX wieku to przykładem będa np. Faust - gdzie w 3 akcie mamy wstawiona scene baletowa Noc Walpurgii, czy nawet paryska wersja opery Verdiego Don Carlos, gdzie scena baletowa zupełnie nie pasuje do całosci - i zwykle obecnie jest pomijana.
Dwa sezony temu mozna było obejrzeć w Warszawie gigantyczną operę Berlioza (Francuz) Trojanie, gdzie spory kawał 3 aktu stanowił balet - w nowoczesnej inscenizacji autorstwa hiszpańskiej grupy teatralnej zabawnie zaprezentowany przez bardzo kiczowate (chyba specjalnie) scenki baletowe. To tez daje wyobrażenie o to, czym bywał balet w operze.
Dzis inscenizatorzy chetnie dodają ruch tanezny do inscenizacji oper nawet współczesnych w których miejsca dla tańca nie przewidziano. raczej nie jest to balet ale działania z pogranicza tańca współczesnego i teatru tańca - przykładem moze byc ubiegłoroczna premiera Króla Edypa w Poznaniu, gdzie rezyser a jednoczesnie choreograf i kierownik tamtejszego baletu jacek Przybyłowicz wprowadził na scenę (do operowego misterium z wątłą akcją) grupe tancerzy komentatorów wydarzń i pomocników postaci dramatu - cos na kształt tanecznego chóru greckiego - i dało to bardzo dobry efekt
[quote:bd385bac4a="Kasia G"]Dziś inscenizatorzy chętnie dodają ruch taneczny do inscenizacji oper nawet współczesnych w których miejsca dla tańca nie przewidziano....[/quote:bd385bac4a]
... bo - dodam ja, podążając za Kasiną konstatacją - po wielkich reżyserach i operowych smakoszach zarazem: Viscontim, Zefirellim, Ponnelle, Del Monaco... za reżyserowanie oper zabierali się często ludzie, którzy opery nie znają, nie słyszą, nie rozumieją, albo ich ona po prostu śmiertelnie nudzi. Dlatego w poczuciu własnej niemocy twórczej i z braku innych pomysłów sięgają po taneczną bieganinę na scenie kiedy im się tylko spodoba, jeżdżą na oczach widzów dekoracjami, topią scenę w wodzie, stosują bez powodów psychodeliczne światła, karykaturalną charakteryzacją, modę strojów i wydumane fryzjerstwo, epatują nagością, brzydotą i seksualnymi dewiacjami... Dopisując do tego wszystkiego mniemaną głębię myśli (bez dna) i reformatorskie jakoby teorie inscenizacyjne. I są tacy, niestety, którzy im wierzą, popadając w głupawy zachwyt. Bywa to żałosne i żenujące. Ale tak jest, więc nic na to nie poradzimy. Przeczekajmy, przeminie...
... bo - dodam ja, podążając za Kasiną konstatacją - po wielkich reżyserach i operowych smakoszach zarazem: Viscontim, Zefirellim, Ponnelle, Del Monaco... za reżyserowanie oper zabierali się często ludzie, którzy opery nie znają, nie słyszą, nie rozumieją, albo ich ona po prostu śmiertelnie nudzi. Dlatego w poczuciu własnej niemocy twórczej i z braku innych pomysłów sięgają po taneczną bieganinę na scenie kiedy im się tylko spodoba, jeżdżą na oczach widzów dekoracjami, topią scenę w wodzie, stosują bez powodów psychodeliczne światła, karykaturalną charakteryzacją, modę strojów i wydumane fryzjerstwo, epatują nagością, brzydotą i seksualnymi dewiacjami... Dopisując do tego wszystkiego mniemaną głębię myśli (bez dna) i reformatorskie jakoby teorie inscenizacyjne. I są tacy, niestety, którzy im wierzą, popadając w głupawy zachwyt. Bywa to żałosne i żenujące. Ale tak jest, więc nic na to nie poradzimy. Przeczekajmy, przeminie...
Dlatego pytam nie tyle, o te nadużycia, o których piszesz, co o możliwości tkwiące w samej partyturze. Na przykład mnie w pewien sposób zaimponowało to, jakie miejsce ma śpiew w "Orfeuszu i Eurydyce" Glucka. Nie chodzi tu jednak chyba o samą relację wokalności do instrumentalności w operze. Jak myślicie?
[quote:e7034286db="wukaesiak"]...Nie chodzi tu jednak chyba o samą relację wokalności do instrumentalności w operze...[/quote:e7034286db]
...u Glucka - także do założonej przez niego taneczności, jak sądzę. Ale chodzi też (a przynajmniej chodziło Gluckowi) chyba o to, aby wszystkie te elementy dzieła operowego (z baletem włącznie) służyły jednak wyrażeniu treści i „popychaniu” akcji do przodu. Nie zaś - pustej dekoratywności jak to było wcześniej i bardzo często bywało później, od wspomnianej przez Kasię "grand opera” poczynając. Bo weźmy choćby nawet naszą poczciwą „Halkę” czy „Straszny dwór” z ich tańcami narodowymi. One nie mają tam przecież wiele wspólnego z dramaturgią. Były wtedy i do dziś pozostają w praktyce zwykłym kosmetycznym zabiegiem komercyjnym. Przylgnęła do nich wprawdzie (wpajana nam przez pokolenia) narodowowyzwoleńcza legenda motywacji patriotycznej. Ale umówmy się, zarówno Moniuszce, jak i ówczesnej dyrekcji Teatru Wielkiego chodziło przede wszystkim o przyciągnięcie publiczności na swoje przedstawienia. A ta w XIX-wiecznej Warszawie: począwszy od rosyjskiej rodziny cesarskiej (także w Petersburgu), poprzez warszawskich urzędników zaborczych (co znamienne) i stacjonującą u nas rosyjską kadrę wojskową (co ciekawe), aż po polską widownię postszlachecką i typowo mieszczańską (co zupełnie oczywiste) – po prostu lubiła oglądać (a i tańczyć jak była okazja) polskie tańce narodowe: poloneza, mazura, krakowiaka.... Dlatego wprowadzano tego rodzaju „wstawki” taneczne do XIX-wiecznych przedstawień operowych i baletowych w Warszawie gdzie się tylko dało – ku zgodnej uciesze wszystkich wymienionych. Ale to już całkiem inny temat... daleki od respektu Glucka dla baletu i braku nim zainteresowania ze strony Richarda W.
...u Glucka - także do założonej przez niego taneczności, jak sądzę. Ale chodzi też (a przynajmniej chodziło Gluckowi) chyba o to, aby wszystkie te elementy dzieła operowego (z baletem włącznie) służyły jednak wyrażeniu treści i „popychaniu” akcji do przodu. Nie zaś - pustej dekoratywności jak to było wcześniej i bardzo często bywało później, od wspomnianej przez Kasię "grand opera” poczynając. Bo weźmy choćby nawet naszą poczciwą „Halkę” czy „Straszny dwór” z ich tańcami narodowymi. One nie mają tam przecież wiele wspólnego z dramaturgią. Były wtedy i do dziś pozostają w praktyce zwykłym kosmetycznym zabiegiem komercyjnym. Przylgnęła do nich wprawdzie (wpajana nam przez pokolenia) narodowowyzwoleńcza legenda motywacji patriotycznej. Ale umówmy się, zarówno Moniuszce, jak i ówczesnej dyrekcji Teatru Wielkiego chodziło przede wszystkim o przyciągnięcie publiczności na swoje przedstawienia. A ta w XIX-wiecznej Warszawie: począwszy od rosyjskiej rodziny cesarskiej (także w Petersburgu), poprzez warszawskich urzędników zaborczych (co znamienne) i stacjonującą u nas rosyjską kadrę wojskową (co ciekawe), aż po polską widownię postszlachecką i typowo mieszczańską (co zupełnie oczywiste) – po prostu lubiła oglądać (a i tańczyć jak była okazja) polskie tańce narodowe: poloneza, mazura, krakowiaka.... Dlatego wprowadzano tego rodzaju „wstawki” taneczne do XIX-wiecznych przedstawień operowych i baletowych w Warszawie gdzie się tylko dało – ku zgodnej uciesze wszystkich wymienionych. Ale to już całkiem inny temat... daleki od respektu Glucka dla baletu i braku nim zainteresowania ze strony Richarda W.