VLADIMIR YAROSHENKO
[quote1d="Sagittaire"]...w tym sezonie to nie tyle szczęście ile mania prześladowcza...[/quote1d]
Poszedłem dziś by sprawdzić jak będzie na Twoim przedstawieniu abonamentowym 4 marca. Nie będziesz żałowała. Tańczył bezbłędnie, wyglądał pięknie i zakończył balet z wielkim bukietem czerwonych róż. Brakowało mi może tylko u niego (ale też u innych tancerzy) bardziej wyrazistej charakteryzacji oczu, którą tak bardzo lubił u facetów Bejart w najlepszym okresie Baletu XX Wieku. Może nikt mu tego nie podpowiedział, bo charakteryzatorki pewnie tego po prostu nie wiedzą i robią to bardzo stereotypowo, a tancerze nasi mogą nie mieć po prostu owej Bejartowskiej odwagi i świadomości. Może kiedyś dojrzeją i do tego.
Poszedłem dziś by sprawdzić jak będzie na Twoim przedstawieniu abonamentowym 4 marca. Nie będziesz żałowała. Tańczył bezbłędnie, wyglądał pięknie i zakończył balet z wielkim bukietem czerwonych róż. Brakowało mi może tylko u niego (ale też u innych tancerzy) bardziej wyrazistej charakteryzacji oczu, którą tak bardzo lubił u facetów Bejart w najlepszym okresie Baletu XX Wieku. Może nikt mu tego nie podpowiedział, bo charakteryzatorki pewnie tego po prostu nie wiedzą i robią to bardzo stereotypowo, a tancerze nasi mogą nie mieć po prostu owej Bejartowskiej odwagi i świadomości. Może kiedyś dojrzeją i do tego.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
No ale nie jest to powszechna opinia, bo mój kolega też był i powiedział, ze w tym sezonie Maksim w Święcie bije Yaroshenkę na głowę.
[quote16="Ali"] Brakowało mi może tylko u niego bardziej wyrazistej charakteryzacji oczu, którą tak bardzo lubił u facetów Bejart w najlepszym okresie Baletu XX Wieku. [/quote16]
Yaroshenko po prostu nie ma charyzmy i dlatego go nie wielbię. Technicznie jest całkiem, całkiem (choć zdarzają mu się słąbsze wystepy i spore błędy).
Zwróciłeś uwagę na szalenie ważną dla mnie rzecz - oczy. Dlatego zawsze siedzę w I rzędzie parteru, a w Warszawie 3-4 parteru, że dla mnie oczy i twarz ma ogromne znaczenie. Są tancerze jak Nazar Botsiy, którzy samym spojrzeniem mnie kupują całkowicie - cóż za niesamowita charyzma może czasem płynąć z oczu... Nazar jest niski i nie jest przystojny jako facet ale jak on czasem rzuca spojrzenia ze sceny, to wychodze jak pijana z teatru i całkowicie zahipnotyzwana tym, co mówi jego twarz. Spojrzenie i oczy są w niektórych rolach nieklasycznych podstawą dla mnie. Z tym, ze to nie jest coś, co może ktoś podpowiedzieć lub nie - to się ma lub nie ma. Dla mnie osobiście, gdy tancerz ma charyzmatyczną twarz, to (pomijając może klasykę) jest połowa sukcesu (inna sprawa, ze z moich obserwacji wynika, że jak jest słaby technicznie, to nie ma pewności siebie i nie ma też tego spojrzenia...).
Maksim ma swoje wady ale trzeba mu przyznać, ze spojrzenie ma pewne siebie. Nie ma zdolności hipnotyzowania oczami jak Nazar, który jest w tym mistrzem świata, ale ma bardzo fajne spojrzenie i choćby dlatego wygrywa z Yaroshenką w Święcie.
Ja osobiście Bejarta nie wielbię ale chyba masz rację, ze przez lata siłą jego zespołu byli min charyzmatyczni tancerze. Sama technika tam to mało, tancerz musi mieć charyzmę, której ujściem są dla mnie w wielkim procencie właśnie oczy, zeby był geniuszem Bejarta. Dlatego bycie tancerzem u Bejarta tyle znaczyło przez lata - bo to oznaczało samo z siebie, ze tam jest w tym człowieku dużo więcej poza warsztatem
[quote16="Ali"] Brakowało mi może tylko u niego bardziej wyrazistej charakteryzacji oczu, którą tak bardzo lubił u facetów Bejart w najlepszym okresie Baletu XX Wieku. [/quote16]
Yaroshenko po prostu nie ma charyzmy i dlatego go nie wielbię. Technicznie jest całkiem, całkiem (choć zdarzają mu się słąbsze wystepy i spore błędy).
Zwróciłeś uwagę na szalenie ważną dla mnie rzecz - oczy. Dlatego zawsze siedzę w I rzędzie parteru, a w Warszawie 3-4 parteru, że dla mnie oczy i twarz ma ogromne znaczenie. Są tancerze jak Nazar Botsiy, którzy samym spojrzeniem mnie kupują całkowicie - cóż za niesamowita charyzma może czasem płynąć z oczu... Nazar jest niski i nie jest przystojny jako facet ale jak on czasem rzuca spojrzenia ze sceny, to wychodze jak pijana z teatru i całkowicie zahipnotyzwana tym, co mówi jego twarz. Spojrzenie i oczy są w niektórych rolach nieklasycznych podstawą dla mnie. Z tym, ze to nie jest coś, co może ktoś podpowiedzieć lub nie - to się ma lub nie ma. Dla mnie osobiście, gdy tancerz ma charyzmatyczną twarz, to (pomijając może klasykę) jest połowa sukcesu (inna sprawa, ze z moich obserwacji wynika, że jak jest słaby technicznie, to nie ma pewności siebie i nie ma też tego spojrzenia...).
Maksim ma swoje wady ale trzeba mu przyznać, ze spojrzenie ma pewne siebie. Nie ma zdolności hipnotyzowania oczami jak Nazar, który jest w tym mistrzem świata, ale ma bardzo fajne spojrzenie i choćby dlatego wygrywa z Yaroshenką w Święcie.
Ja osobiście Bejarta nie wielbię ale chyba masz rację, ze przez lata siłą jego zespołu byli min charyzmatyczni tancerze. Sama technika tam to mało, tancerz musi mieć charyzmę, której ujściem są dla mnie w wielkim procencie właśnie oczy, zeby był geniuszem Bejarta. Dlatego bycie tancerzem u Bejarta tyle znaczyło przez lata - bo to oznaczało samo z siebie, ze tam jest w tym człowieku dużo więcej poza warsztatem
Ma rację kolega, Woitiul jest także bardzo dobry jako Wybraniec u Bejarta, dla mnie może odrobinę za ostry w ruchu, nieco przerysowany. Ale kto kogo "bije na głowę" - to już jednak kwestia osobistej wrażliwości i odczucia każdego widza. Tu nie ma obiektywnych mierników.
A z tą charyzmą u tancerzy to bym jednak nie przesadzał, za duże słowo i bardzo niejednoznaczny jego sens. Dość długo oglądam przedstawienia baletowe, ale owej charyzmy nie dostrzegam zbyt często. Może dlatego, że nie za bardzo zaglądam tancerzom w oczy, jak Ty Sagittaire z pierwszego-trzeciego rzędu. Niektóre koleżanki dostrzegały ją u nas kiedyś u Sławomira Woźniaka, ale chyba jednak myliły wtedy pojęcia charyzmy, tupetu i może osobistego wdzięku.
A charyzmatyczni tancerze dla mnie? Przykładowo: kiedyś z pewnością Nurejew, nie zawsze Barysznikow, paru potem z NYCB i ABT, niektórzy w Operze Paryskiej, może Jorge Donn (ale tylko w repertuarze Bejartowskim), Malakhov (ze znakiem zapytania). U nas? Może rzeczywiście gościnny w PBN ostatnio Rubi Pronk - na swój sposób. Słowem, to rzadki dar od Boga, wiec może nie banalizujmy tego pojęcia.
A z tą charyzmą u tancerzy to bym jednak nie przesadzał, za duże słowo i bardzo niejednoznaczny jego sens. Dość długo oglądam przedstawienia baletowe, ale owej charyzmy nie dostrzegam zbyt często. Może dlatego, że nie za bardzo zaglądam tancerzom w oczy, jak Ty Sagittaire z pierwszego-trzeciego rzędu. Niektóre koleżanki dostrzegały ją u nas kiedyś u Sławomira Woźniaka, ale chyba jednak myliły wtedy pojęcia charyzmy, tupetu i może osobistego wdzięku.
A charyzmatyczni tancerze dla mnie? Przykładowo: kiedyś z pewnością Nurejew, nie zawsze Barysznikow, paru potem z NYCB i ABT, niektórzy w Operze Paryskiej, może Jorge Donn (ale tylko w repertuarze Bejartowskim), Malakhov (ze znakiem zapytania). U nas? Może rzeczywiście gościnny w PBN ostatnio Rubi Pronk - na swój sposób. Słowem, to rzadki dar od Boga, wiec może nie banalizujmy tego pojęcia.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Gorzej niż się nastawiłam. Bejart to choreograf, który umożliwia tancerzowi rozbłyśnięcie charyzmą. Jeżeli ktoś natomiast charyzmy nie posiada, to to tu wychodzi jak na dłoni. Władymir wczoraj technicznie ok, ale wyrazowo bardzo słabo.
A co do tej nieludzkości i szkiełka i oka. Dla mnie wybitny tancerz charyzmatyczny może się przewrócić na podłogę jak długi w trakcie i to nie ma znaczenia, moze nie mieć świetnej techniki i to też nie ma znaczenia, ale jak nie ma charyzmy, to nie będę wbaczać mu niedostatków. Jak chodziłam na pierwsze moje balety, to zachwycałam się nawet jak były słabe, bo nie miałam odniesień, porównania itd. Teraz wymagam więcej i nie ekscytuję się jak wyskoczy Yaroshenko bez charyzmy, Pietyra bez charyzmy i techniki, Koncewoj się potknie albo jak zespół łupie każdy sobie (jak na niektórych Bajaderach).
A co do tej nieludzkości i szkiełka i oka. Dla mnie wybitny tancerz charyzmatyczny może się przewrócić na podłogę jak długi w trakcie i to nie ma znaczenia, moze nie mieć świetnej techniki i to też nie ma znaczenia, ale jak nie ma charyzmy, to nie będę wbaczać mu niedostatków. Jak chodziłam na pierwsze moje balety, to zachwycałam się nawet jak były słabe, bo nie miałam odniesień, porównania itd. Teraz wymagam więcej i nie ekscytuję się jak wyskoczy Yaroshenko bez charyzmy, Pietyra bez charyzmy i techniki, Koncewoj się potknie albo jak zespół łupie każdy sobie (jak na niektórych Bajaderach).
[quotecf="Sagittaire"]Bejart to choreograf, który umożliwia tancerzowi rozbłyśnięcie charyzmą. Jeżeli ktoś natomiast charyzmy nie posiada, to to tu wychodzi jak na dłoni. Władymir wczoraj technicznie ok, ale wyrazowo bardzo słabo.[/quotecf]
I znów pojawia się ta „charyzma”, słowo-wytrych do łatwego wyróżniania lub dewaluowania tancerzy. Ale o tym, że niewiele to wyjaśnia mówiliśmy już chyba wyżej. Co jest charyzmatyczne dla jednych widzów może nie być dla mnie i dla wielu innych. A może być też na odwrót. Nie przesadzajmy więc z tą charyzmą i mówmy raczej o osobowości artystycznej takiej lub innej, która u tancerzy może mieć różne oblicza i odcienie – przystające bądź nieprzystające do określonego typu roli. Oczywiście są także tancerze całkowicie wyprani z osobowości scenicznej, ale ci na ogól przez całe życie zawodowe tworzą bezimienna grupę corps de ballet lub awansowali niezasłużenie.
A wracając do Vladimira Yaroshenki, zacznijmy może o próby zrozumienia roli Wybrańca balecie Béjarta. W animalnej społeczności choreograficznej „Święta wiosny” Wybraniec nie jest ani najlepszy, ani najsilniejszy, ani specjalnie fascynujący, ani najbardziej jurny ze męskiego stada, które budzi się wiosną do aktu prokreacji. Przeciwnie, on jest młody i nieskażony (jedyny w białym trykocie!), nie rozbudzony jeszcze, nieco nieporadny na tle innych, może bardziej wrażliwy - ludzki w tym zwierzęcym klanie. Pewnie dlatego właśnie zostaje wybrany, zmuszony przez swoich towarzyszy do tej osobliwej ofiary? Jestem pewien, że dlatego – tak rozumiem założenie Béjarta. Przecież wybierają go, gdy jako jedyny potknął się w dzikich podrygach swojego plemienia. Ciężko, wstydliwie i niechętnie rozpoczyna swój taniec godowy. Rad nierad, wycieńczony wlecze się za całym podnieconym stadem na rykowisko. A potem, gdy ekstaza jego towarzyszy stale rośnie na widok stada bezbronnych i wylęknionych kobiet, on zostaje brutalnie wypchnięty do swojej erotycznej misji. Jest wymęczony, zażenowany, niechętny do publicznego wypełnienia tego zadania. Nie ciągnie go do Wybranej, lęka się jej wręcz - podobnie jak ona jego. Ale oboje zostają w końcu zmuszeni przez obie grupy do wiosennego aktu zbliżenia – ku zachęcie i ucieszne naśladującego ich stada.
Tak to mniej więcej wygląda w balecie Béjarta i taka jest rola Wybrańca. To nie jest przewodnik stada jak Dwaj Przywódcy, nie jest to też kogucik rwący się do tej zabawy jak Dwaj Młodzi i cała reszta. To jest Wybraniec z przypadku, zmuszony wbrew swojej woli, zniewolony przez prawa natury do spełnienia owej bezkrwawej wiosennej ofiary. Gdzież tu więc miejsce na charyzmę w popularnym tego słowa znaczeniu? Ta „charyzma”, a raczej niezbędna tu osobowość artystyczna polega w tym przypadku na wyrazie kruchości, intuicyjnego zagubienia, wrażliwości i lęku przed wolą stada - przerażenia ofiary "zgwałconej" postawionym zadaniem. I to wszystko Yaroshenko wyraża bezbłędnie. Moim zdaniem.
I znów pojawia się ta „charyzma”, słowo-wytrych do łatwego wyróżniania lub dewaluowania tancerzy. Ale o tym, że niewiele to wyjaśnia mówiliśmy już chyba wyżej. Co jest charyzmatyczne dla jednych widzów może nie być dla mnie i dla wielu innych. A może być też na odwrót. Nie przesadzajmy więc z tą charyzmą i mówmy raczej o osobowości artystycznej takiej lub innej, która u tancerzy może mieć różne oblicza i odcienie – przystające bądź nieprzystające do określonego typu roli. Oczywiście są także tancerze całkowicie wyprani z osobowości scenicznej, ale ci na ogól przez całe życie zawodowe tworzą bezimienna grupę corps de ballet lub awansowali niezasłużenie.
A wracając do Vladimira Yaroshenki, zacznijmy może o próby zrozumienia roli Wybrańca balecie Béjarta. W animalnej społeczności choreograficznej „Święta wiosny” Wybraniec nie jest ani najlepszy, ani najsilniejszy, ani specjalnie fascynujący, ani najbardziej jurny ze męskiego stada, które budzi się wiosną do aktu prokreacji. Przeciwnie, on jest młody i nieskażony (jedyny w białym trykocie!), nie rozbudzony jeszcze, nieco nieporadny na tle innych, może bardziej wrażliwy - ludzki w tym zwierzęcym klanie. Pewnie dlatego właśnie zostaje wybrany, zmuszony przez swoich towarzyszy do tej osobliwej ofiary? Jestem pewien, że dlatego – tak rozumiem założenie Béjarta. Przecież wybierają go, gdy jako jedyny potknął się w dzikich podrygach swojego plemienia. Ciężko, wstydliwie i niechętnie rozpoczyna swój taniec godowy. Rad nierad, wycieńczony wlecze się za całym podnieconym stadem na rykowisko. A potem, gdy ekstaza jego towarzyszy stale rośnie na widok stada bezbronnych i wylęknionych kobiet, on zostaje brutalnie wypchnięty do swojej erotycznej misji. Jest wymęczony, zażenowany, niechętny do publicznego wypełnienia tego zadania. Nie ciągnie go do Wybranej, lęka się jej wręcz - podobnie jak ona jego. Ale oboje zostają w końcu zmuszeni przez obie grupy do wiosennego aktu zbliżenia – ku zachęcie i ucieszne naśladującego ich stada.
Tak to mniej więcej wygląda w balecie Béjarta i taka jest rola Wybrańca. To nie jest przewodnik stada jak Dwaj Przywódcy, nie jest to też kogucik rwący się do tej zabawy jak Dwaj Młodzi i cała reszta. To jest Wybraniec z przypadku, zmuszony wbrew swojej woli, zniewolony przez prawa natury do spełnienia owej bezkrwawej wiosennej ofiary. Gdzież tu więc miejsce na charyzmę w popularnym tego słowa znaczeniu? Ta „charyzma”, a raczej niezbędna tu osobowość artystyczna polega w tym przypadku na wyrazie kruchości, intuicyjnego zagubienia, wrażliwości i lęku przed wolą stada - przerażenia ofiary "zgwałconej" postawionym zadaniem. I to wszystko Yaroshenko wyraża bezbłędnie. Moim zdaniem.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
a czy wyczytałeś jak na dłoni z jego tańca te wszystkie emocje i cechy, o których piszesz?? Bo ja właśnie nie. Generalnie nic nie wyczytałam z tego co on zatańczył.
Teraz wydaje mi się, zespół Bejarta nie jest już taki silny jak w przeszłości, ale nawet obecnie, jak widziałam go na żywo rok temu, to jego siłą jest to, że dużo treści jest między wierszami opowiedzianej dzieki tancerzom, którzy mają dużo więcej poza techniką. No ale żeby coś takiego przekazać to tancerze muszą mieć osobowość. Nawet jak ktoś ma być przestraszony i nieporadny, to trzeba to umieć odtworzyć.
Teraz wydaje mi się, zespół Bejarta nie jest już taki silny jak w przeszłości, ale nawet obecnie, jak widziałam go na żywo rok temu, to jego siłą jest to, że dużo treści jest między wierszami opowiedzianej dzieki tancerzom, którzy mają dużo więcej poza techniką. No ale żeby coś takiego przekazać to tancerze muszą mieć osobowość. Nawet jak ktoś ma być przestraszony i nieporadny, to trzeba to umieć odtworzyć.
Tak, tak, to wszystko wyczytałem właśnie ze sceny, kiedy patrzyłem na interpretację Yaroshenki oraz towarzyszej mu Lorenc, Koncewoja, Martina Pereza, Kozala, Ślęzaka i pozostałych. Bo też skąd miałem wyczytać? I mam wrażenie, że jest to zbieżne z intencjami Béjarta - jak rozumiem jego założenie twórcze. No, chyba że się mylę w interpretacji tego baletu, w "czytaniu" jego choreografii.