Instytut Tańca?
tak, ten dziwaczny rozdźwięk miedzy tańcem współczesnym a baletem jest tez rózny i róznie postrzegany w zalezności od srodowiska. Tancerka wieziona przez taksówkarza który mów ze balet to strata czasu zaczyna mu opowiadać o róznych rodzajach spektakli tanecznych i on podchwytuje coś o tańcu współczesnym własnie, a "baletowe łabądki" go nudzą. Ktos inny, wychowany na klasycznym balecie mów z pogardą ze te współczesne wygibasy to każdy potrafi zrobić - no to niech spróbuje. Czesto młodzi ludzie egzystujac w srodowisku teatrów offowych, czesto współpracujacych z teatrami tańca - taniec współczesny akceptuje i rozumie jako cześc kochanego przez nich teatru, ale baletu nie kojarzą zupełnie z tą sama sztuką tańca - dla nich to muzeum. i długo mozna by mówić i wymieniać. Takie wasnie bzdurne podziały są i w samym środowisku, z tym że rzeczywiście - środowisko tańca współczesnego własnie przez swoją trudna sytuację jest bardziej zorganizowane, zdeterminowane i nauczone dziaąłć (przeciez wywalczyc musiało sobie miejsca na sale prób, spektakle, dotacje, granty, etc), a tancerze pracują w zespołach i niestety mało myśla pro-społecznie, pro-tanecznie. Oczywiście to uogólnienie, bo znam osobiscie wiele wspaniałych osób spośród klasyków, których działalnośc dla tańca podziwiam i pochwalam.
Co do "przykładu" - kto podpisał list do ministra, kto wypowiadał się na kongresie kultury - współczesni... No tak, ale np. ja (raczej związana z klasykami) dowiedziałam się i o jednym i o drugim po fakcie. Społecznośc tancerzy i animatorów tańca współczesnego porozumiewa sie swoimi kanałami, być moze nie zawsze pamietajac o innych - ja bym z przyjemnoscia ten list podpisała
Co do "przykładu" - kto podpisał list do ministra, kto wypowiadał się na kongresie kultury - współczesni... No tak, ale np. ja (raczej związana z klasykami) dowiedziałam się i o jednym i o drugim po fakcie. Społecznośc tancerzy i animatorów tańca współczesnego porozumiewa sie swoimi kanałami, być moze nie zawsze pamietajac o innych - ja bym z przyjemnoscia ten list podpisała
Hmm, no tak, o tym słabym przepływie informacji nie pomyślałam... Przykre to trochę... Ładnie to pokazuje, jakie są realne szanse na zgranie się i zespolenie środowiska
(przy czym naprawdę nie chodzi mi o wsadzanie jednych w buty drugich, ale o traktowanie tańca - zarówno baletu i jak współczesnego - jako ważny element w sztuce scenicznej w Pl - tylko tyle, i aż tyle)
oczywiście, chodzi własnie o to aby jedni i drudzy mogli uczyć sie od siebie wzajemnie, współpracowac i na równi być szanowanymi za swoja sztukę, aby znaleźli wspólny przyjazny dach i rodzaj reprezentacji w świadomosci i rządzących, i przyznajacych dotacje i społecznosci ogólnie. Wiadomo ze im więcej rąk, głosów i głow się do tego przyłozy - tym lepiej, bo lepiej zostaną rozpoznane i wyegzekwowane w miare mozliwości potrzeby jednych i drugich. Potrzebna tu zgoda tym bardziej ze skoro w propozycji padło Instytut Muzyki i Tańca to co sie będzie działo przy naturalnym "starciu" reprezentantów muzyki z tancerzami? az boje się pomyśleć. Szkoda by w tej sytuacji jeszcze tancerze we własnym gronie toczyli boje między sobą
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Czyli ktora droga wygrala, bo byly poczatkowo rozwazane 2 : 1) gromadzenie informacji, zapisow itd; 2) wsparcie dla nowych choreografii itd ?
Powiem cos niepopularnego ale szczerego: nie wiem czy nie lepiej by bylo, gdyby instytut skolonizowali wspolczesni. Z praktyki wiem, ze jak cos jest od wszystkiego to sie rozmydla i jest malo pozyteczne. Czasem takie ukierunkowanie moze wyjsc na dobre... (choc przyznaje, ze nie wyograzalne, zeby w zasobach nie bylo rzeczy klasycznych dostepnych itd ).
Balet ma jednak wieksze wsparcie - w mojej skromnej ocenie - i troszke wieksza promocje. Balet ma K. Patora, baletowe sceny w Polsce, dofinansowania latwiejsze, bo w ramach najwiekszych teatrow, ma prase bo kazda premiera w gazetach jest opisana, ma w koncu duza publicznosc i wielu fanow strej daty, ktorzy na wspolczesny nie chodza....
A wspolczesny co ma? prof Ewe wycichowska, ktora jest na dzis archaiczna i ma PTT bez budynku wlasnego oraz kilku na palcach liczonych mlodych choreografow, ktorzy czasem moga liczyc na zamowienie ze strony PBN czy Opery Bałtyckiej. To z bardziej znanych rzeczy, ktore ma- a sadze, ze potencjal byly wiekszy.
A wspolczesny na swiecie poszedl tak daleko...
nie wiem na ile instytut bedzie dobrze wykorzystany i zarzadzany, ale jesli by wszystko poszlo dobrze i stanowil by jakiąś pomoc dla wspolczesnego w Polsce, ktory do tej pory byl zalosnie zaniedbywany, to ja bym nawet przecierpiala taka kolonizację.
Powiem cos niepopularnego ale szczerego: nie wiem czy nie lepiej by bylo, gdyby instytut skolonizowali wspolczesni. Z praktyki wiem, ze jak cos jest od wszystkiego to sie rozmydla i jest malo pozyteczne. Czasem takie ukierunkowanie moze wyjsc na dobre... (choc przyznaje, ze nie wyograzalne, zeby w zasobach nie bylo rzeczy klasycznych dostepnych itd ).
Balet ma jednak wieksze wsparcie - w mojej skromnej ocenie - i troszke wieksza promocje. Balet ma K. Patora, baletowe sceny w Polsce, dofinansowania latwiejsze, bo w ramach najwiekszych teatrow, ma prase bo kazda premiera w gazetach jest opisana, ma w koncu duza publicznosc i wielu fanow strej daty, ktorzy na wspolczesny nie chodza....
A wspolczesny co ma? prof Ewe wycichowska, ktora jest na dzis archaiczna i ma PTT bez budynku wlasnego oraz kilku na palcach liczonych mlodych choreografow, ktorzy czasem moga liczyc na zamowienie ze strony PBN czy Opery Bałtyckiej. To z bardziej znanych rzeczy, ktore ma- a sadze, ze potencjal byly wiekszy.
A wspolczesny na swiecie poszedl tak daleko...
nie wiem na ile instytut bedzie dobrze wykorzystany i zarzadzany, ale jesli by wszystko poszlo dobrze i stanowil by jakiąś pomoc dla wspolczesnego w Polsce, ktory do tej pory byl zalosnie zaniedbywany, to ja bym nawet przecierpiala taka kolonizację.
Może nie powinnam wtrącać się do tej dyskusji, bo informacje mam tylko te, które pochodzą od Kasi, ewentualnie z zamieszczonych tu przez nią artykułów, ale chciałabym zauważyć, że nazwa nowej instytucji ma brzmieć "Instytut Muzyki i Tańca", a nie "Instytut Muzyki i Tańca współczesnego" 
Przyjmuję do wiadomości argumenty, że taniec współczesny jest w Polsce znacznie słabiej promowany, niż taniec klasyczny, ale i cóż z tego, jak o tym drugim pojęcie nadal jest marne, kształtuje się w sposób stereotypowy. Tak jak powiedziała Kasia - wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. A poza tym: jak już zostało zauważone; to od tańca klasycznego wszystko się zaczęło, wszystko z niego wyrosło, więc chyba warto zaczynać od podstaw, od źródeł, a nie "od środka". Trudno, żeby nie wystawiało się spektakli baletowych na deskach teatrów operowych w Polsce, a że od czasu do czasu zdarzy się wywiad z jakimś solistą, to jeszcze nie świadczy o szczytach popularności baletu wśród przeciętnych zjadaczy chleba i o tym, że jest tak fantastycznie promowany.
I cóż, może to nie będzie mile widziane, co teraz powiem, ale dobrze wyszkolony tancerz klasyczny ma przecież możliwość tańczenia także w technikach współczesnych na bardzo wysokim poziomie (ale tak, zgadzam się, nie dotyczy to jak na razie naszego kraju), natomiast tancerz współczesny (o ile nie ukończył baletówki) nigdy nie będzie w stanie zatańczyć klasyki w takiej formie, jaka jest akceptowana do zaprezentowania na scenie teatru. Żeby nie być gołosłowną - powołam się na słowa Joanny, która jakiś czas temu napisała, że nierzadko szpagat w tym środowisku (tancerzy współczesnych) budzi podziw, bo nie każdy jest w stanie go wykonać. I na koniec - technika tańca klasycznego, jako najbardziej wymagająca, największej harówki, wysiłku i zmagań z własnym ciałem (temu chyba nikt nie zaprzeczy) zasługuje chyba na jakieś uhonorowanie i szczególną uwagę, szczególne miejsce w świadomości przynajmniej elit, które, chociaż nieraz wszechstronnie wykształcone, znające się na malarstwie, muzyce, architekturze, o tańcu jakoś bardzo często w ogóle nie chcą nawet słyszeć. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, jak niekorzystnie wyjaśniła się sprawa emerytur, tancerze najbardziej wyeksploatowani fizycznie, czyli właśnie klasycy, powinni dostać na osłodę chociaż własną instytucję, większy szacunek i zainteresowanie
Przyjmuję do wiadomości argumenty, że taniec współczesny jest w Polsce znacznie słabiej promowany, niż taniec klasyczny, ale i cóż z tego, jak o tym drugim pojęcie nadal jest marne, kształtuje się w sposób stereotypowy. Tak jak powiedziała Kasia - wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. A poza tym: jak już zostało zauważone; to od tańca klasycznego wszystko się zaczęło, wszystko z niego wyrosło, więc chyba warto zaczynać od podstaw, od źródeł, a nie "od środka". Trudno, żeby nie wystawiało się spektakli baletowych na deskach teatrów operowych w Polsce, a że od czasu do czasu zdarzy się wywiad z jakimś solistą, to jeszcze nie świadczy o szczytach popularności baletu wśród przeciętnych zjadaczy chleba i o tym, że jest tak fantastycznie promowany.
I cóż, może to nie będzie mile widziane, co teraz powiem, ale dobrze wyszkolony tancerz klasyczny ma przecież możliwość tańczenia także w technikach współczesnych na bardzo wysokim poziomie (ale tak, zgadzam się, nie dotyczy to jak na razie naszego kraju), natomiast tancerz współczesny (o ile nie ukończył baletówki) nigdy nie będzie w stanie zatańczyć klasyki w takiej formie, jaka jest akceptowana do zaprezentowania na scenie teatru. Żeby nie być gołosłowną - powołam się na słowa Joanny, która jakiś czas temu napisała, że nierzadko szpagat w tym środowisku (tancerzy współczesnych) budzi podziw, bo nie każdy jest w stanie go wykonać. I na koniec - technika tańca klasycznego, jako najbardziej wymagająca, największej harówki, wysiłku i zmagań z własnym ciałem (temu chyba nikt nie zaprzeczy) zasługuje chyba na jakieś uhonorowanie i szczególną uwagę, szczególne miejsce w świadomości przynajmniej elit, które, chociaż nieraz wszechstronnie wykształcone, znające się na malarstwie, muzyce, architekturze, o tańcu jakoś bardzo często w ogóle nie chcą nawet słyszeć. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, jak niekorzystnie wyjaśniła się sprawa emerytur, tancerze najbardziej wyeksploatowani fizycznie, czyli właśnie klasycy, powinni dostać na osłodę chociaż własną instytucję, większy szacunek i zainteresowanie
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Naj;lepiej by bylo, gdyby nie musialo byc dysonansu i zeby byl istytut, ktory jest dla wszystkich tancerzy . Jednak z bolesnego doswiadczenia zawodowego widze, ze jak cos jest od wszystkiego, to jest od niczego, a strumien pieniedzy lepiej przeznaczyc na jedno niz na wszystko po trochu...
[quote7e="Ewa J."] wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. [/quote7e]
Przyznam z mojego punktu widzenia, ze o ile mi osobiscie bardzo latwo jest przekonac ludzi z ulicy do baletu, to nie do wspolczesnego. Balet dzis w takim wydaniu pw neoklasycznym jest pieknym obrazkiem dla mas, bardzo latwym w odbiorze. Swiadcza o tym chociazby tlumy walące drzwiami i oknami na balet w Łodzi i spektakle Madii.
Ja osobiscie przekonalam kilka osób do baletu tak, ze teraz od 2 lat, roku chodza z raz na pol roku na balet ale nigdy nikogo nie udalo mi sie przekonac do wspolczesnego, bo ten taniec wymaga widza bardziej swiadomego a poza tym ludzie sie go boja. Sama sie balam jeszcze z rok temu jak ognia.
Oprocz tego mi przykro, ze tak jak balet klasyczny pw w Warszqawie ale tez i w Łodzi ma stwarzane coraz lepsze warunki , bo mamy choreografie K, Pastora, mamy Wojtiula i mase innych; tak taniec wspolczesny nie ma w Polsce kompletnie tworzonych warunkow do rozwoju; mimo, ze to -jak pokazuje Zachód- taka cudowna galąź sztuki...
[quote7e="Ewa J."] wiele środowisk (w tym ludzie młodych) łatwiej przekonać do zobaczenia spektaklu współczesnego, niż do klasyki, bo przecież balet to jakiś relikt przeszłości, być może dobry jeszcze w XIX wieku, ale dzisiaj? Kogo to może obchodzić. [/quote7e]
Przyznam z mojego punktu widzenia, ze o ile mi osobiscie bardzo latwo jest przekonac ludzi z ulicy do baletu, to nie do wspolczesnego. Balet dzis w takim wydaniu pw neoklasycznym jest pieknym obrazkiem dla mas, bardzo latwym w odbiorze. Swiadcza o tym chociazby tlumy walące drzwiami i oknami na balet w Łodzi i spektakle Madii.
Ja osobiscie przekonalam kilka osób do baletu tak, ze teraz od 2 lat, roku chodza z raz na pol roku na balet ale nigdy nikogo nie udalo mi sie przekonac do wspolczesnego, bo ten taniec wymaga widza bardziej swiadomego a poza tym ludzie sie go boja. Sama sie balam jeszcze z rok temu jak ognia.
Oprocz tego mi przykro, ze tak jak balet klasyczny pw w Warszqawie ale tez i w Łodzi ma stwarzane coraz lepsze warunki , bo mamy choreografie K, Pastora, mamy Wojtiula i mase innych; tak taniec wspolczesny nie ma w Polsce kompletnie tworzonych warunkow do rozwoju; mimo, ze to -jak pokazuje Zachód- taka cudowna galąź sztuki...
[quote3e="Agnieszka P."]Balet dzis w takim wydaniu pw neoklasycznym jest pieknym obrazkiem dla mas, bardzo latwym w odbiorze. Swiadcza o tym chociazby tlumy walące drzwiami i oknami na balet w Łodzi i spektakle Madii.[/quote3e]
To chyba jednak zbyt duże uproszczenie, albo powiem od razu wprost: fałszywy osąd
Nie chcę mi się już o tym rozwodzić, bo tak się składa, że Kasia G. właśnie dziś pisała na podobny temat w wątku "Pole dance", gdzie była mowa min. o tym, że taniec (w tym balet) to w dzisiejszych czasach zdecydowanie coś więcej, niż tylko doznania estetyczne i przyjemność odbioru wynikająca z kontentowania tych właśnie wrażeń, ale przede wszystkim wartości, jakie taniec ma nieść dla duchowego rozwoju człowieka - czyli skłaniać go do myślenia i refleksji. Owszem, jest sobie "Śpiąca królewna", "Dziadek do orzechów" i zawsze będą, i dobrze, ale są także spektakle Ejfmana, Bejarta, Eka, Bausch, Forsythe'a, Preljocaja itp., itd., można w nieskończoność wymieniać, w których granice między tańcem klasycznym, a współczesnym dosyć mocno się zacierają, a mimo to cały czas mocno bazują na klasyce i tancerzach wyszkolonych w tej technice. A w przypadku tych dzieł stwierdzenie, że są pięknym obrazkiem dla mas jest nie tyle krzywdzące, co po prostu niezgodne z prawdą. Poza tym balet, w jakiejkolwiek formie, czy to "XIX wiecznej stęchlizny", czy w wydaniu bardziej współczesnym i "ambitnym" ogólnie z założenia nie jest dla mas, nawet jeśli jest formą rozrywki to dosyć elitarną, na którą chociażby ze względu na koszta nikt na przysłowiowy "raz na tydzień" nie może sobie pozwolić, co jest możliwe w przypadku wypadu do kina, gdzie bilet kosztuje kilkanaście, a nie kilkadziesiąt, lub nawet kilkaset złotych 
To chyba jednak zbyt duże uproszczenie, albo powiem od razu wprost: fałszywy osąd
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ewo, nie moge dzis za bardzo sie rozwodzic bo jednoczesnie pisze inna rzecz, a te posty to tak w przerwie, ale istotnie, to co wyzej ze mnie zacytowalas to duze uproszczenie. Chodzilo mi o to, ze przecietnego czlowieka wrazliwego na sztuke bardzo latwo wychodzi mi namowic na klasyczne jezioro w wykonaniu np Korei Poludniowej, na wieczor w operze narodowej , Ejfmana, czy na Madie w Łodzi i wiele innych rzeczy a baaardzo trudno na spektakl wspolczesny. Takie sa moje osobiste doswiadczenia. Nigdy jeszcze mis ie nie udalo.
Nie neguje piekna klasyki, ani tego ze balet dzis sie rozwija, czego najlepszym przykladem jest chociazby Przebudzenie wiosny, ktore mnie zaczarowalo i sni mi sie po nocach od 2 dni... to jest niekwestionowane piekno.
Ogólnie widze, ze o ile ostatnio na scenach baletowych w Polsce zaczyna dziac sie troszke lepiej, to we wspolczesnym wciaz nie ma polepszenia. A ja w Łodzi samej w ramach ŁSB widzialam wiele cudownego wspolczesnego, ktory jest wartoscia bardzo wazna i piekna.
Chcialabym, zeby i w Polsce byl klimat na wspolczesny, na rzeczy jakie powstaja w Izraelu, w Belgii itd. Dlatego jestem zwolennikiem wsparcia tego wspolczesnego -tak u nas niedopieszczanego - instytucjami wszelkimi w tym m.in. Instytutem
Nie neguje piekna klasyki, ani tego ze balet dzis sie rozwija, czego najlepszym przykladem jest chociazby Przebudzenie wiosny, ktore mnie zaczarowalo i sni mi sie po nocach od 2 dni... to jest niekwestionowane piekno.
Ogólnie widze, ze o ile ostatnio na scenach baletowych w Polsce zaczyna dziac sie troszke lepiej, to we wspolczesnym wciaz nie ma polepszenia. A ja w Łodzi samej w ramach ŁSB widzialam wiele cudownego wspolczesnego, ktory jest wartoscia bardzo wazna i piekna.
Chcialabym, zeby i w Polsce byl klimat na wspolczesny, na rzeczy jakie powstaja w Izraelu, w Belgii itd. Dlatego jestem zwolennikiem wsparcia tego wspolczesnego -tak u nas niedopieszczanego - instytucjami wszelkimi w tym m.in. Instytutem
Abstrahując od tego jakie kto ma doświadczenia i kogo łatwiej na jaki spektakl zaciągnąć, co chyba nie ma jednak zbyt wiele do rzeczy w tym temacie, bo tutaj każdy będzie mówił co innego, wyrażę w zwięzłej formie, co dokładnie mam na myśli. Może i nie ma polepszenia we współczesnym w Polsce, jak to ujęłaś, nie przeczę też, że balet ma być może nieco lepsze warunki do rozwoju i dlatego jest w lepszej kondycji, ale to chyba poniekąd naturalne; w końcu to, co jest wystawiane na scenach dużych teatrów w Polsce, a widowiska baletowe do tej kategorii się zaliczają, musi być na przyzwoitym poziomie i koniec. Konkludując, zmierzałam do tego, że według mnie tworzenie instytucji, która miałaby się zajmować tylko, lub przed wszystkim tańcem współczesnym jest bez sensu, bo nie wiem z jakiej racji pod słowem "taniec"
w nazwie mającej powstać placówki, miałoby się zawierać skojarzenie odnoszące się tylko do tańca współczesnego. Już wyłączając z dyskusji zupełnie kwestię: co jest ważniejsze, bo tutaj w zależności od środowiska zdania będą podzielone, to taka sytuacja jest według mnie nie do pomyślenia, ale mam nadzieję, że organizatorzy
z głową podejdą do całego projektu i że ostatecznie wszystkie te plany przybiorą jakiś sensowny kształt.
w nazwie mającej powstać placówki, miałoby się zawierać skojarzenie odnoszące się tylko do tańca współczesnego. Już wyłączając z dyskusji zupełnie kwestię: co jest ważniejsze, bo tutaj w zależności od środowiska zdania będą podzielone, to taka sytuacja jest według mnie nie do pomyślenia, ale mam nadzieję, że organizatorzy
z głową podejdą do całego projektu i że ostatecznie wszystkie te plany przybiorą jakiś sensowny kształt.
dokładnie, poza tym - własnie nie chciaabym - dziewczyny - zeby ten watek stał się polem do zastanawiania się komu bardziej jest potrzebny Instytut Tańca - klasykom czy współczesnym - bo powielamy tylko sztuczny podział. Wszystkim związanym z tańcem jest potrzebny a każdemu inaczej. Wreszcie - potrzebny jest widzom, odbiorcom tańca - jako centrum informacji o tańcu, o spektaklach, prądach, twórcach i choreografach. Potrzebna jest bibloteka, potrzebne są granty naukowe na badania nad tańcem, potrzebna jest instytucja która by tancerzy reprezentowała i wspomagała. Wiadomo - klasyczni nie potrzebują sal i scen, za to współczesni tak. Klasycy potrzebują otwarcia na zewnątrz bo paradoksalnie zamknięcie w teatrach robi z baletu cos archaicznego, gdy współczesni występują w Starych Browarach, Klubach Żak, Basenach Artystycznych i na Malcie więc chcąc nie chcąc "wychodzą do ludzi". I tak mozna by długo wyliczać.
Agnieszko P. - balet ma moze K. Pastora i Maksa Wojtiula (ma o wiele wiecej) ale jednoczesnie żałośnie mało, a prestiżu poza naszą garstką fanatyków - niemal żadnego
Do nowych mediów, ba, do mediów wogóle o dziwo łatwiej się przebić współczesnym bo wasnie podczepieni sa pod nowy teatr, nowe media, multimedia i cały ten zgiełk
Ale nie mają bo nikt im nie dał - sal, tetarów, dyplomów, emerytur, etatów.
Jeszcze raz prosze - nie dyskutujmy tu o przewagach jednego rodzaju tańca nad drugim, umiejętnościach tancerzy i gustach publicznosci tylko śledźmy rozwój sprawy Instytutu i ewentualnie zastanówmy się czym powinien się zajmowac - jakie powinien posiadac uprawnienia, środki i działy? ja bym chciaa żeby był organem wydajacym duże i piekne czasopismo o tańcu - każdym!
Agnieszko P. - balet ma moze K. Pastora i Maksa Wojtiula (ma o wiele wiecej) ale jednoczesnie żałośnie mało, a prestiżu poza naszą garstką fanatyków - niemal żadnego
Do nowych mediów, ba, do mediów wogóle o dziwo łatwiej się przebić współczesnym bo wasnie podczepieni sa pod nowy teatr, nowe media, multimedia i cały ten zgiełk
Jeszcze raz prosze - nie dyskutujmy tu o przewagach jednego rodzaju tańca nad drugim, umiejętnościach tancerzy i gustach publicznosci tylko śledźmy rozwój sprawy Instytutu i ewentualnie zastanówmy się czym powinien się zajmowac - jakie powinien posiadac uprawnienia, środki i działy? ja bym chciaa żeby był organem wydajacym duże i piekne czasopismo o tańcu - każdym!