Boris Ejfman (Rosyjski Hamlet i inne jego balety)
[quote:28b70a33bb="M."]Potem nawet przez moment byłam zła na Ejfmana, bo pomyślałam sobie, że facet trochę nas oszukuje - "narkotyzuje" nas pięknym efektem pracy całego zespołu przez co siedzimy na widowni wryci w fotele raz to zapłakani raz zauroczeni, ale dlaczego kurna cały czar pryska od razu po opuszczeniu kurtyny?? Dlaczego nie pozostaje nic w środku?[/quote:28b70a33bb]
Pewnego październikowego wieczoru w 2005 roku odurzony "Anną Kareninią", wracając w deszczowy wieczór z Umiłowanego Teatru Wielkiego w Poznaniu zadałem sobie dokładnie to samo pytanie co Ty. No cóż-można mnie za odpowiedź którą znalazłem w sobie znienawidzieć... ale doszedłem do wniosku, że ta "pustka" którą po Ejfmanie [u:28b70a33bb]zawsze [/u:28b70a33bb]czuję w sercu wynika z tego że niestety nie mogę się pogodzić z tym że tak cudna technika i uroda wykonawców nie przekłada się na PRAWDZIWE emocje.
Trudno mi to w tej chwili opisać - ale DLA MNIE ogladać balety Ejfmana to tak samo jakby patrzeć na najpiękniejsza twarz jaką się widziało w życiu - ale ta twarz nie miałaby oczu.
I dlatego na Ejfmanie bywam zwykle raz w roku - może kiedyś do mnie dotrze.
Wolę ułomny technicznie balet, który coś mi opowiada, niż najpiękniej wykonany technicznie ale pozostawiający u mnie pustkę.
Jesli ktoś w balecie Ejfmana przykuwa moja uwagę i jakoś do mnie ze swoja opowieścia trafia - to rzecz muszę że najbardziej lubię Ninę Zmijewiec. Ot rosyjska dusza... cud baljetnej krasy... :wink:
Pewnego październikowego wieczoru w 2005 roku odurzony "Anną Kareninią", wracając w deszczowy wieczór z Umiłowanego Teatru Wielkiego w Poznaniu zadałem sobie dokładnie to samo pytanie co Ty. No cóż-można mnie za odpowiedź którą znalazłem w sobie znienawidzieć... ale doszedłem do wniosku, że ta "pustka" którą po Ejfmanie [u:28b70a33bb]zawsze [/u:28b70a33bb]czuję w sercu wynika z tego że niestety nie mogę się pogodzić z tym że tak cudna technika i uroda wykonawców nie przekłada się na PRAWDZIWE emocje.
Trudno mi to w tej chwili opisać - ale DLA MNIE ogladać balety Ejfmana to tak samo jakby patrzeć na najpiękniejsza twarz jaką się widziało w życiu - ale ta twarz nie miałaby oczu.
I dlatego na Ejfmanie bywam zwykle raz w roku - może kiedyś do mnie dotrze.
Wolę ułomny technicznie balet, który coś mi opowiada, niż najpiękniej wykonany technicznie ale pozostawiający u mnie pustkę.
Jesli ktoś w balecie Ejfmana przykuwa moja uwagę i jakoś do mnie ze swoja opowieścia trafia - to rzecz muszę że najbardziej lubię Ninę Zmijewiec. Ot rosyjska dusza... cud baljetnej krasy... :wink:
ciekawe, dla mnie zawsze najwazniejsze u Ejfmana sa emoje ktre powodują ze po wyjściu z teatru mam niemal "gorzączkę" i emocje az mna "trzęsą" a w trakcie spektaklu nie raz zadra mi się uronic łzę.. :) technika i uroda tanca i tancerzy owszem, zachwyca, ale jest dla mnie u niego tak oczywista jak narzedzie służace celowi - przekazaniu emocji, ze niemal nie zwracam na nia uwagi ;)
jak widac to samo dzieło sztuki (zgodnie z twierdzeniem Umberto Eko) zupełnie inaczej moze wpływac na dwie osoby - i to jest własnie niezbywalna cecha charakterystyczna szuki ;)
jak widac to samo dzieło sztuki (zgodnie z twierdzeniem Umberto Eko) zupełnie inaczej moze wpływac na dwie osoby - i to jest własnie niezbywalna cecha charakterystyczna szuki ;)
Scarpio, jakto zawsze?? A same tematy poruszane przez Ejmana Cię nie "ruszają"?
Bo ja już czytając libretta przed oglądaniem wiedziałam po co idę na każde przedstawienie. I teraz nawet jak wracam do treści i niektórych obrazów Hamleta, to również pustki nie czuje. Chociaż rzeczywiście przy oglądaniu przedstawień Ejfmana w moim odczuciu jest kilka takich rzeczy przez które balety odrobinę w moich oczach tracą, lub może inaczej, nie zyskują więcej - już bez kilku "chwytów pod publiczkę" i akrobacji to co widziałam do tej pory miałoby dla mnie wystarczającą wartość.
Teraz wogle mam frajdę z czytania Braci-choć dużo rzeczy mnie od nich odciąga i wkurzam się na siebie, że to nie Dostojewskiego a jakąś słabiznę czytałam na chwilę przed przyjazdem Ejfmana. Ale teraz, świeżo po festiwalu też czyta się fajnie - główne wątki powieści mam zarysowane tanecznie, Alosza ma w mojej wyobraźni twarz Fiszera, Katarzyna Sitnikowej a Gruszeńka właśnie Niny Żmijewiec. Jedynie Fiodor jest w powieści zupełnie inny - u Ejfmana zdaje się być zwykłym pijaczyną, natomiast u Dostojewskiego to kawał zepsutego Karamazowa...
Bo ja już czytając libretta przed oglądaniem wiedziałam po co idę na każde przedstawienie. I teraz nawet jak wracam do treści i niektórych obrazów Hamleta, to również pustki nie czuje. Chociaż rzeczywiście przy oglądaniu przedstawień Ejfmana w moim odczuciu jest kilka takich rzeczy przez które balety odrobinę w moich oczach tracą, lub może inaczej, nie zyskują więcej - już bez kilku "chwytów pod publiczkę" i akrobacji to co widziałam do tej pory miałoby dla mnie wystarczającą wartość.
Teraz wogle mam frajdę z czytania Braci-choć dużo rzeczy mnie od nich odciąga i wkurzam się na siebie, że to nie Dostojewskiego a jakąś słabiznę czytałam na chwilę przed przyjazdem Ejfmana. Ale teraz, świeżo po festiwalu też czyta się fajnie - główne wątki powieści mam zarysowane tanecznie, Alosza ma w mojej wyobraźni twarz Fiszera, Katarzyna Sitnikowej a Gruszeńka właśnie Niny Żmijewiec. Jedynie Fiodor jest w powieści zupełnie inny - u Ejfmana zdaje się być zwykłym pijaczyną, natomiast u Dostojewskiego to kawał zepsutego Karamazowa...
Oczywiście że "same tematy" mnie "ruszają". Ale to poruszenie występuje u mnie zawsze podczas każdej wizyty w Teatrze Wielkim i potrafię je odróżnić od tego, wywołanego - przepraszam za techniczne ujęcie - aparatem wykonawczym. Myślę, że to po prostu kwestia indywidualna każdego człowieka (widza, odpbiorcy),a ściślej mówiąc akceptacji pewnej konwencji (stylu) w ogóle wykonawców wywodzących się z kręgu St.Petersburga. U mnie akurat jest tak a nie inaczej. No cóż...
Jeśli wkrótce obejrzycie/przypomnicie sobie w WaWie Annę Kareninę, to może powiem tak: Po spektaklu Ejfmana mój stan ducha jest taki, że zobrazować by to można dokładnie tak jak w finale tego spektaklu przed przerwą: Po intensywnej akcji główna protagonistka po prawej stronie sceny, w snopie światła z góry, reszta sceny ginie w kompletnym zaciemnieniu. Stoi jakoś samotnie w środku koła zbudowanego z torów kolejki - zabawki, jeżdżącej wokół niej i naśladującej dzwięki prawdziwej lokomotywy... A przecież tyle się przed chwilą wydarzyło. :wink:
Jeśli wkrótce obejrzycie/przypomnicie sobie w WaWie Annę Kareninę, to może powiem tak: Po spektaklu Ejfmana mój stan ducha jest taki, że zobrazować by to można dokładnie tak jak w finale tego spektaklu przed przerwą: Po intensywnej akcji główna protagonistka po prawej stronie sceny, w snopie światła z góry, reszta sceny ginie w kompletnym zaciemnieniu. Stoi jakoś samotnie w środku koła zbudowanego z torów kolejki - zabawki, jeżdżącej wokół niej i naśladującej dzwięki prawdziwej lokomotywy... A przecież tyle się przed chwilą wydarzyło. :wink:
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ja byłam i również mam pozytywne wrażenia, chociaż jak na razie trudno mi je pozbierać w całość.. wiem na pewno, że większe wrażenie wywarł na mnie zdecydowanie II akt, jednak porównując z tymi największymi choreografiami Ejfmana, typu "Czerwona Giselle", "Rosyjski Hamlet" właśnie, to mogłabym powiedzieć, że czuję pewien niedosyt ;)
Mam nadzieję, że wybaczycie mi tym razem mój post pod postem, bo w przeciwnym razie całkiem możliwe, ze musiałabym czekać z rok na pojawienie się nowych wrażeń po kolejnym przyjeździe Sanktpetersburskiego teatru baletu do Polski;)
Przede wszystkim, to zapomniałam bardzo pogratulować Kasi G. jej bardzo udanego opisania i może nawet próby podsumowania sztuki Ejfmana, które znalazło się w programie "Oniegina" ;) Naprawdę czytałam z przyjemnością, bardzo merytoryczne i świetnie wybrane zagadnienia, które rozpatrywałaś i dużo ciekawych niby to drobiazgów, a jednak bardzo ważnych rzeczy, które tworzą właśnie takie swoiste smaczki, jakie każdy lubi czytać :) I poza tym bardzo się ucieszyłam, że zajęłaś się również omówieniem symbolicznej strony elementów jego spektakli, naprawdę świetna sprawa.
Poza tym cóż - mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grona zagorzałych wielbicieli Ejfmana i choć na razie miałam kontakt tylko z jego największymi dziełami (ale za to ile do odkrycia dzięki temu jeszcze przede mną!), oraz z "Onieginem" to wciągnął mnie dopiero wtedy, kiedy poznałam jego spektakl na żywo.. Przyznaję, że wcześniej z różnych powodów ociągałam się z pójściem do teatru na jakiś jego spektakl - chyba miałam wrażenie, że nawet jak zagraniczny choreograf, ale przyjeżdża do Polski, to nie ma on prawdopodobnie nic ciekawego do zaoferowania, a tu nagle bach.. i takie zaskoczenie. Cieszę się, że udało mi się nareszcie zerwać z tym smętnym stereotypem ;)
Zresztą proces mojego stopniowego odwracania się od typowej klasyki, właśnie bardziej w stronę neoklasyki i baletu współczesnego rozpoczął się już dawniej, a przypieczętował go właśnie Ejfman z "Rosyjskim hamletem" na czele. Tym fantastycznym dziełem zachwyca się niepomiernie nawet moja polonistka (pani profesor przyznała nawet, ze właśnie dzięki Ejfmanowi marzy o wybraniu się na reżyserię światła!). Spóźniona ze mnie wielbicielka co prawda w stosunku do was, aczkolwiek zapewniam, że na pewno wierna i wytrwała, bo jeśli tylko coś wryje mi się w pamięć i w serce; jako wiekopomne, nadzwyczajne, przełomowe, niezapomniane, żadnego odwrotu już nie ma.
PS. Swoją drogą, bardzo chętnie poczytałabym wspomniane prace magisterskie dotyczące jego twórczości.. miał je ktoś może w ręku, może chociaż przeglądał? ;)
Przede wszystkim, to zapomniałam bardzo pogratulować Kasi G. jej bardzo udanego opisania i może nawet próby podsumowania sztuki Ejfmana, które znalazło się w programie "Oniegina" ;) Naprawdę czytałam z przyjemnością, bardzo merytoryczne i świetnie wybrane zagadnienia, które rozpatrywałaś i dużo ciekawych niby to drobiazgów, a jednak bardzo ważnych rzeczy, które tworzą właśnie takie swoiste smaczki, jakie każdy lubi czytać :) I poza tym bardzo się ucieszyłam, że zajęłaś się również omówieniem symbolicznej strony elementów jego spektakli, naprawdę świetna sprawa.
Poza tym cóż - mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do grona zagorzałych wielbicieli Ejfmana i choć na razie miałam kontakt tylko z jego największymi dziełami (ale za to ile do odkrycia dzięki temu jeszcze przede mną!), oraz z "Onieginem" to wciągnął mnie dopiero wtedy, kiedy poznałam jego spektakl na żywo.. Przyznaję, że wcześniej z różnych powodów ociągałam się z pójściem do teatru na jakiś jego spektakl - chyba miałam wrażenie, że nawet jak zagraniczny choreograf, ale przyjeżdża do Polski, to nie ma on prawdopodobnie nic ciekawego do zaoferowania, a tu nagle bach.. i takie zaskoczenie. Cieszę się, że udało mi się nareszcie zerwać z tym smętnym stereotypem ;)
Zresztą proces mojego stopniowego odwracania się od typowej klasyki, właśnie bardziej w stronę neoklasyki i baletu współczesnego rozpoczął się już dawniej, a przypieczętował go właśnie Ejfman z "Rosyjskim hamletem" na czele. Tym fantastycznym dziełem zachwyca się niepomiernie nawet moja polonistka (pani profesor przyznała nawet, ze właśnie dzięki Ejfmanowi marzy o wybraniu się na reżyserię światła!). Spóźniona ze mnie wielbicielka co prawda w stosunku do was, aczkolwiek zapewniam, że na pewno wierna i wytrwała, bo jeśli tylko coś wryje mi się w pamięć i w serce; jako wiekopomne, nadzwyczajne, przełomowe, niezapomniane, żadnego odwrotu już nie ma.
PS. Swoją drogą, bardzo chętnie poczytałabym wspomniane prace magisterskie dotyczące jego twórczości.. miał je ktoś może w ręku, może chociaż przeglądał? ;)