O wszystkim i niczym
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:381dfd9729="jaromir"]cudzoziemcom imponuje galeria poznanskiego i pewien klimat miasta - zadaja sobie pytanie jak to mozliwe, ze tyle ostalo sie z kultury przemyslowej dawnej lodzi.
.[/quote:381dfd9729]
tez sie z tym zdaniem spotkałam i mysle że przetrwało tak dużo , bo przez lata nic sie nie dzialo , nikt nie mial pomyslu i stal sobie i niszczal taki skansen. Teraz dopiero zaczęto starac sie o pieniadze i cos z tym robic.
Co do tego co napisales o Camerimage to chyba uchwyciles istotę. Mam nadzieje ze jak polityka sie uspokoi, to wezma sie w garsc i zaczna razem dzialac jak to bylo w tym artykule Tomasza Lisa madrze napisane.
Ale mimo wszystko jak Zydowicz straszy ze rzucil Torun i tak samo rzuci teraz Lodz , to troche sie boje, bo drugiej takiej szansy jak teraz Łodz moze juz nie miec
.[/quote:381dfd9729]
tez sie z tym zdaniem spotkałam i mysle że przetrwało tak dużo , bo przez lata nic sie nie dzialo , nikt nie mial pomyslu i stal sobie i niszczal taki skansen. Teraz dopiero zaczęto starac sie o pieniadze i cos z tym robic.
Co do tego co napisales o Camerimage to chyba uchwyciles istotę. Mam nadzieje ze jak polityka sie uspokoi, to wezma sie w garsc i zaczna razem dzialac jak to bylo w tym artykule Tomasza Lisa madrze napisane.
Ale mimo wszystko jak Zydowicz straszy ze rzucil Torun i tak samo rzuci teraz Lodz , to troche sie boje, bo drugiej takiej szansy jak teraz Łodz moze juz nie miec
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Posprzątawszy nieco sama po sobie z off-ów w temacie Łyżwiarstwa wklejam tutaj to co napisałam w tym temacie:
ja też czasem mam problem z tym, że ludzie nie rozumieją, że na codzień (nie licząc dni nietypowych) muszę wcześniej iść spać, żeby wstać rano.
A tymczasem czytałam taki tekst starożytny o wczesnym wstawaniu, że wtedy dzień ma inny smak i tak jest.
Ja w godzinach rannych, mam na zawołanie taką wenę do pracy i pisania, że w te godziny czasem robię niemal cały plan dnia.
No ale nikt z moich znajomych nigdy tego nie mógł pojąć : takie życie.
ja też czasem mam problem z tym, że ludzie nie rozumieją, że na codzień (nie licząc dni nietypowych) muszę wcześniej iść spać, żeby wstać rano.
A tymczasem czytałam taki tekst starożytny o wczesnym wstawaniu, że wtedy dzień ma inny smak i tak jest.
Ja w godzinach rannych, mam na zawołanie taką wenę do pracy i pisania, że w te godziny czasem robię niemal cały plan dnia.
No ale nikt z moich znajomych nigdy tego nie mógł pojąć : takie życie.
4 rano??
o matko...
w zyciu bym nie wstala o tej godzinie, chyba ze na samolot albo pociag...
ale tez to, ze ja zwykle wracam do domu 21-22 to nie mam nawet jak polozyc sie spac o normalnej godzinie, jesli chce jeszcze cos minimum zrobic wieczorem, niz tylko wrocic do domu i od razu jesc, myc, spac:/
o matko...
w zyciu bym nie wstala o tej godzinie, chyba ze na samolot albo pociag...
ale tez to, ze ja zwykle wracam do domu 21-22 to nie mam nawet jak polozyc sie spac o normalnej godzinie, jesli chce jeszcze cos minimum zrobic wieczorem, niz tylko wrocic do domu i od razu jesc, myc, spac:/
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
W moim przypadku obecny mój styl życia spowodowany jest pracą, a że oprócz pracy trzeba też żyć :) , to poznawszy siebie zobaczyłam, że najlepiej mi wstać rano i wykorzystać niesamowity wręcz potencjał, który w sobie mam, potem coś tam pozałatwiać, coś tam odnieść na termin, podokańczać, a wieczorem czas wolny.
Co do ulegania presji otoczenia, to po 28 latach praktyki życiowej mogę pokusić się o stwierdzenie, że jestem mistrzem świata w nieuleganiu naciskom; od dziecka zawsze musiałam żyć po swojemu - zgodnie z sobą, mimo że niejednokrotnie płaciłam za to jakieś ceny. Ale nigdy nie żałowałam i nie żałuję.
A co do Joanny - to przy takim trybie życia jaki masz nikt by nie podołał wstawaniu o 4-5 :) . To z jednej strony dobrze, a z drugiej źle, bo przy codziennym takim planie dnia jak masz z biegiem czasu zaczną Ci się problemy z zasypianiem- zmora naszego wieku, na którą jedynym lekarstwem jest taki styl zycia z wczesnym wstawaniem.
PS tak czy inaczej cieszę się, że jest ktos, kto ma w nieco podobne spojrzenie na ten temat :wink: , bo rzadko się z takimi praktykami spotykam wsród ludzi.
Co do ulegania presji otoczenia, to po 28 latach praktyki życiowej mogę pokusić się o stwierdzenie, że jestem mistrzem świata w nieuleganiu naciskom; od dziecka zawsze musiałam żyć po swojemu - zgodnie z sobą, mimo że niejednokrotnie płaciłam za to jakieś ceny. Ale nigdy nie żałowałam i nie żałuję.
A co do Joanny - to przy takim trybie życia jaki masz nikt by nie podołał wstawaniu o 4-5 :) . To z jednej strony dobrze, a z drugiej źle, bo przy codziennym takim planie dnia jak masz z biegiem czasu zaczną Ci się problemy z zasypianiem- zmora naszego wieku, na którą jedynym lekarstwem jest taki styl zycia z wczesnym wstawaniem.
PS tak czy inaczej cieszę się, że jest ktos, kto ma w nieco podobne spojrzenie na ten temat :wink: , bo rzadko się z takimi praktykami spotykam wsród ludzi.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Nie miałam problemów z presją otoczenia, bo dostałam to gratis od natury: taka się już urodziłam, że jak sobie jako dziecko coś postanowiłam, to nie było siły, żebym zmieniła zdanie:
A potem jak byłam starsza, to tez zawsze mialam na tyle silny charakter, ze nie dalam sobie niczego narzucic. Tzn mialam o dziwo tak, że od dziecka lubiłam najgorszych gagatków ze szkoly, ktorzy sie angazowali w rozne sprawy mi obce ale jakos zawsze -bardziej podswiadomie niz z przemyslenia mialam-do ludzi podejście: ja Cię szanuję , ty szanuj mnie. a jak nie- to koniec znajomości. O dziwo częściej taki człowiek z silną osbowoscia to uszanował niz ten ktory wszystkiemu ulegał,- ale to juz inna sprawa.
Bo na marginesie to też są 2 różne rzeczy: można sie z kims przyjaźnić w pozycji wolnego człowieka , tzn z zachowaniem swojej osobowosci, a mozna z pozycji niewolnika, który skoczy z 3 go piętra, zeby tylko nie stracić czyjejś przyjaźni. Może uznacie, że jestem nie społeczna ale ja NIGDY nie byłam w stanie z kims sie przyjaźnić z pozycji niewolnika i jak była alternatywa : rezygnuję z siebie albo ze znajomości, to zawsze bez wahania rezygnowałąm ze znajomości. I chyba to dla mnie było dobre, bo w konsekwencji jestem z mojego zycia zadowolona.
Co zaś się tyczy samodyscypliny, to ja na studiach niestety jeszcze jej nie miałam - tak jak Ty :) . Nabyłam ją później. ale teraz chyba mam - głównie dzięki wstawaniu rano.
A potem jak byłam starsza, to tez zawsze mialam na tyle silny charakter, ze nie dalam sobie niczego narzucic. Tzn mialam o dziwo tak, że od dziecka lubiłam najgorszych gagatków ze szkoly, ktorzy sie angazowali w rozne sprawy mi obce ale jakos zawsze -bardziej podswiadomie niz z przemyslenia mialam-do ludzi podejście: ja Cię szanuję , ty szanuj mnie. a jak nie- to koniec znajomości. O dziwo częściej taki człowiek z silną osbowoscia to uszanował niz ten ktory wszystkiemu ulegał,- ale to juz inna sprawa.
Bo na marginesie to też są 2 różne rzeczy: można sie z kims przyjaźnić w pozycji wolnego człowieka , tzn z zachowaniem swojej osobowosci, a mozna z pozycji niewolnika, który skoczy z 3 go piętra, zeby tylko nie stracić czyjejś przyjaźni. Może uznacie, że jestem nie społeczna ale ja NIGDY nie byłam w stanie z kims sie przyjaźnić z pozycji niewolnika i jak była alternatywa : rezygnuję z siebie albo ze znajomości, to zawsze bez wahania rezygnowałąm ze znajomości. I chyba to dla mnie było dobre, bo w konsekwencji jestem z mojego zycia zadowolona.
Co zaś się tyczy samodyscypliny, to ja na studiach niestety jeszcze jej nie miałam - tak jak Ty :) . Nabyłam ją później. ale teraz chyba mam - głównie dzięki wstawaniu rano.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
No to ja byłam w klasie E w szkole podstawowej ze wszystkimi konsekwencjami, o których napisałeś :) .
Nie wiem, czy ktoś z mojej klasy był już karany ale by mnie to jakoś specjalnie nie zdziwiło :) .
Co do przyjaźni niewolnika, która -jak ustaliliśmy -nie jest przyjaźnią :) , to nie wątpię, że jest jak napisałeś :) - a wiesz czemu? - gdyż u przedstawicieli rodzaju męskiego jest to rzadsza cecha niż u kobiet (wytępuje ale nieco rzadziej).
To raczej cecha kobiet, która wynika z tego, że niektóre kobiety mają biologicznie silnie rozbudowane instynkty z czasów prehistorycznych: dbania o potomstwo i też człowieka, który im coś tam upoluje i przyniesie, jak ona będzie z dzieckiem leżała w jaskini albo będzie chora. W takich czasach kobieta nie zaprzedając sama siebie umarła by zaraz z nędzy i głodu.
Ufff co za ulga, że nie jestem kobietą pierwotną, bo z moim charakterkiem byłabym pierwszą, która z nędzy i głodu by padła :D .
Nie wiem, czy ktoś z mojej klasy był już karany ale by mnie to jakoś specjalnie nie zdziwiło :) .
Co do przyjaźni niewolnika, która -jak ustaliliśmy -nie jest przyjaźnią :) , to nie wątpię, że jest jak napisałeś :) - a wiesz czemu? - gdyż u przedstawicieli rodzaju męskiego jest to rzadsza cecha niż u kobiet (wytępuje ale nieco rzadziej).
To raczej cecha kobiet, która wynika z tego, że niektóre kobiety mają biologicznie silnie rozbudowane instynkty z czasów prehistorycznych: dbania o potomstwo i też człowieka, który im coś tam upoluje i przyniesie, jak ona będzie z dzieckiem leżała w jaskini albo będzie chora. W takich czasach kobieta nie zaprzedając sama siebie umarła by zaraz z nędzy i głodu.
Ufff co za ulga, że nie jestem kobietą pierwotną, bo z moim charakterkiem byłabym pierwszą, która z nędzy i głodu by padła :D .