VLADIMIR YAROSHENKO
[quote8e="Kasia G"]... nie powiedziałam że sprawdze, tylko że "musze sprawdzić"...[/quote8e]
Kasiu G., wprawdzie nie bardzo chwytam tu różnicy, ale obiecuję, że nie będę już „poganiał” w tej sprawie (co do innych spraw nie mogę obiecać, bo na tym także polega wymiana zdań).
Otóż spotkałem dzisiaj kogoś z PBN, kto wie ponad wszelką wątpliwość: Vladimir Yaroshenko nigdy wcześniej nie występował w roli Księcia Desire, a przygotował ją dopiero w tym sezonie pod kierunkiem francuskiego baletmistrza Stehpana Dalle. Wypada więc tylko poprawić w recenzji błędną przesłankę celnej na ogół oceny jego występu. Ot, dla dziennikarskiej rzetelności „najbardziej wiarygodnego źródła wiedzy o balecie w Polsce”
. Internet daje taką możliwość.
Kasiu G., wprawdzie nie bardzo chwytam tu różnicy, ale obiecuję, że nie będę już „poganiał” w tej sprawie (co do innych spraw nie mogę obiecać, bo na tym także polega wymiana zdań).
Smutna wiadomość o kontuzji Rubiego Pronka, ale też nadzieja - że ozdobi znów swoim występem styczniowe "Deszcze" Pastora. Jednak ja i tak mam wielką satysfakcję, czytając w obsadach http://www.teatrwielki.pl/repertuar/balet/kalendarium/echa_czasu.html?year=2012&month=11&kid=991 że mój "faworyt" wystąpi w "Echach czasu" aż w trzech baletach - Page'a, Pastora i Forsythe'a, a potem znów w "Personie" Bondary http://www.teatrwielki.pl/repertuar/balet/kalendarium/persona.html?year=2012&month=12&kid=1045 Zawsze wierzyłem w możliwości Vladimira Yaroshenki!
Ja się wybieram kilka razy, ale będę polował przede wszystkim - wiadomo, na Vladimira Yaroshenkę
. I wiele sobie po nim obiecuję. No, może przesadzam
, że tylko na niego, bo czekam też na nowe partie Marii Żuk, Yuki Ebihary, Marty Fiedler, Izabeli Milewskiej, na Koncewoja, Popova i Woitiula oczywiście. Słowem na wszystkie warszawskie "gwiazdy" baletu, bo widzę, że będzie to wieczór pełen gwiazd.
Jeszcze niedawno tęskniło mi się za Vladimirem z Marią Żuk jako partnerką. Widziałem ich kiedyś tańczących w „Dziadku do orzechów” i wciąż wspominałem tę parę. Dlatego z wielką radością zobaczyłem ich teraz razem w baletach Pastora i Forsythe'a. Mój idealizm został nagrodzony. Są oboje zachwycający.
Niezwykły jest dla mnie rozkwit artystyczny Vladimira Yaroshenki w ostatnich latach (podobnie zresztą jak Marii Żuk, chociaż to inny temat). Jeszcze niedawno był jedynie nieoszlifowanym diamentem w kolekcji talentów PBN-u. Po serii ról w urozmaiconym repertuarze błyszczy teraz jak brylant. Jego świetna prezencja, emploi romantycznego prince'a, dyskretna osobowość, pewność w partnerowaniu i doskonalona technika tańca od dawna predestynowały go do główny partii lirycznych w repertuarze akademickim. Ale tak naprawdę Yaroshenko jest dzisiaj uniwersalnym solistą współczesnego baletu. Uszlachetnia swoim udziałem warszawskie przedstawienia klasyczne, ozdabia balety Balanchine'a i Bejarta, a teraz znów poddaje się bez reszty estetyce tańca Forsythe'a i Pastora. Choreografie bardzo zyskują czerpiąc z jego bogatej potencji artystycznej.
Ja także odkrywam go wciąż na nowo. W „Moving Rooms” Pastora i „Artifact Suite” Forsythe'a zachwycił mnie dodatkowo odwagą w pochłanianiu przestrzeni, niesamowitą dynamiką tańca i dojrzałością w ekstremalnym tu partnerowaniu Marii Żuk. Podziwiałem jego mocne, długie i wyraziste ramiona, eksplodujące ruchy rąk i silne dłonie, w których partnerka wydaje się pewna każdego niebezpiecznego ruchu. Te ich duety – skupione i wyraziste, wolne od minoderii, wirtuozowskie technicznie, ostre jak brzytwa – pozostaną we mnie na długo i z pewnością wybiorę się raz jeszcze chłonąć ich niepojęte piękno. Są wielkim walorem baletów Pastora i Forsythe'a. Jednym z wielu zresztą w całym wieczorze baletowym „Echa czasu”.
Niezwykły jest dla mnie rozkwit artystyczny Vladimira Yaroshenki w ostatnich latach (podobnie zresztą jak Marii Żuk, chociaż to inny temat). Jeszcze niedawno był jedynie nieoszlifowanym diamentem w kolekcji talentów PBN-u. Po serii ról w urozmaiconym repertuarze błyszczy teraz jak brylant. Jego świetna prezencja, emploi romantycznego prince'a, dyskretna osobowość, pewność w partnerowaniu i doskonalona technika tańca od dawna predestynowały go do główny partii lirycznych w repertuarze akademickim. Ale tak naprawdę Yaroshenko jest dzisiaj uniwersalnym solistą współczesnego baletu. Uszlachetnia swoim udziałem warszawskie przedstawienia klasyczne, ozdabia balety Balanchine'a i Bejarta, a teraz znów poddaje się bez reszty estetyce tańca Forsythe'a i Pastora. Choreografie bardzo zyskują czerpiąc z jego bogatej potencji artystycznej.
Ja także odkrywam go wciąż na nowo. W „Moving Rooms” Pastora i „Artifact Suite” Forsythe'a zachwycił mnie dodatkowo odwagą w pochłanianiu przestrzeni, niesamowitą dynamiką tańca i dojrzałością w ekstremalnym tu partnerowaniu Marii Żuk. Podziwiałem jego mocne, długie i wyraziste ramiona, eksplodujące ruchy rąk i silne dłonie, w których partnerka wydaje się pewna każdego niebezpiecznego ruchu. Te ich duety – skupione i wyraziste, wolne od minoderii, wirtuozowskie technicznie, ostre jak brzytwa – pozostaną we mnie na długo i z pewnością wybiorę się raz jeszcze chłonąć ich niepojęte piękno. Są wielkim walorem baletów Pastora i Forsythe'a. Jednym z wielu zresztą w całym wieczorze baletowym „Echa czasu”.