Anna Pawłowa
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Coś jest w tym, o czym napisałaś. Teraz częściej można zobaczyć fantastyczny tanecznie wyczyn, niż taniec pochodzący z duszy, który wyraża jakąś prawdę.
A tancerz nie musi nawet jakoś super technicznie zatańczyć, żeby przekazał to coś. To coś czyli - jak mi się wydaje - swoją miłość do tańca, pasję, czy też może swoją osobowość, uczucia, które w tańcu wykłada na tacę.
Oczywiście czasem jest i jedno i drugie: i dokonania teneczne i to coś, czego dla mnie przykładem są: np Nuriejew, czy Barysznikow.
A tancerz nie musi nawet jakoś super technicznie zatańczyć, żeby przekazał to coś. To coś czyli - jak mi się wydaje - swoją miłość do tańca, pasję, czy też może swoją osobowość, uczucia, które w tańcu wykłada na tacę.
Oczywiście czasem jest i jedno i drugie: i dokonania teneczne i to coś, czego dla mnie przykładem są: np Nuriejew, czy Barysznikow.
[quote82="Ewa J."]mimo wszystko, czuję coraz większą odrazę do większości tancerek współczesnych [/quote82]
Nigdy nie używaj publicznie tak mocnych słów ponieważ jest to Twoje doznanie subiektywne a zatem możesz u innych wywolać podobne uczucie ale w stosunku do Siebie.
Owszem przedmiotowe solo Pawłowej jest wzruszajace ale pod warunkiem, że sie wczujemy w klimat tamtych czasów bo inaczej może sie to wydać poprostu ckliwe.
[quote82="Ewa J."]I zastanawiam się - czemu coś takiego nie dzieje się dzisiaj,[/quote82]
Ależ dzieje sie tylko, że Ty jestes tak mentalnie zapatrzona w tamten przeszły czas iż real dla Ciebie nie istnieje.
W drodze rewanżu powinnas mi wybaczyć moje równie mocne słowa ponieważ pomoże Ci to pojąć iż wspólczesność nigdy nie jest gorsza ani lepsza od przeszłości i myślę iż siła wyrazu ludzkich uczuć w tańcu wspólczesnym jest rownie silna ale też i bardziej subtelna.
"Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie"
Nigdy nie używaj publicznie tak mocnych słów ponieważ jest to Twoje doznanie subiektywne a zatem możesz u innych wywolać podobne uczucie ale w stosunku do Siebie.
Owszem przedmiotowe solo Pawłowej jest wzruszajace ale pod warunkiem, że sie wczujemy w klimat tamtych czasów bo inaczej może sie to wydać poprostu ckliwe.
[quote82="Ewa J."]I zastanawiam się - czemu coś takiego nie dzieje się dzisiaj,[/quote82]
Ależ dzieje sie tylko, że Ty jestes tak mentalnie zapatrzona w tamten przeszły czas iż real dla Ciebie nie istnieje.
W drodze rewanżu powinnas mi wybaczyć moje równie mocne słowa ponieważ pomoże Ci to pojąć iż wspólczesność nigdy nie jest gorsza ani lepsza od przeszłości i myślę iż siła wyrazu ludzkich uczuć w tańcu wspólczesnym jest rownie silna ale też i bardziej subtelna.
"Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie"
[quotec1="Father"]Nigdy nie używaj publicznie tak mocnych słów ponieważ jest to Twoje doznanie subiektywne a zatem możesz u innych wywolać podobne uczucie ale w stosunku do Siebie. [/quotec1]
Nie no, bez przesady. Czytałam tu na forum znacznie bardziej kategoryczne opinie, i to wyrażone mniej delikatnym językiem...
[quotec1="Father"]Owszem przedmiotowe solo Pawłowej jest wzruszajace ale pod warunkiem, że sie wczujemy w klimat tamtych czasów bo inaczej może sie to wydać poprostu ckliwe. [/quotec1]
A ja, ku swojemu zdziwieniu, nie musiałam wczuwać się w klimat i ówczesny styl tańca, by zrozumieć to, o czym mówi Ewa. Tak samo mam z Umierającym łabędziem.
[quotec1="Ewa J."]Przed występem i w trakcie - pisał - nie zastanawiałem się, czemu to tak naprawdę ma służyć, byłem zbyt zaabsorbowany stresem i samym tańcem, technicznymi szczegółami. Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku.[/quotec1]
Zabawne, też czasami się nad tym zastanawiam i dochodzę do podobnych wniosków co Fokine
. Jednak jednocześnie oglądanie klasyki i tych wszystkich popisów sprawia mi za dużo radości, żebym miała jakoś szczególnie radykalne poglądy w tym kierunku.
Z tym tańczeniem dla siebie też ciekawe - wiadomo, że tancerz tańczy dla publiczności, ale sama nie lubię, gdy tańczy do publiczności, wyłącznie w oczekiwaniu na ich reakcję (w przypadku niektórych tancerek mam takie wrażenie i za nimi właśnie nie przepadam).
Nie no, bez przesady. Czytałam tu na forum znacznie bardziej kategoryczne opinie, i to wyrażone mniej delikatnym językiem...
[quotec1="Father"]Owszem przedmiotowe solo Pawłowej jest wzruszajace ale pod warunkiem, że sie wczujemy w klimat tamtych czasów bo inaczej może sie to wydać poprostu ckliwe. [/quotec1]
A ja, ku swojemu zdziwieniu, nie musiałam wczuwać się w klimat i ówczesny styl tańca, by zrozumieć to, o czym mówi Ewa. Tak samo mam z Umierającym łabędziem.
[quotec1="Ewa J."]Przed występem i w trakcie - pisał - nie zastanawiałem się, czemu to tak naprawdę ma służyć, byłem zbyt zaabsorbowany stresem i samym tańcem, technicznymi szczegółami. Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku.[/quotec1]
Zabawne, też czasami się nad tym zastanawiam i dochodzę do podobnych wniosków co Fokine
Z tym tańczeniem dla siebie też ciekawe - wiadomo, że tancerz tańczy dla publiczności, ale sama nie lubię, gdy tańczy do publiczności, wyłącznie w oczekiwaniu na ich reakcję (w przypadku niektórych tancerek mam takie wrażenie i za nimi właśnie nie przepadam).
-
Chiaranzana
- Posty: 349
- Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am
Father - czy posiadania gracji i wdzieku jest ckliwe? Hmm to są gusta i guściki. Dziś mężczyźni wolą dorodne kobiety, duże silne, prawie siłaczki. Eteryczność, filigranowe sylwetki dziś są po prostu demode. Ja nie spotkałam współczesnej tancerki z takimi atutami, bo dla mnie posiadanie wdzięku, gracji, eteryczności są atutami a nie wadami. Większość współczesnych tancerzy ma klapki na oczach, nie rozwija się w innych kierunkach tylko, myśli że taniec współczesny to guru i opowiedz na cale zło świata. Ja swego czasu spotkałam się z tym, że bardzo znany tancerz ze środowiska współczesnego, powiedział że taniec klasyczny jest wypaczeniem i nie powinno się go propagować.
[quote8c="Blanche"] Czytałam tu na forum znacznie bardziej kategoryczne opinie, i to wyrażone mniej delikatnym językiem..[/quote8c]
To nie znaczy, że mamy powielać złe wzorce.
[quote8c="Blanche"]A ja, ku swojemu zdziwieniu, nie musiałam wczuwać się w klimat i ówczesny styl tańca, by zrozumieć to, o czym mówi Ewa. Tak samo mam z Umierającym łabędziem.[/quote8c]
Ja też nie mam z tym problemów jeno, ze wydaje mi sie to ckliwe i dobre dla małych dziewczynek.
[quote8c="Chiaranzana"]czy posiadania gracji i wdzieku jest ckliwe? [/quote8c]
Odpowiadam: nie, nie i nie jeno nadużywanie tego jest ckliwe.[quote8c="Chiaranzana"]Dziś mężczyźni wolą dorodne kobiety, duże silne, prawie siłaczki.[/quote8c] Jasne bo tylko takie w obecnej rzeczywistosci sa w stanie zapewnić byt rodzinie a także zapewnić mnóstwo uciech fizycznych wielce umęczonym męczinom.

To nie znaczy, że mamy powielać złe wzorce.
[quote8c="Blanche"]A ja, ku swojemu zdziwieniu, nie musiałam wczuwać się w klimat i ówczesny styl tańca, by zrozumieć to, o czym mówi Ewa. Tak samo mam z Umierającym łabędziem.[/quote8c]
Ja też nie mam z tym problemów jeno, ze wydaje mi sie to ckliwe i dobre dla małych dziewczynek.
[quote8c="Chiaranzana"]czy posiadania gracji i wdzieku jest ckliwe? [/quote8c]
Odpowiadam: nie, nie i nie jeno nadużywanie tego jest ckliwe.[quote8c="Chiaranzana"]Dziś mężczyźni wolą dorodne kobiety, duże silne, prawie siłaczki.[/quote8c] Jasne bo tylko takie w obecnej rzeczywistosci sa w stanie zapewnić byt rodzinie a także zapewnić mnóstwo uciech fizycznych wielce umęczonym męczinom.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
F napisał: "Ależ dzieje sie tylko, że Ty jestes tak mentalnie zapatrzona w tamten przeszły czas iż real dla Ciebie nie istnieje"
jakoś mi się smutno zrobiło jak to przeczytałam, bo to dość ostre zdanie, a kto jak kto ale Ewa jest niesamowicie zafascynowana baletem i to nie tylko tym sprzed 100 lat... czego dowodem są jej wypowiedzi i o współczesnych choreografiach .
Father - każdego prawdziwego faceta wk... coś, co nazywasz ckliwością u kobiet, ale tak już jest , że my kobiety często tę cechę (choćby okresowo) mamy, taka nasza biologia i natura i czy to powód żeby nas za to łgać publicznie? Tak jak u facetów wkurza czasem niepanowanie nad wściekłością tak u nas czasami to coś, co nazywasz ckliwością. Takimi już jesteśmy zwierzętami.
jakoś mi się smutno zrobiło jak to przeczytałam, bo to dość ostre zdanie, a kto jak kto ale Ewa jest niesamowicie zafascynowana baletem i to nie tylko tym sprzed 100 lat... czego dowodem są jej wypowiedzi i o współczesnych choreografiach .
Father - każdego prawdziwego faceta wk... coś, co nazywasz ckliwością u kobiet, ale tak już jest , że my kobiety często tę cechę (choćby okresowo) mamy, taka nasza biologia i natura i czy to powód żeby nas za to łgać publicznie? Tak jak u facetów wkurza czasem niepanowanie nad wściekłością tak u nas czasami to coś, co nazywasz ckliwością. Takimi już jesteśmy zwierzętami.
O, widzę, że ten nieco prowokacyjny post Fathera wywołał ciekawą dyskusję, co jest akurat budujące 
Całkiem możliwe, że odraza to zbyt mocne słowo, ale po pierwsze, tego rodzaju chwyt często wzbudza zainteresowanie, po drugie zastosowałam tutaj jednak pewnego rodzaju skrót myślowy (owszem, powinnam rozwinąć: czuję odrazę do większości tancerek współczesnych, które poza epatowaniem techniką nic innego swoim tańcem nie przekazują).
Co do mojej tkliwości, czy też nie, to już inna rzecz, ale zauważ; zadałam pytanie, które samo w sobie było już poniekąd refleksją: dlaczego cały świat kochał się w jej tańcu? Co takiego miała w sobie, że wszyscy ją do tego stopnia uwielbiali? Według Twojej filozofii musiałbyś chyba stwierdzić, że w takim razie wszyscy zachwycający się wtedy jej tańcem byli ckliwi, co jest raczej mało prawdopodobne. A fakt, że to jednak inne czasy, nie jest żadnym poważnym argumentem według mnie.
Haskell, na pytanie Pawłowej, po której jest stronie: jej, czy Diagilewa, odpowiedział: "Po obu stronach. Ale gdy pani tańczy, jestem bliżej pani strony". Oczywiście, interpretuje się to dość łatwo: wszyscy, nawet najbardziej zagorzali zwolennicy tańca Pawłowej przyznają, że tak naprawdę nie wniosła ona nic nowego do sztuki tańca, jej występy były kontynuacją tradycyjnych, konwencjonalnych, wręcz oklepanych form klasycznych, zaś Diagilew z Fokinem proponowali w tamtych czasach najbardziej nowatorską i awangardową sztukę taneczną, jaką tylko można sobie było wówczas wyobrazić. Ale nie chodziło przecież o wywoływanie skandali, czy bycie oryginalnym na siłę, tylko o to, jaka wartość rzeczywiście kryła się za tym przekazem. Dlatego odpowiedź w moich ustach brzmi dokładnie tak, jak odpowiedź Haskella. Jestem po obu stronach. Po obu po równo.
Kocham awangardę Fokina, kocham "tkliwość" Pawłowej i oprócz tego jeszcze wielu innych choreografów, którzy pojawili się na przestrzeni lat od tamtego czasu. Taniec wytworzył tak wiele form, tyle kierunków, tyle stylów, że nie da się lubić tylko jednej opcji i na tym koniec. Uwielbiam Ejfmana, ale tak samo uwielbiam Pawłową, Spiesiwcewą i mówię o tym całkiem otwarcie, nawet jeśli w odczuciu innych to tylko ckliwość. A może aż, bo dzisiaj właśnie tej "tkliwości" i tego ogromnego uczucia czasem mi w tańcu brakuje.
W takim razie ja również mogłabym się pokusić o postawienie tezy, że także mężczyźni byli wtedy inni, skoro tak samo zachwycali się jej tańcem, jak ja i nie tylko ja dzisiaj. Czyli, że można by tym samym przypisać im np. większą wrażliwość, co jak sądzę dla prawie każdej kobiety stanowi ogromny atut. Nie każda, całe szczęście,
chce się stać bezwolną zabawką ku uciesze męża. Chociaż, kto wie, może i rzeczywiście tak było? (w sensie, że mężczyźni byli bardziej subtelni i wyrafinowani)
[quote3b="Blanche"]Zabawne, też czasami się nad tym zastanawiam i dochodzę do podobnych wniosków co Fokine
. Jednak jednocześnie oglądanie klasyki i tych wszystkich popisów sprawia mi za dużo radości, żebym miała jakoś szczególnie radykalne poglądy w tym kierunku.
Z tym tańczeniem dla siebie też ciekawe - wiadomo, że tancerz tańczy dla publiczności, ale sama nie lubię, gdy tańczy do publiczności, wyłącznie w oczekiwaniu na ich reakcję (w przypadku niektórych tancerek mam takie wrażenie i za nimi właśnie nie przepadam).[/quote3b]
Tak, tak, odnośnie tej kwestii to zdecydowanie bardziej chodzi o tańczenie "do publiczności", o wiele lepiej ujmować to właśnie w ten sposób. To znaczy chodziło pokrótce o: przesadne wdzięczenie się i ogromne pragnienie spodobania się za wszelką cenę publiczności, kosztem nie poświęcania dostatecznej uwagi samemu tańcu.
Co do popisów, to również muszę przyznać, że ich oglądanie jest dla mnie dużą przyjemnością, w końcu są one nieodłączną częścią tej techniki tanecznej i zawsze będą. Ale, o zgrozo! Kiedyś czasem przyłapywałam się na myśleniu, że jakieś wykonanie bardzo mi się podobało, ale obraz całokształtu zepsuł mi np. fakt, że według mnie tancerka podniosła za nisko nogę, że akurat tutaj powinien być wyrzut na te powiedzmy 160 stopni, a takiego nie zobaczyłam i czułam się w jakiś sposób zawiedziona. Dlatego ja również nie mam radykalnych poglądów jeśli chodzi o tą kwestię, ale mam nadzieję, że zaczynam jednak patrzeć na wszystko coraz bardziej świadomie i teraz już nigdy nie przyjmuję tylko jednego kryterium oceny konkretnych artystów, czy konkretnych występów
Całkiem możliwe, że odraza to zbyt mocne słowo, ale po pierwsze, tego rodzaju chwyt często wzbudza zainteresowanie, po drugie zastosowałam tutaj jednak pewnego rodzaju skrót myślowy (owszem, powinnam rozwinąć: czuję odrazę do większości tancerek współczesnych, które poza epatowaniem techniką nic innego swoim tańcem nie przekazują).
Co do mojej tkliwości, czy też nie, to już inna rzecz, ale zauważ; zadałam pytanie, które samo w sobie było już poniekąd refleksją: dlaczego cały świat kochał się w jej tańcu? Co takiego miała w sobie, że wszyscy ją do tego stopnia uwielbiali? Według Twojej filozofii musiałbyś chyba stwierdzić, że w takim razie wszyscy zachwycający się wtedy jej tańcem byli ckliwi, co jest raczej mało prawdopodobne. A fakt, że to jednak inne czasy, nie jest żadnym poważnym argumentem według mnie.
Haskell, na pytanie Pawłowej, po której jest stronie: jej, czy Diagilewa, odpowiedział: "Po obu stronach. Ale gdy pani tańczy, jestem bliżej pani strony". Oczywiście, interpretuje się to dość łatwo: wszyscy, nawet najbardziej zagorzali zwolennicy tańca Pawłowej przyznają, że tak naprawdę nie wniosła ona nic nowego do sztuki tańca, jej występy były kontynuacją tradycyjnych, konwencjonalnych, wręcz oklepanych form klasycznych, zaś Diagilew z Fokinem proponowali w tamtych czasach najbardziej nowatorską i awangardową sztukę taneczną, jaką tylko można sobie było wówczas wyobrazić. Ale nie chodziło przecież o wywoływanie skandali, czy bycie oryginalnym na siłę, tylko o to, jaka wartość rzeczywiście kryła się za tym przekazem. Dlatego odpowiedź w moich ustach brzmi dokładnie tak, jak odpowiedź Haskella. Jestem po obu stronach. Po obu po równo.
Kocham awangardę Fokina, kocham "tkliwość" Pawłowej i oprócz tego jeszcze wielu innych choreografów, którzy pojawili się na przestrzeni lat od tamtego czasu. Taniec wytworzył tak wiele form, tyle kierunków, tyle stylów, że nie da się lubić tylko jednej opcji i na tym koniec. Uwielbiam Ejfmana, ale tak samo uwielbiam Pawłową, Spiesiwcewą i mówię o tym całkiem otwarcie, nawet jeśli w odczuciu innych to tylko ckliwość. A może aż, bo dzisiaj właśnie tej "tkliwości" i tego ogromnego uczucia czasem mi w tańcu brakuje.
W takim razie ja również mogłabym się pokusić o postawienie tezy, że także mężczyźni byli wtedy inni, skoro tak samo zachwycali się jej tańcem, jak ja i nie tylko ja dzisiaj. Czyli, że można by tym samym przypisać im np. większą wrażliwość, co jak sądzę dla prawie każdej kobiety stanowi ogromny atut. Nie każda, całe szczęście,
chce się stać bezwolną zabawką ku uciesze męża. Chociaż, kto wie, może i rzeczywiście tak było? (w sensie, że mężczyźni byli bardziej subtelni i wyrafinowani)
[quote3b="Blanche"]Zabawne, też czasami się nad tym zastanawiam i dochodzę do podobnych wniosków co Fokine
Z tym tańczeniem dla siebie też ciekawe - wiadomo, że tancerz tańczy dla publiczności, ale sama nie lubię, gdy tańczy do publiczności, wyłącznie w oczekiwaniu na ich reakcję (w przypadku niektórych tancerek mam takie wrażenie i za nimi właśnie nie przepadam).[/quote3b]
Tak, tak, odnośnie tej kwestii to zdecydowanie bardziej chodzi o tańczenie "do publiczności", o wiele lepiej ujmować to właśnie w ten sposób. To znaczy chodziło pokrótce o: przesadne wdzięczenie się i ogromne pragnienie spodobania się za wszelką cenę publiczności, kosztem nie poświęcania dostatecznej uwagi samemu tańcu.
Co do popisów, to również muszę przyznać, że ich oglądanie jest dla mnie dużą przyjemnością, w końcu są one nieodłączną częścią tej techniki tanecznej i zawsze będą. Ale, o zgrozo! Kiedyś czasem przyłapywałam się na myśleniu, że jakieś wykonanie bardzo mi się podobało, ale obraz całokształtu zepsuł mi np. fakt, że według mnie tancerka podniosła za nisko nogę, że akurat tutaj powinien być wyrzut na te powiedzmy 160 stopni, a takiego nie zobaczyłam i czułam się w jakiś sposób zawiedziona. Dlatego ja również nie mam radykalnych poglądów jeśli chodzi o tą kwestię, ale mam nadzieję, że zaczynam jednak patrzeć na wszystko coraz bardziej świadomie i teraz już nigdy nie przyjmuję tylko jednego kryterium oceny konkretnych artystów, czy konkretnych występów
[quoteef="ag111111"]Father - każdego prawdziwego faceta wk... coś, co nazywasz ckliwością u kobiet, ale tak już jest , że my kobiety często tę cechę (choćby okresowo) mamy, taka nasza biologia i natura i czy to powód żeby nas za to łgać publicznie? Tak jak u facetów wkurza czasem niepanowanie nad wściekłością tak u nas czasami to coś, co nazywasz ckliwością. Takimi już jesteśmy zwierzętami. [/quoteef]
Ooo! Kochana! Zręcznie to napisałaś i generalnie sie z tym zgadzam ale łgać? Nie, to przekracza ludzkie pojęcie! Tu przesadzilaś. Że Pawłowa jest dla mnie w swoim wyrazie ckliwa to nie znaczy, że Wy jesteście. No, aby Wam dogodzić to powiem: może jest na zmiane trochę tkliwa a to określenie jest już pozytywne. A zresztą lubię tkliwość u kobiet bo to działa na mnie kojąco.
[quoteef="Ewa J."]Całkiem możliwe, że odraza to zbyt mocne słowo, ale po pierwsze, tego rodzaju chwyt często wzbudza zainteresowanie, po drugie zastosowałam tutaj jednak pewnego rodzaju skrót myślowy (owszem, powinnam rozwinąć: czuję odrazę do większości tancerek współczesnych, które poza epatowaniem techniką nic innego swoim tańcem nie przekazują).[/quoteef]
Widzę iż spuściałaś z tonu co wydaje sie być sympatyczne
Podaj jeno choć jeden przykład tancerki która nic nie przekazuje
Najlepiej filmik albowiem moja wiedza encyklopedyczna o tańcu nie dorównuje Twojej 
Ooo! Kochana! Zręcznie to napisałaś i generalnie sie z tym zgadzam ale łgać? Nie, to przekracza ludzkie pojęcie! Tu przesadzilaś. Że Pawłowa jest dla mnie w swoim wyrazie ckliwa to nie znaczy, że Wy jesteście. No, aby Wam dogodzić to powiem: może jest na zmiane trochę tkliwa a to określenie jest już pozytywne. A zresztą lubię tkliwość u kobiet bo to działa na mnie kojąco.
[quoteef="Ewa J."]Całkiem możliwe, że odraza to zbyt mocne słowo, ale po pierwsze, tego rodzaju chwyt często wzbudza zainteresowanie, po drugie zastosowałam tutaj jednak pewnego rodzaju skrót myślowy (owszem, powinnam rozwinąć: czuję odrazę do większości tancerek współczesnych, które poza epatowaniem techniką nic innego swoim tańcem nie przekazują).[/quoteef]
Widzę iż spuściałaś z tonu co wydaje sie być sympatyczne
[quote4d="Ewa J."]Im więcej patrzę na Pawłową (ale na inne tancerki z jej czasów również), na to powyższe solo do symfonii Rubinsteina między innymi, gdzie w porównaniu do dzisiejszych czasów technika jest niemal prymitywna - to, mimo wszystko, czuję coraz większą odrazę do większości tancerek współczesnych i wzrastające do niebotycznych rozmiarów uwielbienie dla niej. Ile w tym prawdy, ile szczerości uczuć, sama autentyczność, nic więcej. Kiedy patrzę na nią to serce mi rośnie i czuję naprawdę ogromne wzruszenie. Czy to głupie? Być może, ale zastanawia mnie jedna rzecz: a mianowicie, jak to możliwe, że cały świat bez wyjątku kochał się w jej tańcu?[/quote4d]
Moim zdaniem za bardzo mitologizujesz Pawłową. Za 50 lat będzie można czytać o Zacharowej, jaką była genialną tancerką i jak to pół świata się nią zachwycało. To, że gdzieś jest napisane, że "cały świat ją uwielbiał" nie znaczy, że wyglądało to inaczej, niż w czasach obecnych, jak my dzisiaj traktujemy gwiazdy - niektórzy się zachwacają, inni nie
Może tylko kiedyś ładniej się o tym pisało, bo bardziej zwracano uwagę na język (który musiał być bardziej wytworny i natchniony, to kwestia stylu
).
Poza tym, z filmiku tak słabej jakości naprawdę nie da się za dużo wywnioskować, aby móc to porównać do tancerek dzisiajszych, często oglądanych na żywo, itp. W przypadku słabej jakości filmu działa też mechanizm pt. "słabo widać, więc resztę trzeba dopowiedzieć", oraz "skoro mówiono, że była genialna, a tu niewiele widać, to pewnie była"
Oczywiście, Pawłowa wybitną tancerką na pewno była w swoich czasach, tak jak w czasach nam bliższych np. Plisiecka, Makarova, czy jeszcze bliższych Sylvie Guillem.
Czy taka Guillem nie jest prawdziwa, brak jej 'szczerości uczuć' w tańcu? Bardzo niesprawiedliwym zarzutem byłoby tak twierdzić, i to tylko dlatego, że dzisiaj mamy inną technikę tańca klasycznego.
Każdy się odnajduje w swoim czasie i wygląda tak, jak dana epoka od niego wymaga. A takie ślepe zapatrzenie w to, co było, z jednoczesną negacją tego, co dzisiaj, to po prostu łatwy sentymentalizm, i tęsknota do czegoś, czego już nie ma, tylko dlatego, że to już minęło (coś jak tęsknota za czasami PRL-u na przykład
...). Chociaż i na to jest słowo - epigonizm. Ja tam osobiście wolę wyprzedzać nową epokę, niż gonić starą 
[quote4d]Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku. Pisał, że próbował dzielić się tymi spostrzeżeniami z niektórymi swoimi partnerkami, z Pawłową także, ale nawet ona go nie zrozumiała. Gdybyśmy nie wykonali tej efektownej figury na koniec - powiedziała - nie zadowolilibyśmy publiczności, nie otrzymalibyśmy gromkich braw.[/quote4d]
I tak się narodził taniec współczesny...
Pawłowa miała rację, co do tego, czy balet wyraża - no bo to dokładnie tak jest. Balet klasyczny to technika popisowa, bardzo estetyczna przy tym, ale właśnie liczy się forma. Ciało się formuje pod kątem sztywnych reguł, a nie tak, jak ono naturalnie (zgodnie z anatomią) pracuje, i uczy się je wyrażać nie tak, jak ono naturalnie się wyraża. To forma, estetyka, która wzrusza widza. Element treści w balecie nie wynika z samego ruchu ciała, a z pewnego kodu nałożonego na abstrakcyjną choreografię. Czy to nie jest oczywiste?...
[size=94d]
PS. Co się tam przeczepiście do tancerzy współczesnych?? Z posta Ewy wynika, że chodziło jej o tancerki wspołczesne = z dzisiejszych czasów, a nie z techniki współczesnej, a to większość z was jak z klapkami na oczach czyta i bierze sformułowanie wyrwane z kontekstu.
Chiaranzana - co do tancerzy współczesnych (uściślijmy, że chodzi o technikę, a nie czas, bo zdaje się, o tym mówisz w swoim poście) - to może w Polsce tak jest, bo na Zachodzie to się wszyscy rozwijają, w różnych kierunkach, i zaryzykowałabym twierdzenie, że nawet bardziej niż tancerze innych technik (wynika to zresztą z samej specyfiki t. współczesnego, który z definicji wymusza szukanie coraz różnych sposobów wyrazu, jakości ruchu, itp.). Zresztą, w którymś punkcie świat baletu klasycznego a świat t. współczesnego jednak się spotyka - i nie rozdziela się, czy Guillem to była klasyczka, czy jak pracuje z Khanem czy Maliphantem to już współczesna, to po prostu topowa tancerka i tyle. Dzisiejszy balet to właściwie neoklasyka, a dzisiejsi tancerze współcześni w większości mają świetne przygotowanie baletowe.
A we współczesnym teksty, że 'taniec klasyczny jest wypaczeniem', to były na świecie może z 50-70 lat temu, albo i więcej. no i dzisiaj w Polsce, a my jesteśmy po prostu zacofani w tym względzie.
Father - mądrze mówisz
[/size4d]
Moim zdaniem za bardzo mitologizujesz Pawłową. Za 50 lat będzie można czytać o Zacharowej, jaką była genialną tancerką i jak to pół świata się nią zachwycało. To, że gdzieś jest napisane, że "cały świat ją uwielbiał" nie znaczy, że wyglądało to inaczej, niż w czasach obecnych, jak my dzisiaj traktujemy gwiazdy - niektórzy się zachwacają, inni nie
Poza tym, z filmiku tak słabej jakości naprawdę nie da się za dużo wywnioskować, aby móc to porównać do tancerek dzisiajszych, często oglądanych na żywo, itp. W przypadku słabej jakości filmu działa też mechanizm pt. "słabo widać, więc resztę trzeba dopowiedzieć", oraz "skoro mówiono, że była genialna, a tu niewiele widać, to pewnie była"
Oczywiście, Pawłowa wybitną tancerką na pewno była w swoich czasach, tak jak w czasach nam bliższych np. Plisiecka, Makarova, czy jeszcze bliższych Sylvie Guillem.
Czy taka Guillem nie jest prawdziwa, brak jej 'szczerości uczuć' w tańcu? Bardzo niesprawiedliwym zarzutem byłoby tak twierdzić, i to tylko dlatego, że dzisiaj mamy inną technikę tańca klasycznego.
Każdy się odnajduje w swoim czasie i wygląda tak, jak dana epoka od niego wymaga. A takie ślepe zapatrzenie w to, co było, z jednoczesną negacją tego, co dzisiaj, to po prostu łatwy sentymentalizm, i tęsknota do czegoś, czego już nie ma, tylko dlatego, że to już minęło (coś jak tęsknota za czasami PRL-u na przykład
[quote4d]Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku. Pisał, że próbował dzielić się tymi spostrzeżeniami z niektórymi swoimi partnerkami, z Pawłową także, ale nawet ona go nie zrozumiała. Gdybyśmy nie wykonali tej efektownej figury na koniec - powiedziała - nie zadowolilibyśmy publiczności, nie otrzymalibyśmy gromkich braw.[/quote4d]
I tak się narodził taniec współczesny...
Pawłowa miała rację, co do tego, czy balet wyraża - no bo to dokładnie tak jest. Balet klasyczny to technika popisowa, bardzo estetyczna przy tym, ale właśnie liczy się forma. Ciało się formuje pod kątem sztywnych reguł, a nie tak, jak ono naturalnie (zgodnie z anatomią) pracuje, i uczy się je wyrażać nie tak, jak ono naturalnie się wyraża. To forma, estetyka, która wzrusza widza. Element treści w balecie nie wynika z samego ruchu ciała, a z pewnego kodu nałożonego na abstrakcyjną choreografię. Czy to nie jest oczywiste?...
[size=94d]
PS. Co się tam przeczepiście do tancerzy współczesnych?? Z posta Ewy wynika, że chodziło jej o tancerki wspołczesne = z dzisiejszych czasów, a nie z techniki współczesnej, a to większość z was jak z klapkami na oczach czyta i bierze sformułowanie wyrwane z kontekstu.
Chiaranzana - co do tancerzy współczesnych (uściślijmy, że chodzi o technikę, a nie czas, bo zdaje się, o tym mówisz w swoim poście) - to może w Polsce tak jest, bo na Zachodzie to się wszyscy rozwijają, w różnych kierunkach, i zaryzykowałabym twierdzenie, że nawet bardziej niż tancerze innych technik (wynika to zresztą z samej specyfiki t. współczesnego, który z definicji wymusza szukanie coraz różnych sposobów wyrazu, jakości ruchu, itp.). Zresztą, w którymś punkcie świat baletu klasycznego a świat t. współczesnego jednak się spotyka - i nie rozdziela się, czy Guillem to była klasyczka, czy jak pracuje z Khanem czy Maliphantem to już współczesna, to po prostu topowa tancerka i tyle. Dzisiejszy balet to właściwie neoklasyka, a dzisiejsi tancerze współcześni w większości mają świetne przygotowanie baletowe.
A we współczesnym teksty, że 'taniec klasyczny jest wypaczeniem', to były na świecie może z 50-70 lat temu, albo i więcej. no i dzisiaj w Polsce, a my jesteśmy po prostu zacofani w tym względzie.
Father - mądrze mówisz
[quote1b="Joanna"]Moim zdaniem za bardzo mitologizujesz Pawłową. Za 50 lat będzie można czytać o Zacharowej, jaką była genialną tancerką i jak to pół świata się nią zachwycało. To, że gdzieś jest napisane, że "cały świat ją uwielbiał" nie znaczy, że wyglądało to inaczej, niż w czasach obecnych, jak my dzisiaj traktujemy gwiazdy - niektórzy się zachwacają, inni nie
Może tylko kiedyś ładniej się o tym pisało, bo bardziej zwracano uwagę na język (który musiał być bardziej wytworny i natchniony, to kwestia stylu
).[/quote1b]
Ależ porównywanie Pawłowej z Zakharovą to kompletna pomyłka. I nie chodzi mi wcale o różnicę czasów, w jakich żyły. Po pierwsze, absolutnie postaci Pawłowej nie mitologizuję, przeciwnie, bardzo trzeźwo oceniam jej dorobek i to, co wniosła do sztuki tańca, a raczej czego nie wniosła - pisałam o tym wyżej. Poza tym Zakharova - a cóż to jest za wyznacznik? Zakharova postrzegana w kategorii artystki? Ilu ją tak teraz postrzega, niech postrzega, ale za 50 lat.. ślad po niej zaginie. Z przyjemnością założyłabym się z Tobą, że już za 30 lat mało kto będzie o niej pamiętał, jeśli w ogóle. I nie kłóćmy się o to teraz, bo w tej chwili do niczego to nie zaprowadzi, czas zweryfikuje nasze tezy i wtedy któraś z nas będzie mogła sobie pomyśleć, czy miała rację, czy też się myliła. A więc do zobaczenia przy okazji zastanawiania się nad tą myślą za 30 lat
[quote1b="Joanna"]A takie ślepe zapatrzenie w to, co było, z jednoczesną negacją tego, co dzisiaj, to po prostu łatwy sentymentalizm, i tęsknota do czegoś, czego już nie ma, tylko dlatego, że to już minęło (coś jak tęsknota za czasami PRL-u na przykład
...). Chociaż i na to jest słowo - epigonizm. Ja tam osobiście wolę wyprzedzać nową epokę, niż gonić starą
[/quote1b]
No widzisz Joanno, sama nie czytasz ze zrozumieniem. Kto tu mówił o jakieś negacji tego, co jest dzisiaj? W pobocznym aspekcie tej całej dyskusji wyłania się prędzej fakt negacji tego, co było kiedyś, więc nie wiem, skąd taka myśl przyszła Ci do głowy. Cytując Haskella miałam konkretny cel. W moim przypadku stwierdzenie: "Jestem po obu stronach", które powtórzyłam za tym wybitnym krytykiem oznaczało nie tylko w sferze konkretu podziwianie Pawłowej i Fokina, jako dwu przeciwstawnych ognisk tańca klasycznego i awangardowego, ale podziwianie także wielu współczesnych choreografów tj. tworzących dzisiaj, o czym oprócz użycia tej metafory napisałam otwartym tekstem, więc nie trzeba się było jakoś szczególnie wysilać, żeby to zrozumieć.
Co do wyprzedzania epoki owszem, jest to od zawsze bardzo modny frazes, ale i cóż z tego? W środowiskach elit nigdy nie przestaje się cenić dorobku poprzednich pokoleń i nie traktuje się ich pogardliwie jako "reliktów przeszłości", zaszłości etc,. ale z najwyższym poważaniem. Ja to szanuję i rozumiem. Tak samo jak w literaturze mieliśmy Mickiewicza, Prusa, Żeromskiego itd. (przykłady można mnożyć), w muzyce Chopina, a cały świat miał tysiące pokoleń innych wybitnych pisarzy, kompozytorów, malarzy, psychologów, naukowców, tak taniec miał np. Pawłową i Niżyńskiego, Fokina. Jeśli ktoś patrzy ahistorycznie to jego problem, jeśli ktoś nie umie dostrzec wartości w literaturze sprzed 100 lat, obrazie sprzed 200, dziele muzycznym choćby i z XV wieku - tylko dlatego, że jest "stare", to wszystko tylko i wyłącznie jego problem. Uważanie się obecnej cywilizacji z nie wiadomo jakiego powodu za lepszą od minionych pokoleń jest nie tyle pychą, co błędem, bo to co mamy dziś zostało wypracowane nie w ciągu dziesięciolecia, dwóch, ale zdobyte ciężką pracą w ciągu całego szeregu wieków. Dla mnie sztuka ma wymiar i charakter UNIWERSALNY. A uniwersalność oznacza to, że nie ważne czy jakieś dzieło powstało 5 lat temu, czy choćby i tysiąc lat temu, ale to, jakie wartości przedstawia ono dzisiaj. Dla mnie sztuka taneczna Pawłowej przedstawia konkretną wartość, a jeśli ktoś jej nie widzi - nic na siłę. Ale niech nie stara się udowodnić z uporem maniaka podobnych dyrdymałów, że tylko to co powstaje dzisiaj ma największą wartość, czy to w mało dyskusyjnej kwestii muzyki, czy też w dziedzinie tańca. Percepcja dzieła sztuki zależy tylko i wyłącznie od ukształtowanej wrażliwości i świadomości odbioru człowieka, ja np. jeśli czegoś nie rozumiem, nie staram się od razu zanegować tego, co ktoś inny, co całe pokolenia postrzegały jako wartość. Czekam i czasem dojrzewam, czasem nie. Nie każdy musi dojrzeć i widzieć wszystko, ale to zależy też od wysiłku, jaki wkłada się w swój wewnętrzny rozwój.
[quote1b]I tak się narodził taniec współczesny...
[/quote1b]
I owszem, nikt nie neguje tego, jaki wpływ na pozostałe techniki miała klasyka, do czego doprowadziła, ale przecież zupełnie nie o to tutaj chodzi Fokinowi. No właśnie, narodził się, a kto jest uważany powszechnie za ojca baletu współczesnego? Fokin. Nikt inny tylko on. Czyli tym samym również za praojca tańca współczesnego. Właśnie te słowa to słowa refleksji wybitnego choreografa, który przyczynił się do zupełnie nowej epoki w historii tańca, przełamania całego szeregu konwencjonalnych zasad, więc proponuję najpierw dokładniej przestudiować jego myśl, zamiast wyciągać pochopne wnioski. Właśnie ta niechęć do popisów bez żadnego uzasadnienia stanowi podstawy jego tanecznej filozofii, jego przyszłej pracy twórczej, która była bezdyskusyjne nowatorska i przełomowa.
[quote1b]Pawłowa miała rację, co do tego, czy balet wyraża - no bo to dokładnie tak jest. Balet klasyczny to technika popisowa, bardzo estetyczna przy tym, ale właśnie liczy się forma. Ciało się formuje pod kątem sztywnych reguł, a nie tak, jak ono naturalnie (zgodnie z anatomią) pracuje, i uczy się je wyrażać nie tak, jak ono naturalnie się wyraża. To forma, estetyka, która wzrusza widza. Element treści w balecie nie wynika z samego ruchu ciała, a z pewnego kodu nałożonego na abstrakcyjną choreografię. Czy to nie jest oczywiste?...[/quote1b]
Jeśli już, to Fokin, nie Pawłowa, bo to jego myśl, a po drugie nie, nic nie jest oczywiste, a to co piszesz, jest wprost odwrotne do tego, jak jest w rzeczywistości. Poza tym kto tego nie wie, że ciało w tej technice kształtuje się niezgodnie ze swoją anatomią? Nie o to tutaj chodzi, odsyłam do źródeł, wtedy sobie porozmawiamy. Jeśli wyrywasz jedno zdanie z kontekstu i na jego podstawie formułujesz osąd, jak to było według Fokina i piszesz, że miał rację, to z przykrością muszę Ci powiedzieć, że on by się z Tobą nie zgodził, bo miał na myśli coś zupełnie innego.
A zresztą jak to "miała rację, co do tego, czy balet wyraża". O co chodzi, nie rozumiem tego zdania? Więc streszczam: [u1b]nie chodziło o ogólne deliberacje nad tym co balet konkretnie wyraża, a czego nie, ale o to, że przestaje wyrażać cokolwiek wtedy, gdy technika dominuje nad treścią, gdy strona popisowa zaburza akcję.[/u1b] Zresztą Blanche prosiła mnie o zacytowanie tego fragmentu w całości, więc jak już znajdę czas to zamieszczę go na forum w odpowiednim miejscu, bo teraz te dywagacje wyraźnie zaczynają tracić sens.
Ależ porównywanie Pawłowej z Zakharovą to kompletna pomyłka. I nie chodzi mi wcale o różnicę czasów, w jakich żyły. Po pierwsze, absolutnie postaci Pawłowej nie mitologizuję, przeciwnie, bardzo trzeźwo oceniam jej dorobek i to, co wniosła do sztuki tańca, a raczej czego nie wniosła - pisałam o tym wyżej. Poza tym Zakharova - a cóż to jest za wyznacznik? Zakharova postrzegana w kategorii artystki? Ilu ją tak teraz postrzega, niech postrzega, ale za 50 lat.. ślad po niej zaginie. Z przyjemnością założyłabym się z Tobą, że już za 30 lat mało kto będzie o niej pamiętał, jeśli w ogóle. I nie kłóćmy się o to teraz, bo w tej chwili do niczego to nie zaprowadzi, czas zweryfikuje nasze tezy i wtedy któraś z nas będzie mogła sobie pomyśleć, czy miała rację, czy też się myliła. A więc do zobaczenia przy okazji zastanawiania się nad tą myślą za 30 lat
[quote1b="Joanna"]A takie ślepe zapatrzenie w to, co było, z jednoczesną negacją tego, co dzisiaj, to po prostu łatwy sentymentalizm, i tęsknota do czegoś, czego już nie ma, tylko dlatego, że to już minęło (coś jak tęsknota za czasami PRL-u na przykład
No widzisz Joanno, sama nie czytasz ze zrozumieniem. Kto tu mówił o jakieś negacji tego, co jest dzisiaj? W pobocznym aspekcie tej całej dyskusji wyłania się prędzej fakt negacji tego, co było kiedyś, więc nie wiem, skąd taka myśl przyszła Ci do głowy. Cytując Haskella miałam konkretny cel. W moim przypadku stwierdzenie: "Jestem po obu stronach", które powtórzyłam za tym wybitnym krytykiem oznaczało nie tylko w sferze konkretu podziwianie Pawłowej i Fokina, jako dwu przeciwstawnych ognisk tańca klasycznego i awangardowego, ale podziwianie także wielu współczesnych choreografów tj. tworzących dzisiaj, o czym oprócz użycia tej metafory napisałam otwartym tekstem, więc nie trzeba się było jakoś szczególnie wysilać, żeby to zrozumieć.
Co do wyprzedzania epoki owszem, jest to od zawsze bardzo modny frazes, ale i cóż z tego? W środowiskach elit nigdy nie przestaje się cenić dorobku poprzednich pokoleń i nie traktuje się ich pogardliwie jako "reliktów przeszłości", zaszłości etc,. ale z najwyższym poważaniem. Ja to szanuję i rozumiem. Tak samo jak w literaturze mieliśmy Mickiewicza, Prusa, Żeromskiego itd. (przykłady można mnożyć), w muzyce Chopina, a cały świat miał tysiące pokoleń innych wybitnych pisarzy, kompozytorów, malarzy, psychologów, naukowców, tak taniec miał np. Pawłową i Niżyńskiego, Fokina. Jeśli ktoś patrzy ahistorycznie to jego problem, jeśli ktoś nie umie dostrzec wartości w literaturze sprzed 100 lat, obrazie sprzed 200, dziele muzycznym choćby i z XV wieku - tylko dlatego, że jest "stare", to wszystko tylko i wyłącznie jego problem. Uważanie się obecnej cywilizacji z nie wiadomo jakiego powodu za lepszą od minionych pokoleń jest nie tyle pychą, co błędem, bo to co mamy dziś zostało wypracowane nie w ciągu dziesięciolecia, dwóch, ale zdobyte ciężką pracą w ciągu całego szeregu wieków. Dla mnie sztuka ma wymiar i charakter UNIWERSALNY. A uniwersalność oznacza to, że nie ważne czy jakieś dzieło powstało 5 lat temu, czy choćby i tysiąc lat temu, ale to, jakie wartości przedstawia ono dzisiaj. Dla mnie sztuka taneczna Pawłowej przedstawia konkretną wartość, a jeśli ktoś jej nie widzi - nic na siłę. Ale niech nie stara się udowodnić z uporem maniaka podobnych dyrdymałów, że tylko to co powstaje dzisiaj ma największą wartość, czy to w mało dyskusyjnej kwestii muzyki, czy też w dziedzinie tańca. Percepcja dzieła sztuki zależy tylko i wyłącznie od ukształtowanej wrażliwości i świadomości odbioru człowieka, ja np. jeśli czegoś nie rozumiem, nie staram się od razu zanegować tego, co ktoś inny, co całe pokolenia postrzegały jako wartość. Czekam i czasem dojrzewam, czasem nie. Nie każdy musi dojrzeć i widzieć wszystko, ale to zależy też od wysiłku, jaki wkłada się w swój wewnętrzny rozwój.
[quote1b]I tak się narodził taniec współczesny...
I owszem, nikt nie neguje tego, jaki wpływ na pozostałe techniki miała klasyka, do czego doprowadziła, ale przecież zupełnie nie o to tutaj chodzi Fokinowi. No właśnie, narodził się, a kto jest uważany powszechnie za ojca baletu współczesnego? Fokin. Nikt inny tylko on. Czyli tym samym również za praojca tańca współczesnego. Właśnie te słowa to słowa refleksji wybitnego choreografa, który przyczynił się do zupełnie nowej epoki w historii tańca, przełamania całego szeregu konwencjonalnych zasad, więc proponuję najpierw dokładniej przestudiować jego myśl, zamiast wyciągać pochopne wnioski. Właśnie ta niechęć do popisów bez żadnego uzasadnienia stanowi podstawy jego tanecznej filozofii, jego przyszłej pracy twórczej, która była bezdyskusyjne nowatorska i przełomowa.
[quote1b]Pawłowa miała rację, co do tego, czy balet wyraża - no bo to dokładnie tak jest. Balet klasyczny to technika popisowa, bardzo estetyczna przy tym, ale właśnie liczy się forma. Ciało się formuje pod kątem sztywnych reguł, a nie tak, jak ono naturalnie (zgodnie z anatomią) pracuje, i uczy się je wyrażać nie tak, jak ono naturalnie się wyraża. To forma, estetyka, która wzrusza widza. Element treści w balecie nie wynika z samego ruchu ciała, a z pewnego kodu nałożonego na abstrakcyjną choreografię. Czy to nie jest oczywiste?...[/quote1b]
Jeśli już, to Fokin, nie Pawłowa, bo to jego myśl, a po drugie nie, nic nie jest oczywiste, a to co piszesz, jest wprost odwrotne do tego, jak jest w rzeczywistości. Poza tym kto tego nie wie, że ciało w tej technice kształtuje się niezgodnie ze swoją anatomią? Nie o to tutaj chodzi, odsyłam do źródeł, wtedy sobie porozmawiamy. Jeśli wyrywasz jedno zdanie z kontekstu i na jego podstawie formułujesz osąd, jak to było według Fokina i piszesz, że miał rację, to z przykrością muszę Ci powiedzieć, że on by się z Tobą nie zgodził, bo miał na myśli coś zupełnie innego.
A zresztą jak to "miała rację, co do tego, czy balet wyraża". O co chodzi, nie rozumiem tego zdania? Więc streszczam: [u1b]nie chodziło o ogólne deliberacje nad tym co balet konkretnie wyraża, a czego nie, ale o to, że przestaje wyrażać cokolwiek wtedy, gdy technika dominuje nad treścią, gdy strona popisowa zaburza akcję.[/u1b] Zresztą Blanche prosiła mnie o zacytowanie tego fragmentu w całości, więc jak już znajdę czas to zamieszczę go na forum w odpowiednim miejscu, bo teraz te dywagacje wyraźnie zaczynają tracić sens.