jejku, broń Boże,

nie wyobrażam sobie za wiele, wiem na czym to polega, że to żaden sukces, chodzi mi tylko o moje odczucia w kontraście do komentarzy, których się naczytałam tutaj, lub kiedy przepytywałam znajome osoby, które tańczą, że pierwszy raz na pointach to w ogóle jakiś dramat, że "totalny ból", że "jedna dziewczyna się popłakała", że "zero zero rownowagi" itd- i po prostu jestem super zdziwiona, bo zabierałam się przez do stania w pointach ze straszną zapobiegliwością <zwłaszcza, że za wcześnie>, a tutaj tylko hop!... i spoko

)
Aha no i wiadomo, wiem, że od samego stania do jakiegokolwiek tańczenia jeszcze nie raz pewnie zapłaczę, napocę się, zedrę paluszki... także, nie osiadam na laurach