Święto Wiosny
[quote06="Sagittaire"]Yaroshenko zawiódł wyrazowo. Cóż Bejart to choreograf, który wymaga od tancerza charyzmy, a tutaj ciężko z tym było (mimo że warsztatowo bardzo ładnie).[/quote06]
Co sądzę o tym, czytaj Sagittaire w temacie Yaroshenki. Nie zgadzam się też co do oceny Koncewoja, nawet jeśli dostrzegłaś u niego kilka błędów (innym to podobno wybaczasz). Ale za to Twój podziw dla Yuki Ebihary podzielam w całej pełni. Warta była tego, by "oczu od niej nie odrywać", ale czy nie odbyło się to kosztem docenienia przez Ciebie innych wykonawców?
Co sądzę o tym, czytaj Sagittaire w temacie Yaroshenki. Nie zgadzam się też co do oceny Koncewoja, nawet jeśli dostrzegłaś u niego kilka błędów (innym to podobno wybaczasz). Ale za to Twój podziw dla Yuki Ebihary podzielam w całej pełni. Warta była tego, by "oczu od niej nie odrywać", ale czy nie odbyło się to kosztem docenienia przez Ciebie innych wykonawców?
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Generalnie jest kilku choreografów, którzy jeszcze chyba przerastają warszawski zespół i chyba jest za wcześnie, by ich angażować jak Balanchine, Forsythe czy Bejart właśnie. Choreografie Pastora są bardzo ciekawe, ale ich mocą jest też doskonałe współgranie z potencjałem zespołu. Mam czasem wrażenie, ze u Pastora tancerze przechodzą swoje możliwości i ogólnie jak wychodze z pastorowskich spektakli, to z takim poczuciem, ze zespół jest bardzo silny.
W przypadku Święta Bejarta z pewnością warszawska inscenizacja nie jest jakimś objawieniem na tle świata i nie wyszłam z przeświadczeniem, że to genialna inscenizacja. W zespole zabrakło dobrej synchronizacji (co jak 3 razy potyka się tancerz najbardziej wyeksponowany z zespołu jak Koncewoj może razić), a u Vładymira zabrakło przekazania treści. Wybrana z kolei u Bejarta to genereralnie jakoś, mam wrażenie, to tańczyła trochę po swojemu.
W przypadku Święta Bejarta z pewnością warszawska inscenizacja nie jest jakimś objawieniem na tle świata i nie wyszłam z przeświadczeniem, że to genialna inscenizacja. W zespole zabrakło dobrej synchronizacji (co jak 3 razy potyka się tancerz najbardziej wyeksponowany z zespołu jak Koncewoj może razić), a u Vładymira zabrakło przekazania treści. Wybrana z kolei u Bejarta to genereralnie jakoś, mam wrażenie, to tańczyła trochę po swojemu.
[quote8d="Sagittaire"]Generalnie jest kilku choreografów, którzy jeszcze chyba przerastają warszawski zespół i chyba jest za wcześnie, by ich angażować jak Balanchine, Forsythe czy Bejart właśnie.[/quote8d]
No nie wiem, czy jest na nich za wcześnie. Pastor myśli chyba zupełnie inaczej i uważam, że ma świętą rację. Z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze jest niezaprzeczalną misją sceny narodowej udostępniać nam arcydzieła choreografii XX wieku. Po drugie zaś zespoły "rosną" artystycznie na dobrych choreografiach, które "ciągną" ich poziom w górę. Tak samo jak tancerze rozwijają się technicznie i osobowościowo na urozmaiconych i coraz to nowych zadaniach artystycznych, nie zaś podczas monotonnych prób stereotypowego repertuaru w salach baletowych. Dlatego właśnie kibicuję PBN-owi w jego wysiłkach i zachęcam również do tego prawdziwych polskich baletomanów.
A że nie wszystko jeszcze tańczone jest wzorcowo? To prawda, ale z roku na rok, z premiery na premierę jest coraz lepiej. Oczywiście żaden zespół na świecie nie będzie tańczył Balanchine'a jak New York City Ballet. Tak samo, jak mało która orkiestra zagra symfonie Mahlera - dla przykładu - jak Berlińscy czy Wiedeńscy Filharmonicy. Co nie znaczy, że nie należy próbować i osiągać sukcesy. Oczywiście nie mamy w PBN-ie tak dobranych i specyficznie wyszkolonych dziewczyn, jakie gromadził u siebie w szkole i zespole sam Balanchine, a teraz robią to jego następcy. Nie mamy też zbyt wielu super chłopaków, jakich "spijał" z całego świata Bejart (od nas także) w najlepszych czasach Baletu XX Wieku, bo teraz w Balecie Lozańskim już bardzo różnie z tym bywa - co widzieliśmy całkiem niedawno. Być może także brak nam jeszcze odpowiedniej ilości wystarczająco "energetycznych" tancerzy do baletów Forsythe'a, ale także do wcześniejszych prac naszego Pastora...
Jednak próbować trzeba, aby zespół rósł, zmieniał się na lepsze - właśnie na miarę tańczonego i planowanego repertuaru. Dlatego trzeba rzucać mu jako wyzwania i Balanchine'a, i Bejarta, i Forsythe'a i paru innych klasyków współczesnego baletu. Inaczej nic nie będzie wysoce profesjonalnego baletu w Polsce, a nasze zespoły - baletowe do niedawna - będą przekształcać się w półamatorskie tzw. "teatry tańca" - wielce podejrzane dla mnie pod każdym względem.
No nie wiem, czy jest na nich za wcześnie. Pastor myśli chyba zupełnie inaczej i uważam, że ma świętą rację. Z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze jest niezaprzeczalną misją sceny narodowej udostępniać nam arcydzieła choreografii XX wieku. Po drugie zaś zespoły "rosną" artystycznie na dobrych choreografiach, które "ciągną" ich poziom w górę. Tak samo jak tancerze rozwijają się technicznie i osobowościowo na urozmaiconych i coraz to nowych zadaniach artystycznych, nie zaś podczas monotonnych prób stereotypowego repertuaru w salach baletowych. Dlatego właśnie kibicuję PBN-owi w jego wysiłkach i zachęcam również do tego prawdziwych polskich baletomanów.
A że nie wszystko jeszcze tańczone jest wzorcowo? To prawda, ale z roku na rok, z premiery na premierę jest coraz lepiej. Oczywiście żaden zespół na świecie nie będzie tańczył Balanchine'a jak New York City Ballet. Tak samo, jak mało która orkiestra zagra symfonie Mahlera - dla przykładu - jak Berlińscy czy Wiedeńscy Filharmonicy. Co nie znaczy, że nie należy próbować i osiągać sukcesy. Oczywiście nie mamy w PBN-ie tak dobranych i specyficznie wyszkolonych dziewczyn, jakie gromadził u siebie w szkole i zespole sam Balanchine, a teraz robią to jego następcy. Nie mamy też zbyt wielu super chłopaków, jakich "spijał" z całego świata Bejart (od nas także) w najlepszych czasach Baletu XX Wieku, bo teraz w Balecie Lozańskim już bardzo różnie z tym bywa - co widzieliśmy całkiem niedawno. Być może także brak nam jeszcze odpowiedniej ilości wystarczająco "energetycznych" tancerzy do baletów Forsythe'a, ale także do wcześniejszych prac naszego Pastora...
Jednak próbować trzeba, aby zespół rósł, zmieniał się na lepsze - właśnie na miarę tańczonego i planowanego repertuaru. Dlatego trzeba rzucać mu jako wyzwania i Balanchine'a, i Bejarta, i Forsythe'a i paru innych klasyków współczesnego baletu. Inaczej nic nie będzie wysoce profesjonalnego baletu w Polsce, a nasze zespoły - baletowe do niedawna - będą przekształcać się w półamatorskie tzw. "teatry tańca" - wielce podejrzane dla mnie pod każdym względem.
-
karolinkaaa
- Posty: 276
- Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:53 am
Wszystkie trzy "Święta wiosny" PBN-u będą 3 maja na festiwalu operowym w Bydgoszczy. Opera Nova podała już obsadę:
ŚWIĘTO WIOSNY
czwartek 2012-05-03 godz. 19:00
"Święto wiosny” choreografia Niżyńskiego:
Wybrana: Karolina Jupowicz oraz Polski Balet Narodowy
"Święto wiosny” choreografia Gata:
Tańczą: Marta Fiedler, Aleksandra Liashenko, Izabela Szylińska, Robert Bondara, Kurusz Wojeński
"Święto wiosny” choreografia Béjarta:
Wybraniec: Vladimir Yaroshenko
Wybranka: Anna Lorenc
Przywódcy: Adam Kozal, Wojciech Ślęzak
Dwaj młodzi mężczyźni: Paweł Koncewoj, Carlos Martín Pérez
Cztery młode kobiety: Agnieszka Pietyra, Karolina Sapun, Aneta Zbrzeźniak, Maria Żuk
oraz Polski Balet Narodowy
ŚWIĘTO WIOSNY
czwartek 2012-05-03 godz. 19:00
"Święto wiosny” choreografia Niżyńskiego:
Wybrana: Karolina Jupowicz oraz Polski Balet Narodowy
"Święto wiosny” choreografia Gata:
Tańczą: Marta Fiedler, Aleksandra Liashenko, Izabela Szylińska, Robert Bondara, Kurusz Wojeński
"Święto wiosny” choreografia Béjarta:
Wybraniec: Vladimir Yaroshenko
Wybranka: Anna Lorenc
Przywódcy: Adam Kozal, Wojciech Ślęzak
Dwaj młodzi mężczyźni: Paweł Koncewoj, Carlos Martín Pérez
Cztery młode kobiety: Agnieszka Pietyra, Karolina Sapun, Aneta Zbrzeźniak, Maria Żuk
oraz Polski Balet Narodowy
Po szoku z kwasem solnym na twarzy Filina Moskwa "obudziła się" w sprawie stulecia "Święta wiosny": http://polish.ruvr.ru/2013_03_28/Wiek-Swieta-wiosny-wiek-modernizmu/ Parę dni temu pokazali Niżyńskiego gościnnie z Helsinek, Bejarta z Lozanny i jakiś rosyjski dziwoląg. Dzięki PBN-owi mamy już najcenniejsze dawno za sobą i to we własnym wykonaniu.
Cieszymy się tym do dzisiaj. A z zapowiedzi na dalsze miesiące: http://www.teatrwielki.pl/wydarzenia/szczegoly/article/w_100_lecie_swieta_wiosny.html widzę, że Moskwa baletowa tym razem nam raczej nie zaimponuje
.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Wybrałam się na "Święto..." wczoraj i tak jak już pisałam w innym wątku, zrobiło na mnie dużo większe wrażenie, niż się spodziewałam. Po pierwsze, najważniejsze, nie rozumiem, dlaczego choreografia Gata zbiera tak niepochlebne opinie (nawet w programie zacytowano krytyk, która uznała ją za "nudną"), mnie absolutnie zachwyciła jej płynność i doskonałe zgranie tancerzy, poza tym bardzo lubię taką stylistykę w tańcu (czerwonawe światło, połączenie czerni i czerwieni, estetyka tańców latynoamerykańskich - na podobnej zasadzie zachwycałam się duetem Marii Żuk i Vladimira Yaroshenki w Moving Rooms). Gat bardzo mnie "wciągnął" i żałować mogłam tylko tego, że nie trwa to dłużej. Szkoda, że to raczej odosobniona opinia.
Poza tym, u Niżyńskiego nie mogłam oderwać oczu od Anny Hop. Oczywiście, wszyscy stanęli na wysokości zadania, ale ona przykuła moją uwagę na długo, gdyż nikt inny nie pasował mi do tej estetyki tak bardzo, jak ona. Balet odwołuje się do czasów bardzo nam odległych kulturowo i chyba nie każdy może się w tym łatwo odnaleźć. Anna Hop była dla mnie tak przekonująca, że mój wzrok przenosił się z niej na całość sceny tylko na ułamki sekund.
Poza tym, u Niżyńskiego nie mogłam oderwać oczu od Anny Hop. Oczywiście, wszyscy stanęli na wysokości zadania, ale ona przykuła moją uwagę na długo, gdyż nikt inny nie pasował mi do tej estetyki tak bardzo, jak ona. Balet odwołuje się do czasów bardzo nam odległych kulturowo i chyba nie każdy może się w tym łatwo odnaleźć. Anna Hop była dla mnie tak przekonująca, że mój wzrok przenosił się z niej na całość sceny tylko na ułamki sekund.