pytanie za milion - osobiście też tego nie rozumiem, ale gdybym miała zgadywać, to może myślą, że kontuzje zdarzają się wyjątkowo rzadko i oczywiście żadnej się nic nie stanie, a nauczą się szybciej, albo szkoła reklamuje się pod szyldem w stylu "balet w 2 tygodnie"
pierwszy raz o czymś takim słyszę, swoją drogą ciekawe kto prowadzi zajęcia
moim zdaniem to jest całkiem bez sensu.. ale jest w tym cos ze w balecie kuszą własnie pointy, wiekszosc od razu chcialaby krecic w nich fouette.. wiec porównujac zajecia przy drążku z podstawowymi ćwiczeniami, nieraz wręcz nudnymi , z zajeciami gdzie od razu fika sie na pointach, bo tancem tego chyba nie nazwe to ciekawsza zdaje się ta druga opcja. ale na bardzo krótki dystans moim zdaniem.
Masz rację Sisha...
Pamiętam jak pierwsze ćwiczenie przy drążku (rozgrzewka) trwała chyba z pięć minut......
Nie wiem, czemu niektórzy od razu chcieliby robić piruety, jak nawet nie potrafią passe, albo chcieli by już robić wieelkie szpagaty w powietrzu...