Vladimir Malakhov (w Polsce i nie tyko)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
z pewnością skojarzyłaś Ewo, ze ten moj ostatni post "co ogladacie" w moim zamyśle brzmiał "co oglądasz Ewo" ;) , bo kto jak kto ale Ty bez Mamakhova to zyc nie potrafisz...
Fragment świetny i rozumiem, ze jest to dla nas wszystkich oczywiste...
A skoro ten fragment, badajze sprzed roku, zostal przywołany, to podzielę sie moimi myslami. Czytalam kilka dni temu ciekawą dyskusję na forum (nie naszym) na temat Malkhova. Rzecz była o jego wieku dziś. Jedni mowili, ze najlepsze ma juz zasobą , a inni ze teraz dopiero osiaga najlepsze, bo teraz dopiero jest artystą w pełni dojrzałym.
Moje zdanie?
Nie będę przeczyć, że technicznie obecnie nie forsuje sie tak, jak z 10 lat temu. Jest to fakt i polemika z nim byłaby jak polemika z tym, ze 2x2 jest 4.
Jednak z drugiej strony, czy takie forsowanie jest konieczne, zważywszy na to, JAK ON TANCZY? Ostatnio jestem na etapie wpatrywanie sie wlasnie w rzeczy , ktore Malakhov zatanczyl w ostatnich latach i chyba zaryzykuje pogląd, że bardziej mnie wciągają...
Fragment świetny i rozumiem, ze jest to dla nas wszystkich oczywiste...
A skoro ten fragment, badajze sprzed roku, zostal przywołany, to podzielę sie moimi myslami. Czytalam kilka dni temu ciekawą dyskusję na forum (nie naszym) na temat Malkhova. Rzecz była o jego wieku dziś. Jedni mowili, ze najlepsze ma juz zasobą , a inni ze teraz dopiero osiaga najlepsze, bo teraz dopiero jest artystą w pełni dojrzałym.
Moje zdanie?
Nie będę przeczyć, że technicznie obecnie nie forsuje sie tak, jak z 10 lat temu. Jest to fakt i polemika z nim byłaby jak polemika z tym, ze 2x2 jest 4.
Jednak z drugiej strony, czy takie forsowanie jest konieczne, zważywszy na to, JAK ON TANCZY? Ostatnio jestem na etapie wpatrywanie sie wlasnie w rzeczy , ktore Malakhov zatanczyl w ostatnich latach i chyba zaryzykuje pogląd, że bardziej mnie wciągają...
Tak, ale ponieważ wtedy akurat nie widziałam nic nowego, to też nic nie pisałam; za każdym razem, gdy trafiam na coś, czego jeszcze nie było, od razu daję znać ;) Staram się być trochę krytyczna wobec siebie, oczywiście w nieskończoność mogłabym się tak zachwycać, ale raz, nic tym nowego do tematu przecież nie wniosę, dwa, inni forumowicze pewnie też nie do końca mają ochotę czytać tyle tego typu wynurzeń, których i tak chyba w tym temacie zdecydowanie nadużyłam:)
A wracają do meritum - to co mówisz jest oczywiście w stu procentach prawdą ;) Te dwa poglądy, które ścierały się w tej dyskusji - według mnie się zgadzają, a nawet wzajemnie uzupełniają; niby jedno wyklucza drugie, ale tak naprawdę zależy to od punktu widzenia. Bo tak, po pierwsze - najlepsze lata jeśli chodzi o sprawność fizyczną, a w związku z tym i możliwość bardzo intensywnego eksploatowania swojego ciała w tańcu, ma już rzeczywiście za sobą, jest to fakt. Z drugiej strony, jako dojrzały tancerz, dorósł osobowościowo i psychicznie do różnych artystycznych zadań, których w żaden sposób nie jest w stanie podźwignąć 20-latek. Innymi słowy: z upływem czasu zaczął (co jest naturalnym procesem) tracić możliwość dużego fizycznego forsowania się, ale za to zyskał bardzo wiele jeśli chodzi o inne walory jego artystycznej wypowiedzi, jaką jest taniec. Jednym słowem - coś za coś ;) Jest cudownym tancerzem, ogromnie cenionym, ale mimo to nie jest też jakimś nadczłowiekiem i taka utrata sił z biegiem lat jest czymś naturalnym, co każdy w tym fachu będzie musiał zaakceptować.. Wiadomo, że to strasznie trudne i szczerze mówiąc myślę, że już teraz jest mu bardzo ciężko psychicznie z tą myślą (ale oczywiście nigdy nie da tego po sobie znać, taki już jest). Mi też jest z tą myślą trudno, ale nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić. Gdybym mogła mu oddać swoje siły związane z wiekiem (może nie do końca siły, bo jego siła i moja jest jak porównanie hm.. mocy atlety z przepiórką).. no nie ważne, w każdym razie gdybym mogła przelać na niego jakieś fluidy młodości, od razu bym to zrobiła, nie tyle może z altruizmu, czy nawet z powodu mojego uwielbienia, ale po prostu wiem, ile może swoim tańcem przekazać innym, ile powiedzieć, ja za to żadnej życiowej misji tego typu nie mam, a on wart jest dużego poświęcenia.. Niestety w żaden sposób nie jestem w stanie czegoś takiego zrobić.
Ale tu abstrahowałam od tematu; ja tak samo jak Ty wolę go w dojrzałym repertuarze, jest mi w nim bardzo bliski, bardzo drogi i taki, jakiego ja osobiście najbardziej cenię. Ale ktoś inny z kolei może woleć klasykę, popisową stronę tańca i - z tego punktu widzenia - rzeczywiście najlepsze ma już za sobą. Nie mnie to oceniać, czy ten pogląd jest zły, a tamten dobry, bo myślę, że próbując patrzeć obiektywnie nie można o żadnym z nich powiedzieć, że jest zły lub dobry ;) Wszystko zależy od patrzącego i tego, co się dla niego najbardziej liczy. Ja akurat jestem w tej samej opcji co Ty - bez żadnego ryzyka mogę powiedzieć, że to co tańczy dzisiaj nieporównanie bardzie mnie interesuje od tego, co robił jako powiedzmy dwudziestoparolatek ;)
A wracają do meritum - to co mówisz jest oczywiście w stu procentach prawdą ;) Te dwa poglądy, które ścierały się w tej dyskusji - według mnie się zgadzają, a nawet wzajemnie uzupełniają; niby jedno wyklucza drugie, ale tak naprawdę zależy to od punktu widzenia. Bo tak, po pierwsze - najlepsze lata jeśli chodzi o sprawność fizyczną, a w związku z tym i możliwość bardzo intensywnego eksploatowania swojego ciała w tańcu, ma już rzeczywiście za sobą, jest to fakt. Z drugiej strony, jako dojrzały tancerz, dorósł osobowościowo i psychicznie do różnych artystycznych zadań, których w żaden sposób nie jest w stanie podźwignąć 20-latek. Innymi słowy: z upływem czasu zaczął (co jest naturalnym procesem) tracić możliwość dużego fizycznego forsowania się, ale za to zyskał bardzo wiele jeśli chodzi o inne walory jego artystycznej wypowiedzi, jaką jest taniec. Jednym słowem - coś za coś ;) Jest cudownym tancerzem, ogromnie cenionym, ale mimo to nie jest też jakimś nadczłowiekiem i taka utrata sił z biegiem lat jest czymś naturalnym, co każdy w tym fachu będzie musiał zaakceptować.. Wiadomo, że to strasznie trudne i szczerze mówiąc myślę, że już teraz jest mu bardzo ciężko psychicznie z tą myślą (ale oczywiście nigdy nie da tego po sobie znać, taki już jest). Mi też jest z tą myślą trudno, ale nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić. Gdybym mogła mu oddać swoje siły związane z wiekiem (może nie do końca siły, bo jego siła i moja jest jak porównanie hm.. mocy atlety z przepiórką).. no nie ważne, w każdym razie gdybym mogła przelać na niego jakieś fluidy młodości, od razu bym to zrobiła, nie tyle może z altruizmu, czy nawet z powodu mojego uwielbienia, ale po prostu wiem, ile może swoim tańcem przekazać innym, ile powiedzieć, ja za to żadnej życiowej misji tego typu nie mam, a on wart jest dużego poświęcenia.. Niestety w żaden sposób nie jestem w stanie czegoś takiego zrobić.
Ale tu abstrahowałam od tematu; ja tak samo jak Ty wolę go w dojrzałym repertuarze, jest mi w nim bardzo bliski, bardzo drogi i taki, jakiego ja osobiście najbardziej cenię. Ale ktoś inny z kolei może woleć klasykę, popisową stronę tańca i - z tego punktu widzenia - rzeczywiście najlepsze ma już za sobą. Nie mnie to oceniać, czy ten pogląd jest zły, a tamten dobry, bo myślę, że próbując patrzeć obiektywnie nie można o żadnym z nich powiedzieć, że jest zły lub dobry ;) Wszystko zależy od patrzącego i tego, co się dla niego najbardziej liczy. Ja akurat jestem w tej samej opcji co Ty - bez żadnego ryzyka mogę powiedzieć, że to co tańczy dzisiaj nieporównanie bardzie mnie interesuje od tego, co robił jako powiedzmy dwudziestoparolatek ;)
Co prawda znane już od dawna ze strony Staatsballett, ale za to tutaj w lepszej jakości - "Jezioro łabędzie": http://www.youtube.com/watch?v=Q7Qizlv-XxA
Przy okazji łatwo zauważyć, że powstało (i to całkiem niedawno) konto Staatsballett Berlin, chociaż na razie mają "powtórki" ze strony, tyle, że w lepszej jakości, to można chyba liczyć też na coś więcej, dlatego warto śledzić ich kanał ;)
Tak nawiasem mówiąc, był już dawniej taki użytkownik na youtube (myślałam, że właśnie jakiś mniej oficjalny przedstawiciel Staatsballett), który ma tylko filmy z Berlina i raczej oficjalne, nie takie nakręcone amatorsko - ale to też głównie to, co już jest na stronie, np: http://www.youtube.com/watch?v=DSvY9cpMg-0
My z Agnieszką możemy tutaj dostrzec min. fragmenty dobrze już nam znane z łódzkiej gali, czyli np pas de deux z "Diamentów" i "Serait-ce la mort?" :)
Blanche za to, nie wiem, czy we fragmencie z "Czajkowski pas de deux" nie dopatrzyłaby się swojej ulubienicy - Evgenii Obraztsovej, a jeśli się mylę, to te dwie tancerki muszą być do siebie naprawdę bardzo podobne;)
Acha i poza tymi "ogłoszeniami", tak za pamięci - co do różnego rodzaju nagrań, filmów baletowych etc. to pewnie już całkiem dobrze udało nam się wyeksploatować ten temat, dlatego jeśli ktoś znajdzie jakiś ciekawy artykuł, wywiad, czy tak jak Agnieszka ostatnio jakąś ciekawą dyskusję na innym forum - i oczywiście jeśli zechce się nimi podzielić, to ja jestem jak najbardziej chętna i na wszystko otwarta ;) Sama do tej pory zamieszczałam niewiele (i tylko z tego, co udało mi się znaleźć po polsku), bo raz, nie wiem, czy kogokolwiek interesowałyby jakiekolwiek materiały w innych językach, dwa, po prostu jakoś tak nie przyszło mi to do głowy i tym bardziej, kiedy to były teksty np. niemieckie, albo rosyjskie, które sama z trudnością przy pomocy google translatora mogłam zrozumieć ;)
Przy okazji łatwo zauważyć, że powstało (i to całkiem niedawno) konto Staatsballett Berlin, chociaż na razie mają "powtórki" ze strony, tyle, że w lepszej jakości, to można chyba liczyć też na coś więcej, dlatego warto śledzić ich kanał ;)
Tak nawiasem mówiąc, był już dawniej taki użytkownik na youtube (myślałam, że właśnie jakiś mniej oficjalny przedstawiciel Staatsballett), który ma tylko filmy z Berlina i raczej oficjalne, nie takie nakręcone amatorsko - ale to też głównie to, co już jest na stronie, np: http://www.youtube.com/watch?v=DSvY9cpMg-0
My z Agnieszką możemy tutaj dostrzec min. fragmenty dobrze już nam znane z łódzkiej gali, czyli np pas de deux z "Diamentów" i "Serait-ce la mort?" :)
Blanche za to, nie wiem, czy we fragmencie z "Czajkowski pas de deux" nie dopatrzyłaby się swojej ulubienicy - Evgenii Obraztsovej, a jeśli się mylę, to te dwie tancerki muszą być do siebie naprawdę bardzo podobne;)
Acha i poza tymi "ogłoszeniami", tak za pamięci - co do różnego rodzaju nagrań, filmów baletowych etc. to pewnie już całkiem dobrze udało nam się wyeksploatować ten temat, dlatego jeśli ktoś znajdzie jakiś ciekawy artykuł, wywiad, czy tak jak Agnieszka ostatnio jakąś ciekawą dyskusję na innym forum - i oczywiście jeśli zechce się nimi podzielić, to ja jestem jak najbardziej chętna i na wszystko otwarta ;) Sama do tej pory zamieszczałam niewiele (i tylko z tego, co udało mi się znaleźć po polsku), bo raz, nie wiem, czy kogokolwiek interesowałyby jakiekolwiek materiały w innych językach, dwa, po prostu jakoś tak nie przyszło mi to do głowy i tym bardziej, kiedy to były teksty np. niemieckie, albo rosyjskie, które sama z trudnością przy pomocy google translatora mogłam zrozumieć ;)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ach to Jezioro.. Że tak powiem Jezioro moich marzeń i snów... Fragment ten krótki, mimo, że widziałam ze sto razy, to z przyjemnością teraz zobaczyłam teraz jeszcze 3 razy :) . O Jeziorze napisze jeszcze za chwilę kilka słów w wątku Opera Warszawska/berlinska, zeby tu nie robic balaganu.
Odnoście samego V. Malakhova w tym berlińskim Jeziorze, to nie wiem, czy zwróciliście uwagę na wyraz twarzy Malakhova w tym krótkim fragmencie. Często są prowadzone na całym swiecie żarliwe dyskusje na temat min i gry aktorskiej tańczacych w Jeziorze ale dotyczą one zazwyczaj Odetty/Odylii, a nie Zygfryda. Fakt, wyraz twarzy czarnego łabędzia jest wazny, ale też ważny jest wyraz Zygfryda. Jak dla mnie Malakhov świetnie tu wcielił sie w Zygfryda. On ogólnie, w mojej ocenie, ma taką fajną umiejętność wyrażania uczuć na scenie w taki sposób, że zachowany jest pewien realizm i nie popada w skrajność tzn. przesadną czasem, widzianą u tancerzy Zygfrydów, wzniosłość-ktora bywa śmieszna.
Podobnie w Giselle (w wykonaniu duetu Malakhov + Vishneva). Tam też Vladimir wyraził uczucia: uwielbienia, smutku, przejęcia czy wzruszenia w taki sposób, że to było bardzo prawdziwe ale też nie przesadzone. W swoim czasie niesamowicie słusznie to wyłąpała nasza Ewa w recenzji - laureatce forumowej nagrody :wink:
No bo tak był Nurjejew, był Barysznikov - oni mieli w sobie jakas taką zadziorność, taki pazurek (każdy inną ale tak teraz uogólnię i uporszczę). To było świetne i super ale jak tancerz - aktor wyraża cos tak bardziej negatywnego z uczuciami raczej zadziornosci czy innej zlosci, to nie wpadnie w przesadną wzniosłosć i to będzie z pazurem. Malakhov jest artystą, który [b:d0c2e9f5f4]wyraża wzniosłość taką bardziej słodką ale o dziwo też z pazurem [/b:d0c2e9f5f4]. I to jest sztuka... w mysl zasady, ze zlego zawsze latwiej zagrac, a zagrac dobrego, zeby to nie było mdłe, o to juz trudniej. (Strasznie pogmatwałam ale byc może zrozumiecie, co mialam na myśli...)
Odnoście "Malakhov and Friends", to w swoim czasie, byłam niepocieszona, gdy znalazłam ten powyższy link i ..... okazało się, że nie ma w nim "Arii"... Tak mnie to wkurzyło w pierwszym momencie, ze nawet nie wpatrzyłam się w ten filmik.
Potem jak trochę drążyłam temat, to mi wyszło, że "Malakhov and Friends" w tej swojej pierwotnej postaci wykonywanej w Berlinie nie zawierał "Arii"... Możliwe, że dlatego brak w filmie fragmentów tej choreografii, bo to przecież była to -jak dla mnie- kluczowa rzecz w programie, wiec jesli by byla, to i w filmie pewnie tez.
Drążąc dalej temat "Malakhov and friends", to dla chętnych mam link do ciekawej recenzji:
http://www.ballet.co.uk/magazines/yr_08/dec08/dq_rev_malakhov_and_friends_1008.htm
Pewnie ją czytaliście ale myślę, że warto ją przywołać. Recenzja ta dotyczy "Malakhova and Friends" tego trochę "innego" niż tego z grudnia 2009 roku. Nie jest ona jakaś odkrywcza, nie zachwyca też specjalną fachowością czy odniesieniami ale mimo tego, jak dla mnie, przyjemnie się ją czyta, a to dlatego, że autor miał odczucia wyjatkowo zbieżne z moimi (wiem, wiem nie wiem czy to dla Was taki argument na plus ale dla mnie tak :D ). Po pierwsze ja też po zobaczeniu PDD z Diamentów zatęskniłam za całymi Klejnotami w wykonaniu Statsballett Berlin. Po dugie zaś ja mialam dokłądnie takie same odczucia co do Dinu Tamazlacaru i jego Les Bourgeois (też nie moglam oczom uwierzyc, ze on skacze tak wysoko i tez było mi tego wykonania tak mało ....).
I na koniec odnośnie Malakhova and Friends jeszcze jedna uwaga, poczyniona nieco na boku wczorajszego wątku. Program ten (ten nietypowy) jest jak dla mnie wyjatkowo świetnie ułożony. Z jednak strony skoki na "kilometr" Dinu, ktore- jak dla mnie -sa zjawiskowym popisem mlodości i talentu, a z drugiej Aria - zjawiskowy popis Malakhova takiego, jakim jest dzis- ponad 40 letniego tancerza wyrobionego artysty- zjawiskowy w sensie niesamowitej majsterii artystycznej , wyrazu, dawania z wnętrza.
PS na koniec odnośnie tego nowego konta na youtube, to usmiechnelam sie jak zobaczylam kto jest tam jako przyjaciel - oczywiscie znany nam wszystkim BalletFan. Ale to tak na marginesie. I jeszcze jedno, ze zauwazylam, ze oni sie pojawiaja tego samego dnia. Zaczelam sie zastanawiac, czy to nie ta sama osoba. mniejsza o to.
Odnoście samego V. Malakhova w tym berlińskim Jeziorze, to nie wiem, czy zwróciliście uwagę na wyraz twarzy Malakhova w tym krótkim fragmencie. Często są prowadzone na całym swiecie żarliwe dyskusje na temat min i gry aktorskiej tańczacych w Jeziorze ale dotyczą one zazwyczaj Odetty/Odylii, a nie Zygfryda. Fakt, wyraz twarzy czarnego łabędzia jest wazny, ale też ważny jest wyraz Zygfryda. Jak dla mnie Malakhov świetnie tu wcielił sie w Zygfryda. On ogólnie, w mojej ocenie, ma taką fajną umiejętność wyrażania uczuć na scenie w taki sposób, że zachowany jest pewien realizm i nie popada w skrajność tzn. przesadną czasem, widzianą u tancerzy Zygfrydów, wzniosłość-ktora bywa śmieszna.
Podobnie w Giselle (w wykonaniu duetu Malakhov + Vishneva). Tam też Vladimir wyraził uczucia: uwielbienia, smutku, przejęcia czy wzruszenia w taki sposób, że to było bardzo prawdziwe ale też nie przesadzone. W swoim czasie niesamowicie słusznie to wyłąpała nasza Ewa w recenzji - laureatce forumowej nagrody :wink:
No bo tak był Nurjejew, był Barysznikov - oni mieli w sobie jakas taką zadziorność, taki pazurek (każdy inną ale tak teraz uogólnię i uporszczę). To było świetne i super ale jak tancerz - aktor wyraża cos tak bardziej negatywnego z uczuciami raczej zadziornosci czy innej zlosci, to nie wpadnie w przesadną wzniosłosć i to będzie z pazurem. Malakhov jest artystą, który [b:d0c2e9f5f4]wyraża wzniosłość taką bardziej słodką ale o dziwo też z pazurem [/b:d0c2e9f5f4]. I to jest sztuka... w mysl zasady, ze zlego zawsze latwiej zagrac, a zagrac dobrego, zeby to nie było mdłe, o to juz trudniej. (Strasznie pogmatwałam ale byc może zrozumiecie, co mialam na myśli...)
Odnoście "Malakhov and Friends", to w swoim czasie, byłam niepocieszona, gdy znalazłam ten powyższy link i ..... okazało się, że nie ma w nim "Arii"... Tak mnie to wkurzyło w pierwszym momencie, ze nawet nie wpatrzyłam się w ten filmik.
Potem jak trochę drążyłam temat, to mi wyszło, że "Malakhov and Friends" w tej swojej pierwotnej postaci wykonywanej w Berlinie nie zawierał "Arii"... Możliwe, że dlatego brak w filmie fragmentów tej choreografii, bo to przecież była to -jak dla mnie- kluczowa rzecz w programie, wiec jesli by byla, to i w filmie pewnie tez.
Drążąc dalej temat "Malakhov and friends", to dla chętnych mam link do ciekawej recenzji:
http://www.ballet.co.uk/magazines/yr_08/dec08/dq_rev_malakhov_and_friends_1008.htm
Pewnie ją czytaliście ale myślę, że warto ją przywołać. Recenzja ta dotyczy "Malakhova and Friends" tego trochę "innego" niż tego z grudnia 2009 roku. Nie jest ona jakaś odkrywcza, nie zachwyca też specjalną fachowością czy odniesieniami ale mimo tego, jak dla mnie, przyjemnie się ją czyta, a to dlatego, że autor miał odczucia wyjatkowo zbieżne z moimi (wiem, wiem nie wiem czy to dla Was taki argument na plus ale dla mnie tak :D ). Po pierwsze ja też po zobaczeniu PDD z Diamentów zatęskniłam za całymi Klejnotami w wykonaniu Statsballett Berlin. Po dugie zaś ja mialam dokłądnie takie same odczucia co do Dinu Tamazlacaru i jego Les Bourgeois (też nie moglam oczom uwierzyc, ze on skacze tak wysoko i tez było mi tego wykonania tak mało ....).
I na koniec odnośnie Malakhova and Friends jeszcze jedna uwaga, poczyniona nieco na boku wczorajszego wątku. Program ten (ten nietypowy) jest jak dla mnie wyjatkowo świetnie ułożony. Z jednak strony skoki na "kilometr" Dinu, ktore- jak dla mnie -sa zjawiskowym popisem mlodości i talentu, a z drugiej Aria - zjawiskowy popis Malakhova takiego, jakim jest dzis- ponad 40 letniego tancerza wyrobionego artysty- zjawiskowy w sensie niesamowitej majsterii artystycznej , wyrazu, dawania z wnętrza.
PS na koniec odnośnie tego nowego konta na youtube, to usmiechnelam sie jak zobaczylam kto jest tam jako przyjaciel - oczywiscie znany nam wszystkim BalletFan. Ale to tak na marginesie. I jeszcze jedno, ze zauwazylam, ze oni sie pojawiaja tego samego dnia. Zaczelam sie zastanawiac, czy to nie ta sama osoba. mniejsza o to.
Co do konta BalletFanBerlin i Staatsballett, to ja bym się Agnieszko nie zdziwiła nawet, gdyby to była nie tylko ta sama osoba, ale nawet kilka tych samych osób (pewnie jest ich tam więcej, jeśli chodzi o obsługę techniczną strony internetowej, kontakt z widzami, promocję itp. ).
Poza tym coś jest w tym, co piszesz o Nureyevie i Barysznikowie ;) Tak, każdy z nich był na swój sposób zadziorny, tylko ten pierwszy z większym odchyleniem w stronę patetycznych popisów, czasem przesadzonego eksponowania swojej techniki (aczkolwiek u niego mi to nie przeszkadzało nigdy, taki już miał styl, który można było albo zaakceptować, albo nie), za to Barysznikowa cechowała taka bardziej łobuzerska, chłopięca, "swojska" zadziorność.
Co do Malakhova za to - co ciekawe - wbrew pozorom o wiele trudniej mu przypiąć jakąś konkretną "łatkę" i określić jego osobowość sceniczną. I to również mnie fascynuje.
Z jednej strony - mówi się o nim, że jest tancerzem lirycznym, nadzwyczajnie eleganckim, o pięknej, nienagannej linii, i owszem, to prawda. Ale jednak nie cała. No bo jak się ma do tego wizerunku Caravaggio, Czajkowski, inne postacie z jego solowych układów? Nijak. To znaczy - potrafi się zmieniać jak kameleon. A przy tym nigdy nie jest nieszczery, fałszywy, ale zawsze jest prawdziwy, do bólu wręcz autentyczny - zawsze jest sobą. Ja już sobie nawet dość dawno temu wykoncypowałam, że to właśnie
w tej jego autentyczności leży również bardzo, bardzo duża część jego sukcesu. I wobec faktu - że tak naprawdę nie można go ująć w jakieś określone ramy, zaszufladkować itd. bardzo spodobało mi się krótkie, ale jakże treściwe powiedzenie McKenziego o nim z "Born to be wild", które chyba uchwyca chociaż po części istotę jego osobowości scenicznej (o ile w ogóle w jakikolwiek sposób można ją uchwycić): [size=16:78936afeea]"He's a remarkable mix of creature and nobleman."[/size:78936afeea]
Nawet nie próbuję tłumaczyć, bo z lapidarnej formy zrobiłaby się większa; niektóre słowa są niejednoznaczne i można by je było przetłumaczyć na kilka sposobów, a wtedy zatarłoby się to bardzo trafne spostrzeżenie, jakie McKenzie tutaj umieścił.. tak, to jest to, istota, albo przynajmniej jej ważniejsza część ;)
Poza tym coś jest w tym, co piszesz o Nureyevie i Barysznikowie ;) Tak, każdy z nich był na swój sposób zadziorny, tylko ten pierwszy z większym odchyleniem w stronę patetycznych popisów, czasem przesadzonego eksponowania swojej techniki (aczkolwiek u niego mi to nie przeszkadzało nigdy, taki już miał styl, który można było albo zaakceptować, albo nie), za to Barysznikowa cechowała taka bardziej łobuzerska, chłopięca, "swojska" zadziorność.
Co do Malakhova za to - co ciekawe - wbrew pozorom o wiele trudniej mu przypiąć jakąś konkretną "łatkę" i określić jego osobowość sceniczną. I to również mnie fascynuje.
Z jednej strony - mówi się o nim, że jest tancerzem lirycznym, nadzwyczajnie eleganckim, o pięknej, nienagannej linii, i owszem, to prawda. Ale jednak nie cała. No bo jak się ma do tego wizerunku Caravaggio, Czajkowski, inne postacie z jego solowych układów? Nijak. To znaczy - potrafi się zmieniać jak kameleon. A przy tym nigdy nie jest nieszczery, fałszywy, ale zawsze jest prawdziwy, do bólu wręcz autentyczny - zawsze jest sobą. Ja już sobie nawet dość dawno temu wykoncypowałam, że to właśnie
w tej jego autentyczności leży również bardzo, bardzo duża część jego sukcesu. I wobec faktu - że tak naprawdę nie można go ująć w jakieś określone ramy, zaszufladkować itd. bardzo spodobało mi się krótkie, ale jakże treściwe powiedzenie McKenziego o nim z "Born to be wild", które chyba uchwyca chociaż po części istotę jego osobowości scenicznej (o ile w ogóle w jakikolwiek sposób można ją uchwycić): [size=16:78936afeea]"He's a remarkable mix of creature and nobleman."[/size:78936afeea]
Nawet nie próbuję tłumaczyć, bo z lapidarnej formy zrobiłaby się większa; niektóre słowa są niejednoznaczne i można by je było przetłumaczyć na kilka sposobów, a wtedy zatarłoby się to bardzo trafne spostrzeżenie, jakie McKenzie tutaj umieścił.. tak, to jest to, istota, albo przynajmniej jej ważniejsza część ;)
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
cha i tu ciekawą rzecz poruszyłaś, bo istotnie Malakhov ma wiele twarzy.
Pisząc o takim realistycznym wcielaniu sie w szlachetnosc mialam na mysli tylko te 2 role tj Zygfryda z jeziora no i kreacje w Giselle.
Ale rozwijając wątek słusznie podnosisz, ze jest jeszcze drugi , zupelnie przeciwlegly biegun , tzn Caravaggio, Czajkowski ale tez z czasów Stanów jeszcze coś nam znanego... -prawda?
Wcielenie sie aktorsko w tych 3 rzeczach jest mistrzostwem, zwłaszcza jesli sie uwzględni fakt, ze ogladajac przechodza po czlowieku ciarki...
Jednak -mimo ze "zagranie" ról ciężkich, osobowości przesiąknietych cierpieniem czy dewiacją , czy choroba psychiczna - jest strasznie trudne , to z drugiej strony mnie ostatnio zadziwia zagranie rol szlachetnych. Bo odtworzyc role szlachetna, tak zeby bylo z pazurem to tez niezla sztuka, nawet czasem sie zastanawiam, czy nie wieksza niz rol złych... Aktorzy czesto mowia, ze wola grac tych zlych, bo latwiej o dobry efekt.
Ale to rzeczywiscie ciekawy temat jest tego aktorstwa
Pisząc o takim realistycznym wcielaniu sie w szlachetnosc mialam na mysli tylko te 2 role tj Zygfryda z jeziora no i kreacje w Giselle.
Ale rozwijając wątek słusznie podnosisz, ze jest jeszcze drugi , zupelnie przeciwlegly biegun , tzn Caravaggio, Czajkowski ale tez z czasów Stanów jeszcze coś nam znanego... -prawda?
Wcielenie sie aktorsko w tych 3 rzeczach jest mistrzostwem, zwłaszcza jesli sie uwzględni fakt, ze ogladajac przechodza po czlowieku ciarki...
Jednak -mimo ze "zagranie" ról ciężkich, osobowości przesiąknietych cierpieniem czy dewiacją , czy choroba psychiczna - jest strasznie trudne , to z drugiej strony mnie ostatnio zadziwia zagranie rol szlachetnych. Bo odtworzyc role szlachetna, tak zeby bylo z pazurem to tez niezla sztuka, nawet czasem sie zastanawiam, czy nie wieksza niz rol złych... Aktorzy czesto mowia, ze wola grac tych zlych, bo latwiej o dobry efekt.
Ale to rzeczywiscie ciekawy temat jest tego aktorstwa
[quote:efaf17e7d4="Agnieszka P."]
Ale rozwijając wątek słusznie podnosisz, ze jest jeszcze drugi , zupelnie przeciwlegly biegun , tzn Caravaggio, Czajkowski ale tez z czasów Stanów jeszcze coś nam znanego... -prawda?[/quote:efaf17e7d4]
No tak, tu masz zapewne na myśli "Remanso" Nacho Duato, zgadza się, świetny występ. Jestem tylko ciekawa, jaką to on historyjkę sobie ułożył do tej abstrakcyjnej formy, bo słyszałam o tym już co najmniej dwukrotnie, ale konkretów - żadnych ;)
Co mnie najbardziej boli - że nie znam, nie ma dostępu do nagrań wielu innych nie tylko jego pełnospektaklowych występów, ale tych jakże cennych występów solowych. Najlepszy przykład? Chociażby jego solo w "Notations I — IV" Uwe Scholza, a tu masz człowieku, nawet nie możesz wiedzieć, za co konkretnie uhonorowali go Benois de la danse..
[quote:efaf17e7d4]Jednak -mimo ze "zagranie" ról ciężkich, osobowości przesiąknietych cierpieniem czy dewiacją , czy choroba psychiczna - jest strasznie trudne , to z drugiej strony mnie ostatnio zadziwia zagranie rol szlachetnych. Bo odtworzyc role szlachetna, tak zeby bylo z pazurem to tez niezla sztuka, nawet czasem sie zastanawiam, czy nie wieksza niz rol złych... Aktorzy czesto mowia, ze wola grac tych zlych, bo latwiej o dobry efekt.[/quote:efaf17e7d4]
Owszem, z tym również w pełni się zgadzam, ale warto zauważyć, że te jego role nigdy nie są takie zupełnie jednoznaczne, białe lub czarne, dobre, lub złe.. jego Albrecht według mnie, chociaż może to brzmi patetycznie - przechodzi przemianę duchową, rozumie swój błąd, swoją podłość. Tak naprawdę dopiero oglądając "Giselle"
z nim i Dianą Vishnevą zrozumiałam, o czym jest ten balet. Chociaż może brzmi to banalnie, dla mnie jest on o sile miłości, ale jest też o tym (co akurat w tym wypadku stanowi bardziej oryginalną koncepcję, odróżniającą "Giselle" od wielu innych klasycznych baletów), że miłością nie można się bawić i igrać z uczuciami drugiej osoby.
Dla mnie na początku Albrecht Vladimira nie był zakochany, szukał rozrywki i znalazł ją pukając do drzwi ładnej wiejskiej dziewczyny, która akurat mu się spodobała.
Pech chciał, że raz - był zaręczony, dwa - ona się w nim zakochała. Co więcej, jeszcze większy pech sprawił, że w chwili jej śmierci sam Albrecht zdał sobie sprawę z tego,
że on również zakochał się w Giselle i od tej pory przez życie będzie musiał dźwigać "podwójny" bagaż wyrzutów sumienia i rozpaczy; cierpienie z powodu utraconej miłości i z powodu śmierci ukochanej osoby, do której nikt inny, tylko on sam doprowadził przez własną lekkomyślność i "swawolę"...
Ale to właśnie jest piękne w tych jego kreacjach, że pokazuje ujęcie dynamiczne postaci, bez żadnych uproszczeń, schematów, to, jak się zmienia, jak ewoluuje, jak właśnie pod wpływem miłości - chociaż jest już za późno - staje się szlachetna i dobra.
Ale rozwijając wątek słusznie podnosisz, ze jest jeszcze drugi , zupelnie przeciwlegly biegun , tzn Caravaggio, Czajkowski ale tez z czasów Stanów jeszcze coś nam znanego... -prawda?[/quote:efaf17e7d4]
No tak, tu masz zapewne na myśli "Remanso" Nacho Duato, zgadza się, świetny występ. Jestem tylko ciekawa, jaką to on historyjkę sobie ułożył do tej abstrakcyjnej formy, bo słyszałam o tym już co najmniej dwukrotnie, ale konkretów - żadnych ;)
Co mnie najbardziej boli - że nie znam, nie ma dostępu do nagrań wielu innych nie tylko jego pełnospektaklowych występów, ale tych jakże cennych występów solowych. Najlepszy przykład? Chociażby jego solo w "Notations I — IV" Uwe Scholza, a tu masz człowieku, nawet nie możesz wiedzieć, za co konkretnie uhonorowali go Benois de la danse..
[quote:efaf17e7d4]Jednak -mimo ze "zagranie" ról ciężkich, osobowości przesiąknietych cierpieniem czy dewiacją , czy choroba psychiczna - jest strasznie trudne , to z drugiej strony mnie ostatnio zadziwia zagranie rol szlachetnych. Bo odtworzyc role szlachetna, tak zeby bylo z pazurem to tez niezla sztuka, nawet czasem sie zastanawiam, czy nie wieksza niz rol złych... Aktorzy czesto mowia, ze wola grac tych zlych, bo latwiej o dobry efekt.[/quote:efaf17e7d4]
Owszem, z tym również w pełni się zgadzam, ale warto zauważyć, że te jego role nigdy nie są takie zupełnie jednoznaczne, białe lub czarne, dobre, lub złe.. jego Albrecht według mnie, chociaż może to brzmi patetycznie - przechodzi przemianę duchową, rozumie swój błąd, swoją podłość. Tak naprawdę dopiero oglądając "Giselle"
z nim i Dianą Vishnevą zrozumiałam, o czym jest ten balet. Chociaż może brzmi to banalnie, dla mnie jest on o sile miłości, ale jest też o tym (co akurat w tym wypadku stanowi bardziej oryginalną koncepcję, odróżniającą "Giselle" od wielu innych klasycznych baletów), że miłością nie można się bawić i igrać z uczuciami drugiej osoby.
Dla mnie na początku Albrecht Vladimira nie był zakochany, szukał rozrywki i znalazł ją pukając do drzwi ładnej wiejskiej dziewczyny, która akurat mu się spodobała.
Pech chciał, że raz - był zaręczony, dwa - ona się w nim zakochała. Co więcej, jeszcze większy pech sprawił, że w chwili jej śmierci sam Albrecht zdał sobie sprawę z tego,
że on również zakochał się w Giselle i od tej pory przez życie będzie musiał dźwigać "podwójny" bagaż wyrzutów sumienia i rozpaczy; cierpienie z powodu utraconej miłości i z powodu śmierci ukochanej osoby, do której nikt inny, tylko on sam doprowadził przez własną lekkomyślność i "swawolę"...
Ale to właśnie jest piękne w tych jego kreacjach, że pokazuje ujęcie dynamiczne postaci, bez żadnych uproszczeń, schematów, to, jak się zmienia, jak ewoluuje, jak właśnie pod wpływem miłości - chociaż jest już za późno - staje się szlachetna i dobra.
[quote:92456852c1="Ewa J."]
Blanche za to, nie wiem, czy we fragmencie z "Czajkowski pas de deux" nie dopatrzyłaby się swojej ulubienicy - Evgenii Obraztsovej, a jeśli się mylę, to te dwie tancerki muszą być do siebie naprawdę bardzo podobne;)[/quote:92456852c1]
Dopatrzyła się, dopatrzyła ;).
(przepraszam za mało merytoryczny post. Dziewczyny tak się rozpisują, że trudno mi napisać coś sensownego poza powtórzeniem, co już pisałam ;) )
Blanche za to, nie wiem, czy we fragmencie z "Czajkowski pas de deux" nie dopatrzyłaby się swojej ulubienicy - Evgenii Obraztsovej, a jeśli się mylę, to te dwie tancerki muszą być do siebie naprawdę bardzo podobne;)[/quote:92456852c1]
Dopatrzyła się, dopatrzyła ;).
(przepraszam za mało merytoryczny post. Dziewczyny tak się rozpisują, że trudno mi napisać coś sensownego poza powtórzeniem, co już pisałam ;) )
Co prawda nie ma tutaj za wiele Vladimira, ale to i tak chyba najlepszy temat na umieszczenie tego nagrania:
http://www.youtube.com/watch?v=l3weR3kGygc
Jest to przepiękne pas de deux Shoko Nakamury i Michaela Banzhafa, chyba najbardziej liryczna część całego spektaklu. Myślę, że spodoba się także tym, którzy nie przepadają za baletem współczesnym - choreografia tego duetu zdecydowanie "klasycyzująca", bardzo nastrojowa, bardzo subtelna ;)
http://www.youtube.com/watch?v=l3weR3kGygc
Jest to przepiękne pas de deux Shoko Nakamury i Michaela Banzhafa, chyba najbardziej liryczna część całego spektaklu. Myślę, że spodoba się także tym, którzy nie przepadają za baletem współczesnym - choreografia tego duetu zdecydowanie "klasycyzująca", bardzo nastrojowa, bardzo subtelna ;)