[quote2a="Joanna Bednarczyk"]Jiri był pierwszym Armandem, którego oglądałam na żywo, dlatego mam do niego i jego interpretacji spory sentyment tylko wtedy - to już było kilka dobrych lat temu - partnerowała mu Anna Polikarpova, bardzo ja lubię ale teraz jak patrzę na te drobne fragmenty to chyba Heather Jurgensen wydaje się jeszcze ciekawsza jako Małgorzata. Jest taki moment jak dotyka swoich policzków zaraz po tym jak on ich dotknął i ukrywa roześmianą twarz w dłoniach – naprawdę ładnie jej to wyszło i w ogóle aktorsko wypada tak szlachetnie. A Jiri faktycznie był subtelnym i delikatnym Armandem, nie ma w jego wykonaniu charakterystycznych momentów „niedojrzałej gwałtowności” co u Stephana w tym sensie bliższy jest bardziej salonowej wizji Iwana Liski, który też mi się jednak bardzo podoba. Chociaż Liska znowu był najpogodniejszym z Armandów

. Przy okazji jak ktoś przedrze się przez japońskiego lektora można usłyszeć kilka słów o genezie powstania Damy z ust samego twórcy, a więc z najbardziej wiarygodnego źródła. Ile jedna mina, wyraz twarzy może zdziałać dla historii baletu.

[/quote2a]
Neumeiera się ogólnie bardzo dobrze słucha, mówi wyraźnie, czystą angielszczyzną; zresztą, z ust mistrza nie spodziewałabym się bełkotu i nieposzanowania języka, ale niestety rozumiem wszystko dokładnie tylko do czasu aż nie wtrąci się japoński lektor..
Co do Liski to jakoś do końca nigdy mnie nie przekonał, ale jak przyglądam się interpretacji Bubenicka - jest coraz bliższa sercu; więcej - wydaje mi się, że to może być Armand idealny. A Jurgensen również zdaje się być bardzo w charakterze roli, emploi jakby specjalnie skrojone na jej miarę. Jest dystyngowana i szlachetna, ale równocześnie bardzo subtelna i delikatna, nie stwarza zbyt dużego dystansu ani wrażenia przesadnej wyniosłości, które to czasem przeszkadzały mi w interpretacji Letestu i tych fragmentach widzianych w wykonaniu Dupont.
Jest przystępna, ale z drugiej strony nieco przewrotna - ciekawy był fragment, kiedy po przypięciu kwiatu do klapy Armanda nie oddala go łagodnym ruchem ręki, ale dość zdecydowanie odpycha - pierwszy raz zobaczyłam tancerkę, która w ten sposób zinterpretowała ten ruch, dlatego na początku się zdziwiłam, ale teraz myślę, że było to bardzo a propos.. bo równoważy scenę, która następuję chwilę potem; kiedy Małgorzata odchodzi do lustra i jest wyraźnie bardzo mocno podekscytowana tym spotkaniem, widać, że "wpadła" i się zakochała.
Wracając do Armanda - Bubenicek rzeczywiście musi być niezwykły w tej roli.. dopóki nie zobaczę kogoś, kto wyda mi się w jakiejś kreacji idealny, to błądzę i jestem bardzo niezdecydowana w swoich wyborach, za to teraz widzę, że zyskałam chyba jakiś nowy punkt odniesienia. To w moim przypadku trochę taka idee fixe, przeczucie, że w końcu - prędzej czy później - muszę znaleźć tancerzy idealnych w danych partiach. I właśnie; dojrzałość. Z tego co w tej chwili pamiętam, to w pierwszym pas de deux wśród Armandów przeważa zazwyczaj jedna tendencja; pożądanie góruje nad zakochaniem, ciekawość i żądza nowych doznań nad subtelnością. Kiedy dostają policzka, to zazwyczaj za nieokiełznane rzucanie się na szyję i próbę natychmiastowego przejścia do konkretów; jasne, ten moment ma taki być, bo pokazuje Armanda jako młodzieńca, który z jednej strony się zakochał, a z drugiej nie chce być dłużej całkiem niewinny i w związku z tym jest spragniony "wrażeń". Tak więc w podtekście interpretacji różnych tancerzy nieraz można by było dopisać: "Spotkałem kurtyzanę - nareszcie użyję życia, dowiem się, co to miłość". Tyle, że prędzej z naciskiem na miłość fizyczną - dopiero później ich postawy ewoluują, zmieniają się.
U Bubenicka te proporcje przedstawiają się całkiem odwrotnie; tzn. czystość Armanda jest cechą stałą, nie chce się jej jak najszybciej pozbyć - widać ją również w ostatnim pas de deux, co jest według mnie bardzo ważne, bo przecież oboje z Małgorzatą są już po przejściach, zawodach, obopólnych żalach..
Acha, i ten moment, na który zwróciłaś uwagę, kiedy to Armand dotyka policzka Małgorzaty i po chwili ona robi to samo też jest niezwykle piękny - dla mnie właśnie takie szczegóły są najistotniejsze i z takich drobiazgów powstaje całokształt idealnej interpretacji - a takie, niestety, zdarzają się nieczęsto.
Słowem - z miejsca zakochuję się w tancerzach o tym typie wrażliwości i wyczuciu. Naprawdę nie każdy przywiązuje wagę do takich rzeczy; czasem jeden, nawet niepozorny gest znaczy dużo więcej niż patetyczny, czy zamaszysty i szeroki, a przy tym - sztuczny. I kolejny przykład na potwierdzenie tej tezy - moment, kiedy Małgorzata pochyla się nad leżącym u jej stóp Armandem i dotyka jego włosów; Bubenicek łapie jej rękę zdecydowanie, ale nie tak gwałtownie i zachłannie jak robią to pozostali. Egzemplifikacji ciąg dalszy, czyli scena, kiedy Armand łapie Małgorzatę za nogi i całuje jej stopy; znowu, u Bubenicka wygląda to całkiem inaczej, niż u reszty. No dobra, chyba pora już przystopować, bo czasem jak się zacznę rozwodzić to końca nie ma

Tylko jeszcze dodam, że podbicie i stopy Jurgensen na chwilę przed tą sceną nie uszły mojej uwagi jeśli chodzi o doznanie pozytywnych wrażeń estetycznych, w takich momentach docenia się bardzo ładnie prezentujące się podbicie;)
Podsumowując; jeśli komuś uda się zdobyć nagranie z tą parą jestem chętna odkupić kopię nawet za bardzo wygórowaną cenę, mówię całkiem serio
No pięknie, już widzę, że chyba opanuje mnie mania szukania nowego nagrania, a nie mam na to za bardzo czasu..
Sagittaire: to na pewno dobry pomysł, ale z drugiej strony o Damie kameliowej rozmawialiśmy już w wielu tematach i żeby scalić te wszystkie rozproszone posty w jeden wątek, to na pewno byłoby nie lada wyzwanie;)