ale przynajmneij mam motywacje do cwiczen
Czy nie jest za późno by zacząć tańczyć?
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Zawodowstwo, w tym wieku, hmm jest możliwe (oczywiście zależy też od techniki)... jeśli masz wystarczająco dużo pieniędzy i możliwość rzucenia wszystkiego by codziennie, po kilka godzin uczyć się tańca, korzystać z technik wspomagających, uczestniczyć w warsztatach, obozach tanecznych, itd, itp...
Nie wypowiem się jeśli chodzi o latino, natomiast w wypadku jazzu - to bardzo trudna technika i na nauczeniu się szpagatu się nie kończy. Intensywnie, bardzo intensywnie ćwicząc, będziesz potrzebował, no cóż, kilku lat.
Wiem, że osoby niedosłyszące a nawet z głęboką głuchotą miewają bardzo dobre poczucie rytmu. Znałam kilka niesłyszących osób, które tańczyły w zespole tańca ludowego. Niedosłuch nie musi być przeszkodą w samym tańcu (zresztą sam już to chyba wiesz, skoro lubisz tańczyć, to chyba tańczysz... coś tam
). Problemem może okazać się trudność w odbiorze wskazówek nauczyciela, czy podążanie za linią melodyczną o niezbyt wybijającym się rytmie.
Jednak jakby nie było - tańcz! To zawsze warto, bez względu czy mamy z tego przyjemność i pieniądze czy ...tylko przyjemność
Nie wypowiem się jeśli chodzi o latino, natomiast w wypadku jazzu - to bardzo trudna technika i na nauczeniu się szpagatu się nie kończy. Intensywnie, bardzo intensywnie ćwicząc, będziesz potrzebował, no cóż, kilku lat.
Wiem, że osoby niedosłyszące a nawet z głęboką głuchotą miewają bardzo dobre poczucie rytmu. Znałam kilka niesłyszących osób, które tańczyły w zespole tańca ludowego. Niedosłuch nie musi być przeszkodą w samym tańcu (zresztą sam już to chyba wiesz, skoro lubisz tańczyć, to chyba tańczysz... coś tam
Jednak jakby nie było - tańcz! To zawsze warto, bez względu czy mamy z tego przyjemność i pieniądze czy ...tylko przyjemność
Spróbuj! Napewno w tym momencie nie jesteś w stanie powiedzieć czy uda Ci się osiągnąć odpowiedni poziom, technikę, bo to dopiero okaże się, jak zaczniesz nad tym pracować i się rozwijać. Tańczyć możesz zawsze czy zawodowo czy amatorsko. Jeśli taniec daje Ci satysfakcję to nie widzę przeszkód - spróbować nie zaszkodzi!
Witam
od dłuższego czasu zaglądam na to forum, dziś postanowiłam w końcu napisać, podzielić się moją historią.
Pierwszy raz przy drążku stanęłam pod koniec lutego, czyli niecałe 5 miesięcy temu. Mam 28 lat i wcześniej nie miałam nic wspólnego z tańcem. Balet interesował mnie od dawna, ale swoje zainteresowanie wyrażałam głównie w oglądaniu przedstawień, nigdy nie pomyślałam, że mogłabym zacząć tańczyć. Ale potrzebowałam coś zmienić w swoim życiu, robić coś tylko dla siebie i tylko dla swojej przyjemności. I bez większych wahań wybrałam balet. Po pierwszych zajęciach byłam padnięta i sponiewierana, na drugi dzień nie mogłam schodzić po schodach.. ale byłam szczęśliwa.. W ubiegłym roku przeszłam przez dość poważny epizod depresyjny, zawodowo teoretycznie robię to, co lubię, ale klimat miejsca pracy mnie wykańcza, potrzebowałam jakiejś odskoczni.. I chociaż początkowo zjadały mnie wątpliwości w stylu "po co mi to w ogóle potrzebne? przecież nic z tego nie będzie, jestem za stara o jakieś 18 lat..?"itd,itp. później nauczyłam się je racjonalizować.
Robię to tylko dla siebie, tylko dla swojej przyjemności i jest mi z tym dobrze. Będąc w depresji zamarłam w bezruchu i stagnacji, chodziłam pochylona jakbym na plecach dźwigała cały ciężar ludzkości. Możecie uznać, że to śmieszne, ale dzięki baletowi zaczęłam się prostować i poruszać jakoś bardziej z życiem.. nie żałuję ani chwili spędzonej na sali, ani jednej kropli potu.. lubię czuć się zmęczona i lubię zakwasy, które mam. Nigdy nie jest za późno by zacząć tańczyć, trzeba tylko wiedzieć, po co się chce to robić. Ja wiem, robię to tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojej przyjemności i radości
i jakże mi z tym dobrze!!
pozdrawiam Wszystkich tańczących, tych starszych i tych młodszych..
od dłuższego czasu zaglądam na to forum, dziś postanowiłam w końcu napisać, podzielić się moją historią.
Pierwszy raz przy drążku stanęłam pod koniec lutego, czyli niecałe 5 miesięcy temu. Mam 28 lat i wcześniej nie miałam nic wspólnego z tańcem. Balet interesował mnie od dawna, ale swoje zainteresowanie wyrażałam głównie w oglądaniu przedstawień, nigdy nie pomyślałam, że mogłabym zacząć tańczyć. Ale potrzebowałam coś zmienić w swoim życiu, robić coś tylko dla siebie i tylko dla swojej przyjemności. I bez większych wahań wybrałam balet. Po pierwszych zajęciach byłam padnięta i sponiewierana, na drugi dzień nie mogłam schodzić po schodach.. ale byłam szczęśliwa.. W ubiegłym roku przeszłam przez dość poważny epizod depresyjny, zawodowo teoretycznie robię to, co lubię, ale klimat miejsca pracy mnie wykańcza, potrzebowałam jakiejś odskoczni.. I chociaż początkowo zjadały mnie wątpliwości w stylu "po co mi to w ogóle potrzebne? przecież nic z tego nie będzie, jestem za stara o jakieś 18 lat..?"itd,itp. później nauczyłam się je racjonalizować.
Robię to tylko dla siebie, tylko dla swojej przyjemności i jest mi z tym dobrze. Będąc w depresji zamarłam w bezruchu i stagnacji, chodziłam pochylona jakbym na plecach dźwigała cały ciężar ludzkości. Możecie uznać, że to śmieszne, ale dzięki baletowi zaczęłam się prostować i poruszać jakoś bardziej z życiem.. nie żałuję ani chwili spędzonej na sali, ani jednej kropli potu.. lubię czuć się zmęczona i lubię zakwasy, które mam. Nigdy nie jest za późno by zacząć tańczyć, trzeba tylko wiedzieć, po co się chce to robić. Ja wiem, robię to tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojej przyjemności i radości
pozdrawiam Wszystkich tańczących, tych starszych i tych młodszych..
-
ebaleciara
- Posty: 393
- Rejestracja: śr kwie 28, 2010 12:26 pm
hehe właśnie o to chodzi w tańcu - o przyjemność - co z tego że będziesz napierdzielać sryliard rzeczy technicznie na tip top, tu wcale nie o to chodzi - tu nie są ważne contesty, perfomancey, battelki [w przypadku hh], to przede wszystkim przyjemność, jaranie się tym co się robi 
hh mnie odbudował po zrujnowanej psychice, będzie budował jeszcze i budował w nieskończoność
wiem że ludzie jakich spotykam rozwalają mi w głowie wszystko co źle wygląda, jest nie tak i układają to na nowo [i nie mam tu na myśli wiedzy na temat hh i tańca w ogóle]. dla mnie taniec, no a przede wszystkim hip hop dance, generalnie street dance no i la style/new age jest wolnością, zbudowaniem swojej osoby na nowo, poczuciem i odnalezieniem własnej wartości, odnalezieniem się wśród codziennych problemów, lekcją i przygodą życia, uzyskaniem wewnętrznego spokoju, największym szczęściem.
uważam że wiele tancerzy baletowych mogłoby się uczyć od takich osób jak Mr Wiggles czy Brooklyn Terry podejścia do tańca. ja np. wchodząc na dobre w kulturę hip hop powoli chyba kumam na czym polega taniec w ogóle [nie tylko sam hip hop], wiem że jeszcze dużo fajnych rzeczy przede mną, ale naprawdę czuję i myślę "i'm on a right way". jednak do tego trzeba lat siedzenia w tym fachu. [b3f]S..[/b3f] - nawet jeśli masz 28 lat, taniec da ci wiele, jeśli będzie ci na tym zależało, ja odnalazłam co innego, ty może co innego. ba nawet przyjdzie moment gdy olejesz to, że widzisz młodszych i lepszych od siebie, prędzej będziesz się tymi osobami jarać niż złościć na siebie i na cały świat że późno tańczyć zaczęłaś...
hh mnie odbudował po zrujnowanej psychice, będzie budował jeszcze i budował w nieskończoność
uważam że wiele tancerzy baletowych mogłoby się uczyć od takich osób jak Mr Wiggles czy Brooklyn Terry podejścia do tańca. ja np. wchodząc na dobre w kulturę hip hop powoli chyba kumam na czym polega taniec w ogóle [nie tylko sam hip hop], wiem że jeszcze dużo fajnych rzeczy przede mną, ale naprawdę czuję i myślę "i'm on a right way". jednak do tego trzeba lat siedzenia w tym fachu. [b3f]S..[/b3f] - nawet jeśli masz 28 lat, taniec da ci wiele, jeśli będzie ci na tym zależało, ja odnalazłam co innego, ty może co innego. ba nawet przyjdzie moment gdy olejesz to, że widzisz młodszych i lepszych od siebie, prędzej będziesz się tymi osobami jarać niż złościć na siebie i na cały świat że późno tańczyć zaczęłaś...