Czy nie jest za późno by zacząć tańczyć?
z góry przepraszam, nie mam siły czytać wszystkich 25 stron po brzegi wypełnionych postami, wiec jeśli takie pytanie było to nakierujcie mnie na odpowiedź :)
co prawda nie interesuje mnie zostanie baletnicą, chce tańczyć współczesny na etacie w teatrze i niestety tam również wymagają papier ukończenia szkoły baletowej. słyszałam, że istnieje mozliwość zrobienia tego papieru nawet w moim przypadku (za niedługo kończe 20 lat). czy ktos wie cos więcej na ten temat? jak to wyglada? ze szczególnym uzględnieniem szkoły baletowejw Poznaniu :D
co prawda nie interesuje mnie zostanie baletnicą, chce tańczyć współczesny na etacie w teatrze i niestety tam również wymagają papier ukończenia szkoły baletowej. słyszałam, że istnieje mozliwość zrobienia tego papieru nawet w moim przypadku (za niedługo kończe 20 lat). czy ktos wie cos więcej na ten temat? jak to wyglada? ze szczególnym uzględnieniem szkoły baletowejw Poznaniu :D
W jakim teatrze wymagają dyplomu ukończenia szkoły?? Rzadko bardzo się to zdarza, zwykle są audycje, i to na nich trzeba się wykazać... Rozumiem, że mogą wymagać umiejętności na przynajmniej takim poziomie, jaki jest wymagany do ukończenia szkoły baletowej, ale dyplom jako taki, a o czym o niby świadczy, jak każdy ma inne ciało, inny styl ruszania się, inny poziom? :shock:
Poszukaj na forum o egzaminach eksternistycznych (tylko tutaj jednym z warunków jest staż zawodowy).
Poszukaj na forum o egzaminach eksternistycznych (tylko tutaj jednym z warunków jest staż zawodowy).
Prawda jest taka, że z 'papierkiem' zarabia się trochę więcej, ale żeby był wymagany, to nie słyszałam. Przeciez zdarzały się w PTT osoby bez szkoły baletowej, które zrobiły później dyplom ekternistycznie, na podstawie pracy własnie w tym teatrze (do takiego dyplomu wymagany jest własnie 3-letni staż pracy).
-
CanFlyHigher
- Posty: 10
- Rejestracja: sob sty 16, 2010 3:37 pm
Ten cały szał z baletem już mi przeszedł, dlatego patrzę na to z nieco innej strony. Baletnicą nie chcę już zostać, a czytając Wasze posty, myślę sobie: czy nie warto trochę odczekać, a nie rzucać się na głęboką wodę? Bo balet to nie tylko jakieś tam hop siup, to całe mnóstwo bardzo ciężkiej pracy, dyscypliny itd. Wypowiadają się tu osoby w wieku 13-20 lat które sądzą, że są za stare na taniec. Tańczyć balet zaczynają naprawdę małe dziewczynki (lub chłopcy), które tak naprawdę nie do końca zdają sobie sprawę, co je czeka. Oczywiście, w niektórych z nich rodzi się miłość do baletu i zostają naprawdę wspaniałymi tancerzami- jak na przykład Michaił Barysznikow... Ale większość robi to, bo nie zna innego życia (przynajmniej ja tak to odbieram). Ale wracając do tematu... to naprawdę ogromne poświęcenie. Jeszcze niedawno sama chciałam zostać baletnicą, co widać po moim wcześniejszym poście, ale teraz... poszperałam trochę na ten temat, i zobaczyłam filmik http://www.youtube.com/watch?v=cWJxq-VUu3A&feature=related. Nie wiem, czy byłabym do tego zdolna. A Wy? Oczywiście warto tańczyć dla samej idei tańca i nie rezygnować z marzeń, ale warto się też zastanowić, czy nasze wyobrażenia nie różnią się nieco od rzeczywistości. Pozdrawiam.
Na początek powiem tyle, że już na 99,9 % udzielałam się kiedyś w tym wątku,
ale jakoś naszło mnie coś.. xd
Od długiego czasu wahałam się co do wyboru jakiejkolwiek szkoły. Ale w końcu,
choć to już może za późno.. Zdecydowałam się na warszawską OSB. Tak, marne szanse..
A niestety w moim mieście nie ma nawet żadnego ogniska baletowego, chodzę
na zajęcia taneczne, ale miałam dwuletnią przerwę.. Niedawno brałam udział w profesjonalnych warsztatach, no i pochwalę się Wam, że z wykonywania elementów z klasyki nawet mnie pochwalono :razz: :D W każdym razie, codziennie ćwiczę,
rozciągam się, umiem już podwójny piruet, jete.. rożne takie xD teraz zabieram się
za opanowywanie fouette xd No ale wrócę do tematu szkoły.. Oczywiście to nie tak,
że ja wybrałam sobie OSB (kończę teraz gimnazjum.. wiem, późno się wydedukowałam...) mam inną szkołę niebaletową "na wszelki wypadek". Hmm..
Myślę, że w marcu pojawię się na dniu otwartym, zobaczyłabym jaki jest poziom itd..
No i że choć część uda mi się nadrobić. Nie mam ambicji, żeby być jakaś najlepsza..
Ale jak już, to tak dobra, jak tylko dam radę. W sumie, to naczytałam się sporo na forum, przeglądałam przeróżne wątki, oglądałam wiele filmików.. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest tak łatwo, lekko i przyjemnie. Zresztą po trzygodzinnym treningu w miejscowym domu kultury (tj. na tych tańcach moich ^ ^) czuję, że każda część mojego ciała jest rozgrzana. Na pointach nie tańczymy, ale fakt, jest sporo elementów z baletu. No nie wiem.. tak piszę bez ładu i składu.. Hm.. A, predyspozycje. Sztywna jakaś nie jestem xD spokojnie wygnę się do tyłu, do przodu, machnę nogą i takie tam xD
No ale pewnie wiele jest tu do życzenia :roll: Doszłam do wniosku, że przy intensywnej pracy i treningu tak codziennie, to jestem w stanie sporo nawet. Jeśli uda mi się "przejść rekrutacje" i jednak spojrzą przychylnym okiem.. że chcę i poświęcę wiele. To potem są jeszcze ponad trzy miesiące - trzy miesiące, w których jeszcze wiele można się nauczyć, prawda ?
Hmm.. Nie wiem. Jakoś nie chodzi mi o pytanie Was, czy mam szanse i czy podołam..
Ani nie o mówienie o tym jaka to ja jestem.. albo jakich to nie mam marzeń i ambicji.
Pozostawiam to dla siebie. Tylko pomyślałam, że mogę dostać od Was jakąś mądrą, motywującą (lub demotywującą a konstruktywną) myśl. :)
Przepraszam za długość posta.. :roll:
ale jakoś naszło mnie coś.. xd
Od długiego czasu wahałam się co do wyboru jakiejkolwiek szkoły. Ale w końcu,
choć to już może za późno.. Zdecydowałam się na warszawską OSB. Tak, marne szanse..
A niestety w moim mieście nie ma nawet żadnego ogniska baletowego, chodzę
na zajęcia taneczne, ale miałam dwuletnią przerwę.. Niedawno brałam udział w profesjonalnych warsztatach, no i pochwalę się Wam, że z wykonywania elementów z klasyki nawet mnie pochwalono :razz: :D W każdym razie, codziennie ćwiczę,
rozciągam się, umiem już podwójny piruet, jete.. rożne takie xD teraz zabieram się
za opanowywanie fouette xd No ale wrócę do tematu szkoły.. Oczywiście to nie tak,
że ja wybrałam sobie OSB (kończę teraz gimnazjum.. wiem, późno się wydedukowałam...) mam inną szkołę niebaletową "na wszelki wypadek". Hmm..
Myślę, że w marcu pojawię się na dniu otwartym, zobaczyłabym jaki jest poziom itd..
No i że choć część uda mi się nadrobić. Nie mam ambicji, żeby być jakaś najlepsza..
Ale jak już, to tak dobra, jak tylko dam radę. W sumie, to naczytałam się sporo na forum, przeglądałam przeróżne wątki, oglądałam wiele filmików.. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest tak łatwo, lekko i przyjemnie. Zresztą po trzygodzinnym treningu w miejscowym domu kultury (tj. na tych tańcach moich ^ ^) czuję, że każda część mojego ciała jest rozgrzana. Na pointach nie tańczymy, ale fakt, jest sporo elementów z baletu. No nie wiem.. tak piszę bez ładu i składu.. Hm.. A, predyspozycje. Sztywna jakaś nie jestem xD spokojnie wygnę się do tyłu, do przodu, machnę nogą i takie tam xD
No ale pewnie wiele jest tu do życzenia :roll: Doszłam do wniosku, że przy intensywnej pracy i treningu tak codziennie, to jestem w stanie sporo nawet. Jeśli uda mi się "przejść rekrutacje" i jednak spojrzą przychylnym okiem.. że chcę i poświęcę wiele. To potem są jeszcze ponad trzy miesiące - trzy miesiące, w których jeszcze wiele można się nauczyć, prawda ?
Hmm.. Nie wiem. Jakoś nie chodzi mi o pytanie Was, czy mam szanse i czy podołam..
Ani nie o mówienie o tym jaka to ja jestem.. albo jakich to nie mam marzeń i ambicji.
Pozostawiam to dla siebie. Tylko pomyślałam, że mogę dostać od Was jakąś mądrą, motywującą (lub demotywującą a konstruktywną) myśl. :)
Przepraszam za długość posta.. :roll:
Też mam 15 lat i w kiedy jeszcze chodziłam do przedszkola miałam tam zajęcia z baletu, ale z tamtych czasów pamiętam, że wyniosłam jedynie wiedzę jak wyglada pozycja pierwsza. Moja mama bardzo chciała zapisać mnnie do szkoły baletowej, ale mnie to za bardzo ne obchodziło czy pójde czy nie, więc w końcu nie poszłam, a rok temu zaczęłam naprawdę żałować, że zmarnowałam sobie przyszłość, nie idąc tam. Zaczęłam sobie szukać jakiejś szkoły baletowej po lekcjach i znalazłam Studio Baletowe Anny Niedźwiedź w Poznaniu. Chodzę już tam od września, ale zawadową baletnica nie zostanę; to naprawdę boli. Gdybym mogła cofnąc czas, nie popełniłabym tego błędu i poszłabym do OSB bez wahania. Z jednej strony to trochę za poważna decyzja o pójściu do szkoły baletowej dla takiej 7/8 latki, która nie wie co będzie chciała robić za kilkanaście lat. Więc trzeba się zdać na rodziców, którzy cię zapiszą albo nie. To jest jedyna wada baletu;trzeba zaczynać w tak młodym wieku. A czy myślicie, że mogłabym po powiedzmy 7 latach nauki w takim Studiu zostać tancerką w jakimś teatrze?
czy moge też tańczyć?
witajcie.;) mam 14 lat i chciałabym się zapisać na balet, do jakiejś szkoły do Gliwic.
mój problem jest taki że nie jest zbytnio rozciągnięta i czy można dopiero sie zapisać jak się jest bardzo rozciągniętym,umie sie szpagat itp ? :) pozdrawiam
mój problem jest taki że nie jest zbytnio rozciągnięta i czy można dopiero sie zapisać jak się jest bardzo rozciągniętym,umie sie szpagat itp ? :) pozdrawiam
Witam! ;)
nie wiem jakim cudem dopiero teraz odkryłam tak cudowne forum
Jeśli chodzi o ''Moją historię z baletem'' ...
Jako 5latka zostałam zapisana przez rodziców na lekcje baletu i bardzo mi się spodobało. Chodziłam tak sobie na balecik, aż nie trafiłam do grupy baletowej. Tam ćwiczyła i występowałam w różnych spektaklach, miałam okazje występować także w teatrze. Jednym słowem błogie i wymarzone życie przyszłej tancerki...
Aż do czasu, gdy mając 14lat 'lekko' naciągnęłam sobie ścięgno Achillesa, oczywiście nie wzięłam tego bólu na poważnie.
Jak zapewne większość z Was wie, że kilkugodzinne próby robią z mięśni papkę i wielkie supły.
Dwa tygodnie po pojawieniu się bólu miałam poważny wypadek samochodowy. Pęknięte żebra, skręcone kręgi szyjne, wstrząs mózgu, ale najgorszym jak dla mnie urazem było zerwanie ów naciągniętego ścięgna lewej nogi...
Musiałam pożegnać się na wiele tygodni z tańcem...
Tygodnie zmieniły się w miesiące, a miesiące w lata...
Idąc do liceum nadal miałam problemy, już nie tak ogromne z nogą jak z kręgosłupem - zrobiła mi się niestabilność kręgów.
W wieku 17lat czyli w drugiej klasie obudziła się moja uśpiona na długi czas miłość do tańca, teraz przygotowując prezentację maturalną - oczywiście związaną z tańcem - zaczęłam zastanawiać się czy miałabym możliwość powrotu.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie do teatru czy kariery solistki...
Taniec wchodzi w krew i nie da się zapomnieć kompletnie pozycji, ale moja gibkość trochę ucierpiała... Nie jestem też tak rozciągnięta jak kiedyś...
nie wiem jakim cudem dopiero teraz odkryłam tak cudowne forum
Jeśli chodzi o ''Moją historię z baletem'' ...
Jako 5latka zostałam zapisana przez rodziców na lekcje baletu i bardzo mi się spodobało. Chodziłam tak sobie na balecik, aż nie trafiłam do grupy baletowej. Tam ćwiczyła i występowałam w różnych spektaklach, miałam okazje występować także w teatrze. Jednym słowem błogie i wymarzone życie przyszłej tancerki...
Aż do czasu, gdy mając 14lat 'lekko' naciągnęłam sobie ścięgno Achillesa, oczywiście nie wzięłam tego bólu na poważnie.
Jak zapewne większość z Was wie, że kilkugodzinne próby robią z mięśni papkę i wielkie supły.
Dwa tygodnie po pojawieniu się bólu miałam poważny wypadek samochodowy. Pęknięte żebra, skręcone kręgi szyjne, wstrząs mózgu, ale najgorszym jak dla mnie urazem było zerwanie ów naciągniętego ścięgna lewej nogi...
Musiałam pożegnać się na wiele tygodni z tańcem...
Tygodnie zmieniły się w miesiące, a miesiące w lata...
Idąc do liceum nadal miałam problemy, już nie tak ogromne z nogą jak z kręgosłupem - zrobiła mi się niestabilność kręgów.
W wieku 17lat czyli w drugiej klasie obudziła się moja uśpiona na długi czas miłość do tańca, teraz przygotowując prezentację maturalną - oczywiście związaną z tańcem - zaczęłam zastanawiać się czy miałabym możliwość powrotu.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie do teatru czy kariery solistki...
Taniec wchodzi w krew i nie da się zapomnieć kompletnie pozycji, ale moja gibkość trochę ucierpiała... Nie jestem też tak rozciągnięta jak kiedyś...